Nauka w czasie pandemii

Grażyna Berdešiūtė-Starynina
| Fot.Marian Paluszkiewicz

Już od marca zeszłego roku znaleźliśmy się w innej rzeczywistości: z przyjaciółmi spotykamy się częściej przez ekran niż na żywo, maseczki stały się nieodłącznym elementem naszego ubioru, spacerując podświadomie odliczamy odstęp dwóch metrów od kolejnego spacerowicza. Pandemia zmusiła nas do drastycznej zmiany trybu życia, prawie że w mgnieniu oka musieliśmy przenieść się z otwartej przestrzeni do zamkniętego pokoju. Podobnie jak inne sfery naszego życia, również nauka przeniosła się ze szkolnych gabinetów do wirtualnej rzeczywistości. Ponad rok uczniowie uczą się logarytmów i analizują wiersze poprzez ekran, przebywając w komforcie swojego pokoju. Czy szkoła zdołała dostosować się do nowej rzeczywistości, czy zdalna nauka jest lepsza od stacjonarnych zajęć i jak pandemia wpłynie na przyszłość edukacji? Opowie nam o tym Pani Grażyna Berdešiūtė-Starynina, nauczycielka języka polskiego w Gimnazjum im. Władysława Syrokomli w Wilnie.



Jak wyglądały pierwsze tygodnie nauki zdalnej podczas pierwszej fali, gdy tylko się rozpoczynała kwarantanna?

Grażyna Berdešiūtė-Starynina: Wszystko rozpoczęło się w marcu ubiegłego roku, gdy tylko wyszliśmy na kwarantannę i na feriach szykowaliśmy się do nauki zdalnej. Nauczyciele mieli wielkie wyzwanie, ale wydaje mi się, że sprostaliśmy temu egzaminowi. Musieliśmy przenieść cały proces nauczania do przestrzeni wirtualnej. To było trudne, ale nam się udało. Nauczyciel przez całe życie się uczy i to nam pomogło, bo wszyscy naprawdę musieliśmy wiele się nauczyć. Mieliśmy sporo szkoleń. W ciągu dwóch, trzech tygodni opanowaliśmy bardzo dużo materiału. Wieczorami nauczyciele się szkolili, a rano prowadzili lekcje. To było wyzwanie, ale myślę, że już teraz jesteśmy o wiele lepiej przygotowani.

Jak szkoła odnalazła się w czasie pandemii? Czy Pani nadal czuje niepewność w tym, jak ma wyglądać zdalna nauka?

Nie, niepewności nigdy nie było, gdyż lekcja jest lekcją i cała budowa lekcji zostaje. Jednak na różnych lekcjach wykorzystujemy różne metody, platformy edukacyjne, strony i portale internetowe.
Ogromny wpływ na wszystkich miał i nadal ma brak „żywego” kontaktu z uczniami. Niektórzy się krępują, a niektórzy świadomie nie włączają kamerki na lekcjach. Na pewno na wszystkich podziałało też to, że nie trzeba wstawać rano. Niektórzy uczniowie na początku potraktowali lekceważąco naukę zdalną, a później się okazało, że oceny się obniżyły. Z kolei inni bardzo przejmowali się, że nie mogą się podłączyć z powodu spraw technicznych. Pewne rzeczy nie zależą ani od nauczyciela, ani od ucznia, tylko od finansów rodziny.
W tym roku szkolnym mam piątoklasistów, którym naprawdę było trudniej odnaleźć się. W klasach początkowych nie uczyli się podstaw informatyki, co spowodowało, że mieli, a niektórzy nadal mają, problem z podłączeniem. Ogólnie niektóre osoby mają problem z porozumiewaniem się z nauczycielem za pośrednictwem komputera. Ta bariera przeszkadza im w pełnowartościowym udziale w lekcji. Na szczęście niektórzy łatwiej odnaleźli się w wirtualnej przestrzeni i pracują dalej, z czego się bardzo cieszę.

Pandemia zmusiła nas do drastycznej zmiany trybu życia, prawie że w mgnieniu oka musieliśmy przenieść się z otwartej przestrzeni do zamkniętego pokoju
| Fot. pixabay.com



Z jakimi trudnościami spotykają się nauczyciele podczas nauki zdalnej?

