Jeśli się nie zaopiekujemy tymi dziećmi, ich rozwój się zatrzyma

W październiku ok. 300 dzieci migrantów ze schroniska dla uchodźców w Rukli rozpoczęło naukę języka litewskiego
| Fot. adobe stock

W tym roku przez granicę z Białorusią wjechało na Litwę prawie 4,2 tys. nielegalnych migrantów, w większości byli to Irakijczycy. Według Departamentu Statystyki nieletni stanowią 26 proc. tej grupy. W październiku 300 dzieci migrantów ze schroniska w Rukli rozpoczęło naukę języka litewskiego. W trosce o edukację najmłodszych inicjatywy podejmuje nie tylko rząd, lecz także różne organizacje.

Jedną z inicjatyw pozarządowych ukierunkowanych na edukację dzieci migrantów są Nauczyciele dla Uchodźców (Teachers for Refugees) Barta Pauwelsa, Belga, który na Litwie mieszka od ponad 20 lat i jest nauczycielem w Międzynarodowym Liceum Francuskim w Wilnie.

– Moja żona i ja mamy letni domek, który znajduje się może 500 metrów od granicy z Białorusią. Tam zazwyczaj spędzamy lato, zawsze bywa tam spokojnie, cicho, ale nie w tym roku… W lipcu zobaczyłem na własne oczy, co się tam dzieje. Nie powiem, że było jakoś bardzo szumnie, ale widzieliśmy wojsko zbierające stamtąd uchodźców. Wśród nich było dużo dzieci. Większość z nich była w wieku szkolnym i 1 września musiała spotkać się w szkole. Dorośli byli wystraszeni, wymęczeni, bo przecież szli niejeden dzień, a co dopiero mówić o dzieciach. W ich oczach można było zobaczyć strach i niepewność – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” Bart Pauwels.

Poszerzać horyzonty

Wraz z żoną zaczęli się zastanawiać, co z tymi dziećmi będzie dalej. Co z ich edukacją? Regularnie sprawdzali stronę internetową Ministerstwa Oświaty, Nauki i Sportu, szukając tam informacji, co z edukacją dzieci imigrantów. – Nic się nie pojawiało. A ja ciągle myślałem o tych dzieciach. I w końcu postanowiłem, że muszę sam ich zacząć uczyć. Zwróciłem się do kilku organizacji pozarządowych, Czerwonego Krzyża i Caritasu, które okazały się gotowe pomóc mi w tym projekcie. W sierpniu ministerstwo przekazało mi informacje, jak mogę podjąć edukację tych dzieci – wspomina Pauwels.

Jak jednak przyznaje, ministerstwo nie przekazało do tej pory żadnego wsparcia na przyszłe lekcje. Na szczęście z pomocą przyszli sponsorzy, inne organizacje oraz zwykli ludzie.

– Państwo zorganizuje w Rukli lekcje języka litewskiego dla dzieci, po trzy dziennie. Bardzo szanuję język litewski, ale w tym przypadku nie bardzo rozumiem, czyjest on potrzebny dzieciom, z których ok. 80 proc. na pewno wyjedzie z Litwy. Śmiem twierdzić, że wyrzucone pieniądze. O wiele korzystniej byłoby tych dzieci uczyć angielskiego, matematyki, może nawet historii, geografii lub biologii – dyscyplin, których wiedza poszerzyłaby ich horyzonty i byłaby przydatna w ich życiu w dowolnym kraju – twierdz nauczyciel.

Czytaj więcej: Dzieci migrantów rozpoczynają naukę. Przygotowano 40 nauczycieli

Dzieci nie są agresorami

Jak mówi Pauwels, rodzice dzieci imigrantów bardzo chętnie zapisują na ich lekcje prowadzone w szkole sobotniej. – Nas to bardzo cieszy, zainteresowanie jest ogromne. Większość rodzin rozumie, że edukacja ich dzieci jest bardzo ważna. Bardzo ważna jest dla nich umiejętność nauki matematyki, angielskiego, francuskiego czy historii. Przygotowaliśmy różne programy według grup wiekowych. Znaleźli się też nauczyciele, którzy będą pracowali z dziećmi w wieku przedszkolnym, a także dwie grupy nauczycieli, które będą pracowali z tymi dziećmi, które przyjechały bez opieki dorosłych. Są to zwykle nastolatki, które mówią po angielsku lub francusku. Wciąż mamy nadzieję, że w jakiejś formie otrzymamy wsparcie ze strony państwa. Staramy się wszystko tak układać, aby nie obciążać księgowości, aby wolontariusze mogli po prostu jeździć do obozów i uczyć – wyjaśnił inicjator Nauczycieli dla Uchodźców.

Do Pauwelsa dołączyło 15 jego kolegów nauczycieli z liceum, a dziś wolontariusze to już grupa ponad 70 osób i wszyscy są zaangażowani w pomoc.

Według Pauwelsa dużo się na Litwie mówi o hybrydowym ataku Łukaszenki, ale mało o dzieciach, z którymi trzeba pracować i które mają prawo do nauki. Mimo to nauczyciel zauważa, że ​​sytuacja się poprawiła.

