Od zamieszek do zaostrzenia przepisów

W poniedziałek doszło do zamieszek na terytorium obozu dla migrantów
| Fot. Antoni Radczenko

Litwa ze względu na dużą ilość osób nielegalnie przekraczających granicę zaostrza prawo migracyjne. Teraz migranci są zawracani z powrotem do Białorusi. Mieszkańcy Rudnik, gdzie w tymczasowym obozie dla migrantów wybuchły zamieszki, tworzą grupy samopomocy.

W poniedziałek po południu w obozie dla nielegalnych migrantów na poligonie w Rudnikach wybuchł protest. Przyczyną zamieszek był zalany przez deszcze namiot. Migranci ogłosili strajk głodowy oraz skandowali hasła po angielsku: „Jestem człowiekiem”, „Chcemy wolności”, „Gdzie są prawa człowieka?”. Do spacyfikowania protestu na miejsce przybyła policja, która użyła gazu łzawiącego. W odpowiedzi nielegalni migranci zaczęli rzucać w stronę policji i funkcjonariuszy Straży Granicznej różnymi przedmiotami.

Noc z poniedziałku na wtorek w obozie minęła spokojnie, choć w samej wsi zatrzymano dwóch nielegalnych migrantów. „Noc minęła spokojnie. Policja nie otrzymała żadnych informacji o zamieszkach lub wykroczeniach. Tym niemniej ok. godz. 22 poinformowano, że w samych Rudnikach zauważono dwóch nielegalnych migrantów, którzy zostali zatrzymani i dostarczeni na poligon” – poinformowała LRT Revita Janavičiūtė z działu komunikacji Departamentu Policji.

Adekwatna reakcja

Mieszkanka Rudnik Krystyna Sławińska sądzi, że taka sytuacja była do przewidzenia. Początkowo, podkreśliła nasza rozmówczyni, wspólnota mieszkańców wsi chciała w miarę swych możliwości wspomóc funkcjonariuszy, którzy dyżurują przy obozie. – Teraz dochodzimy do wniosku, że każdy rodzaj pomocy nie będzie zadowalający, ponieważ po prostu mają inne cele. Nawet w najlepszych warunkach nie będą chcieli siedzieć w obozie za płotem. Nie będą siedzieć za płotem nawet jeśli będą mieli pierzyny w namiocie. Oni chcą swobody i będą dążyli do tej swobody – powiedziała „Kurierowi Wileńskiemu” Sławińska, której zdaniem poniedziałkowe zamieszki były swoistą próbą sił, a migranci szukali słabych miejsc, aby w przyszłości zorganizować udaną ucieczkę.

Teraz mieszkańcy Rudnik tworzą grupy pomocy wzajemnej.

– Stawiamy przede wszystkim na ochronę swojego mienia i siebie. Nie zamierzamy z nikim wojować. Jasne, że nastroje są nie najlepsze, bo to, co wczoraj widzieliśmy, udowodniło jeszcze raz, że ci ludzie przyjechali nie po to, żeby siedzieć za płotem i czekać, aż ich los się rozwiąże. Wczoraj mieliśmy zebranie mieszkańców i tworzymy grupki samopomocy. Będą tam osoby, które mogą pójść do osób starszych, żeby na przykład pomóc im w zakupach lub być z nimi, kiedy mają chwile rozterki – poinformowała Sławińska. Dodała, że będą stworzone dwa etaty samorządowe w wydziale porządku publicznego. Osoby te będą dyżurowały na ulicy.

W ubiegłym tygodniu pod siedzibą rządu Wspólnota Lokalna Dziewieniszek zorganizowała wiec przeciwko obozom dla migrantów w rejonie solecznickim. Akcja została wsparta przez AWPL-ZChR. W proteście brali udział również mieszkańcy Rudnik.

