Prawda i nieprawda o Katyniu

Parfien Kisielew (z lewej), jeden ze świadków zbrodni

13 kwietnia jest, jak się okazuje według badań Narodowego Centrum Kultury, jedną z najbardziej rozpoznawalnych dat z polskiej historii najnowszej – obok 11 listopada, 3 maja, 1 września.

To symboliczna data, bo mordy katyńskie i inne tamtego okresu rozpoczęły się 3 kwietnia 1940 r. i trwały co najmniej do połowy maja. Co najmniej, bo ciągle niewiele wiemy o piątym miejscu dokonywania zbrodni, obok Katynia, Tweru, Charkowa i Bykowni. Przypomnijmy w wolnej Polsce musiało minąć aż 18 lat i dopiero w roku 2007 Sejm RP ustanowił 13 kwietnia Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej.

Początki kłamstwa

Walka o pamięć o tej niewiarygodnej zbrodni, dokonanej na polskiej elicie, trwała przez ponad pół wieku, w pewnych aspektach trwa nadal. Władze sowieckie, Józef Stalin i jego najbliżsi towarzysze, podjęli na początku marca 1940 r. decyzję o bestialskim wymordowaniu nie tylko prawie 15 tys. oficerów Wojska Polskiego i funkcjonariuszy Policji Państwowej, ale przede wszystkim o zagładzie naukowców, lekarzy, prawników będących oficerami rezerwy lub kilku kolejnych tysiącach elity intelektualnej, którym do wydania wyroków śmierci nie był potrzebny mundur wojskowy.

Sowieci od początku chcieli ukryć swój haniebny czyn. Tereny wokół masowych mordów były pilnie strzeżone przez NKWD. Ludność miejscowa, która domyślała się, co wydarzyło się w tych miejscach, nie mogła na ten teren wchodzić. Wreszcie, gdy wiosną 1943 r. Niemcy odkryli potworne jamy katyńskie, Sowieci natychmiast wszystkiemu zaprzeczyli.

Kiedy zajęli ziemię smoleńską rok później, natychmiast powołali swoją komisję badawczą, która ustaliła Niemców spod znaku Hitlera jako prawdziwych autorów zbrodni. Jeden morderca obwiniał drugiego, samemu strojąc się w piórka niewiniątka.

Czytaj więcej: Wileńskie ślady zbrodni katyńskiej

Świadkowie prawdy

To kłamstwo było fundamentem zmagań o kształt przyszłej Polski. Zamordowaliśmy najlepszych z was, tych, którzy mieli wam przewodzić, rządzić powojenną Polską, ale nie wolno o tym mówić. Z tego powodu prześladowane były rodziny ofiar zbrodni katyńskiej. Nie tylko żony, rodzice, lecz także dzieci i wnuki.

Nauczycielka szkoły budowy okrętów w Gdyni Maria Odyniec w 1951 r. została aresztowana przez Urząd Bezpieczeństwa po tym, jak rozmawiała z uczniami na lekcji na temat Katynia, gen. Władysława Sikorskiego i Armii Krajowej. Została za to skazana na pięć lat więzienia. Opowiedziała uczniom swoją historię, bo to jej męża, Tadeusza Szefera, oficera rezerwy, wzięto najpierw do niewoli przez Armię Czerwoną, przewieziono do obozu w Starobielsku, a potem zamordowano w Charkowie.

Maria w 1948 r. wyszła ponownie za mąż, za gdyńskiego adwokata Edmunda Odyńca. Po aresztowaniu oskarżono ją o „szkalowanie Związku Sowieckiego i Armii Czerwonej oraz nawoływanie do wrogich wystąpień przeciwko jedności sojuszniczej ze Związkiem Sowieckim”. Skazana na pięć lat do kwietnia 1954 r. przebywała w więzieniach kobiecych w Gdańsku, Grudziądzu, Brzegu nad Odrą oraz Kluczborku. Po uwolnieniu przez kilka lat nie mogła pracować w zawodzie nauczyciela. Zmarła 2 stycznia 2010 r.
Takie były losy wielu rodzin katyńskich. Inwigilowane, prześladowane, dzieci pozbawiane możliwości studiowania. Kłamstwo miało trwać nadal.
Jeszcze gorszy los był rosyjskich świadków zbrodni, jak Iwan Kriwozercow. Zwykły rosyjski wieśniak, rocznik 1915 r. Miał pecha, bo mieszkał w pobliżu Lasku Katyńskiego. Rozstrzeliwań nie widział, ale widział ciężarówki z polskimi oficerami krążące w tę i we w tę. Na początku 1943 r. jako pierwszy powiadomił stacjonujących w okolicy żołnierzy niemieckich o masowych polskich mogiłach.

