Do powstania czerwcowego zwykli ludzie przystępowali z pobudek patriotycznych

Arūnas Bubnys
| Fot. Bartosz Frątczak

Celem powstania, które wybuchło na Litwie 22 czerwca 1941 r., było przywrócenie niepodległości. Było to wbrew interesom III Rzeszy. Trzeba przy tym rozróżnić, czym było powstanie i na czym polegały działania powstańców, a gdzie władza okupacyjna prowadziła prześladowania, politykę ludobójstwa i Holokaustu – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” historyk Arūnas Bubnys, dyrektor Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy.


Jak powinniśmy traktować powstanie czerwcowe 1941 r.? Z jednej strony to była próba przywrócenia państwowości, z drugiej – współpraca z nazistowskimi Niemcami.

Osobiście bardziej akcentowałbym to, że podstawowym celem politycznym i wojskowym powstania było przywrócenie niepodległości państwa litewskiego. Ze względów taktycznych organizatorzy postanowili, że powstanie ma się rozpocząć równolegle z początkiem konfliktu między Niemcami a ZSRS. Kierownictwo patrzyło na sprawę realistycznie. Walka tylko własnymi siłami z tak ogromnym imperium, jakim było ZSRS, była całkowicie beznadziejna i skazana na porażkę. Planowano, że z początkiem wojny uda się wyzwolić własnymi siłami Kowno, powołać rząd tymczasowy i ogłosić przez radio przywrócenie niepodległości. W ten sposób chciano postawić Niemców przed faktem dokonanym.

Wojsko niemieckie musiało być powitane z pozycji gospodarza tego kraju. Nowe władze miały zaoferować Niemcom współpracę w możliwej dalszej walce z Sowietami. Zakładano, że Niemcy wówczas uznają suwerenność Litwy. To można porównać z tokiem myślenia dowódców Powstania Warszawskiego w 1944 r. Dowództwo powstania wtedy myślało podobnie: że uda się wyzwolić Warszawę i postawić Stalina przed faktem, iż już funkcjonują władze niepodległej Polski. W przypadku Litwy myślano podobnie. Oczywiście, władze Rzeszy nie uznały litewskiej niepodległości.

Dlaczego nie uznano nawet ograniczonej suwerenności Litwy, jak to np. było w przypadku Słowacji lub Chorwacji?

Hitler i pozostali włodarze III Rzeszy nie traktowali Litwy ani krajów bałtyckich jako państw, które kiedyś były niepodległe, ale jako część Związku Sowieckiego. Generalnie w tym punkcie trzymano się tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow, który podzielił strefy wpływów. Dla nich więc to była część ZSRS okupowana przez nich, w przyszłości miała zostać integralną częścią Niemiec. Ich zdaniem początkowo trzeba było zlikwidować niepożądany element, czyli Żydów.

Pozostała część mieszkańców miała zostać przesiedlona, a około jednej trzeciej Litwinów miało być zgermanizowanej. Mając takie plany wobec Litwy, naziści nie zamierzali uznawać jakiekolwiek niepodległości, nawet w formie protektoratu, jaki był na Słowacji lub w Chorwacji.

Podstawowym organizatorem powstania był Litewski Front Aktywistów (LAF), którego kierownictwo znajdowało się w Berlinie, ale oddziały konspiracyjne działały również na Litwie. Czy wiadomo, jaka była liczebność tej organizacji na Litwie?

Liczby nie są znane. To dotyczy nie tylko stanu sprzed wojny, nie wiadomo też, ile osób uczestniczyło w samym powstaniu. Podawane liczby bardzo się różnią. Część litewskich autorów sądzi, że powstańcy to była grupa 15–20 tys. osób, inni – że nawet 100 tys.

Podobnie jest z liczbą zabitych powstańców. Minimum mówi się o minimum 650 zgonach, maksimum o 4 tys. Moim zdaniem ta liczba, zarówno uczestników, jak i zabitych, jest większa niż podawane minimum i znacznie mniejsza niż podawane maksimum. Poza tym trzeba pamiętać, że LAF na Litwie działał w konspiracji, nikt nie tworzył listy członków.

Struktura krajowa polegała na tzw. trójkach – każdy osobiście znał tylko dwóch członków i kogoś z grupy przełożonych, dlatego nie da się ustalić, ilu członków liczył LAF przed powstaniem.

A kto należał do LAF, przedstawiciele jakich grup społecznych lub zawodów?

W tej kwestii historykom jest o wiele łatwiej, są źródła. Sporą część LAF stanowili byli wojskowi. Niemało było członków byłego Związku Strzelców Litewskich, bo to była naprawdę masowa organizacja, licząca kilkadziesiąt tysięcy członków. Spora część strzelców miała zachowaną broń jeszcze z czasów przedwojnia. W przypadku dużych miast, jak Wilno i Kowno, aktywnymi uczestnikami konspiracji oraz powstania byli studenci, a nawet uczniowie starszych klas szkół.

