„Putin musi odejść”. Nowa zimna wojna

Ostatnia „wojenna” podróż Joego Bidena do Europy, a zwłaszcza wizyta prezydenta USA w Polsce i przemówienie w Warszawie, to symboliczne otwarcie nowej zimnej wojny. Wolny Zachód kontra zniewolona i podbijająca innych Rosja. Jasno określono, że państwo Putina to nowe wcielenie imperium zła. Choć do sowieckiego imperium współczesnej Rosji z wielu różnych powodów daleko.

Prezydenci Polski i Stanów Zjednoczonych, Andrzej Duda i Joe Biden, w sobotę 26 marca w Warszawie odbyli rozmowy dwustronne, zarówno w formacie w cztery oczy, jak i oficjalnych delegacji. Omówiono sprawę stosunków sojuszniczych, podkreślając, że art. 5 traktatu północnoatlantyckiego stanowi nienaruszalną część ich relacji i że zostanie użyty wobec każdego agresora. Bardzo szczegółowo omówiono współpracę wojskową miedzy Polską a USA, w tym spodziewane zamówienia sprzętu wojskowego. Rozmawiano też o możliwości pomocy dla Ukrainy przy jednoczesnym zachowaniu zasady jedności NATO
| Fot. Jakub Szymczuk/KPRP

Nie do Berlina, nie do innej stolicy, lecz do Warszawy udał się prezydent USA po spotkaniach z liderami Zachodu w Brukseli. To symboliczna wizyta. Polska staje się dziś kluczowym państwem frontowym Zachodu, tak jak za poprzedniej zimnej wojny były nim Niemcy Zachodnie.

Co prawda wojna toczy się dziś na Ukrainie, ale nikt nie ma wątpliwości, że tak naprawdę jest to wyzwanie rzucone przez Władimira Putina Zachodowi, szczególnie NATO i Stanom Zjednoczonym. Te zaś – wreszcie – dostrzegają dziś, że wpisanie już kilka lat temu do doktrynalnych dokumentów Rosji założenia, iż Zachód jest największym zagrożeniem, to nie tylko zwykła retoryka służąca mobilizacji własnych obywateli. Dziś widać, że grożenie przez Władimira Putina zagładą atomową Ameryce cztery lata temu w orędziu do Zgromadzenia Federalnego nie było czczą przechwałką.

Zachód lekceważył zagrożenie ze strony Rosji od 2008 r., po zaatakowaniu Gruzji. Nawet nałożenie sankcji na Moskwę za Krym i Donbas w 2014 r. tak naprawdę nie zmieniło podejścia USA, Francji czy Niemiec do Kremla. Dopiero brutalna agresja na Ukrainę i wstrząsające obrazy tej wojny, w połączeniu z brutalnymi groźbami pod adresem całego Zachodu ze strony Rosji, spowodowały radykalną zmianę w podejściu do Moskwy – przynajmniej USA i Wielkiej Brytanii. Bo Polska czy kraje bałtyckie od dawna przed tym ostrzegały. Z kolei Niemcy czy Francja nadal usiłują prowadzić „dialog” z Putinem.

Historyczne przemówienie w Warszawie

Po Brukseli, gdzie odbyły się szczyty NATO, G7 i Unii Europejskiej, w piątek 25 marca prezydent USA Joe Biden udał się do Warszawy. Niewątpliwie wizyta i przemówienie Bidena w Polsce zapisze się w historii NATO i walki wolnego świata z despotią moskiewską. Czas spędzony w Polsce poświęcono na przekucie decyzji podjętych za zamkniętymi drzwiami na poprzednich szczytach w jasną strategię walki o wolność i demokrację na świecie.

Wraz z atakiem militarnym Rosji na Ukrainę weszła ta walka w ostrą fazę. Niezależnie od wyniku starcia Rosji z Ukrainą to już oficjalny początek nowej zimnej wojny, w której nie ma miejsca na otwartą współpracę Zachodu z Moskwą. Tak, o nowej zimnej wojnie mówiło się już po 2014 r., ale chyba dopiero dziś można to powiedzieć oficjalnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę otwarte groźby i podejście Kremla do Zachodu.

Przekaz Bidena był zresztą bardzo znaczący. Prezydent USA w swoim przemówienia na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie zwrócił uwagę, że walka o demokrację nie skończyła się z końcem zimnej wojny. Liczne podobieństwa między byłym ZSRS a dzisiejszą Rosją wskazują, że Stany Zjednoczone nie będą za nią tęsknić jako za graczem w polityce międzynarodowej.

