Wileńskie organy czekają, by jeszcze zabrzmieć

Eglė Rudokaitė, studentka IV roku organistyki w Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru.
| Fot. archiwum prywatne

Na Litwie pierwsze przenośne organy pojawiły się w 1408 r. Ulrich von Jungingen podarował je Annie, żonie księcia Witolda. Później, wraz z rozprzestrzenianiem się chrześcijaństwa i budową kościołów, organy stały się coraz częściej występującym instrumentem.

Do XVIII w. organy na Litwie budowali wędrowni mistrzowie organów z Niemiec, Prus, Kurlandii, Wilna, a także rzemieślnicy samoucy. W drugiej połowie XVIII w. sztuka budowy organów rozkwitła. Niestety, organów z tego okresu, które zachowały pierwotną formę i cechy charakterystyczne dla instrumentów barokowych, zachowało się stosunkowo niewiele.
Jednymi z najstarszych i najcenniejszych na Litwie są organy Caspariniego z 1776 r. Znajdują się w kościele Ducha Świętego w Wilnie.
– Ród Casparinich wywodził się ze Śląska i pierwotnie nosił nazwisko Caspar. Adam Gottlob Casparini zbudował co najmniej 24 organy dla różnych świątyń, z tego kompletne zachowały się do współczesności tylko jedne – wykonane w 1776 r. barokowe 31-głosowe, dwumanuałowe organy z pedałem, dla kościoła Ducha Świętego w Wilnie – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” prof. Leonidas Melnikas, kierownik Katedry Organów i Klawesynu na Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru.

Prawdziwy skarb jest w Wilnie

Prace Adama Gottloba Caspariniego i jego nauczyciela Trosta pod kątem artystycznym i merytorycznym nadzorował sam Jan Sebastian Bach. Casparini po zakończeniu współpracy z Trostem (zbudował z nim dwa instrumenty) osiadł w Królewcu, gdzie przyjął posadę nadwornego organmistrza i sam zaczął budować takie organy, jakie preferował Bach.
– W połowie XVIII w. Wilno trawiły pożary, w wielu kościołach spłonęło całe wyposażenie. Dominikanie zajęli się odbudową świątyni, która po renowacji została jedną z najpiękniejszych w grodzie nad Wilią. W latach 70. XVIII stulecia postanowiono, że tak wspaniała świątynia powinna mieć odpowiednie organy, dlatego w styczniu 1774 r. przełożony dominikanów udał się do Królewca i zamówił u Caspariniego instrument. W roku 1776 organy zostały ukończone i 20 marca zagrały po raz pierwszy. Data ta widnieje na instrumencie – tłumaczy prof. Melnikas.
Trudno przecenić znaczenie tego zachowanego zabytku kultury. – Powinniśmy być dumni z tego, że mamy taki skarb, i musimy o niego bardzo dbać. Paradoksem jest to, że bogatsze państwa nie dochowały się takich skarbów. Tam nieustannie podążano za nowościami i większość starych organów po prostu wyrzucano, wymieniając je na nowe. Wilno było miastem biednym, dlatego dbano tu o to, co było. Dzięki temu dzisiaj mamy organy Caspariniego z 1776 r. – podkreśla prof. Leonidas Melnikas.
Dokładne badania specjalistów z zagranicy potwierdziły, że organy w kościele Ducha Świętego zachowały ponad 90 proc. oryginalnych detali. To ewenement na skalę światową, jeżeli porównamy organy Caspariniego z innymi podobnej wielkości zachowanymi instrumentami. W XIX w. dokonano pewnych zmian, nieco przerobiono część piszczałek, a na jubileusz Roku Świętego 1900 organy przemalowano.
– Dokładną kopię tych organów wykonano dla miasta Rochester w Stanach Zjednoczonych. Rochester słynie z koncertów muzyki organowej i w mieście zgromadzono kopie najsłynniejszych organów zachowanych w Europie. Na kopii naszych organów wykonawcy zdobywają tam potrzebne doświadczenie, ponadto rzemieślnicy wprawiają się na nich w pracy restauratorskiej i naprawie oryginalnego instrumentu – tłumaczy badacz z Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru.
Z kolei największe organy na Litwie znajdują się w kościele św. Jana Chrzciciela i św. Jana Apostoła i Ewangelisty w Wilnie.

