Kremlowska propaganda uderza w swoich. „Kreml powtarza te same slogany”

Zachód mówi zdecydowane „nie” kremlowskiej propagandzie. Kraje Europy oraz Ameryki blokują propagandowe rosyjskie media. Ekspert Wiktor Denisenko uważa, że teraz putinowska propaganda odgrywa mniejszą rolę i bardziej jest skierowana na rynek wewnętrzny.

Wiktor Denisenko.
Wiktor Denisenko uważa, że propaganda kremlowska powtarza stare slogany
| Fot. www.kf.vu.lt

Meta uderza w rosyjskie media

Meta Platforms, czyli spółka-matka Facebooka, poinformowała we wtorek (1 marca), że ograniczy na swoich platformach w UE dostęp do rosyjskiej telewizji mediów RT i portalu Sputnik. Dzień wcześniej premierzy Polski, Litwy, Łotwy i Estonii zaapelowali do koncernów internetowych o zablokowanie stron rządów Rosji i Białorusi, a także mediów państwowych i osobistych profili liderów tych państw w odpowiedzi na poprzedzoną falą dezinformacji agresję na Ukrainę.

„Wywołana przez Rosję wojna była poprzedzona długą i dobrze udokumentowaną kampanią dezinformacyjną, mającą przygotować fałszywe uzasadnienie inwazji; teraz Moskwa stara się szerzyć kłamstwa, zamęt i wątpliwości dotyczące tego, co naprawdę się dzieje, a jej celem jest podkopanie jedności demokratycznego świata oraz próba wytłumaczenia” — czytamy we wspólnym oświadczeniu szefów rządów trzech krajów bałtyckich.

Na apel krajów bałtyckich odpowiedziała szefowa Komisji Europejskiej. „Zakazujemy machiny medialnej Kremla w UE. Russia Today i Sputnik oraz ich spółki zależne nie będą już mogły szerzyć swoich kłamstw, aby usprawiedliwić wojnę Putina” — oświadczyła Ursula von der Leyen.

Czytaj więcej: Von der Leyen: „Ukraińcy podtrzymują pochodnię wolności dla nas wszystkich”

„Operacja wojskowa” zamiast wojny

Wykładowca na Wydziale Komunikacji Uniwersytetu Wileńskiego oraz ekspert ds. hybrydowych zagrożeń, Wiktor Denisenko, uważa, że kiedy Rosja rozpoczęła wojnę konwencjonalną przeciwko Ukrainie, to działania propagandowe odgrywają już drugorzędną rolę.

— Mówiąc o propagandzie, z tego, co obserwuję, to kremlowska propaganda teraz nawet bezrefleksyjnie powtarza kilka narracji. Mamy więc: „Ukraina — państwo faszystowskie, które zagrażało Rosji i dlatego rozpoczęli specjalną operację wojskową”. Nawet zabraniają nazywać wojnę wojną. Moim zdaniem kremlowska propaganda już nie posiada jakichś przysłowiowych asów w rękawie, te slogany już nikogo nie przekonują. Najwyżej pewne audytorium wewnątrz Rosji, które niezbyt interesuje się kwestiami geopolitycznymi lub jest generalnie apolityczne. Bo jest czymś oczywistym, że to Rosja zaatakowała Ukrainę. Powtórzę. Obecnie kremlowska propaganda bezmyślnie powtarza te konstrukcje, które funkcjonowały dotychczas — komentuje w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Denisenko.

Czytaj więcej: Ławrow przemawiał w Genewie. Dyplomaci opuścili salę, w tym też przedstawiciel Litwy

Kremlowskie kanały propagandowe są blokowane również w Kanadzie. Sieci kablowe tego kraju rezygnują z nadawania rosyjskich telewizji RT. „Rosja od 2014 r. walczy z Ukrainą oraz prowadzi wojnę informacyjną z całym światem. RT jest grupą propagandową Putina, która szerzy dezinformację. Nie ma dla niej u nas miejsca” — w ten sposób skomentował sytuację minister dziedzictwa Kanady, Pablo Rodriguez.

Spóźniona reakcja?

Trudno ocenić, na ile propaganda kremlowska miała wpływ na nastroje społeczeństw zachodnich.


— Bardzo trudno opowiedzieć o całej Europie jako o pewnej całości. Na ile rozumiem, w różnych krajach popularność tych podmiotów była różna. Na przykład na Litwie Sputnik nigdy nie był popularnym podmiotem medialnym — podkreśla Denisenko.

Litwa od dłuższego czasu uczulała zachodnich partnerów na szerzenie propagandy w europejskiej przestrzeni medialnej.

— Czy reakcja jest spóźniona? Chyba można powiedzieć, że tak. Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że Unia Europejska lub ogólnie Zachód bardzo cenią wolność wypowiedzi. Niestety, długi czas Rosja z tego korzystała, ponieważ kraje zachodnie nie śpieszyły się do tego, aby blokować zasoby kremlowskiej propagandy. Teraźniejsze wydarzenia na Ukrainie stały się ostatnią kroplą, która przeważyła — ocenia sytuację ekspert z Uniwersytetu Wileńskiego.

Od kilku dni są bombardowane ukraińskie miasta
| Fot. EPA-ELTA

Decyzja poczty

1 marca Litewskie Stowarzyszenie Mediów Internetowych zwróciło się do najważniejszych instytucji państwowych z apelem dotyczącym zbadania, czy pewne portale internetowe nie rozpowszechniają rosyjskiej propagandy. „Wolność słowa — to jest zobowiązanie do udostępniania informacji opartej na faktach, która nie tworzy nienawiści. Zadaniem mediów jest zapewnienie mieszkańcom dostępu do obiektywnej informacji. Teraźniejsza sytuacja wywołuje wiele obaw, ponieważ ludzie są okłamywani, dlatego trzeba wykorzystać również nietradycyjne metody” — oświadczyła prezes stowarzyszenia Lina Bušinskaitė.

Biznes również zwalcza propagandę. Sieci handlowe Rimi i Iki wycofały sprzedaż tygodnika „Respublika”, który od początku wojny nadawał rosyjski punkt widzenia. Taką samą decyzję podjęła Poczta Litwy, która od 1 marca zrezygnowała ze sprzedaży w swych oddziałach pisma „Respublika” i „Vakaro žinios”, które należą do tego samego nadawcy.

„Wpływ mediów jest bardzo duży. Uwzględniając powiadomienia klientów dotyczące udostępniania niewiarygodnej informacji, w tym dramatycznym czasie nie możemy pozostać obojętni. Dlatego postanowiliśmy wycofać ze sprzedaży tytuły grupy medialnej »Respublika«” — oświadczyła dyrektor generalny Poczty Litwy, Asta Sungailienė. W ubiegłym tygodniu poczta zrezygnowała też ze sprzedaży prasy rosyjskiej i białoruskiej.

Czytaj więcej: Na froncie wojny z rosyjską propagandą bez zmian