Ambasador na wygnaniu: Dialog i szukanie kompromisu są zawsze możliwe

Jeśli nakładamy sankcje na Rosję, to równolegle muszą być nakładane sankcje na Białoruś, ponieważ Białoruś jest współagresorem i częścią konfliktu. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” specjalny wysłannik Francji ds. Białorusi Nicolas de Lacoste, który w ubiegłym roku został wydalony z Mińska przez reżim Łukaszenki.

Mogę zapewnić, że europejscy politycy zrobili wszystko, aby zatrzymać wojnę. Twierdzenie przeciwne jest niesprawiedliwe
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Panie Ambasadorze, zacznijmy od początku. W 2020 r. został Pan ambasadorem Republiki Francuskiej na Białorusi. Listy uwierzytelniające wręczył Pan w białoruskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a nie Aleksandrowi Łukaszence. Czy w ciągu tego czasu, kiedy przebywał Pan w Mińsku, władze Białorusi traktowały Pana jako oficjalnego przedstawiciela Francji?

Pod koniec listopada 2020 r. przyjechałem do Mińska. Zgodnie z praktyką dyplomatyczną początkowo przekazuje się kopię listów uwierzytelniających szefowi protokołu dyplomatycznego. Od momentu przekazania kopii listów uwierzytelniających ambasador może oficjalnie wykonywać swoje obowiązki. Przekazałem kopię na ręce ministra spraw zagranicznych Białorusi Uładzimira Makieja.

To już był czas ostrych represji władz białoruskich, które trwają do dzisiaj. Dla mnie, jako ambasadora Francji, to była bardzo nietypowa praca. Francja, podobnie jak cała Unia Europejska, nie uznała wyniku wyborów z sierpnia 2020 r., dlatego otrzymałem wytyczne od mojego rządu, aby w żadnym wypadku nie przekazywać listów uwierzytelniających Łukaszence. Moje stosunki z władzami białoruskimi były ograniczone tylko do urzędników MSZ.

Kiedy pod koniec września 2021 r. zostałem zaproszony przez białoruskie MSZ na ceremonię przekazania listów uwierzytelniających, odpowiedziałem, że władze Francji nie uznają wyboru Aleksandra Łukaszenki na prezydenta i nie ma mowy, abym przekazał mu listy. Wówczas poinformowano mnie, że zgoda na mój pobyt na terytorium Białorusi została cofnięta, chociaż coś takiego w praktyce międzynarodowej nie istnieje. 17 października 2021 r. opuściłem Białoruś.

Czytaj więcej: Łukaszenka wciągnął Białoruś w wojnę i oddał ją Putinowi

Nicolas de Lacoste oraz wydawca „Kuriera Wileńskiego” Zygmunt Klonowski.
| Fot. Marian Paluszkiewicz

I od razu Pan pojechał do Wilna?

Tak. Bardzo chciałem jechać do Wilna, ponieważ tutaj jest mnóstwo Białorusinów, a przede wszystkim przedstawiciele białoruskiej opozycji, ze Swiatłaną Cichanouską na czele. Administracyjnie jestem powiązany z ambasadą Francji na Litwie, ale moja misja nie ogranicza się tylko do Wilna. Często jestem w Paryżu, Warszawie oraz Brukseli. Generalnie wszędzie tam, gdzie przebywają białoruskie siły demokratyczne.

Oficjalny Pana status obecnie to specjalny wysłannik Francji ds. Białorusi. Jak w praktyce wygląda Pana praca?

Chciałbym podkreślić, że chociaż jestem teraz poza Białorusią, to Ambasada Republiki Francuskiej nadal działa w Mińsku i utrzymuję z nią ścisły kontakt. Moi koledzy wykonują ważną pracę. Dyplomacja polega na tym, aby być na miejscu i informować rzetelnie władze swego kraju, co się lokalnie dzieje. W moim przypadku sytuacja jest nietypowa. Francuska dyplomacja obecnie ma kilku specjalnych wysłanników. Zazwyczaj dzieje się tak w krajach ogarniętych dużymi kryzysami, gdzie ambasady nie mogą funkcjonować normalnie. Tak jest np. w Afganistanie czy w Syrii. Po Mińsku moja praca zmieniła się kardynalnie. Teraz mam okazję w Wilnie, Warszawie lub Paryżu spotykać się i pomagać walecznym osobom, które robią ważne rzeczy dla własnego kraju.

