Pod pretekstem polepszania jakości nauczania grozi nam likwidacja niedużych szkół

Zdzisław Palewicz, mer Samorządu Rejonu Solecznickiego
| Fot. Marian Paluszkiewicz

O planowanej optymalizacji sieci szkół na Litwie „Kurier Wileński” rozmawia ze Zdzisławem Palewiczem, merem Samorządu Rejonu Solecznickiego.


Resort oświaty wystąpił z kolejną propozycją optymalizacji sieci szkół na Litwie i zreorganizowania lub zniesienia gimnazjów mających poniżej 60 uczniów. Czym taka polityka może skutkować dla szkół rejonu solecznickiego?

Proces optymalizacji sieci szkół w rejonie odbywa się non stop, samorządu nie trzeba do tego nawoływać, ponieważ z miejsca dostosowujemy się do potrzeb. Na pierwszym miejscu stawiamy przede wszystkim dobro dziecka, następnie uwzględniamy wszystkie inne sprawy. Myślę, że robimy to dobrze. Dzisiaj mamy optymalną sieć szkół, mimo że tych szkół mamy niemało, ale i specyfika rejonu jest inna niż w innych częściach Litwy. Przeplatają się tu cztery sieci szkół: z polskim, litewskim, rosyjskim językiem nauczania, a także szkoły podległe Ministerstwu Oświaty, Nauki i Sportu. Z wyjątkiem naszego samorządu i rejonu wileńskiego w innych samorządach tego nie ma. Ze względu na to, że placówek oświatowych w rejonie jest o wiele więcej niż w innych samorządach, staramy się przede wszystkim, by każde dziecko miało możliwość pobierania jakościowej nauki w języku ojczystym.

Dziś mamy w rejonie 13 gimnazjów, co jest efektem ogromnego wysiłku nauczycieli i uczniów. Ministerstwo ten status zatwierdziło, opierając się na wynikach pracy tych placówek oświatowych i stwierdzając, że nasze szkoły spełniają wymagane standardy i wymogi. Podkreślam to, by udaremnić manipulacje i zaprzeczyć twierdzeniom, jakoby nieduże szkoły miały gorszą jakość nauczania.

Oprócz 13 gimnazjów mamy też 4 szkoły podstawowe, 8 przedszkoli i 4 placówki z pozalekcyjnym nauczaniem. To jest dobre, cieszymy się z prowadzenia takiej siatki dobrze działających placówek. Z roku na rok je utrzymujemy, remontujemy, zapewniamy zaplecze materialne i dobry sprzęt. Dajemy radę z tym bardzo ważnym gospodarstwem.

Czytaj więcej: Soleczniki świętują rocznicę Konstytucji 3 maja. Barwy flag zalały miasto, a mieszkańców kusi wystawa

Po co więc optymalizować to, co już jest optymalne?

My sami, bez wskazówek z góry, bardzo racjonalnie oceniamy stan rzeczy i optymalizujemy sieć szkół. Kiedy utrzymywanie jakiejś placówki traci sens, wówczas umieszczamy ją w innej przestrzeni zarządzania. Na przykład w tym roku jako Rada Samorządu Rejonu Solecznickiego przyjęliśmy decyzję, że jedna ze szkół podstawowych w Czużekompiach, gdzie znacząco zmniejszyła się liczba uczniów, zostanie przyłączona jako filia do pobliskiego, odległego o 4 km Gimnazjum im. Jana Śniadeckiego w Solecznikach. Od nowego roku szkolnego cała początkówka i klasy przygotowawcze zostaną w Czużekompiach, a dzieci od piątej klasy pojadą do Solecznik. Łączymy też dwa przedszkola w Butrymańcach i Janczunach, które są od siebie oddalone o 4 km. Decyzją rady połączyliśmy te dwie placówki w jedną instytucję, ale dzieci będą chodziły do przedszkola w Janczunach na miejscu, zostaną tam pracownicy, zmieni się tylko zarządzanie. Ustosunkowujemy się do tego racjonalnie. To funkcjonuje.

Co „optymalizacja” sieci szkół oznacza dla rejonu solecznickiego?

