Litwa i Polska za dalszymi sankcjami wobec Białorusi

Sytuacja na granicy Unii Europejskiej z Białorusią nadal pozostaje napięta. Premier RP Mateusz Morawiecki odbył serię spotkań z szefami rządów krajów bałtyckich. W trakcie spotkań uzgodniono, że Polska wraz z Litwą, Łotwą i Estonią będą negocjowały z krajami członkowskimi, aby na reżim w Mińsku nadal wywierać presję.

| Fot. ELTA

Szef polskiego rządu w minioną niedzielę spotkał się z premierami Litwy, Łotwy oraz Estonii. Po telefonicznych rozmowach Angeli Merkel z Aleksandrem Łukaszenką, która była zaskoczeniem dla wielu obserwatorów z Polski i Litwy, część z nich zauważyła, że napięcie na granicy polsko-białoruskiej nieznacznie zmalało. Politycy z Polski i Litwy ostrzegają, że nie można chwilowego uspokojenia traktować jako końca kryzysu.

„Nie powiedziałbym, że mamy do czynienia z przełomem. Jest pewne uciszenie, bo ci ludzie nie są pchani w stronę granicy jak wcześniej (…), w żadnym wypadku reżim nie złożył broni” – oświadczył w rozmowie z LRT były minister spraw zagranicznych oraz teraźniejszy minister ds. migracji Linas Linkevičius.

W trakcie wspólnej niedzielnej konferencji premier Polski podkreślił, że sytuacja nadal jest bardzo napięta i nie wykluczył, że to może być początek „czegoś gorszego”. „Wspólnie z panią premier Litwy apelujemy do naszych sojuszników zachodnich, aby te drzewa nie przesłaniały lasu, aby te poszczególne problemy, które są dyskutowane między nami dzisiaj w Brukseli, nie przesłaniały gigantycznych prawdziwych zagrożeń, które wyłaniają się na horyzoncie” – oświadczył Morawiecki. Dodał, że niepokojąca jest nie tylko sytuacja na granicy z Białorusią, ale również skupianie rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą czy wywołanie przez Kreml kryzysu energetycznego w Mołdawii, która chce zmniejszyć moskiewskie wpływy w swoim kraju.

Ingrida Šimonytė ze swej strony podkreśliła, że Litwa nadal będzie solidaryzowała się z Warszawą, która teraz boryka się z największymi problemami na granicy z Białorusią. „Powinniśmy nadal zwiększać naciski na reżim w Mińsku i ta presja musi zapewnić zaprzestanie tego hybrydowego ataku i rozwiązanie kryzysu humanitarnego na Białorusi, który tam musi być rozstrzygany” – oświadczyła szefowa litewskiego rządu, która wcześniej zaznaczyła, że unijni partnerzy nie mogą prowadzić „rozmów taktycznych” z Mińskiem bez konsultacji z Polską, Litwą oraz Łotwą.

Czytaj więcej: Kryzys na granicy z Białorusią głównym tematem polsko-litewskiego Zgromadzenia Parlamentarnego

Premier Estonii podziękowała Polsce za skuteczną obronę granic UE
| Fot. EPA-ELTA

Premier Estonii Kaja Kallas po spotkaniu oświadczyła, że „bezpieczeństwo Estonii zaczyna się na granicach Polski, Litwy i Łotwy”. Przy okazji podziękowała władzom Polski za obronę zewnętrznej granicy UE. „Jesteśmy również gotowi zaoferować Polsce praktyczne wsparcie” – zadeklarowała polityk. Premier Łotwy dodał, że z kryzysu zjednoczona Europa wyjdzie silniejsza. „Jeżeli reżim białoruski uważał, że uda mu się zdestabilizować albo podzielić Europę, to bardzo się rozczarował. Jest wręcz odwrotnie, Europa bardziej się zjednoczyła i skonsolidowała. Państwa bałtyckie i Polska zawsze miały bardzo dobrą współpracę i ściśle koordynujemy nasze działania na wszelkich poziomach” – mówił szef rządu w Rydze. Ze swej strony Morawiecki poinformował, że na najbliższej Radzie Europejskiej Polska „będzie mówiła o wzmocnieniu sankcji wobec Białorusi”.

W najbliższych dniach Morawiecki ma spotkać się z przywódcami i liderami UE i Zachodu. W poniedziałek odbyło się spotkanie premiera Polski z sekretarzem generalnym OECD Mathiasem Cormannem. We wtorek ma odbyć się w Budapeszcie spotkanie Grupy Wyszehradzkiej. „Pan premier poprosił o zwołanie Grupy Wyszehradzkiej właśnie ze względu na sytuację geopolityczną, która ma aktualnie miejsce” – wyjaśnił dziennikarzom rzecznik rządu polskiego Piotr Müller.

W poniedziałkowym wywiadzie, którego premier RP udzielił portalowi wpolityce.pl, oświadczył on, iż nie ma wątpliwości, iż „wszystkie nitki prowadzą na Kreml” i sytuacja jest bardziej niebezpieczna niż w 2014 r., ponieważ wówczas przy granicy z Ukrainą była o wiele mniejsza liczba żołnierzy rosyjskich.


Opr. A.R. (na podstawie PAP, BNS)