Ewa Szturo o muzyce, tożsamości i szkołach. „Taki sposób promowania Wileńszczyzny jest dobry”

Ewa Szturo urodziła się w Wilnie. Wychowała się w Nowej Wilejce i tam też ukończyła Gimnazjum im. J. I. Kraszewskiego. W wieku 5 lat raz pchnięta na muzyczną ścieżkę, nie zeszła z niej przez następne 20 lat. Choć skończyła filologię włoską na Uniwersytecie Wileńskim, a obecnie jest w trakcie pisania językoznawczej pracy magisterskiej, nie ukrywa — muzyka wciąż jest perełką w jej życiu.

Jednak serce jest jedno, a miłości wiele: tak więc miłość do muzyki splotła się z miłością do ojczystego miasta, Wilna.

Ewa Szturo zaśpiewała w duecie o Wilnie oraz sentymencie, ale nie smutku — „Łezki niebieskie”
| Graf. Piotr Burzyński, fot. archiwum prywatne, fotomontaż Ignacy Skrobia-Jaworski

Wykonała wraz z Krzysztofem Bigajem piosenkę o grodzie nad Wilią. Już sam proces tworzenia pokazywał, że miasto to łączy także poza swoimi uliczkami — w projekt zaangażowani są artyści pracujący w Niemczech, Łodzi i Krakowie. Efekt, „Łezki niebieskie”, to sensoryczna podróż po deszczowym mieście, które tak dobrze wszyscy znamy.

Rozmawiamy z Ewą o jej wileńskim „Ł”, o procesie powstawania wspomnianego dzieła, podejściu do Litwy i Polaków na Litwie. Poniekąd odniesie się także do wątpliwości rodziców, czy szkoła muzyczna będzie korzystna dla ich pociech — i co, jeśli w ogóle, może im dać.

Czytaj więcej: O Wilnie i Wileńszczyźnie dla słuchaczy w Polsce i na Litwie


„Łezki niebieskie” to owoc pracy wielu twórców. Przykładowo, kompozytorem jest Szymon Szewczyk, który pisze również dla łódzkiej filmówki (Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna w Łodzi — przyp. red.).

Ogólnie to jest duet z Krzysztofem Bigajem. Druga piosenka w tym składzie, wcześniej nagraliśmy „Na moście nad Wilenką”. W sumie naszą ekipę można nazwać swego rodzaju zespołem, ponieważ jest to kolejna wspólna realizacja. I z pewnością nie ostatnia.

Piosenka jest o Wilnie, a Krzysztof Bigaj jest z Krakowa. Nie upierał się, żeby jednak o jego mieście zaśpiewać?

Upierać się nie upierał, pierwsza myśl śpiewania o Wilnie zjawiła się jeszcze wcześniej. Tematyka wileńska to zasługa twórcy tekstu, Arkadiusza Kobusa. Inspiruje się on i interesuje Wilnem, miał pomysł — a dopiero później znalazł mnie.

Krzysztofa złapaliśmy właściwie dzięki miastu, w którym nagrywaliśmy. Jestem teraz w Krakowie i gdy autor tekstu o tym usłyszał, od razu miał kandydata do duetu. Tak więc trochę połączył nas przypadek.

„Łezki niebieskie” to kontynuacja tej pierwszej piosenki z cyklu. Nie jest to jeszcze oficjalny plan, ale ma tego być więcej.

Czyli najpierw powstał tekst, dopiero później muzyka i pomysł na wykonanie?

Tak, gdy powiedziałam, że jestem w Krakowie, to dołączył Krzysztof Bigaj i w duecie wykonaliśmy „Łezki”.

Długo jesteś w Krakowie?

Od ponad roku. Przyjechałam tu na „Erazmusa” (program wymiany studenckiej Erasmus+ — przyp. red.) i teraz jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej. Szukam różnic w pojęciu anioła w języku polskim i litewskim — tych lingwistycznych.

W teledysku do Twojej piosenki znalazłem anioła. To przypadek?