Dyskusja nad propozycjami resortu oświaty musi się odbyć w sposób bardziej poważny i solidny, z wszystkimi stronami zainteresowanymi: samorządami, szkołami, rodzicami. Tymczasem pod pretekstem polepszania jakości nauczania plan ten stwarza zagrożenie likwidacji niedużych placówek oświatowych. Dotyczy to nie tylko rejonu solecznickiego, lecz także innych samorządów.

Dla nas takie posunięcie jest szczególnie szkodliwe, ponieważ region Wileńszczyzny ma własną specyfikę. Mieszkają tu mniejszości narodowe, dlatego szkoły z polskim i rosyjskim językiem nauczania trzeba zachować. Widzimy w tym zagrożenie, bo jeżeli niektóre propozycje zostaną przyjęte, trzeba będzie zamykać mniejsze szkoły, dowozić dzieci do szkół większych. Zgodnie z planem reorganizacji lub zamknięciu podlegają szkoły, które mają mniej niż 60 uczniów. W naszych realiach zagrożone są szkoły podstawowe. Sami podjęliśmy decyzję o reorganizacji szkoły w Czużekompiach, ale zagrożone są też szkoły podstawowe w Podborzu, Dajnowie i Jaszunach. To często jedyne placówki oświatowe w miejscowości i dowożenie dzieci do innych odległych szkół jest nielogiczne.

W przypadku Dziewieniszek, gdzie mamy przedszkole oraz dwa gimnazja z polskim (ok. 80 uczniów) i litewskim (ok. 90 uczniów) językiem nauczania, widzimy tendencję, że liczba uczniów maleje. Specyfika tego regionu i uwarunkowania geograficzne sprawiają, że ten zakątek kraju, otoczony z trzech stron przez tereny białoruskie, potrzebuje tych placówek oświatowych. Bez względu na liczbę dzieci w tej miejscowości musimy zrobić wszystko, żeby te placówki działały.

Na granicy istnienia są też gimnazja w Białej Wace i Koleśnikach w związku z tym, że jest tam za mało dzieci.

Jakie mogą być konsekwencje zamykania szkół wiejskich?

Zamknięcie szkoły skutkuje tym, że zanika nie tylko szkoła, ale też język, życie, ludzie tracą pracę, a co najważniejsze – wcale nie polepsza się życie uczniów. Tych każdy chce uszczęśliwić na siłę, dowożąc do większych gimnazjów, które rzeczywiście mogą oferować większe możliwości, ale technicznie rzecz biorąc, nie sposób wszystkich spędzić do jednej placówki. Mniejsze szkoły też mają rację bytu.

Potrzeba, by państwo zwróciło uwagę na inne aspekty tego problemu, jak np. przygotowanie kadry pedagogicznej. Niedługo nie będziemy mieli nauczycieli, przede wszystkim w szkołach polskich. Państwo nie powinno ustosunkowywać się do regionu jak do niechcianego dziecka. Jego zadaniem jest wspieranie regionu z jego specyfiką – różnorodność narodowościowa musi być postrzegana i wspierana jako dobro, wartość, która jest wyrazem bogactwa naszego kraju. Państwo musi zmienić perspektywę postrzegania obywateli innej narodowości – to, że mają prawo do swego szkolnictwa, do swego języka ojczystego i że trzeba te wartości rozwijać, a nie myśleć, jak się pozbyć tego balastu.

Szkoły w rejonie są konkurencyjne względem szkół na Litwie?

Oficjalne statystyki wskazują, że osiągamy zarówno bardzo dobre, jak i słabsze wyniki. Generalnie szkoły polskie wypadają dobrze. Wyniki testów i egzaminów plasują się je powyżej średniej krajowej. Są też mankamenty, wiadomo, wywołane gorszymi wynikami z języka litewskiego. Nie jest to wina ani dzieci, ani nauczycieli, są to skutki zmian ustawowych, które nastąpiły w 2013 r., a które odczuwamy do dziś. Wyniki egzaminu z języka litewskiego ciągną w dół wszystkie inne statystyki. Alarmujemy o tym już od kilku lat, ale ten problem, który dotyczy nie tylko naszego rejonu, nie jest dostrzegany. Ogólnie poziom nauczania w naszych gimnazjach jest dobry, co potwierdziło samo ministerstwo, które latami sprawdzało szkoły, by móc nadać im status gimnazjum. Ten sprawdzian nie był oficjalny, to nie była jednorazowa akcja, tylko analiza kadry nauczycielskiej, wyników egzaminów, bazy materialnej szkół. Wyniki mogą być lepsze i gorsze, ale często zależy to np. od mocniejszych czy słabszych uczniów. Tymczasem uczniowie pomyślnie składają egzaminy państwowe, dostają się na uczelnie wyższe.

