Ślimaczy start sezonu na sok jabłkowy

602
Jabłka są myte, oczyszczane z liści, tłoczone i pasteryzowane

Sezon produkcji soku z jabłek rozpoczął się już na początku września, ale przykład podwileńskich Awiżeń (gdzie są dwie tłoczarnie owoców) wskazuje na brak pośpiechu ze strony gospodarzy sadów. Tegoroczny, przyspieszony upalnym latem plon jabłoni i grusz jeszcze ich nie przekonał do zbiorów, chociaż zmoczone deszczami owoce już gniją wprost na gałęziach.

Wkrótce sznury żywych kolejek

Optymiści jeszcze ociągają się z dostarczeniem swego plonu do punktów tłoczenia soku, w naiwnej nadziei, że „jabłka jeszcze podrosną” (naiwni – najwyżej bardziej dojrzeją), a one po prostu będą jeszcze bardziej gnić – na gałęziach i spadnięte na ziemi. Tegoroczne ataki wron, srok, os i pszczół z powietrza, a mrówek i ślimaków – z ziemi, kaleczą bezlitośnie jesienne owoce. Tak więc, na razie nie ma tradycyjnych, długich kolejek do przeróbki jabłek na sok. Ale jeszcze tydzień, dwa i będzie gorąco każdego dnia, z niedzielą (kiedy również pracują tłoczarnie) włącznie. Żywa kolejka (bo nie ma tu zapisów, wszystko idzie jak fabrycznym taśmociągiem) samochodów z pełnymi bagażnikami, przyczepami worków z jabłkami będzie jak zawsze stała jeszcze daleko przed skrętem do tłoczarni.
I klienci będą się uwijali w tę i w tamtą stronę – wyładowując swój drogocenny towar i radośnie ładując do bagażników woreczki foliowe z pudełkami (na co dzień) i kolorowe opakowania (na prezenty) soku jabłkowego. I wcale nie żałując, że na oddanie swego towaru „do produkcji” musieli poświęcić kilka godzin, a potem następnego dnia (w najlepszym wypadku) albo dopiero po tygodniu mogli odebrać swój sok.

Sok „na bogato”!

W pierwszym tygodniu „śpiączki” klientów można było odebrać sok już po godzinie-dwóch od czasu dostarczenia

Do bramy podjeżdża stary granatowy dżip. Starszy pan dziarsko wyładowuje płócienne worki na drewniane palety, a pani dopytuje się po raz kolejny, czy można zrobić sok z dodatkiem… Słyszy w odpowiedzi: „Tak, owszem!”. Na jabłkach ląduje 10 tekturowych skrzynek z… pomarańczami. „To córka na bazie (czyli w hurtowni) tanio znalazła…” – tłumaczy się, jakby trochę zawstydzona takim „marnotrawstwem”. No, ten sok to będzie naprawdę „na bogato”!

Gruszki przyjmują, ale… pod warunkiem

Z kolei inny klient nie miał szczęścia. Chciał mieć sok z samych gruszek (szczęściarz!), ale się nie udało.
– Owszem, u nas można przetworzyć gruszki, jak też marchewki (poprzednio umyte!), winogrona, porzeczki, dynie (przedtem obrane i pokrajane). Jeden warunek – dodatek do jabłek nie może – z powodu procesu produkcyjnego – przekroczyć 30 proc. Chcemy zapewnić gwarancję przechowywania, a np. w wypadku gruszek pasteryzacja do przepisowych 78 stopni nie wystarcza – trzeba do 100 proc. (bo mają bardzo dużo cukru), a posiadana przez nas technologia na to nie pozwala – mówi kierowniczka, pani Milda.

Był też inny pechowiec z jabłkami wzbogaconymi o śliweczki gruzińskiej ałyczy. Biedny, na poboczu musiał „wydłubywać” mirabelki, bo maszyny by popsuł ich dużymi, twardymi pestkami.

Na terenie fabryczki obowiązują maseczki ochronne. „Przecież tu przyjeżdża cały powiat wileński!” – mówi kierowniczka

„Żywy” sok dla oszczędnych i amatorów wina

Jedną z nielicznych grup klientów są ludzie oszczędni i amatorzy wina jabłkowego. Poznać ich można łatwo po naczyniach, do jakich zabierają swój towar – dużych, plastikowych beczek lub ogromnych szklanych butli. Pierwsi będą sami pasteryzować sok, bo to taniej, choć sporo im to czasu zajmie. Drudzy – mają swoje sposoby na to, żeby złocisty napój zaczął buzować, puszczając bąbelki przedsmaku domowego winka.

Wreszcie pierwszy łyk…

No i wreszcie pierwsza szklanka z tegorocznego plonu własnych jabłek. Mniam! No, smak może trochę bardziej kwaśnawy od ubiegłorocznego – słodszego. Dziwne lato swoje zrobiło…
Ale mimo to pije się z zamkniętymi z rozkoszy oczyma. A do tego fakt, że to sok swój, z jabłek ze swego sadu zbierany, a nie ten kartonowy, sklepowy, gdzie piszą – „Wyprodukowany ze 100-proc. koncentratu”. „Wyprodukowany…” – no, tak, tyle że z dodaniem wody i cukru. A gdzie tam cukru! Tańszego słodzika… Więc jeszcze łyk własnego soku – mmm!


CENY SOKU

5-litrowy woreczek foliowy – 2,50 euro
Pudełko papierowe do woreczka – 0,50 euro
5-litrowy (kolorowe opakowanie) – 2,90 euro
3-litrowy (kolorowe opakowanie) – 2,30 euro
1 litr (niepasteryzowany) – 0,30 euro


DOWCIP Z BAZARU „POD HALĄ”

Przychodzi starsza pani na rynek „Pod Halą” i przechadza się nonszalancko pomiędzy rzędami sprzedawców. Podchodzi do kobieciny z gruszkami i zakrzywionym palcem w rękawiczce wskazuje na jej towar: „Kriauszy?”. Babka aż przysiadła ze strachu i bijąc się w piersi, woła: „Nie krauszy, ponieczka, nie krauszy! W swajom sadu zbierauszy!”.


Fot. autor