Przypadek, to wizja Piotra Burzyńskiego, świetnego grafika. I aniołek to też jego pomysł.

„Ulica deszczowa/ robi się weselsza/ kiedy krople/ stukają w rytmie serca”. Co znaczą te słowa?

To pytanie mnie zaskoczyło — wydaje mi się, że to taki wyraz swoistej tęsknoty za Wilnem, trudnego do opisania sentymentu. W piosence jest nutka melancholii, ale nie smutku. Krople stukające w rytmie serca dają jakąś nadzieję i ulica deszczowa robi się weselsza.

Co ciekawe, pierwszym tytułem miał być „Ulica deszczowa”. Zmiany przyszły krótko przed premierą.

A o co chodzi z wyrażeniem „W czyśćcu skazani/ Na wiarę/ W magię i czary”? O jaką magię chodzi? I czy tym czyśćcem jest Wilno?

To pytanie chyba powinniśmy skierować do autora tekstu. Z mojego punktu widzenia, to deszcz jest oczyszczający, nie samo miasto, ale każdy może to zinterpretować na swój własny sposób.

O to przecież chodzi w poezji. Nie musimy ograniczać się tylko do tego „co autor miał na myśli”.

Teraz pytanie, które z zasady panującej atmosfery jest nieuchronne: czy pandemia była tutaj dużą przeszkodą?

W sumie można powiedzieć, że w ogóle nie była przeszkodą. Ani pana Arkadiusza Kobusa, ani Szymona Szewczyka, ani Piotra Burzyńskiego, ani Jacka Strzelczyka nie spotkałam osobiście. Jeden w Łodzi, drugi w Niemczech, każdy w innym mieście…

Wszystko robiliśmy zdalnie, ponieważ jesteśmy w różnych miejscach, a i zalecenia dyktują tryb zdalny. Niektóre rzeczy jednak trzeba zrobić stacjonarnie, na przykład nagrywanie dźwięku.

Spotkałam się w studiu nagrań z Krzysztofem Bigajem i nagrywaliśmy na żywo. Nie było tu przeszkód.

Czyli: współtwórcy rozsiani po różnych miastach i wspólnie nagraliście piosenkę o Wilnie?

Tak, i to w dodatku w Krakowie. I nie jest to nasze ostatnie słowo, z pewnością tematyka wileńska będzie się jeszcze przewijała w kolejnych naszych utworach.

Od kiedy pamiętam, widziałem Cię na scenie. Nigdy jednak nie mieliśmy okazji porozmawiać o tym, jak Twoja przygoda z muzyką w ogóle się zaczęła.

To historia bardzo długa, postaram się ją streścić. W wieku 5 lat rodzice zaprowadzili mnie do szkoły muzycznej. Grałam na skrzypcach. Przez 12 lat stanowiły centrum mojego kształcenia muzycznego. Wkrótce potem zaczęłam śpiewać w zespole „Wileńszczyzna”, a później „Ojcowizna”.

Pasja do muzyki rozwijała się, w wieku 12 lat zaczęłam śpiewać jako solistka. Nauczycielka w szkole średniej, Janina Stupienko, wysłała mnie na festiwal piosenki młodzieżowej. Debiut był efektowny, bo zajęłam — jeśli pamięć mnie nie myli — drugie miejsce. Tak zaczęła się przygoda ze śpiewem.

Otrzymywałam kolejne zaproszenia, a w ostatnich latach pojawiały się nawet poważne propozycje, nie tylko w Wilnie, ale także na festiwale międzynarodowe.

W zeszłym roku lub jeszcze zaprzeszłym — mogę się mylić, bo pandemia zżarła nam dwa lata i zaczęłam się gubić — wpadłam na pomysł, aby zorganizować recital. I tak oto można było pójść na „Poeci nie zjawiają się przypadkiem”.

Czytaj więcej: „Poeci nie zjawiają się przypadkiem” – debiutancki koncert Ewy Szturo

Recital „Poeci nie zjawiają się przypadkiem”
| Fot. archiwum prywatne

Opowiadasz o skrzypcach. Na Twoim kanale na YouTubie widzę gitarę. W którym momencie ona weszła?