Wileńscy powstańcy prowadzą żołnierzy Armii Czerwonej ul. Wileńską w Kownie
| Fot. domena publiczna

Jaki był stosunek Niemców do powstańców?

Przewodniczący LAF Kazys Škirpa, który przebywał wtedy w Berlinie, miał kontakty z Abwehrą. Warto podkreślić, że kontakty dotyczyły wywiadu, a nie gestapo. Pewna współpraca do wojny, do powstania istniała. Niemieckie wojsko i wywiad były zainteresowane, aby po wybuchu wojny rozpoczęły się jakieś działania partyzanckie na zapleczu Armii Czerwonej. Ale polityczne kierownictwo III Rzeszy absolutnie nie zamierzało uznawać żadnej suwerenności Litwy.

Przedstawiciele MSZ Rzeszy uprzedzili Škirpę, aby nie wydawał żadnych oświadczeń politycznych w sprawie niepodległości czy rządu tymczasowego. Trzeba rozumieć, że deklaracje niepodległości były sprzeczne z interesami III Rzeszy. Niemcy nie chcieli, aby mieszkańcy tych terenów stawiali jakiekolwiek żądania polityczne.

Jednak w trakcie powstania powołano rząd tymczasowy, który był tolerowany do początku sierpnia 1941 r.

Dokładnie do 5 sierpnia. Jednak oficjalnie ten rząd nie był uznany ani przez niemiecką administrację wojskową, ani cywilną. Kiedy podjęto ostateczną decyzję, że żaden rząd nie może istnieć, i władza została przekazana niemieckiej administracji cywilnej, to zmuszono rząd tymczasowy, aby wstrzymał swoją działalność. Co prawda warto podkreślić, że rząd tymczasowy nie spotkał się z takimi represjami, jakie były na zachodzie Ukrainy, gdzie Stepan Bandera i inni zostali zamknięci w obozie.

Na Litwie gestapo próbowało zwalczyć rząd tymczasowy rękami samych Litwinów, tzw. voldemarininkasów [chodzi o zwolenników Augustinasa Voldemarasa, dwukrotnego premiera Litwy w okresie międzywojennym – przyp. red.] niezadowolonych z bardzo małego wpływu – próbowali 23–24 lipca przeprowadzić pucz. Pucz nie do końca się udał, dlatego postanowiono, że rząd nie powinien funkcjonować.

Czy rząd tymczasowy miał faktyczny wpływ na sytuację w kraju?

Miał, ale to nie był wpływ, jaki ma normalny rząd. Wydawał pewne dekrety, które oficjalnie przez Niemców nie były uznawane. Mianowano niektórych przedstawicieli administracji, np. szefów okręgów lub burmistrzów. Niemiecka administracja, na ile to leżało w jej interesie, korzystała z tych rozwiązań.

Ale formalnie nie uznawała rządu. Nawet unikała sytuacji, aby nazywać ministrów ministrami. Ministerstwa nazywano dyrekcjami, np. były dyrekcja spraw wewnętrznych lub dyrekcja oświaty. Kiedy rząd musiał zaprzestać swojej działalności, to komisarz generalny zaproponował ministrom stanowiska radców generalnych. I czterech ministrów zgodziło się na bycie radcami generalnymi.

Mówiąc o powstaniu czerwcowym, nie da się pominąć kwestii pogromów ludności żydowskiej, które towarzyszyły powstaniu.

To bardzo ważny problem. Musimy bowiem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy powstańcy do wkroczenia wojsk niemieckich wykonywali jakieś działania względem Żydów, czy nie. Niektórzy izraelscy historycy, np. Dov Levin, piszą, że jeszcze przed przybyciem Niemców w kilkudziesięciu miejscowościach powstańcy dokonali pogromów. Z moich badań wynika, że dopóki nie weszły wojska niemieckie, to nie było żadnego przypadku, aby powstańcy w sposób masowy zatrzymywali lub mordowali Żydów. Źródeł takich faktów nie znalazłem i nie mogę ich potwierdzić. Po kilku dniach oddziały powstańcze zostały przekształcone w pomocnicze oddziały policyjne, wtedy bezpośrednio były podporządkowane Niemcom. To te struktury były wykorzystywane do aresztowań Żydów, tworzenia gett, a później do masowych morderstw.

Dlatego trzeba rozróżnić, gdzie jest powstanie i działania powstańców, a gdzie władza okupacyjna prowadziła prześladowania, politykę ludobójstwa i Holokaustu. Co do głośnych pogromów w Kownie, które rozpoczęły się 25 czerwca – Niemcy zajęli Kowno po południu 24 czerwca, kiedy do miasta przybył owiany złą sławą oddział SS Franza Stahleckera. Celem jego wizyty jest organizowanie pogromów w Kownie. Sam Stahlecker w swoim raporcie do Berlina z października 1941 r. napisał, że chociaż z oporami, ale udało się wciągnąć lokalne ugrupowania antysemickie w organizację pogromów. W raporcie podano liczby zabitych Żydów, które moim zdaniem są zawyżone.

