Granica dla zwierząt

Zdjęcie, które w ostatnich dniach wstrząsnęło opinia publiczną
| Fot. LIETUVOS MEDŽIOTOJŲ SĄJUNGA „GAMTA”/FACEBOOK

Granice istnieją tylko w świecie ludzi. Dotychczas dzikie zwierzęta bez problemu migrowały między Litwą a Białorusią. Plan budowy płotu zmieni sytuację znaną od dziesięcioleci.

Przed kilkoma tygodniami przedstawiciel Litewskiego Związku Łowieckiego „Gamta” wydał oświadczenie. „Rozumiem, że potok migrantów zmusił państwo do podjęcia szybkich decyzji ws. ochrony zewnętrznej granicy UE. Czy jednak wszystkie działania zostały odpowiednio przeanalizowane pod względem ekonomicznym, politycznym i ochrony przyrody? Od samego początku na budowę zasieków patrzyłem z przerażeniem. Ten płot zatrzymuje wszelkie zwierzęta i zadaje im śmiertelne rany. Budowniczowie płotu chyba zapomnieli, że dzikie zwierzęta nie uznają granic państwowych. Każdego dnia migrują tam i z powrotem” – napisał na Facebooku Raimondas Ribačiauskas, przewodniczący związku. Wpis w sieci społecznościowej został zilustrowany zdjęciem martwego zwierzęcia zaplątanego w drut.

Niebezpieczne zasieki

Granica Litwy z Białorusią liczy 508 km. W ubiegłym tygodniu szefowa litewskiego resortu spraw wewnętrznych Agnė Bilotaitė oświadczyła, że „konieczne jest zbudowanie silnej i bezpiecznej granicy z Białorusią, i to jak najszybciej”. Budowa płotu ma kosztować kraj ponad 150 mln euro. Finasowanie przewidziane jest z budżetu państwa, ale niewykluczone, że zostanie też wykorzystane wsparcie unijne. Co prawda na razie Komisja Europejska nie wydała żadnej zgody w sprawie ewentualnego wsparcia projektu.

To, że problem dotyczący zwierząt istnieje, przyznaje Ministerstwo Środowiska. – Oczywiście, zasieki z koncertinu mogą być niebezpieczne dla zwierząt i są przeszkodą w ich migracji. Jednak, uwzględniając sytuację ekstremalną oraz bezpieczeństwo narodowe, zdecydowano się na ten tymczasowy krok, aby zatrzymać potok nielegalnych migrantów. W dalszej perspektywie zostaną wypracowane lepsze rozwiązania. Z pewnością granica nie stanie się cmentarzyskiem zwierząt, ponieważ zwierzęta raczej są w stanie ocenić przeszkodę – tłumaczy „Kurierowi Wileńskiemu” Marijus Gailius z Ministerstwa Środowiska.

Czytaj więcej: Kryzys migracyjny odbija się na budżecie samorządów

Zaufać instynktowi zwierząt

Ekolodzy zajmują podobne stanowisko. Dyrektor Litewskiej Fundacji Przyrody Edmundas Greimas, najstarszej litewskiej organizacji ekologicznej, jest przekonany, że na początkowym etapie płot spowoduje zamieszanie w życiu zwierząt, jednak długoterminowych szkód dla ekosystemu uda się uniknąć.

– Gdy drut (koncertin) był ulokowany przy samej ziemi, to oczywiście zwierzęta mogły się poranić. Dotyczy to zwłaszcza jeleni lub saren, ponieważ te zwierzęta nie oceniają do końca zagrożenia i próbują przeskoczyć płot. Takie próby już zostały odnotowane. W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia zrobione przez lokalnych mieszkańców. Zwierzęta raniły się i umierały. Jednak z tego, co się orientuję, to był próbny wariant. Ostatecznie płot będzie miał ok. 4 metry wysokości. Płot będzie metalowy, a na górze będzie umieszczony drut z koncertinu. Wówczas zwierzęta już nie będą próbowały przeskoczyć płotu, ponieważ będzie zbyt wysoki. Po prostu będą szukały innego miejsca – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Edmundas Greimas.

