Czuła obecność i służba człowiekowi. Helena Zawistowska, kobieta przełomów

Helena Natalia Zawistowska
| Fot. gdansk.pl

6 maja w Gdańsku odbył się uroczysty pogrzeb wilnianki, niemal stuletniej Heleny Natalii Zawistowskiej, z domu Hajdukiewicz, urodzonej 3 stycznia 1922 r. w Wilnie. W czasie okupacji działała w AK i studiowała medycynę na tajnym Uniwersytecie Stefana Batorego. Aresztowana w Wilnie przez NKWD w 1944 r., przeszła sowieckie łagry, tzw. saratowski szlak. W Gdańsku pracowała jako lekarka. Pisała także baśnie dla dzieci.

Od urodzenia mieszkałam na ulicy Połockiej (nr 45a, w dzielnicy Zarzecze, na prawym brzegu Wilejki), gdzie był dom moich dziadków z ogromnym ogrodem, i tam spędziłam pierwsze lata dzieciństwa. Zresztą aż do wojny, z przerwami… Ogród cudowny, pełen bzów, jaśminów, czeremchy, kwiatów, jabłoni” – czytamy we wspomnieniach Heleny Zawistowskiej zamieszczonych w Cyfrowym Archiwum Pomorskich Kresowiaków (capk.pl).

Lata wileńskie

Była córką Władysława Hajdukiewicza, inżyniera technologa, poświęcającego także swój czas m.in. na prowadzenie domowego teatru dziecięcego, i Natalii (z domu Giejewskiej), nauczycielki języka francuskiego.

„Ten czas to jakże pamiętne cudowne, radosne lata 30. XX w. Był pokój, czuliśmy się bezpieczni i spokojni o naszą przyszłość, która jawiła się nam jak najlepiej, że tu, w naszym ukochanym Wilnie, spędzimy całe życie. Przynajmniej ja, kilkunastoletnia wówczas dziewczyna, o tym marzyłam. (…) Wojna? Rzecz niewyobrażalna, absurdalna. A jednak… Miałam 17 lat, a mój brat, Jurek – 19, gdy nagle skończyła się nasza młodość… Wszystko. Ale z tym większym sentymentem kultywujemy dotąd pamięć o rodzinnym mieście z jego niepowtarzalnym, swoistym klimatem, jaki panował w odległym od innych dużych ośrodków polskich Wilnie” (cyt. za „Wileńskie Posiaduszki w Jelitkowie”, 2016).

Jej ojciec przez całą wojnę działał w Delegaturze Rządu na okręg wileński (Delegatura Rządu na ziemie włączone do ZSRR, z siedzibą w Wilnie, znajdująca się w strukturze Polskiego Państwa Podziemnego). Pracował jako naczelnik Wydziału Przemysłu i Handlu w wileńskim urzędzie wojewódzkim. Helena Zawistowska (ps. Wanda) w konspiracji zajmowała się m.in. spisywaniem domów, w których można było ukrywać partyzantów i tych, których poszukiwało NKWD. Ponadto poszukiwała do współpracy ludzi, których dokumenty (pozwolenie na pracę, paszporty) można było okresowo używać (kopiować albo fałszować), aby pomóc innym „nabyć tożsamość”.

„30 grudnia 1944 r. (…) nas wszystkich aresztowali, m.in. mnie, brata mego, ojca, matkę i naszych sublokatorów. I wtedy trafiłam właśnie do więzienia. Na Łukiszkach…”.

Siedziba NKWD w Wilnie mieściła się na rogu ulic Mickiewicza i Ofiarnej. Helena Zawistowska spędziła tam trzy miesiące. 10 marca 1945 r., po zaocznym wyroku, jako więźniarka polityczna znalazła się w transporcie w głąb Rosji. „Miałam wtedy 23 lata. Żadnego sądu, od razu wyrok”. 1 kwietnia 1945 r. dotarła do Jełszanki koło Saratowa. Została pielęgniarką. Przeżyła, choć miała anemię. Później przeszła kolejne dwa obozy pracy, jeden w Gruzji (Kutaisi), następny pod Leningradem (Borowicze). Do Gdańska przyjechała w 1948 r.

Natalia Hajdukiewicz (1890–1978) przeżyła aresztowanie i została wypuszczona na wolność jeszcze w Wilnie. Władysław Hajdukiewicz (1885–1959) został skazany na osiem lat łagru pod Uralem, w okolicach Solwyczegodska. Do Polski przyjechał w 1955 r. Oboje do śmierci mieszkali na Pomorzu.

