Trump nie uznaje wyników wyborów — co to oznacza?

Rozczarowani rezultatami wyborów prezydenckich w USA Republikanie twierdzą, że w ich trakcie doszło do nadużyć i fałszerstw. Domagają się ponownego przeliczenia głosów i audytów w sprawie głosowania. Zarzuty prezydenta Donalda Trumpa i Partii Republikańskiej (GOP) w sprawie nieprawidłowości dotyczą głównie przebiegu wyborów w tzw. wahających się stanach (ang. swing states). Od lat decydują one, który z rywalizujących kandydatów trafi do Białego Domu.

Zdjęcie ilustracyjne, konflikt wyborczy
Konflikt na linii Trump-Biden goreje nad Stanami Zjednoczonymi — urzędujący prezydent wytoczył najcięższe działa nim opadł powyborczy pył
| Fot. EPA-ELTA, fotomontaż Ignacy Skrobia-Jaworski

Trump oskarża o fałszerstwa

Girl in a jacket

W zeszłą sobotę największe agencje prasowe i media w USA ogłosiły wyborczą wygraną Bidena, oceniając, że pozostałe do zliczenia głosy matematycznie nie mogą już zmienić rezultatu wyborów. Trump nie uznał jednak swojej porażki, oskarżając Demokratów o wyborcze fałszerstwa i zapowiadając sądowe batalie.

Czytaj więcej: USA: Joe Biden zwycięża w wyborach, Nausėda złożył gratulacje

Tegoroczne wybory przyniosły rekordową frekwencję. Prezydent elekt Joe Biden zdobył ponad 74 miliony głosów – najwięcej spośród wszystkich kandydatów w historii Stanów Zjednoczonych. W kraju zbitym przez pandemię rekordowa liczba głosów została nadesłana pocztą.

W dniu głosowania wczesne wyniki z komisji wyborczych wskazywały na pewną przewagę urzędującego prezydenta. Wyniki te nie uwzględniały jednak głosowania korespondencyjnego, w którym w zdecydowanej większości wzięli udział zwolennicy Partii Demokratycznej. W wielu amerykańskich stanach głosy nadesłane pocztą liczone są dopiero po tym, jak przeliczone zostaną głosy oddane poprzez wrzucenie karty wyborczej do urny.

Jak twierdzi Trump, zyskanie przewagi przez jego konkurenta stanowi niezbity dowód na to, że miały miejsce oszustwa wyborcze. Urzędujący prezydent zapowiedział, że odwoła się w tej kwestii do kontrolowanego obecnie przez Republikanów sądu najwyższej instancji, czyli Sądu Najwyższego.

W poniedziałek prokurator generalny USA William Barr wystosował komunikat do prokuratorów federalnych w całym kraju, zezwalając na wszczynanie dochodzeń w przypadku „znaczących zarzutów w sprawie nieprawidłowości przy głosowaniu i zliczaniu głosów”. Barr wysłał swoją notatkę służbową po kilku dniach, w czasie których uczciwość wyborów kwestionowało wielu republikańskich sojuszników urzędującego prezydenta.

Kość niezgody — głosy nadesłane pocztą

Pośród najczęściej wskazywanych argumentów członków Partii Republikańskiej znajdują się oskarżenia o fabrykowanie na masową skalę kart do głosowania. Przedstawiciele GOP twierdzą też, że dochodziło do przesyłania kart do głosowania w imieniu zmarłych i do fałszowania dat, aby nie przekroczyć obowiązującego terminu ich dostarczenia. Zgłaszają też skargi w sprawie – jak utrzymują – kilkakrotnego głosowania przez te same osoby oraz niesprawdzania autentyczności podpisów wyborców głosujących korespondencyjnie.

Dotychczas wszystkie z 12 pozwów do sądu z zarzutami o fałszerstwa i nieprawidłowości wyborcze zostało odrzuconych ze względu na niewystarczające dowody.

W USA organizatorami wyborów są stany, a obowiązujące w nich przepisy są zróżnicowane. Niektóre przedstawiane przez Republikanów zarzuty nie uwzględniają faktu, że np. w tym roku w Pensylwanii z powodu dużej liczby głosów przesłanych pocztą, tamtejsza legislatura dopuściła możliwość niesprawdzania autentyczności podpisów na kartach wysłanych pocztą, aby nie opóźniać ich obliczania. Głosy przesłane pocztą, które w ogóle nie miały podpisu, były jednak odrzucane.

Czytaj więcej: Trzeci dzień wyborów w USA: wciąż nie ma zwycięzcy

„Nie ma na ten moment dowodów na powszechne oszustwa wyborcze w Georgii” – stwierdził w środę sekretarz tego stanu Brad Raffensperger. Mimo to, uwagi na wyjątkowo zacięty pojedynek w Georgii dojdzie tam do ponownego przeliczenia głosów w wyborach prezydenckich.