Czytaj więcej: Rząd zaangażował się do przyspieszenia szczepień w Solecznikach

Różnorodność narodowościowa musi być postrzegana i wspierana jako wartość, która jest wyrazem bogactwa naszego kraju
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Około 50 proc. środków z budżetu samorządu przeznacza się na szkolnictwo. Czy przeprowadzenie „optymalizacji” pozwoli zmniejszyć te wydatki?

Nie jest tajemnicą, że utrzymanie szkół kosztuje. To zadanie, z którego się wywiązujemy. Ale nie należy pewnych rzeczy dramatyzować i myśleć w kółko o pieniądzach. Tak, wykładamy pieniądze, ale przeznaczamy je w dzieci. To jest inwestycja w przyszłość. To jest też najważniejsza inwestycja – w młodego człowieka, którego trzeba dostrzegać w każdym zakątku rejonu czy kraju. Już od najmłodszych lat dziecko musi mieć zapewnione – oprócz domu – dobre przedszkole, potem dobrą szkołę. Chodzi o jego bezpieczeństwo i komfort, tak formuje się zarówno poczucie bezpieczeństwa, jak i świadomość narodową młodego człowieka.

Chciałoby się oczywiście, by pewne metody i rozwiązania stały się bardziej przychylne dla samorządów wielonarodowościowych. Dzisiaj na mniejsze szkoły z budżetu samorządu dopłacamy 580 tys. euro. Jeżeli zostaną przyjęte poprawki, o których się dzisiaj tyle mówi, będziemy musieli dopłacać na funkcjonowanie 41 kompletów klas, co stanowi sumę blisko 900 tys. euro z naszego skromnego budżetu.

Nowelizacja ustawy oświatowej z 2011 r., przeforsowana przez koalicję konserwatywno-liberalną, pogorszyła wyniki na maturze z litewskiego osiągane przez uczniów. Obecna koalicja konserwatywno-liberalna bierze się do kolejnych reform oświatowych. To już jakaś prawidłowość?

Ci, którzy śledzą bieżące wydarzenia, odczuwają jednoznacznie, że kiedy ta opcja polityczna dochodzi do władzy, pojawiają się decyzje niekorzystne dla szkolnictwa polskiego na Litwie. Fakty są takie, jakie są. Myślę jednak, że niezależnie od opcji politycznej powinna być zachowana jakaś życzliwość dla obywateli swojego kraju. Polacy mieszkający na Litwie są jej obywatelami, swoją pracą i swoją postawą nieustannie potwierdzają, że zasługują na szacunek. Tymczasem kreuje się ich na obywateli nielojalnych, ulegających rosyjskiej propagandzie, zarzuca się im, że się nie szczepią itd. Otwieram na portalach wiadomości z lat 80., 90., z lat 2000. – negatywna narracja się nie zmienia, mimo że zmieniły się całe pokolenia. Tymczasem wysiłki rządzących powinny być skierowane w innym kierunku – na polepszanie życia ludzi, na sprawy socjalne, na zapewnienie miejsc pracy.

Traktat między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy wyraźnie mówi o zapewnieniu odpowiednich możliwości nauczania języka mniejszości narodowej i pobierania nauki w tym języku w przedszkolach, szkołach podstawowych i średnich (art. 15). Pogarszanie sytuacji w oświacie nie jest zgodne z tą umową międzynarodową.

Przestrzeganie zobowiązań to podstawa, świadczy o solidności rządzących. Są reguły, ustawy, których musimy dotrzymywać. Skoro je podejmujemy – czy to traktat, czy umowy międzyresortowe – stają się one podstawą do pewnych posunięć. Jeżeli ich się nie respektuje, to traci się zaufanie u obywateli. Widzimy, że wiele ważnych dokumentów jest lekceważonych przez decydentów. Tak być nie może.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 20(57) 15-21/05/2021