Jakie panują nastroje w białoruskiej emigracji politycznej?

Z jednej strony przeważa troska o swoich bliskich, którzy zostali na Białorusi. Wiemy, z jakimi represjami się oni spotykają. Z drugiej – panują przekonanie, że wybrali właściwą drogę, i nadzieja na lepsze czasy, które na pewno przyjdą. Osobiście jestem o tym przekonany. Pierwszy raz na Białorusi byłem przed 30 laty, tuż po odzyskaniu niepodległości. W ciągu kilku lat obserwowałem, jak ten kraj się zmieniał. Podczas mego krótkiego pobytu na Białorusi zauważyłem, jak mocno zmienili się sami mieszkańcy. Masowe demonstracje po wyborach sierpniowych w 2020 r. były jednak wielką niespodzianką dla wszystkich, w tym również dla samych Białorusinów. Teraz warunki dla działalności opozycji są tam bardzo ograniczone, ale ludzie, z którymi spotykam się tutaj, są przekonani, że ich walka jest sprawiedliwa i skończy się sukcesem.

Domyślam się, że wojna na Ukrainie jeszcze skomplikowała sytuację. Oficjalnie Białoruś pozostaje krajem neutralnym. Wiemy jednak, że wojska rosyjskie atakują Ukrainę ze strony Białorusi. Jakie jest stanowisko Francji odnośnie do roli Białorusi w obecnym konflikcie?

Wszystkie kraje członkowskie UE stoją na tym samym stanowisku, że jeśli nakładamy sankcje na Rosję, to równolegle muszą być nakładane sankcje na Białoruś, ponieważ Białoruś jest współagresorem i częścią konfliktu. Mińsk udostępnia swoją infrastrukturę, bazy wojskowe, szpitale dla rosyjskiej armii. Dlatego Białoruś jest w pełni odpowiedzialna za ten dramat, który dzieje się za jej południową granicą. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Dużo się mówi o faktycznej aneksji Białorusi przez Rosję. Czy Pana zdaniem Białorusi uda się zachować suwerenność?

To pytanie należy skierować nie do mnie, lecz do władz w Mińsku. Celem prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który zadzwonił do Aleksandra Łukaszenki 26 lutego, było przypomnienie, że jeśli nadal będzie trzymał się Rosji, to nastąpi totalna wasalizacja jego kraju.

W czasie pańskiego pobytu na Białorusi rozpoczął się kryzys migracyjny na granicach Białorusi z Polską, Litwą i Łotwą. Jak sytuacja wyglądała z tamtej strony granicy?

Nie nazwałbym tego kryzysem migracyjnym. Od samego początku ta sprawa była kreowana przez władze w Mińsku, aby stworzyć problem na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Mińsk zmienił się z dnia na dzień. Pojawiły się grupy ludzi z walizkami, niektórzy koczowali przy stacjach metra. Zazwyczaj były to rodziny z dziećmi lub młodzi mężczyźni. Przylatywali samolotami. Niektórzy zatrzymywali się w hotelach. To nie byli uchodźcy. To byli ludzie, którym obiecano łatwe przejście przez granicę UE. W niektórych wypadkach być może im mówiono, że już są w Unii. Wydaje mi się, że reakcja Unii Europejskiej była bardzo skuteczna. Udało się przy poparciu dla władz Litwy i Polski zatrzymać ten proces. Nadal pozostają obawy, że na wiosnę, kiedy temperatura będzie bardziej sprzyjająca, to ten proces może zostać wznowiony, dlatego musimy uważnie obserwować granice i w razie potrzeby znowu wesprzeć kraje sąsiadujące z Białorusią.

Część zachodnich dziennikarzy i ekspertów ds. Europy Wschodniej zarzuca Zachodowi, że nie zrobił wszystkiego dla powstrzymania rosyjskiej agresji. Czy Pan zgadza się z takim stanowiskiem?