– Sytuacja nie jest dobra. Sytuacja była do przewidzenia. Nawet już się nie usprawiedliwiamy, jacy jesteśmy patriotyczni czy propaństwowo nastawieni. Jednak wszystkie wydarzenia wskazują na to, że nasza reakcja na oświadczenie pani minister była naturalna i adekwatna. W sytuacji, kiedy się mówi człowiekowi, że będzie miał w sąsiedztwie 1500 migrantów, ale kiedy się wie, że ten obiekt do tego nie nadaje się, to wówczas człowiek protestuje – podkreśla Krystyna Sławińska.

Czytaj więcej: Pogranicznicy mogą stosować siłę i presję psychologiczną wobec migrantów. „Zasada proporcjonalności”

Wiec pod siedzibą rządu Litwy
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Zawracanie z granicy

W tym roku nielegalnie granicę białorusko-litewską przekroczyło około czterech tysięcy osób. Minister spraw wewnętrznych Agnė Bilotaitė na początku tygodnia wydała rozporządzenie, zgodnie z którym prośbę o azyl migrant może składać tylko na punktach kontroli granicznej oraz w placówkach dyplomatycznych. W rzeczywistości to oznacza, że funkcjonariusze Straży Granicznej mogą zawracać grupy migrantów z powrotem na Białoruś.

„Funkcjonariusze Państwowej Służby Straży Granicznej są kompetentni i doświadczeni w stosowaniu środków taktycznych w takich sytuacjach. Granica litewska musi być chroniona wszelkimi środkami prawnymi przed nielegalnym przekroczeniem granicy państwowej, co obecnie ma miejsce na Litwie jako instrument hybrydowej agresji. Osoby, które umyślnie próbują przekroczyć granicę w miejscach niedozwolonych, należy uznać za osoby, które zamierzają popełnić działalność przestępczą” – napisała w specjalnym oświadczeniu Bilotaitė.

Zgodnie z wykładnią strony litewskiej większość nielegalnych migrantów trafi na Białoruś, gdzie nie są prowadzone żadne działania wojenne, jako turyści. Dlatego opuścić ten kraj muszą również w sposób legalny, czyli powrócić do ojczyzny.

Starosta frakcji konserwatystów Radvilė Morkūnaitė-Mikulėnienė oświadczyła, że przyjęta w poniedziałek decyzja szefowej resortu spraw wewnętrznych w teraźniejszej sytuacji jest niezbędna. „Chyba od razu usłyszę pytanie: czy ci nie żal tych ludzi? Ich historie są bardzo ciężkie. Oni chcą lepszego życia! Tak jest mi ich szkoda. Podobnie jak wielu innych cierpiących po całym świecie. Rozumiem chęć każdego, kto chce żyć lepiej. Jednak wracam do pytania: ilu Litwa czy UE może przyjąć ludzi, którzy nie uciekają od wojny czy od pał Łukaszenki, tylko z innych przyczyn?” – napisała u siebie na stronie w Facebooku polityk.

Bilotaitė oświadczyła, że najprawdopodobniej będzie zwołana nadzwyczajna sesja sejmowa, ponieważ część rozwiązań można zastosować tylko na szczeblu sejmowym. „Sądzę, że na pewno będziemy musieli zwołać posiedzenie, abyśmy mogli swoje granice jeszcze bardziej umocnić i zatrzymać potok migrantów” – powiedziała dla Delfi TV minister.

Pierwsze grupy migrantów zostały zawrócone z granicy już w nocy z poniedziałku na wtorek. Do tego typu zdarzeń doszło na terytorium samorządów solecznickiego, święciańskiego oraz ignalińskiego. Jak takie działania mogą wyglądać w praktyce, wytłumaczył wiceminister spraw wewnętrznych Arnoldas Abramavičius. „Migrantom pewnie się wskazuje, że zbłądzili. Że przybyli do wspaniałej Republiki Białoruś, że zachwycali się piękną przyrodą, ale teraz chyba zbłądzili i muszą kontynuować swoją trasę turystyczną na Białorusi” – ironizował polityk. Dodał, że funkcjonariusze mogą użyć siły, jeśli migranci będą zachowywali się w sposób agresywny.

Czytaj więcej: Wojsko będzie dodatkowo zabezpieczało miejsca zakwaterowania migrantów