Czytaj więcej: 76 lat temu Armia Krajowa odbiła Ejszyszki

Pprzepustka Heleny Zawistowskiej,
z d. Hajdukiewicz, z 1 lipca 1948 r.
| Fot. capk.pl

Osadzanie się w Gdańsku

„Mama tak często i pięknie opowiadała o szczęśliwych latach dzieciństwa i wczesnej młodości spędzonych w Wilnie i na Wileńszczyźnie w kontraście do późniejszych wspomnień, dramatycznych, które nagrał na taśmę, a potem spisał mój ojciec, Stanisław. Tak powstała książka »Na Saratowskim Szlaku. Wspomnienia z czasów wojny i obozów sowieckich (1939–1948)«. W 1990 r. Stanisław Zawistowski przedwcześnie zmarł. Książka ukazała się w 2010 r.” – mówił dekadę temu ich syn Heleny i Stanisława Zawistowskich, Władysław.

Stanisław Zawistowski urodził się w Wilnie (1919–1990). Również skazany i więziony (1945–1948), przeszedł drogę od Łukiszek przez obozy w Jełszance, Kutaisi na Kaukazie do kamieniołomów w Astrachaniu. To wtedy poznał swoją przyszłą żonę. Nie było im dane wówczas bycie razem, ale trafili na siebie przypadkiem ponownie w… Gdańsku. „Przyjechał akurat tu szukać kogoś innego, a trafił ponownie na mnie! Zostaliśmy razem” – wspominała po latach Helena Zawistowska.

Helena ukończyła studia lekarskie w gdańskiej Akademii Medycznej (1952), doktoryzowała się w 1964 r. Pracowała w Zakładzie Histologii i Embriologii AM (1949–1965) i jako lekarz w lecznictwie otwartym (1955–1979). „Mama była zatrudniona w przychodni dla szkół wyższych przy Politechnice Gdańskiej. Niejednego mojego kolegę w latach 70. uratowała przed wojskiem czy załatwiła »dziekankę«. Czasy były waleczne” – jak wspominał syn Władysław Zawistowski.

Stanisław ukończył studia lekarskie w gdańskiej Akademii Medycznej (1954), zrobił specjalizację I stopnia z otolaryngologii (1958), uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk medycznych (1962). Kierownik Katedry Histologii i Embriologii, dyrektor Instytutu Biologii Medycznej AM. W 1971 r. otrzymał tytuł profesora, od 1979 r. – profesor zwyczajny.

„Moi rodzice żyli Wileńszczyzną. To była dla nich utracona, idealizowana kraina dzieciństwa. Mój ojciec był co prawda lekarzem, ale też malarzem amatorem i w większości jego prac były motywy wileńskie, architektura, krajobraz. Malował ze zdjęć. Mama też żyła tamtymi miejscami i czasami” – mówił podczas jubileuszu 95-lecia Heleny Zawistowskiej Władysław.

Helenkaz ojcem, Władysławem Hajdukiewiczem.
| Fot. archiwum

Wszechświat Wilna

„Szczęśliwe było nasze dzieciństwo, ale 85 lat temu nie wiedzieliśmy, że jesteśmy szczęśliwi. Wydawało się nam, że rzeczywistość, w której żyjemy, jest jedyną możliwą, więc normalną, powszechną i wieczną. Te mgliste odczucia małego dziecka już z trudem odtwarzam, ale przecież wypływały one z realiów, które dobrze pamiętam: rodzinę, ogród i tę specyficzną, niezapomnianą aurę towarzyszącą domowi w tamtych zamierzchłych czasach” (cyt. za „Od Wilii po Uklę”).

„Ogarnęło mnie ogromne, przemożne wzruszenie: oto tam moje miasto, mój cudowny świat, dom i rodzina – wszystko, co tak bezgranicznie kocham i gdzie jestem bezmiernie szczęśliwa. Bo też wiem, że w domu, który jawi się jako najważniejsze miejsce na ziemi, zawsze ktoś czeka na mój powrót z niepokojem i miłością. Wiem, że zawsze będę wracać z niewygasłymi uczuciami, z radością jego istnienia tu i teraz, a także gdziekolwiek by był w przyszłości” (ibidem).

Bogaty świat przeżyć, niezapomniane wzruszenia i momenty idyllicznego ciepła z bycia wśród bliskich znalazły swoje odzwierciedlenie we wspomnieniach Heleny Zawistowskiej, książce „Od Wilii po Uklę. Niezapomniany czas letnich wakacji w Wilnie i na Wileńszczyźnie w latach dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku” (2011). W tej urokliwej retrospektywie, dedykowanej prawnuczce Zoi, ważne miejsce zajmują zdjęcia Feliksa Zaniewskiego – wilnianina zatrudnionego jako retuszera, kopistę, fotografa i cynkografa w zakładzie słynnego Stanisława Filiberta Fleury’ego.

Czytaj więcej: Jan Żaryn: Armia Krajowa była częścią fenomenu Polskiego Państwa Podziemnego

Posiaduszki Wileńskie

Helena Zawistowska była członkinią Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Związku Sybiraków, a także Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej (TMWiZW) Oddział Pomorski. Udzielała się tam przy różnych akcjach, a jej wspomnienia udokumentowane są zarówno w wersji papierowej, jak i cyfrowej. Dzięki projektom „Drogi do Gdańska – Exodus XX w.” czy „Wileńskie Posiaduszki w Jelitkowie” zachowano unikalne wspomnienia Kresowian, ale ponadto stworzono transpokoleniową transmisję tradycji.