Największy pogrom nastąpił w Wiliampolu [w polskiej historiografii funkcjonuje nazwa Słobódka – przyp. red.] oraz w słynnych garażach Lietūkis, kiedy praktycznie w dzień, w centrum miasta, na oczach tłumu zamordowano w okrutny sposób kilkudziesięciu Żydów. Z tego pogromu zachowało się dużo zdjęć. Nie można jednak traktować tej tragedii jako przestępstwa powstańców. Tak na dobrą sprawę nie wiadomo, kto dokonywał mordów. Najbardziej prawdopodobna wersja mówi o tym, że za mordem stoją więźniowie wyzwoleni w trakcie powstania z kowieńskiego więzienia.

Wiadomo, że w więzieniu byli badani przez śledczych z NKWD. To byli ludzie podburzeni przeciw czekistom i Sowietom. Być może również przeciw Żydom, bo nazistowska propaganda od samego początku twierdziła, że wszystkim nieszczęściom Litwy są winni komuniści i Żydzi, że Żydzi i bolszewizm to jest to samo. Antysemicka propaganda miała wpływ na nastroje społeczne, zwłaszcza po masowych wywózkach 14 czerwca. Chęć zemsty była silna i dlatego niektórzy mieszkańcy Litwy wzięli udział w pogromach.

Jaka była reakcja na pogromy rządu tymczasowego?

Wiadomo, że minister obrony narodowej Stasys Raštikis i prawdopodobnie gen. Stasys Pundzevičius złożyli wizytę u wojskowego komendanta Kowna i prosili, aby zaprzestano rozprawy z Żydami na oczach mieszkańców. Komendant odparł, że tą sprawą zajmuje się gestapo i on nie ma na to żadnego wpływu.

Poza tym wiadomo o komentarzu ministra gospodarki komunalnej Vytautasa Landsbergisa-Žemkalnisa, wypowiedzianym na posiedzeniu rządu 27 lub 28 czerwca, że na mieście odbywają się straszne rozprawy nad Żydami. Chyba w pierwszej kolejności miał na myśli garaże Lietūkis. Jego zdaniem coś takiego nie może się dziać. Jednak jakichś kategorycznych i publicznych protestów ze strony rządu nie było. Przynajmniej nic o tym nie wiem.

Jedną z ostatnich uchwał rządu tymczasowego były „Zasady o położeniu Żydów”, które miały wyraźny antysemicki charakter. Co to było – taktyczne posunięcie względem władz okupacyjnych czy faktycznie antysemityzm był obecny w rządzie?

Te „Zasady o położeniu Żydów” są nadal obiektem dyskusji, ponieważ nigdy nie zostały sygnowane. Są nazwiska, ale bez podpisów. Nie wiadomo, czy to był jakiś roboczy projekt, czy został wysłany władzom niemieckim oraz litewskim instytucjom. Nadal nie mamy jasnej odpowiedzi na ten temat.

Jeśli przyjmiemy, że faktycznie ta uchwała jest autentyczna, to z pewnością mogła być jedną z ostatnich prób rządu tymczasowego wydłużenia swojej egzystencji. Próbowano w ten sposób uzyskać jakąś akceptację ze strony władz niemieckich. Może faktycznie to było zagranie taktyczne.

Czy wiadomo, jaki był stosunek członków rządu tymczasowego do Żydów?

Oczywiście w działalności rządu były motywy antysemickie. Najlepszym przykładem są ustawy o denacjonalizacji. Rząd próbował uchylić skutki poczynań władz sowieckich i zwrócić majątek byłym właścicielom. Jednak tam pojawił się zapis, że zwraca się wszystkim za wyjątkiem „Żydów oraz osób zawinionych względem Litwy”. To pokazuje, że Żydów traktowano jako ludzi drugiej kategorii. To jest jawny przykład antysemityzmu.

Czy w powstaniu brali udział przedstawiciele mniejszości narodowych?

Tak. Było sporo Rosjan staroobrzędowców z Jeziorasów, Rakiszek. Bardzo często za czasów niepodległości byli oni strzelcami lub służyli w wojsku. To były osoby o nastawieniu patriotycznym. Znany jest też przypadek, kiedy w czasie powstania w Kownie zginął powstaniec narodowości tatarskiej. Ale, oczywiście, to nie było zjawisko masowe.


Powstanie na Litwie okupowanej przez Sowietów wybuchło 22 czerwca 1941 r., kiedy III Rzesza zaatakowała ZSRS. Trwało do końca czerwca. W trakcie powstania powstał rząd tymczasowy, który nie został uznany przez władze niemieckie, a 5 sierpnia został zmuszony do samolikwidacji.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 25(72) 19-25/06/2021