Kiedy zbliżała się Armia Czerwona, wiedział, że musi uchodzić z Niemcami, żeby ratować swoje życie. Trafił do Wielkiej Brytanii. Niebawem znaleziono go tam powieszonego na drzewie.

Jak zapisał Ferdynand Goetel, polski pisarz, świadek dołów katyńskich, potem przebywający na emigracji, który miał okazję poznać Kriwozercowa i z nim porozmawiać: „Nie mógł zrozumieć, dlaczego my, Polacy, nie wytaczamy sprawy Katynia przed forum świata, nie wołamy na alarm, nie umieliśmy przedstawić jej na procesie norymberskim. Na niektórych ludzi, którzy się z nim stykali, robił wrażenie człowieka nienormalnego. I był nim niezawodnie, jak nienormalny jest dziś człowiek, który spraw moralnych chce dochodzić na prostej drodze”.

A co się stało z Parfienem Kisielewem, innym świadkiem zbrodni, który najpierw zeznawał Niemcom, potem co innego Sowietom? Tego nikt nie wie.

Czytaj więcej: Kto zachęci młodzież szkolną z Litwy do udziału w konkursie „Polskie Serce Pękło. Katyń 1940”?

Parfien Kisielew (z lewej), jeden ze świadków zbrodni

Odkrywanie prawdy

Ciągle odkrywamy, jak wielką stratę poniosła Polska, a w wielu wypadkach cały świat, wraz z decyzją Stalina o mordzie. Instytut Pamięci Narodowej w tym roku na organizowanym przez siebie Międzynarodowym Festiwalu Filmowym o Totalitaryzmach „Echa Katynia” prezentuje nowy dokument zatytułowany „Wybraniec bogów”. To fabularyzowany film dokumentalny w reżyserii Konrada Starczewskiego i Rafała Pękały ukazujący losy wybitnego polskiego matematyka Józefa Marcinkiewicza zamordowanego w zbrodni katyńskiej.

Kim był Marcinkiewicz? To syn ziemi podlaskiej urodzony w 1910 r., który od dzieciństwa przejawiał geniusz matematyczny. Studia odbył na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Już na drugim roku studiów prowadził samodzielne badania naukowe. W zaledwie sześć lat ogłosił ponad 50 prac naukowych z matematyki, które do dzisiaj fascynują świat. Twierdzenie interpolacyjne Marcinkiewicza nadal budzi żywe dyskusje wśród naukowców.

W 1939 r. otrzymał stypendia naukowe w Paryżu i Londynie. Gdy jednak dowiedział się o nieuchronnej wojnie, wrócił do kraju (choć proponowano mu wszystko na Zachodzie), żeby założyć mundur oficera i walczyć w obronie Polski. Trafił do niewoli, potem do Starobielska, na koniec do Charkowa. Jego rodziców – Sowieci wszystko dokładnie odnotowywali – nieprzypadkowo deportowano w 1940 r. na Syberię, gdzie oboje zmarli.

W filmie IPN o Marcinkiewiczu wypowiadają się wybitni badacze jego losów, m.in. historycy, matematycy, nauczyciele. Oprócz wypowiedzi dokumentalnych film przeplatany jest scenami fabularnymi ukazującymi najważniejsze fragmenty z życia głównego bohatera, w tym wnętrza uczelniane Wszechnicy Batorowej.

Zamordowano 30-letniego geniusza. Ilu ich było wśród 21 768 ofiar? Nadal odkrywamy tę prawdę, wciąż jeszcze bardzo wielu rzeczy nie wiemy.


Adam Hlebowicz
Autor jest dyrektorem Biura Edukacji Narodowej w centrali Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie.


Fot. wikipedia, domena publiczna


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 15(42) 10-16/04/2021