– Bardzo ważne jest, abyśmy przestali patrzeć na migrantów, a zwłaszcza na ich dzieci, jako na elementy agresji wobec Litwy. Oni rozpaczliwie potrzebują naszej pomocy. Jeśli nie zaopiekujemy się nimi, ich rozwój zatrzyma się, nie damy im tego, co konieczne. To są biedni ludzie. Oni nie uciekali przed dobrym życiem. Do nas przyszło wiele osób z Iraku, gdzie przez długie lata była wojna. Ludzie uciekają przed głodem, wojną, przemocą. Pamiętajmy, że to są ludzie tacy jak my. Wielu z nich przez lata siedziało w obozach w Turcji. Dzieci potrzebują także pomocy psychologów. Na szczęście my mamy takich specjalistów, którzy są gotowi pomóc – podkreśla.

Minister wyjaśnia

W październiku ok. 300 dzieci migrantów ze schroniska dla uchodźców w Rukli rozpoczęło naukę języka litewskiego. Odbywa się to zgodnie z wymogami prawa międzynarodowego i krajowego. – Według naszych danych mniej niż 300 dzieci migrantów rozpocznie lekcje od 1 października. Zgodnie z obowiązującym prawem nie jest możliwe ani planowane nauczanie innych języków – zapowiedziała Jurgita Šiugždinienė, minister oświaty, nauki i sportu.

Litwa stara się wysyłać migrantów do krajów ich pochodzenia, ale zdaniem minister takie procesy wymagają czasu, a edukacja dzieci jest ważna także w sensie społecznym. – Nie wiemy, kiedy i ilu migrantów opuści nasz kraj. Często to wymaga czasu. Nie wiemy też, jaka część dzieci zostanie w naszym kraju na dłużej. W każdym razie kształcenie dzieci jest ważne ze społecznego punktu widzenia. Podczas nauki dzieci będą miały możliwość komunikowania się, oderwania od zwykłego otoczenia, zabawy – wyjaśniała minister.

Jak przypomina, edukację dzieci migrantów regulują Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawach dziecka, ustawa o statusie prawnym cudzoziemców i inne akty prawne. W 2005 r. zarządzeniem ministra oświaty stwierdzono, że uczniowie nieznający litewskiego uczą się języka litewskiego przez rok przed rozpoczęciem nauki w szkole ogólnokształcącej. Następnie do programu nauczania języka litewskiego są włączane elementy historii, geografii i edukacji obywatelskiej Litwy, a uczniowie są zapoznawani z terminologią przedmiotów ogólnokształcących w języku litewskim.

Czytaj więcej: Litwa rozpatrzy wnioski migrantów o azyl do końca listopada

Porozumiewają się językiem sztuki

Siostra Viktorija Voidogaitė ze Zgromadzenia Sióstr Chrystusa Ukrzyżowanego jest wychowawcą, współzałożycielką i kierownikiem katolickiego przedszkola „Mažutėliai”. Zaangażywała się w inicjatywę Pauwelsa i od października wraz z wolontariuszami w soboty jeździ do Rukli uczyć dzieci migrantów w wieku 3–7 lat. Dzieci uczęszczających do szkoły sobotniej jest ponad 200.

Najmłodsi nie mają z nią lekcji matematyki ani historii. Zakonnica prowadzi inne zajęcia edukacyjne: muzykę czy poznawanie świata. – Największy problem jest w komunikacji, nie znamy ich ojczystego języka. Z najmłodszymi będziemy się porozumiewali międzynarodowym językiem miłości – językiem migowym, teatru, muzyki, ekspresją artystyczną. Spotykaliśmy się z tymi dziećmi. One przeżywają stres, ale są ciekawskie, uśmiechają się. Pomocy psychologicznej potrzebują nie tylko dzieci, lecz całe rodziny. Właśnie teraz czekają na odpowiedź, co z nimi będzie dalej. Sytuacja jest bardzo napięta – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” siostra.

Według s. Voidogaitė dobroczyńców na Litwie jest wielu. Ton agresji i nieufności jest nadawany głównie przez media, a to nie jest zgodne z prawdziwymi postawami ludzi. Na Litwie jest wielu dobrych ludzi, którzy starają się pomóc w każdy możliwy sposób.

– By pomóc, nie trzeba od razu jeździć do Rukli. Można to zrobić w inny sposób i ludzie tak robią. Ktoś drukuje broszurki, ktoś inny pomaga z zarządzaniem, tłumaczeniem, makietowaniem tekstu. Być może ktoś po prostu przekaże nam jakąś ławę lub komplet krzeseł, żeby dzieci podczas zajęć nie siedziały na podłodze – mówi.

W 2017 r. s. Viktorija Voidogaitė przez semestr studiowała w Rzymie. Mieszkała w rejonie, w którym było dużo uchodźców. – To nie był ładny rejon. Tam mieszkali prawie tylko uchodźcy. Z ich problemami, troskami po raz pierwszy zetknęłam się tam. Bardzo się z nimi zaprzyjaźniłam, więc to, co dzisiaj robię, nie jest dla mnie żadną nowością. Najważniejsze, żeby wszystko się udało – uśmiecha się s. Voidogaitė.

Czytaj więcej: Arcybiskup Grušas spotkał się z migrantami proszącymi o azyl


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 41(118) 09-15/10/2021