Na granicy bez zmian

Już zdążyliśmy się przyzwyczaić do nowego stylu prowadzenia niewypowiedzianej wojny dotykającej Litwę i Polskę w ostatnich paru tygodniach. Emigranci szturmują nasze granice i próbują przedostać się do Unii. Służby białoruskie (łącznie z KGB) koordynują te ataki, poczynając od lotniska w Mińsku – przewożą całe grupy obywateli z Iraku, Syrii i innych państw Bliskiego Wschodu do punktów nadgranicznych, zaopatrując je w potrzebne narzędzia do niszczenia zasiek z drutu kolczastego oraz innych umocnień.

Czym się kieruje despota Łukaszenka, łamiąc wszelkie traktaty międzynarodowe oraz humanitarne ustalenia? Czy jest to jego idea, czy tylko wykonuje polecenia swojego gospodarza na Kremlu? Uważam, że Putin wykorzystuje swojego wasala do testowania Zachodu (Unia Europejska i NATO) w różnych sytuacjach, przy czym usiłuje wywołać wrażenie, iż Rosja nie ma z tą sprawą nic wspólnego. A ostatecznie może służyć jako… mediator pomiędzy Zachodem i Łukaszenką. A prawda jest taka, że zauważono masowe zjeżdżanie funkcjonariuszy rosyjskiego FSB na Białoruś. Może nie byłoby w tym nic dziwnego ani podejrzanego, gdyż od dawna Rosjanie panoszą się na Białorusi jak na swojej ziemi. Jednak dziwić się należy, że moskiewscy czekiści przybywają ze swoimi rodzinami! Nie jest to więc rutynowa delegacja służbowa, ale planowany dłuższy pobyt.

Na haczyk Putina dali się złapać zachodni przywódcy: ustępująca kanclerz RFN Merkel oraz prezydent Francji Macron. Rozpoczęli rozmowy z Putinem i Łukaszenką w sprawie Polski – nie informując Polski o swoich zamierzeniach! Za naszymi plecami Niemcy i Francja negocjują z przestępcami międzynarodowymi. Być może są już jakieś ustalenia, które spróbują nam, Polakom, Litwinom i Łotyszom, narzucić. Czy tak ma działać solidarność europejska? Gdzie jest partnerstwo i równouprawnienie? Są różne pogłoski co do warunków, na jakich Łukaszenka mógłby zaprzestać wojny hybrydowej przeciwko Polsce i Zachodowi. Jedna z nich – to spory haracz finansowy za odesłanie emigrantów do krajów ich zamieszkania. A są to dziesiątki tysięcy osób, które w ostatnim czasie na zaproszenie władz białoruskich przewinęły się przez port lotniczy w Mińsku. Łukaszenka straszy też zakręceniem rurociągu z ropą naftową płynącą na Zachód. Gra słów, gra szantażów. A tymczasem niszczeniu ulega polska infrastruktura graniczna. Polscy wojskowi i policjanci są atakowani. Kto za to zapłaci?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 48(138) 27/11-03/12/202