Bożena Kisiel, prezeska pomorskiego oddziału TMWiZW, głęboko poruszona śmiercią Heleny Zawistowskiej, wspomina ją jako kobietę nietuzinkową, obdarzoną talentami, wyczuloną na potrzeby drugiego człowieka, ale też dociekliwą edukatorkę świadomą czasów, które wspominała i w jakich żyła współcześnie.

– Miała bardzo dobry kontakt z młodymi ludźmi. Była świadoma spraw tego pokolenia. Umiała pochylić się nad ich potrzebami w sposób wyjątkowy. Cierpliwa, upewniała się zawsze, czy wszystko zrozumieli. Służyła sobą, aby wyjaśnić różne kwestie. Nikt nie mógł się czuć zaniedbany – ocenia liderka pomorskiego oddziału towarzystwa.

– Pani Helena była kobietą o niezwykłej kulturze osobistej. Każdą rozmowę z nią można uznać za wydarzenie, a przy tym każdego traktowała z szacunkiem. Miała poczucie humoru, roztaczała mnóstwo ciepła. Aktywna jako członek naszej organizacji, rzetelna, staranna i uczciwa w każdym calu. Rodzina była dla niej niezwykle ważna, była dumna z niej, szczególnie z syna. Jako psycholog mogę powiedzieć, że była wyjątkowo wspierającą kobietą – zapewnia rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.

Dzięki inicjatywie Bożeny Kisiel powstało Cyfrowe Archiwum Pomorskich Kresowiaków, w którym zarchiwizowano kilkadziesiąt wspomnień i relacji Polaków z dawnych Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej, w tym Heleny Zawistowskiej. Biogramy gdańskich Wilniuków są też dostępne na stronie Gedanopedii.

Helena Zawistowska w Ukli, 1939 r. Zdjęcie z prawej strony pochodzi z archiwum KGB (1944)
| Fot. Jerzy Hajdukiewicz, archiwum

Twórczość

Rodziny Hajdukiewiczów i Zawistowskich utrwaliły swoją obecność również w literaturze. Wspomniane wcześniej tytuły to tylko część spuścizny. Po odnalezieniu w Wilnie w 2001 r. zostały wydane w kilku wersjach językowych listy Natalii Hajdukiewicz wymieniane z Mariną Cwietajewą (z lat 1934–1935).

Helena Zawistowska zgromadziła pokaźny dorobek, głównie w postaci książek dla dzieci. Debiutowała w 1987 r. pozycją „O zaginionych żeglarzach i latającej szafie”, w 1988 r. ukazał się tytuł „W państwie podziemnego gnoma. Opowieść baśniowa”. Początki pisarskie wiązały się z zapotrzebowaniem wnuka Juliana na nieszablonowe opowieści.

W 1992 r. wraz z synem Władysławem (poetą, dramaturgiem, powieściopisarzem, scenarzystą, tłumaczem, krytykiem literackim i teatralnym) wydała „Kalendarz dziecka polskiego według Stanisława Jachowicza”. Później ukazały się: „Łuk Karakamby” (1997), „Astrolog Bum i Dobry Diabeł Tot” (1998), „Tajemnica zatopionej wyspy i inne baśnie” (2000), „Iliria. Opowieść baśniowa” (2002), „Żelazna wieża” (2012), „Powroty” (2013).

„Moja ziemia! – powiedział wzruszony i szczęśliwy nad wszelki wyraz. (…) Przed nim rozciągał się znany krajobraz: falujące łany zboża, prześwitujące poprzez kłosy bławatki i maki, na miedzach wierzby, a pod czystym niebem rozśpiewane skowronki. (…) – Wkrótce będzie rzeka Waka i most – szepnął do siebie. Nogi drżały mu ze wzruszenia (…). I teraz łzy się polały, lecz były to łzy szczęścia. Ojciec wziął na ręce syna swego i wniósł go do domu. A matka przytuliła do serca biedaka i gorąco całowała. (…) Śmiertelnie zmęczony Julek uśmiechał się do swych ukochanych, których wreszcie odzyskał” – to fragment baśniowej opowieści „Mistrz Ugu” zawartej w „Tajemniczej wyspie”.

Zamiast podsumowania

„Chociaż Jej młodość została naznaczona bólem i cierpieniem, przeżyła wiele pięknych lat u boku męża, prof. Stanisława Zawistowskiego, otoczona kochającą rodziną i przyjaciółmi. Była wrażliwym świadkiem blisko stuletniej epoki, do ostatnich chwil zachowując żywe zainteresowanie sprawami publicznymi i prywatnymi, wrodzony optymizm i pogodę ducha, a także obdarzając nas swoją wielką miłością i czułą obecnością” – to fragment nekrologu zamieszczonego przez rodzinę Heleny Zawistowskiej.


Magdalena Olszewska


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 21(57) 22-28/05/2021