Na to miał wpływ mój wujek, który będąc nauczycielem gitary w szkole muzycznej wziął mnie na kilka lekcji. Miałam z 15 lat, i tak jakoś powoli się nauczyłam. Mój kontakt z gitarą pozostał, mimo że nigdy nie był w centrum mojego kształcenia muzycznego. Jest to jednak instrument bardzo dobry do śpiewu, jako akompaniament — tak więc gram do dzisiaj.

Czy muzyka to Twoje główne źródło utrzymania?

To bardziej pasja, tym bardziej, że w pandemii w ogóle trudno jest mówić o dochodach z muzyki i sztuki. Po pracy lubię wziąć gitarę czy inny instrument i relaksować się. Czasem występuję i kto wie, może kiedyś będzie to moja podstawowa praca.

Skoro nie zarabiasz na tym, to czy te lata szkoły muzycznej nie były zmarnowane?

Na pewno nie były zmarnowane, bo szkoła dała mi takie rzeczy, których nie nauczyłabym się nigdzie indziej. Zacznijmy od tego, że skrzypce są instrumentem, który silnie rozwija słuch. Nie wystarczy wcisnąć klawisza, w dźwięk trzeba trafić samemu.

Co ważne, w szkole muzycznej dużo jest okazji do bycia na scenie. Gdy już w wieku 5 lat stanęłam na scenie, a z każdym kolejnym semestrem sytuacja się powtarzała, zdążyłam się przyzwyczaić, rozwinęło to swoistą odwagę.

Na skrzypcach dziś gram rzadziej, niż kiedyś, co jest związane z tym, że nie mam tak wielu okazji, trudno jest się zmotywować do ćwiczeń dla siebie. Skrzypce są niewdzięcznym instrumentem — jak się nie gra jakiś czas, to się wychodzi z wprawy.

Poleciłabyś rodzicom, aby zapisywali swoje pociechy do szkół muzycznych?

Bez zawahania, bez rozmyślania. Szkoła muzyczna rozwija wszechstronnie, a także uczy dyscypliny. Jest to dla dziecka niesamowita pomoc w życiu i jego wszechstronnym rozwoju. Jeśli taka możliwość jest, trzeba z niej skorzystać.

Gdy wykonywałaś „Łezki niebieskie”, czułaś, że ta piosenka jest „twoja”?

Jak najbardziej, miałam odczucie nagrywając, że jest w jakiś sposób mi bliska. To jest trzecia piosenka, którą nagrałam o Wilnie.

Nagrałam ją w Krakowie, gdy nie jestem w Wilnie, a nawet nie mogę wrócić do Wilna… Nawet okoliczności nagrywania były symboliczne.

Utwór w duecie z Krzysztofem Bigajem nagrano w Krakowie
| Fot. archiwum prywatne

Czy w Polsce zwracają uwagę na Twoją wileńską wymowę i słownictwo?

Widzą i słyszą, a ja nie ukrywam. Reagują bardzo pozytywnie, co mnie cieszy. Czasem nawet podkreślam swoje przedniojęzykowe „ł”, bo to część naszej tożsamości i nie ma się czego wstydzić.

Arkadiusz (Kobus — przyp. red.) zaznaczał, aby w tej piosence nie próbować załagodzić mojej wymowy, a wręcz ją podkręcić, że to jest ten element wileńskości.

Do kogo skierowany jest ten utwór? Do Wilniuków?

Przede wszystkim wiedzieliśmy, że piosenka będzie gdzieś tam publikowana w mediach wileńskich, zatem głównym odbiorcą mieli być Polacy na Wileńszczyźnie. Świadomi jednak, że miłośników Kresów jest wielu, skontaktowaliśmy się też z innymi patronami, tak i grono odbiorców nie ogranicza się do Wileńszczyzny.

Mamy nawet patrona medialnego z Wielkiej Brytanii i nawiązaliśmy współpracę z Radiem Gdańsk.

