Wskaźniki ekonomiczne to nie wszystko

W kwietniu z Litwy wyjechało 3 150 osób, czyli o 372 mieszkańców więcej niż przyjechało
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Wskaźniki ekonomiczne Litwy, co podkreślają generalnie wszyscy ekonomiści, są dobre: rosną wynagrodzenia oraz zmniejsza się bezrobocie. Niestety, od dwóch miesięcy ponownie zwiększa się liczba osób wyjeżdżających „za chlebem“, a zmniejsza liczba powracających. Związki zawodowe twierdzą, że Litwa boryka się z szeregiem problemów na rynku pracy, których nie chcą dostrzec pracodawcy i rząd.

Departament Statytyki poinformował, że w pierwszym kwartale 2021 r. bezrobocie jest na poziomie 7,5 proc. Jest większe niż w tym samym okresie w roku poprzednim, ale tendencje wskazują, że będzie się zmniejszać. To samo dotyczy wynagrodzeń. Wynagrodzenia, jak wskazują badania przeprowadzone przez Swedbank, również rosną. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2021 r. zwiększyły się o 10 proc. Prognozy ekonomistów są takie, że w najbliższym czasie będą dalej rosły.

Większa emigracja

W styczniu ubiegłego roku po raz pierwszy odnotowano, że więcej osób powróciło do kraju niż go opuściło. Takie tendencje były praktycznie przez cały rok. Niestety, w tym roku tendencje zaczęły się zmieniać. W kwietniu z Litwy wyjechało 3 150 osób, czyli o 372 mieszkańców więcej niż przyjechało. W marcu było podobnie. Wówczas wyjechało o 364 osób więcej niż powróciło. W lutym bilans przyjazdów i wyjazdów jeszcze był pozytywny, ale różnica była na poziomie pięciu osób. Z danych Departamentu Statystyki wynika, że w 2020 r. z Litwy wyemigrowało 15,3 tys. osób, a powróciło do ojczyzny – 20,8 tys. Związki zawodowe sądzą, że wskaźniki ekonomiczne i sucha statystyka nie odzwierciedlają do końca rzeczywistej sytuacji w kraju.

– Być może w Wilnie tego się nie odczuwa, ale na prowincji sytuacja jest dramatyczna. Ciągle powtarzamy, że minimalne wynagrodzenie ma wzrosnąć do 750 euro. Poza tym teraz, zgodnie z Kodeksem Pracy, pracodawca może stosować elstyczny dzień pracy oraz zsumowany czas pracy. Co to oznacza w praktyce? To oznacza, że człowiek w ciągu trzech miesięcy powinien odpracować pewną liczbę godzin. Wszystko, co jest ponad określoną normę, zalicza się do nadgodzin. Jednak pracodawca może tak wymodelować czas pracy, bo to mu po prostu się bardziej opłacało i dać wolny dzień. Bo za nadgodziny powinien płacić 1,5 raza więcej niż za normalną godzinę pracy. Ludzie to widzą i dlatego szukają innych rozwiązań. Również poza granicami kraju. Drugi problem to jest mobbing w miejscach pracy. Teraz dużo o tym się mówi, ale czy ktoś z pracodawców został ukarany za złe traktowanie pracowników? Nie – mówi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim“ przewodnicząca Litewskiego Związku Zawodowego Kristina Krupavičienė.

Przewodnicząca dodaje, że nie wszystkie grupy społeczne mogą skorzystać z wyjazdu do Anglii lub Norwegii. Na przykład, młodym rodzinom z małymi dziećmi lub osobom w starszym wieku dużo trudniej zdecydować się na emigrację.

Czytaj więcej: Smutne prognozy ekonomistów: czekają nas bankructwa, droższe towary, usługi i mieszkania

Kristina Krupavičienė sądzi, że sucha statystyka nie odzwierciedla rzeczywistej sytuacji w kraju
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Strajk lub marsz?

Zdaniem przedstawicielki litewskiego związku zawodowego, naszemu społeczeństwu niestety bardzo brakuje solidarności oraz wiary we własne możliwości.
– Tak naprawdę, problem jest kompleksowy. Z jednej strony, mamy ułomną bazę prawną, z drugiej – brak kultury pracy, co wyraża się w braku szacunku pracodawcy względem pracownika. Trudno donieść nasze żądania do rządzących. Być może usłyszą nas, jeśli ludzie wyjdą na ulice i gdy na manifestacji będzie więcej osób niż na marszu obrońców tradycyjnej rodziny. A może trzeba zacząć strajkować? Powiedzmy, gdyby kasjerki z Maximy ogłosiły jednogodzinny strajk ostrzegawczy, to jaka byłaby rekacja? Narzędzia są, ale ludzie boją się z nich korzystać. Ludzie są zastraszeni. Zwłaszcza w małych miejscowościach. Bardzo często otrzymujemy skargi, że pracodawca łamie ich prawa. Ale te skargi są anonimowe, czyli bez imienia, nazwiska oraz nazwy firmy. Co w takiej sytuacji możemy zrobić? – pyta retorycznie Krupavičienė.

Ekonomista banku Luminor, Žygimantas Mauricas, sądzi, że wzrost emigracji może negatywnie wpłynąć na rozwój gospodarczy kraju. „Już od lipca spora część osób będzie zaszczepiona. Wtedy biznes będzie próbował odbić straty, będzie zatrudniał nowe osoby i zobaczy wówczas, że ludzi do pracy nie jest zbyt dużo. To będzie spore wyzwanie. Litwa będzie musiała postarać się, aby nie emigrowały osoby młode, po to, by później nie szukać pracowników w innych krajach” – powiedział w rozmowie z agencją informacyjną ELTA. Jego zdaniem, chociaż wskaźniki gospodarcze są łaskawe wobec Litwy, ale nie wszystkie sektory gospodarki mogą normalnie funkcjonować. Część osób zatem, która nie chce lub nie potrafi się przekwalifikować – wybiera emigrację. Tym bardziej, że po rocznym lockdownie poruszanie się między państwami jest o wiele łatwiejsze. Mauricas dodał, że ekonomika Zachodu przez wiele lat była w dużym stopniu zależna od migrantów z krajów trzecich. „Ponieważ sprowadzenie robotników z krajów trzecich teraz jest problematyczne, dlatego wzrok skierowano na peryferie Unii Europejskiej, w tym na Litwę” – dodał przedstawiciel banku Luminor.

W kwietniu liczba mieszkańców Litwy, z powodu emigracji i przyczyn naturalnych, zmniejszyła się o 2,2 tys. Urodziło się 1 947 dzieci, a zmarło 3 632 osób. Z wstępnych obliczeń wynika, że obecnie nasz kraj liczy 2 785 000 mieszkańców.

Czytaj więcej: Gospodarka dostosowała się do pandemii