– Ostateczny projekt płotu będzie mniej niebezpieczny dla zwierząt. Nie będą próbowały przeskoczyć go albo przynajmniej takich przypadków będzie mniej. Bo obecnie, według ich oceny, koncertin jest łatwy do pokonania. Ostatecznie, z tego, co wiem, powstanie płot podobny do tych, które są przy drogach. Zwierzęta widzą go i zawracają – dodaje dyrektor fundacji.

Czytaj więcej: Na dobrowolny powrót migranta bilet i 300 euro wsparcia. Ma wyjść taniej

Płot nie odbierze zwierzętom żadnego zasobu, bez którego nie mogą egzystować. Będą musiały się dostosować do nowej sytuacji
| Fot. ADOBE STOCK

Nowe szlaki migracyjne

Inny problem, który powstanie wraz z budową płotu na granicy, to szlaki migracyjne zwierząt. – Zwierzęta mają swoje stałe szlaki, którymi się poruszają. To znaczy, w dzień zazwyczaj gdzieś śpią, nocą wychodzą do określonych miejsc, a nad ranem wracają do miejsca noclegu. Teraz sytuacja się zmieni. Zwierzęta będą musiały zmienić przyzwyczajenia. Nie będzie to jednak problemem dla ekosystemu, to znaczy nie wpłynie mocno na liczbę zwierząt. Nie będzie tak, że populacja jeleni, saren czy dzików drastycznie się zmniejszy. Nie będzie tak, że stracą pastwiska. Jedzenia w lasach nie brakuje. Na przykład w Afryce jest problem z wodą. I gdy w takiej sytuacji obiera się jedyny dostęp do wody, to wówczas pojawia się problem. U nas taka sytuacja jest niemożliwa. Płot nie odbierze im żadnego zasobu, bez którego nie mogą egzystować. Nie odbieramy ani pokarmu, ani kryjówek. Zwierzęta po prostu będą musiały dostosować się do nowej sytuacji – podkreśla Edmundas Greimas.

Sprawę zasieków monitoruje też Litewska Partia Zielonych, której jednym z postulatów jest dbanie o przyrodę. – Widziałam te zdjęcia ze zranionymi i martwymi zwierzętami. Generalnie również mam sporo pytań co do budowy płotu. Moim zdaniem zbyt mocno akcentuje się budowę, a nie patrzy się na sprawę w szerszej perspektywie. Problem trzeba rozwiązywać kompleksowo. Nie będzie tak, że postawimy płot i problem się sam rozwiąże. Na tę kwestię trzeba patrzeć w długoterminowej perspektywie. Bo w takiej perspektywie liczba mieszkańców będzie z każdym rokiem maleć. Wraz ze zmniejszającą się liczbą mieszkańców będą malały możliwości sektora publicznego, aby utrzymać seniorów. Państwo nic nie robi, aby rosła liczba urodzeń. Musimy zastanowić się nad tym, jak przyciągniemy nowych mieszkańców. Właśnie w tej sprawie państwo nie ma żadnej ugruntowanej polityki. Poza tym nie ma żadnego planu integracji uchodźców ze społeczeństwem, gdy takie osoby przybędą do naszego kraju – skomentowała sprawę przewodnicząca partii Ieva Budraitė, która jest też doradcą społecznym ministra środowiska.

Kryzys migracyjny na Litwie trwa od kilku miesięcy. W tym roku funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymali ponad 4 tys. osób nielegalnie przekraczających granicę państwową. W roku minionym takich osób było zaledwie 81. Władze Litwy są przekonane, że napływ imigrantów to efekt działań Mińska, który w ten sposób reaguje na unijne sankcje i litewskie wsparcie dla białoruskiej opozycji. Potwierdzają to ustalenia dziennikarskie.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 34(97) 21-27/08/2021