Wokół Wszystkich Świętych. Rozmowa z o. Mateuszem Stachowskim

Warto przypominać, że świętość to życie z Panem Bogiem, że nie znajduje się gdzieś na cmentarzu, trzy metry pod ziemią, mówi o. Mateusz Stachowski
| Fot. Radio Wilno/ L.24

Listopad to miesiąc nierozerwalnie związany w naszej kulturze z odwiedzaniem cmentarzy. Dlaczego Uroczystość Wszystkich Świętych, jedno z najważniejszych chrześcijańskich świąt, w tradycji ustępuje miejsca zaduszkom?

Rzeczywiście, w powszechnej świadomości na plan pierwszy wybija się Święto Zmarłych. Teologicznie oczywiście jest to niepoprawne, ale ma też swoje znaczenie. Drogą do świętości, tej ogłoszonej przez Kościół, jest przecież śmierć. Nikt nie jest kanonizowany za życia… Warto natomiast przypominać, że świętość to życie z Panem Bogiem, że nie znajduje się gdzieś na cmentarzu, trzy metry pod ziemią. Nie zaczyna się też w dniu kanonizacji, ale w życiu, na co dzień. Świętość nie jest wykonywaniem czynności według jakiejś instrukcji. Nie jest z góry wyznaczonym systemem, którego można się wyuczyć. Ojcowie Kościoła mówili zresztą, że małpę też można nauczyć jakiejś czynności, a w świętości chodzi o więcej, o serce. To po prostu bycie przy Panu Bogu, Jego obecność daje nam wtedy energię do działania i każda rzecz, nawet nasze zwykłe czynności nabierają wówczas innego znaczenia, mogą nieść w sobie ten ładunek dobra.

Girl in a jacket

W przypominaniu o tym, że świętość nie musi być czymś bardzo odległym, największą rolę odgrywają chyba współcześni święci. Niedawno, 10 października, w bazylice św. Franciszka w Asyżu został beatyfikowany Carlo Acutis, zmarły w 2006 r. w wieku 15 lat na białaczkę.

Tak. To bardzo dobry przykład tego, że nie zmienia się istota świętości, którą jest bycie z Bogiem, a zmieniają się jedynie sposoby jej przeżywania. Bł. Carlo Acutis nazywany jest pierwszym patronem pokolenia millenialsów i geniuszem internetu, który uważał za narzędzie szerzenia wiary. To, że żył w naszych czasach, sprawia, że jego życie wydaje nam się bardziej zwyczajne. Ale gdybyśmy wczytali się dobrze w życiorysy świętych, to są to zwykli ludzi, którzy mieli takie problemy jak wielu z nas. Po prostu, szukanie Pana Boga dało im siłę do życia w taki sposób, jak żyli.

Podobno zakon franciszkański w swych licznych rozgałęzieniach jest nie tylko najliczniejszym zakonem w Kościele, ale ma najwięcej świętych i błogosławionych. Czy tych franciszkańskich świętych coś łączy?

Pewnego rodzaju prostota, bo franciszkańscy święci są bardzo zwyczajni. Łączy ich bezkompromisowość, ale też pogodne podejście do życia. To nie byli święci terroryści. Choć oddalać mogą nas od nich epoki, jak od św. Franciszka czy Antoniego. Mogą być przez to bardziej abstrakcyjni, bo dzielą nas wieki, ale jeśli spojrzymy na wyzwania, wobec jakich stawali – my możemy znaleźć wiele podobieństw z naszą sytuacją.

W Wilnie ludzie chcą słuchać – mówi franciszkanin                                                                                                            | Fot. Marian Paluszkiewicz

Wydaje się, że postać św. Franciszka jest dziś szczególnie aktualna, również ze względu na papieża, który wybrał go na swojego patrona. To właśnie od przywołania świętego z Asyżu zaczyna się najnowsza encyklika Ojca Świętego. Wiele tez, które w niej pada, jak np. te dotyczące potępienia wszelkiej wojny, z podkreśleniem, że nie ma wojny sprawiedliwej, nawet dzisiaj brzmią bardzo prowokująco…

Taka właśnie jest Ewangelia. To jest pewnego rodzaju dynamit, a my, mówię to także o sobie, słuchając jej, lubimy mieć różne bezpieczniki. Już w czasach Jezusa jego słowa brzmiały ostro, czasem bardzo prowokująco, buntowniczo. W naszych czasach również tak jest. Czasem łapię się na tym, że w czasie kazania piłuję trochę zęby Ewangelii, żeby sobie samemu nie zaszkodzić. Przecież zdaję sobie sprawę z tego, że ja jej nie wypełniam. Daleko mi nie tylko do Jezusa, ale i Franciszka, który żył bardzo radykalnie. Tłumaczymy się, że czasy są inne, że dziś trzeba trochę inaczej, ale przecież – każdy z nas potrzebuje nawrócenia. Choć, oczywiście, takich radykalnych słów niełatwo jest słuchać.

Już po raz kolejny odwiedził ojciec Wilno, w ubiegłym tygodniu prowadził tu ojciec rekolekcje. Jakich ludzi tu ociec spotkał? Czy łatwo jest mówić do wilnian?

Rzeczywiście, często tu bywam, to już moje kolejne rekolekcje. Jeśli chodzi o moje pierwsze wrażenie, uderzyły mnie wielkie kontrasty. Są one widoczne w mieście – tuż obok szklanych wieżowców można zobaczyć drewniane chatki, ale kontrasty dostrzegalne są także w ludziach. Spotkałem tu ludzi bardzo nowoczesnych, dobrze radzących sobie w życiu i w pracy, a także – bardzo prostych. To pewnego rodzaju piękno, które tu dostrzegam w ludziach, bardzo rzadko już to widzę w Polsce. To nie jest tak, że w Polsce jest źle, ale pewnego rodzaju szczerość, prostota, jest na pewno o wiele rzadziej spotykana niż na Wileńszczyźnie. To wszystko przekłada się oczywiście na słuchanie. Ludzie słuchają bardzo różnie. Tu otwartość słuchaczy jest bardzo duża, po prostu, dobrze się do nich mówi. Może idealizuję trochę, ale dla mnie, jako prowadzącego rekolekcje, jest to bardzo widoczne. Tu po prostu ludzie chcą słuchać.
***
Ojciec Mateusz Stachowski – franciszkanin, duszpasterz w Klasztorze Franciszkańskim w Ostródzie, rzecznik prasowy Prowincji Świętego Maksymiliana M. Kolbego w Gdańsku, twórca i wykonawca internetowej telewizji franciszkańskiej – FranciszkanieTV, poeta, spowiednik i kierownik duchowy, od 2013 r. egzorcysta posługujący w Wilnie i archidiecezji warmińskiej. W Radiu Niepokalanów jest autorem audycji „Świetna Piosenka”.