Ze świąteczną wizytą u Piłsudskich

11 listopada, w 103. rocznicę odzyskania niepodległości, nastąpi wielkie otwarcie Domu Piłsudskich w Sulejówku. Dzięki przywróceniu autentycznego wyposażenia dworku Milusin i drobiazgowemu odtworzeniu przedwojennego wyglądu zwiedzający będą mogli poczuć się jak w czasach, gdy mieszkał tu Marszałek z rodziną.

Rodzina Piłsudskich

Z Dworca Centralnego w Warszawie do dworku Piłsudskich w Sulejówku jest raptem 22 km, ale trudno pokonać tę trasę szybciej niż w pół godziny. Korki i światła sprawiają, że nie jedzie się wcale szybciej niż przed wojną, gdy trasę tę pokonywał Marszałek.

Plac Muzeum Józefa Piłsudskiego otoczony jest przez trzy budynki: nowy budynek muzeum, zabytkową willę Bzów, należącą przed wojną do Fundacji Oficerskich Domów Wypoczynkowych, no i ten najważniejszy, schowany w lesie, otoczony ogrodem historycznym dworek Milusin.

– Teren dworku jest jeszcze zamknięty dla zwiedzających, trwają intensywne prace, by na 11 listopada wszystko było gotowe, ale proszę się nie martwić, dla Czytelników magazynu „Kuriera Wileńskiego” zakradniemy się do środka – wita nas z uśmiechem Agata Grochowicka, kierownik Działu Promocji i Komunikacji Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku.

– Przyroda wokół dworku o każdej porze roku robi świetną robotę. Dworek w jej otoczeniu wygląda pięknie i wiosną, i latem, i jesienią. W zeszłym roku była nawet piękna zima, która zdarza się niestety coraz rzadziej. Piłsudscy uwielbiali tu przebywać. Mieszkali tu trzy lata, od momentu. gdy Marszałek złożył stanowiska publiczne i wycofał się z polityki, aż do przewrotu majowego w 1926 r., po którym wrócił do Warszawy. To były takie trzy pełne, sielankowe, rodzinne lata, można powiedzieć, urlopu Józefa Piłsudskiego spędzonego z żoną i dwiema córeczkami, Wandzią i Jadzią, które uwielbiał – opowiada Agata Grochowicka.

– Inna rzecz, że i na tym urlopie Piłsudski świetnie wiedział, co w politycznej trawie piszczy, odwiedzało go mnóstwo ludzi, zwłaszcza gdy obchodził imieniny. Oczywiście po 1926 r. rodzina nadal tu przyjeżdżała, ale Marszałek już znacznie więcej czasu spędzał choćby w Belwederze.

Czytaj więcej: Ziuk w Wilnie — ostatni odcinek z cyklu o Piłsudskim „Wileńszczyzny w obiektywie”

Truskawki z Sulejówka

– Zapraszam. Idziemy do Piłsudskich – mówi Agata Grochowicka, wskazując ręką furtkę w drewnianym płocie. Został odtworzony dokładnie tak, jak wyglądał za czasów, gdy mieszkał tu Marszałek z rodziną. Zresztą nie tylko płot, ale wszystko, co znajduje się za nim, cały ogród historyczny jest pieczołowicie zrewitalizowany na podstawie zdjęć i wspomnień. Sporo jest zachowanych fotografii, zwłaszcza ze wspomnianych obchodów imienin Marszałka, gdy setki ludzi przyjeżdżały do Sulejówka złożyć mu życzenia.

– Wchodzimy od strony warzywnika – prowadzi nas pani kierownik. – To jedyna „poukładana” część całego ogrodu, bo Piłsudski nie za bardzo pozwalał ingerować w jego naturalny układ. Przed stu laty warzywnik był w większości takich posesji. My go zresztą prowadzimy takimi samymi startymi sposobami jak wówczas, bez żadnej chemii. Staramy się zmieniać grządki, by rośliny mogły rosnąć na żyznej glebie. W Polsce chyba żadne muzeum nie ma takich obowiązków, że trzeba choćby zebrać ogórki. Teraz w warzywniku zostały już tylko kalafiory i brukselki, które trochę nam przerosły, o tutaj np. – wskazuje – ale w sierpniu, wrześniu jest tu pięknie. Oczywiście goście, czasem nawet bardzo ważni, obskubują nam np. truskawki, ale kto by się w czerwcu nie skusił na taką naturalnie wyhodowaną, słodziutką truskaweczkę. Odtworzyliśmy też cały sad z morwami, bo Aleksandra Piłsudska hodowała przecież jedwabniki. Niedawno stanął zbudowany przez mieszkańców Sulejówka żuraw, bo w ogrodzie była studnia. Trochę mamy kłopotów związanych ze zmianą klimatu, sto lat temu jednak nieco inaczej wszystko wyglądało, wilgotność, opady deszczu i nasłonecznienie. Walczymy z takimi przeciwnikami, jak np. gatunek ślimaków, który przyjechał do nas z Azji skutkiem postępującej globalizacji. Mierzymy się z sytuacjami, których Piłsudscy nie mieli, i to naprawdę jest wyzwanie, by nadal było naturalnie jak kiedyś.