Jako dyplomata mogę zapewnić, że europejscy politycy zrobili wszystko, aby zatrzymać wojnę. Przez osiem lat były rozmowy na temat Donbasu, dyplomacja europejska, francuska, niemiecka i innych krajów dążyły do tego, aby obie strony mogły znaleźć modus vivendi. Mówienie, że Europa zrobiła za mało, jest niesprawiedliwe.

Czytaj więcej: Wstrzymanie tranzytu białoruskich nawozów może spowodować kryzys na granicy

Nicolas de Lacoste odwiedził redakcję oraz drukarnię naszego dziennika.
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Teraz Polska i kraje bałtyckie postulują, by zakazać eksportu rosyjskich surowców, jak ropa, gaz czy metale. Czy taki zakaz jest realny?

10–11 marca odbył się szczyt UE w Wersalu. Tam został wyznaczony cel, aby mocno ograniczyć nasze uzależnienie od rosyjskiej ropy, gazu i węgla. Trzeba szczerze powiedzieć, że to nie może nastąpić natychmiast. Jednak już teraz ten projekt jest na stole.

Ważnym elementem wojny w Ukrainie jest retoryka Kremla. Władimir Putin oraz Siergiej Ławrow kilkakrotnie mówili, że Rosja nie zaatakowała Ukrainy i nie prowadzi żadnej wojny, co jest absolutnym fałszem. Jak takie wypowiedzi są odbierane na Zachodzie?

Nasz minister spraw zagranicznych Jean-Yves Le Drian oraz jego rzecznik niejednokrotnie powtarzali, że deklaracje strony rosyjskiej są po prostu kłamstwem. Nie spodziewaliśmy się wojny, która rozpoczęła się 24 lutego. Mimo że Amerykanie kilka razy nas uprzedzali, że ma nastąpić niebawem, to jednak trudno było w to uwierzyć. Jest słynna wypowiedź Sołżenicyna: „My wiemy, że oni kłamią. Oni wiedzą, że kłamią. Wiemy, że oni wiedzą, że my wiemy, że oni kłamią. Mimo to wciąż kłamią”. Nie oznacza to jednak, że nie należy próbować rozmawiać. Jako dyplomata stoję na stanowisku, że dialog i szukanie kompromisu są możliwe do ostatniej chwili.

Na zakończenie chciałbym zapytać, skąd francuski dyplomata tak dobrze zna język polski?

Pod koniec lat 60. mieszkałem w Polsce, to wtedy nauczyłem się języka polskiego. Później nie rozmawiałem po polsku przez 10–15 lat. Na studiach w Sorbonie była możliwość uczenia się dodatkowego języka obcego. Postanowiłem, że skoro kiedyś mówiłem po polsku, to wybiorę ten język. Myślałem, że będzie mi łatwiej, ale grubo się pomyliłem.

To pierwsza część mojej odpowiedzi. Druga polega na tym, że moja żona jest Polką i z nią rozmawiam po polsku. W latach 1987–1988 studiowałem też na Uniwersytecie Jagiellońskim. Poza tym przez wiele lat pracowałem w ambasadzie francuskiej w Polsce.

Na początku naszej rozmowy wspomniał Pan, że pierwszy raz był na Białorusi przed 30 laty.

Tak, w 1991 r.

Jak do tego doszło?

To był wyjazd w stu procentach turystyczny. Część rodziny mojej żony pochodzi z tych terenów. Kiedy się skończył ZSRS i łatwiej było tam wyjechać, to postanowiliśmy odwiedzić kraj pochodzenia jej przodków.

Czy sytuacja na Białorusi znacznie się różniła od sytuacji ówczesnej Polski?

Powiedziałbym w ten sposób: wschód Polski i zachód Białorusi, w przeciwieństwie do dnia dzisiejszego, zbytnio się wtedy nie różniły. Dzisiaj, kiedy się jedzie przez Polskę, to widzimy kraj rozwinięty i europejski. Największa różnica polega jednak na tym, że Polska stała się krajem demokratycznym. Natomiast Białoruś, z wiadomych względów, pozostaje w tyle. I to jest bardzo smutne.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 12(36) 26/03-01/04/2022