Podczas szczytów w Brukseli Biden podkreślał – i zostało to ponownie odnotowane w jego przemówieniu w Warszawie – że Rosja straciła już swoje miejsce w G20, grupie dwudziestu największych gospodarek świata. Uwagę zwraca też porównanie dzisiejszej walki Ukrainy z tyranią Putina do tego, jak kiedyś kraje Europy Środkowej i Wschodniej walczyły z tyranią sowiecką. Ale dzięki wygranej stały się członkami UE i NATO. Perspektywa Ukrainy nie została wyraźnie zarysowana, ale logika myśli reprezentowanej przez Bidena jest jasna.

Przemówienie w Polsce ukonkretniło pewne sprawy: Europa Środkowa stała się linią frontu walki o demokrację, podczas gdy sąsiednia Ukraina jest już bezpośrednio polem bitwy. Biden spotkał się z wojskiem amerykańskim w Polsce w taki sposób, w jaki prezydenci USA spotykają się z wojskiem w strefach konfliktów. Zresztą tuż przed przemówieniem Bidena Rosja przeprowadziła uderzenie rakietowe na Lwów, przypominając o swojej zdolności do eskalacji wojny i nawet jej przeniesienia na zachód.

Czytaj więcej: Ukraińska litera w wileńskich bibliotekach. Kącik dla uchodźców również w bibliotece im. Adama Mickiewicza

Konieczny wzrost wydatków na obronę

Wizyta Joego Bidena w Polsce zakończyła się w Warszawie przemówieniem skierowanym do Amerykanów, Polaków i Ukraińców. Ale też w pewnym sensie do Rosjan. Jak bowiem inaczej tłumaczyć słowa Bidena, że Putin to „rzeźnik” i że ktoś taki nie powinien rządzić Rosją? Co ważne, nawet jeśli ktoś mówił, że prezydent USA się zagalopował (nie pierwszy raz zresztą), to już po paru dniach okazało się, że nie tym razem. Biden powtórzył to, co mówił.

Jeszcze o warszawskim przemówieniu. Postawiono w nim kropkę nad i w polityce USA i – szerzej – świata demokratycznego, ponieważ to, co zostało powiedziane, zostało w taki czy inny sposób uzgodnione na poprzednich szczytach NATO i UE. Należy się spodziewać, że przedstawione uwagi znajdą odzwierciedlenie w nowej koncepcji strategicznej NATO, która ma zostać przyjęta w czerwcu br., oraz w nowych dokumentach strategicznych USA.

O tym, że słowa Bidena w Warszawie nie były rzucane na wiatr, świadczy zgłoszony kilka dni później przez prezydenta USA projekt budżetu. Zakłada on wydatki 6,9 mld dolarów na siły amerykańskie w Europie, a więc niemal dwukrotnie więcej niż w ubiegłorocznej propozycji. Ogólny budżet Pentagonu wzrośnie o 4 proc. Ostateczna kwota prawdopodobnie wzrośnie pod presją Kongresu. Uzasadniając podwyżkę, prezydent Biden stwierdził, że „świat się zmienił” i Stany Zjednoczone muszą inwestować więcej w obronę w obliczu zwiększonej rywalizacji ze strony Chin i Rosji.

Czytaj więcej: Niemenczyn rusza na pomoc partnerom w Łucku. Akcja pomocy Ukrainie

Jak zwalczać zło ze Wschodu

Jeśli można mówić o jeszcze jednym podobieństwie nowej zimnej wojny do tej starej, to na pewno jest to solidarność i kolektywność Zachodu (z małymi wyjątkami) w obliczu zagrożenia. NATO zgodziło się stworzyć cztery nowe batalionowe grupy bojowe na wschodniej flance NATO: na Słowacji i Węgrzech, w Rumunii i Bułgarii. To nie jest konfrontacja tylko Ameryki z Rosją (choć Kreml lubi podkreślać, że NATO to tak naprawdę USA), to konfrontacja całego wolnego świata z despotią.

Dziś ton tej walce nadają kraje i narody, które podczas poprzedniej zimnej wojny cierpiały pod panowaniem Moskwy: Litwa, Łotwa, Estonia, Polska czy Rumunia. To źle wróży Kremlowi. Nikt tak dobrze nie zna zła ze Wschodu i nikt tak dobrze nie wie, jak zwalczać. Ta nowa zimna wojna skończy się dużo szybciej – i też zwycięstwem Zachodu. Do czego już teraz przyczynia się Ukraina i wszyscy pomagający jej w wojnie z Rosją.


Antoni Rybczyński


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 13(39) 02-08/04/2022