– Idziemy teraz oryginalnym wjazdem z czasów Piłsudskich – kontynuuje Agata Grochowicka.

– Niektórzy pamiętają ten wjazd z lat 50. ubiegłego wieku, ale potem, od 1956 r., było tu w dworku przedszkole, jeszcze do początków XXI w., i ten teren trochę inaczej wyglądał. Podczas prac rekonstrukcyjnych i renowacyjnych odkryliśmy tą starą ścieżkę, mamy więc oryginalny, odtworzony wjazd do dworku. A tu po prawej jego stronie Drewniak, czyli pierwszy dom Piłsudskich, w stylu świdermajer, wpisany do rejestru zabytków, remontowany aktualnie, bo już tego wymagał. Udało się pozyskać środki, prace trwają. A tu dalej jest pasieka, od której przejdziemy do dworku. Pasieka też jest odtworzona. Nie ma jeszcze pszczół, ale zakładamy, że się pojawią na muzealnym etacie. Jest takie znane zdjęcie, jak Piłsudski stoi oparty o płot, oczywiście z papierosem, i patrzy na pszczoły.

Obok stoi nowy gmach muzeum

Prawdziwy dom

Dochodzimy do dworku. Po remoncie wygląda pięknie. Wyłania nam się spośród różnobarwnych, opadających jesiennych liści. Tak właściwie to pierwszy dom rodzinny Piłsudskiego od czasów Zułowa, który spłonął. Po wielu, wielu latach życiowej tułaczki Ziuk z najbliższymi dopiero w Sulejówku mógł poczuć, co znaczy rodzinne gniazdo.

Drewniak, w którym mieszkali pierwotnie Piłsudscy, nie miał ogrzewania, dlatego mogli przebywać w nim tylko przez kilka miesięcy w roku. Z tego powodu żołnierze i oficerowie wybudowali Marszałkowi z własnych składek całoroczny dom.

W 1923 r. rodzina Piłsudskich wprowadziła się do Milusina, który stanął w sąsiedztwie Drewniaka. Dom został zaprojektowany przez znanego architekta Kazimierza Skórewicza w popularnym wówczas stylu nawiązującym do architektury polskich dworów. Dzięki temu, że komuniści zlokalizowali w nim po wojnie przedszkole, dworek pozostał utrzymany, bo prawdopodobnie w innych okolicznościach zostałby zniszczony, a przynajmniej nie zachował dawnego wyglądu i układu, bo w czasach przedszkola nie przebudowywano ścian.

– Akurat trwa akcja dotycząca firan, aranżujemy przestrzeń dworku Milusin jak za czasów Piłsudskich – wyjaśnia Agata Grochowicka. – Pewne elementy udało się odnaleźć, bo były rozkradzione, inne trzeba było zrekonstruować. Za chwilę, od frontu, pod oknami posadzimy tu znowu róże, bo na czas remontu musieliśmy je przenieść do warzywnika.

Do środka zaglądamy tylko na chwilę. Nie chcemy przeszkadzać, bo ruch jak w ulu, wszyscy pracują pod nadzorem doglądającej postępów pani konserwator. Do 11 listopada coraz mniej czasu, a wszystko musi być gotowe na ten dzień wielkiego otwarcia. – W Święto Niepodległości pierwszy raz otworzymy dla zwiedzających zaaranżowany po kompleksowym remoncie dworek. Będzie wiele atrakcji, warsztaty dla dzieci, będzie można wysłać pamiątkowe kartki, jednym słowem, będzie się działo – zachęca do odwiedzin nasza przewodniczka.

Sasanki nie rosną

Przestrzeń wokół dworku, nazywana milusińską, jest dosyć duża. – Wiele osób jest jednak zaskoczonych, że sam dworek jest tak nieduży – mówi Agata Grochowicka. – Są też zdziwieni, że teren wokół to właściwie las, a nie park dworski. Wpływa na to spojrzenie stereotyp plus chyba nie od końca dobra znajomość osobowości Piłsudskiego, który nawet swoje pensje przelewał na Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie. A przecież tak naprawdę to nie była bogata rodzina. Praktycznie wszystko, czym dysponowali, było prezentem, darem od kogoś.

Przestrzeń wokół dworku również wymagała sporych prac, by odzyskać wygląd taki, jaki widział każdego dnia Marszałek. W czasach „przedszkolnych” trochę się pozmieniało, acz zachowało się sporo drzew pamiętających Piłsudskich. Jest nawet sosenka, na którą lubiły wspinać się jego córki, a którą we wspomnieniach przywołała kiedyś starsza z nich, Wanda. Za dworkiem odtworzono oczko wodne, zasypane w czasie przedszkola, które było prezentem imieninowym dla Marszałka. Obok znów stanęła ławeczka, a za nią z tyłu rosną sasanki, choć klimat sprawia, że nie bardzo chcą się przyjmować. W ogrodzie zasadzone są też liliowce, dar od jednego ze zwiedzających, które będą kwitły wiosną i jesienią. W planach jest też odtworzenie wiosną boiska do krokieta, w którego grywały dziewczynki. Planowana jest nawet przy udziale wolontariuszy organizacja krokietowej ligi.