Rezultat w zapewniającej 16 głosów elektorskich Georgii jest jedną z największych niespodzianek tegorocznych wyborów prezydenckich. Stan tradycyjnie opowiada się za Republikanami, szale zwycięstwa na stronę Bidena przechyliła w nim mobilizacja wyborcza w aglomeracji Atlanty, w tym szczególnie wśród Afroamerykanów.

Ostateczny wynik wyborczy w Georgii nie będzie miał jednak większego znaczenia dla wyścigu o Biały Dom. Choć liczenie głosów w amerykańskich wyborach prezydenckich jeszcze się nie zakończyło, dotychczasowe wyniki wskazują, że Biden zapewnił sobie w nich wygraną. Z danych z komisji wynika, że Biden zwyciężył w kluczowych dla wyborów stanach Wisconsin, Pensylwanii, Michigan oraz Arizonie i może być pewien co najmniej 290 głosów elektorskich, czyli o 20 więcej niż potrzeba, by zwyciężyć w wyborach.

Sztab 78-letniego Demokraty chce, by agencja GSA (General Services Administration) uznała wyborczą wygraną Bidena, co usprawniłoby pracę w okresie przejściowym. Jednakże w podobnej sytuacji, w listopadzie 2000 r. ta sama agencja uznała, że najpierw sądy muszą zakończyć rozpatrywanie wniosków ekipy Demokraty Ala Gore’a. Powołując się na ten precedens, agencja uznaje, że w tym roku jest jeszcze za wcześnie na wyborcze rozstrzygnięcie.

Polityczny gest, zdrowy rozsądek czy faux pas?

Zgodnie z amerykańskim zwyczajem kandydat na prezydenta, który odniósł porażkę, wygłasza przemówienie, w którym akceptuje wynik wyborów oraz wzywa do jedności narodu pod przywództwem prezydenta elekta. Drugim tradycyjnym gestem jest telefon z gratulacjami – tak jak John McCain dzwonił do Barracka Obamy, a Al Gore do George’a W. Busha.

„Kiedy przeczytasz tę notatkę, będziesz już prezydentem. Życzę Ci powodzenia. Życzę powodzenia Twojej rodzinie. Twój sukces jest teraz sukcesem naszego kraju. Szczerze Ci kibicuję” – napisał George H. W. Bush do Billa Clintona, który pokonał go w wyścigu o stanowisko prezydenta.

Ani Konstytucja, ani prawo federalne nie wymagają jednak od kandydatów, którzy przegrali oficjalnego ustąpienia. Jest to jedynie tradycyjny gest, który nie jest obwarowany przepisami prawnymi. Dlatego brak chęci urzędującego prezydenta do wygłoszenia przemowy w związku z przegraną, nie zmienia faktu, że amerykańscy wyborcy zadecydowali o wygranej Bidena.

Choć nie jest to prawnie konieczne, oficjalne przyjęcie przez Trumpa informacji o przegranej byłoby przydatne z dwóch głównych powodów:
• po pierwsze, umożliwiłoby to płynne przekazanie władzy wykonawczej prezydentowi elektowi;
• po drugie, pomogłoby uniknąć sytuacji, w której rozgniewani zwolennicy Trumpa próbują osiągnąć przemocą to, czego nie udało im się osiągnąć przy pomocy kart wyborczych.

Nim jednak nastąpi grudniowe głosowanie elektorów, Trump ma prawo nie odnosić się do wyniku wyborów.

Ambasador USA: „jest czas na wątpliwości

Niedawne wybory skomentowała ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher. Słowa, które padły, są symptomatyczne.

„Demokracja jest momentami niepoukładana i nieporadna, ale praktykujemy ją od ponad 200 lat z sukcesami i tutaj nic się nie zmieni. (…) Jest czas na wątpliwości i korzystanie z zapisów prawa, ale jestem przekonana, że do 20 stycznia 2021 r. nowa głowa państwa obejmie swój urząd – i raz jeszcze powtarzam – według naszej najlepszej wiedzy, będzie to kandydat Demokratów, Joe Biden” — podkreśliła ambasador Mosbacher.

Dopytywana o zarzuty Donalda Trumpa co do legalności wyborów ambasador podkreśliła, że „tak wygląda proces zmiany władzy. Nie mogę się wypowiadać, dlaczego prezydent Trump nie jest gotowy w tej chwili do zaakceptowania wyniku, ale nie ma innej możliwości poza scenariuszem, w którym w ten czy inny sposób pod koniec stycznia mamy legalnie urzędującą głowę państwa” – powiedziała ambasador USA.

Zaznaczyła, że zna Joe Bidena od 35 lat. „To dobry i przyzwoity człowiek, z ogromnym doświadczeniem w polityce, był przecież wiceprezydentem przez osiem lat. Znamy dobrze jego poglądy, których nie ukrywał podczas swojej kampanii, dlatego nie będzie żadnych niespodzianek. Jest przyjazną i życzliwą osobą, sądzę więc, że świetnie dogadają się z prezydentem Andrzejem Dudą” – podkreśliła Mosbacher w kontekście przyszłych stosunków polsko-amerykańskich.

Inf. własne


Na podst.: PAP, BNS, AP, usa.gov