Niektórzy nauczyciele mieli kłopot z korzystaniem z technologii. Faktycznie musi być wybrana jedna platforma, z której się korzysta, a niektórzy byli przyzwyczajeni do Zooma, niektórzy próbowali kontaktować się przez Messengera, więc trzeba było to wszystko ujednolicić.
Był także problem dotyczący komunikacji. Kiedy widzimy osobę, z którą rozmawiamy, wtedy rozumiemy, czy ona zrozumiała temat czy zadanie. Niestety, teraz siedzimy przed ekranami i mamy trudności, by zrozumieć reakcję ucznia. Niektórzy uczniowie nie włączają kamer, ponieważ są niepewni reakcji rówieśników, natomiast niektórzy grają w gry komputerowe i próbują to maskować. To też jest trudność, gdy uczeń próbuje wykonać dwie czynności naraz. W takim wypadku uczeń nie słyszy połowy tego, co mówi nauczyciel, z czego wynika, że później trzeba powtarzać to samo wiele razy.
Jest też problem, że nie możemy na bieżąco czegoś poprawić. Gdy jesteśmy w klasie, to podchodzimy do ucznia, widzimy, że jest błąd i od razu tłumaczymy, jak go trzeba poprawić. Nauczyciel pracuje przede wszystkim po to, żeby uczeń się nauczył – to jest jego celem. Z kolei większa część uczniów pracuje dla stopnia, nie zaś dla zdobycia wiedzy.
Ostatnia trudność, którą wymieniłabym, to pisanie różnych prac, zwłaszcza rozprawki. Nauczyciele próbują wszystkiego, żeby uczeń nie ściągał: na czas ustawiają pytania, proszą o włączenie kamerki, próbują wymyślić nowe sposoby kontroli, ale ściąganie jest bardzo rozpowszechnioną sprawą. Uczniowie wykonują prace kontrolne w grupie, mając przy sobie kilka urządzeń.

Czytaj więcej: Nauczanie zdalne w domu albo… w szkole

Jakie są największe trudności dla uczniów?

Największym problemem może jest to, że nie mogą obudzić się rano, poukładać sobie dzień, ogółem brak samodyscypliny. Uczniowie na początku uważali, że jeżeli w kalendarzu nie ma lekcji online, to znaczy, że lekcji nie ma i mogą sobie grać, natomiast później okazuje się, że była zadana praca, którą trzeba było wykonać. Z wysyłaniem prac na czas też jest kłopot. Nauczyciele ciągle przypominają, a uczniowie rozumieją tylko wtedy, gdy w dzienniku zobaczą ocenę niedostateczną.
Oczywiście uczniom brakuje spotkań z przyjaciółmi. Jest też wielu, którzy nie mogą pracować samodzielnie w domu, potrzebują kontroli, dlatego jest możliwość pójścia do szkoły i podłączenia się stamtąd do lekcji. Są stworzone odpowiednie warunki – uczeń pracuje w klasie, gdzie jest jego nauczyciel, który go kontroluje i mu pomaga.

Jakie są pozytywne strony nauki zdalnej?

Nauczyciele zanurzyli się w świat wirtualny, który oferuje wiele ciekawych możliwości. Dowiedzieliśmy się o wielu platformach, stronach i portalach internetowych. Tak naprawdę, te wszystkie zasoby internetowe się wykorzystywało, ale nie na taką skalę. Mieliśmy wspaniałe podręczniki, ćwiczeniówki i salę lekcyjną. Teraz mamy inną rzeczywistość i uczymy dzieci, by były bardziej samodzielne. Praca zdalna jest pracą samodzielną, więc to pokazało, kto może pracować sam, a kto nie, komu trzeba pomóc. Na początku pomagali też rodzice. Wszyscy uczyliśmy się i to jest dobrze, bo człowiek powinien kształcić się i iść do przodu.
Jak Pani wyobraża sobie powrót do zajęć stacjonarnych? Czy będzie trudno powrócić do codziennych zajęć w szkole, czy wręcz przeciwnie?
Dla niektórych to będzie trudne, bo trzeba będzie rano wstawać i jechać do szkoły. Trzeba będzie przyzwyczaić się, znów zmienić rytm życia, trzeba będzie być bardziej aktywnym. Na początku będzie trudno nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Mam nadzieję, że wrócimy do rzeczywistości. Oczywiście nasze życie już nie będzie takie, jak było. Doceniliśmy w tym czasie to, co straciliśmy, czyli bezpośredni kontakt. Odczujemy pewnie negatywne skutki nauki zdalnej związane z nadużywaniem technologii.
Chcę zaznaczyć, że w naszej szkole odbył się remont, nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz budynku. Bardzo dużo się zmieniło, więc najpierw będziemy poznawać odnowioną szkołę.

Czytaj więcej: Rodzice zaniepokojeni psychologicznymi skutkami zdalnej nauki uczniów

Jakie zmiany w edukacji może przynieść obecna sytuacja?

Pandemia okazała się nie tylko testem wyrozumiałości, człowieczeństwa i zwykłej ludzkiej życzliwości, ale też jest sprawdzianem kompetencji cyfrowych nauczycieli, uczniów i stopnia przygotowania szkół do ekstremalnych sytuacji. Wpłynie to również na ocenę wyposażenia szkół w sprzęt komputerowy i multimedia. Uważam, że musimy dać większą swobodę dzieciom, pozwolić im działać, mówić, opowiadać, opisywać, tworzyć, po prostu być kreatywnymi. Nowe technologie powinny być pomocne w prezentacji tych zadań, umiejętności i kontaktu online. To z pewnością przyniesie więcej korzyści przy rozwijaniu kompetencji kluczowych uczniów. Musimy nauczyć uczniów, żeby potrafili odnaleźć się w dowolnej rzeczywistości.


Rozmawiała Seweryna Lewon, studentka I roku filologii polskiej Uniwersytetu Wileńskiego