Fakty i artefakty

Skoro jesteśmy już w Sulejówku, nie możemy nie zajrzeć, choćby na chwilę, na wystawę stałą w nowym budynku Muzeum Józefa Piłsudskiego. Wystawa znajduje się 18 metrów pod ziemią, by nie zagłuszyć przestrzeni historycznej i niewielkiego dworku, który w porównaniu do nowego budynku jest malutkim budyneczkiem. Dlatego też większość nowego budynku znajduje się właśnie pod ziemią. Koncepcja muzeum zakłada, by wszystko współdziałało z układem, jaki był tu sto lat temu. Pomysł architektoniczny budynku był równolegle planowany z wystawą. To wszystko ma współgrać, odpowiadać pomysłowi narracji na wystawie, a jeszcze zanim powstał projekt wystawy, historycy opracowali formułę, w jakiej będzie się opowiadać o Piłsudskim.

– Cała przestrzeń nowego budynku jest bardzo surowa, bardzo prosta – tłumaczy Agata Grochowicka. – To wizja architektoniczna i pomysł na wystrój wnętrz odpowiadające charakterowi Piłsudskiego, który hołdował prostym zwyczajom, nie przykładał wagi do stroju, do wyglądu, a jako żołnierz był też dość surowy w zachowaniu. Stąd naturalne elementy, jak beton z odciśniętymi, nieheblowanymi deskami, stąd bardzo proste mosiężne elementy, stąd proste przestrzenie dające dużo możliwości, ale też przestrzeń inna niż z reguły w muzeach.

Placówka otwarta na interpretacje

Wystawa jest podzielona na dwie części. Poziom parterowy opowiada o czasie od urodzin Piłsudskiego do odzyskania przez Polskę niepodległości. Prezentacja została tak ułożona, by w momencie, gdy Polska jest pod zaborami, gdy nie ma jej na mapie Europy, współgrały światło, dźwięk, obraz, elementy aranżacyjne.

W tej części znajduje się też centrum edukacyjne, odbywają się lekcje, cała ta przestrzeń łącznie z warsztatownią znajduje się na poziomie wystawy, co też jest świadomym zabiegiem, by działania edukacyjne współgrały z tym, co się na wystawie dzieje.

Następnie wchodzi się do dużej przestrzeni centralnej, której dachem jest plac muzealny, z którego rozpoczęliśmy nasz spacer. Z tej przestrzeni dużą rampą wchodzi się na drugie piętro wystawy, na której działa już inne światło, inne elementy aranżacyjne. To czas, gdy Polska odzyskała niepodległość i odbudowywała swoją państwowość.

Wystawa ma dodatkowo pięć galerii podzielonych chronologicznie, które rozpoczynają się wejściami mosiężnymi z wizerunkiem Józefa Piłsudskiego i informacją, ile w tym czasie miał lat. Każdy kolejny element pokazuje kolejne etapy życia Piłsudskiego, ale też tło epoki i ludzi, którzy z nim współdziałali w celu odzyskania niepodległości i odbudowy państwa.

– Prezentację rozpoczynamy oczywiście od przeniesienia się na Wileńszczyznę – wyjaśnia pani kierownik. – Jesteśmy z Zułowie, prezentujemy rodzinę, ważne artefakty, których na całej ekspozycji sporo. Tutaj akurat mamy akt urodzenia i koszulkę chrzcielną małego Ziuka. Potem trafiamy do Wilna i w ten sposób wędrujemy z Józefem Piłsudskim przez kolejne etapy jego życia aż do śmierci, aczkolwiek śmierć wcale nie zamyka wystawy. Pojawia się galeria symbol, bo Piłsudski staje się przecież symbolem. Pokazujemy też, co działo się dalej z rodziną, losy żony, córek. Elementem kluczowym tej ostatniej części jest oryginalny kufer, którym wyjechały z Polski pamiątki po Marszałku. Najważniejsze, co chcę podkreślić, to to, że nie uciekamy na wystawie od tematów kontrowersyjnych, takich jak choćby przewrót majowy. Pokazujemy go tak, jakbyśmy na bieżąco transmitowali w telewizji. Lektor, odpowiednia narracja. Cały czas opieramy się na wspomnieniach, na faktach. Pokazujemy cytaty, z których wynika, że Piłsudski nie spodziewał się takiego obrotu sprawy i jest niezadowolony. Źle mu z tym, że wypadki tak się potoczyły, ale wydarzyły się i nic nie poradzi. Nie interpretujemy, podobnie jak i innych wydarzeń. Chcemy, by każdy po wyjściu z muzeum sam wyrobił sobie opinię na podstawie przedstawionych faktów.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 45(129) 06-12/11/2021