„Łezki niebieskie” są dla każdego i być może kogoś zachęcą, aby Wilno odwiedzić.

Czyli jako Polka z Litwy jesteś swoistym ambasadorem kraju nad Wilią? I podobnie jest z całą społecznością Polaków na Litwie?

Dość kontrowersyjne pytanie — na pewno można tak to ująć. Nie chcę wypowiadać się za wszystkich, ale wydaje mi się, że taki sposób promowania Wileńszczyzny i Litwy jest dobry — i jeśli tak to odbierzemy, to na pewno Polacy wypadną tu jako rodzaj wizytówki, skarbu.

Muzyka w szkole średniej jest traktowana poważnie?

Trudno stwierdzić, jakie to kształcenie jest w różnych szkołach, nie mam porównania. W swojej szkole miałam cudowną nauczycielkę.

Zwróciłabym na muzykę w szkołach średnich większa uwagę, niż poświęcana jest teraz. Lekcje muzyki w szkołach są traktowane po macoszemu, można nawet powiedzieć, że są zapełniaczem godzin.

Mogę też nie dostrzegać pewnych rzeczy, ponieważ miałam całkiem inną perspektywę niż rówieśnicy, ponieważ jednocześnie uczyłam się w szkole muzycznej.

Czyli należy wprowadzić więcej godzin?

Nie sądzę, aby zwiększenie godzin przyniosło wielkie efekty. Same lekcje muzyki w szkole średniej są nieporównywalne do zajęć w szkole muzycznej.

Gdy mówię, że szkoła muzyczna dała mi dużo — i odwagę, i dyscyplinę — to nie dlatego, że była to szkoła właśnie muzyczna, ale dzięki temu, że miałam szerszy wachlarz zajęć, mniej czasu (co paradoksalnie bywa plusem), a także ciągły impuls do rozwoju.

I to ten impuls do rozwoju i całościowe podejście powinny być punktem wyjścia, jeśli mówimy o muzyce w szkołach średnich.

Koncerty, występy, prezentacja przed rówieśnikami — to są te fundamenty rozwoju, jaki może dać muzyka.

Wystarczyłoby zwrócić uwagę na podejście, a nie program. Podejście jest lekceważące, a mogłoby być nastawione bardziej na zarażanie uczniów muzyką i chęcią rozwoju, niż wałkowaniem historii dzieciństwa Bacha czy pochodzenia krakowiaka.

Ewa Szturo roli Hanki Ordonównej z zespołem „Ojcowizna”
| Fot. archiwum prywatne

Nacisk na zespoły?

Chociażby. To też się dzieje, już teraz. Dobrze tu wypadają szkoły polskie. W szkołach działają zespoły pieśni i tańca, chóry — to jest bardzo dobry kierunek, który należy rozwijać.

Nie jestem ekspertem w zakresie pedagogiki, ale pamiętając lata szkolne wiem, że ogólnie pojmowana sztuka otwierała dzieci na świat. A to często bywa kluczowy element w rozwoju człowieka.


Utwór „Łezki niebieskie” jest dostępny do odsłuchania na YouTubie. Autorem muzyki jest kompozytor muzyki filmowej z Łodzi, Szymon Szewczyk. W swoich kompozycjach używa ponad 30 instrumentów symfonicznych, dlatego udało się wyczarować wyjątkowy nastrój.

Tekst napisał poeta i autor tekstów piosenek — Arkadiusz Kobus.

Ilustracje do animacji przygotował Piotr Burzyński.

W duecie zaśpiewał Krzysztof Bigaj — wokalista, kompozytor, autor tekstów, a także twórca ikon z Krakowa. Koncertowal w USA, Niemczech, Anglii i Szwajcarii.

Drugim głosem zaśpiewała Ewa Szturo — wokalistka z Wilna, znana z koncertów piosenki poetyckiej, m. in. „Poeci nie zjawiają się przypadkiem”. Jest odtwórczynią poezji śpiewanej, bierze udział w muzycznych projektach międzynarodowych oraz występuje na różnych scenach świata.