Bez organów śpiew mniej wzniosły

W 2000 r. Romuald Sieniuć, organista w parafii Ducha Świętego, po raz ostatni zagrał na zabytkowym instrumencie i do dziś dnia organy w kościele stoją nieme. Rekonstrukcję organów rozpoczęto jeszcze w 1993 r., trwała ona etapami. W 2017 r. z powodu braku pieniędzy rekonstrukcja została wstrzymana.
W tym roku, 16 października, została zawarta kolejna umowa na prace konserwatorskie między parafią Ducha Świętego, Departamentem Dziedzictwa Kulturowego przy Rządzie RL a publiczną instytucją Centrum Dziedzictwa Organowego. Wkrótce zatem rozpocznie się kolejny etap prac konserwatorskich. Na ten cel przeznaczono 291 tys. euro. Zgodnie z planem prace konserwatorskie mają potrwać trzy lata.
W latach okupacji sowieckiej cała kultura organowa uległa znacznej dewastacji, niszczono organy, a kościoły zamykano.
– Dziś nie potrafimy wyobrazić sobie bez nich mszy świętej. Brak akompaniamentu tego instrumentu czyni śpiew uboższym, mniej wzniosłym. Nic dziwnego, że organy stanowią dla wielu integralną część kościoła. Niestety, coraz mniej osób decyduje się na studiowanie gry na organach, obawiam się, że za jakiś czas nie będziemy mieli profesjonalnych organistów. Na te studia idą tylko osoby, które czują powołanie, ponieważ zawód organisty nie jest zbyt dochodowy. Tymczasem jest to zawód bardzo wymagający – zaznacza prof. Leonidas Melnikas.

Jednymi z najstarszych i najcenniejszych na Litwie są organy Caspariniego z 1776 r. Znajdują się w kościele Ducha Świętego w Wilnie. Obecnie trwa ich renowacja. Obok szkic – tak będą wyglądały po odnowie
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Czas na młode pokolenie organistów

Obecnie na Litwie jest ok. 400 organów, w niektórych miejscach zachowały się wspaniałe historyczne instrumenty. Niestety, stan wielu z nich jest bardzo zły. Dzisiaj brakuje nie tylko pieniędzy, ale i chęci, aby kompleksowo zatroszczyć się o te instrumenty.
Ponadto na Litwie brakuje profesjonalnych organistów kościelnych. Eglė Rudokaitė, studentka IV roku organistyki w Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru, w 2020 r. uzyskała stypendium im. Prezydenta Republiki Litewskiej Antanasa Smetony. W rozmowie z „Kurierem Wileńskim” mówi o swoim podejściu do zawodu organisty.
– Muzyka w moim życiu pojawiła się, gdy miałam pięć lat. Pewnego razu moja mama wpadła na pomysł, że muszę zacząć na czymś grać. Pamiętam, że zaprowadziła mnie do szkoły muzycznej im. Olgierda, gdzie zaczęłam się uczyć gry na pianinie. Oddano mnie do Szkoły Sztuk Pięknych im. Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa. Tam od pierwszej klasy uczyłam się gry na fortepianie – opowiada Eglė Rudokaitė.
W siódmej klasie bardzo zatęskniła za chórem, więc zaczęła śpiewać w chórze dziecięcym w kościele w Kalwarii Wileńskiej. – Gdy stałam przy organach i patrzyłam na pracę organistki Dovilė Savickaitė, rosło we mnie zainteresowanie samodzielną próbą gry na organach. Kiedy dowiedziałam się, że w szkole jest możliwość wyboru lekcji gry na organach, zdecydowałam się na to. A więc od klasy dziewiątej oprócz fortepianu uczyłam się gry na organach. Kiedy przyszedł czas na dalszą naukę, rozważałam wybór specjalizacji fortepianowej lub organowej, ale sercu bliżej było do organów. Dzisiaj jestem więc studentką Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru na tym kierunku – dzieli się wspomnieniami.

Muzyka w moim życiu pojawiła się, gdy miałam pięć lat.
Pewnego razu moja mama wpadła na pomysł,
że muszę zacząć na czymś grać. – opowiada Eglė Rudokaitė
| Fot. archiwum prywatne

Wymagający zawód

Czy łatwo jest znaleźć pracę po ukończeniu specjalizacji organowej? Eglė Rudokaitė twierdzi, że jedni mają szczęście i dostają pracę w dużej i bogatej parafii, inni muszą zapomnieć o tym instrumencie na wiele lat. Wybierają pracę w szkołach muzycznych, a nawet taką, która w ogóle nie jest związana z muzyką.
Parafie często nie mają środków, by zatrudnić organistę na pełny etat. Ponadto zawód organisty kościelnego jest bardzo wymagający. Organista musi dobrze posługiwać się zarówno instrumentem, jak i głosem, być komunikatywnym i umieć prowadzić chór. Ponadto wymagana jest od niego gruntowna znajomość liturgii – często organista doradza celebransowi.
– Niewiele jest osób, które potrafią profesjonalnie oddać się tej pracy, biorąc pod uwagę, że wynagrodzenie, zwłaszcza na prowincji, jest naprawdę niskie. W rezultacie, szczególnie w małych parafiach oddalonych od miast, na organach grają muzycy innych specjalności, a nawet osoby, które nauczyły się grać samodzielnie. W rzeczywistości zdarza się nam pracować na kilku stanowiskach. Nie jestem wyjątkiem – obecnie pracuję jako organistka w dwóch kościołach, choć jestem studentką. Ponadto po ukończeniu studiów zamierzam poszukać dodatkowej pracy – kończy Eglė Rudokaitė.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 48(139) 28/11-04/12/2020