Kreml chce skłócić uchodźców z mieszkańcami Litwy

Departament Bezpieczeństwa Państwa (VSD) uczulił mieszkańców kraju na fałszywe treści dotyczące rosyjskiej agresji w Ukrainie, które są rozpowszechniane w sieciach społecznościowych. Analityk do spraw Rosji i wojny hybrydowej Marius Laurinavičius sądzi, że społeczeństwo Litwy jest dosyć odporne na rosyjską propagandę.

Departament Bezpieczeństwa Państwa (VSD).
VSD ostrzega, że w sieciach społecznościowych są rozpowszechniane fałszywe informacje dotyczące wojny w Ukrainie
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Od ponad miesiąca trwa rosyjska agresja w Ukrainie. W ubiegłym tygodniu cały świat obiegły zdjęcia masakry w Buczy, której dokonali rosyjscy wojskowi. Mer Buczy Anatolij Fedoruk w ubiegły piątek poinformował media, że po wycofaniu się wojsk rosyjskich znaleziono w mieście około 320 ciał mieszkańców. Większość ofiar zginęła w wyniku bezpośrednich postrzałów, a nie ostrzału artyleryjskiego.

„Dotychczas udało nam się zidentyfikować 163 zabitych. To mieszkańcy naszego miasta, którzy zostali cynicznie zabici, byli brutalnie torturowani przez Rosjan. Znamy ich nazwiska, imiona, imiona odojcowskie, wiemy, gdzie mieszkali, kim byli: ojcami, synami, żonami w tej czy innej rodzinie” — mówił w miniony piątek dla rozgłośni Głos Ameryki Fedoruk.

Czytaj więcej: Zbrodnia wojenna w Buczy — „to rosyjski sposób prowadzenia działań antypartyzanckich”

Moskwa jednak nie tylko bezpośrednio atakuje ukraińskich cywilów. Nadal jest prowadzona wojna informacyjna przeciwko Zachodowi. Jednym z celów rosyjskiej agresji informacyjnej są uchodźcy z Ukrainy, którzy znaleźli schronienie w Unii Europejskiej, w tym również na Litwie.

VSD ostrzega

5 kwietnia VSD na swej stronie na Facebooku zamieścił oświadczenie dotyczące rozpowszechniających się w internecie fake newsów. „Niektórzy prokremlowscy działacze z fikcyjnych kont w sieciach społecznościowych rozpowszechniają narrację propagandową rosyjskiego reżimu. Jest tworzona i rozpowszechniana informacja niemająca nic wspólnego z rzeczywistością. Między innymi jest wyrażany sprzeciw przeciwko blokowaniu rosyjskich stacji telewizyjnych, emocjonalnie reaguje się na sankcje nałożone na rosyjskie banki” — czytamy w oświadczeniu.

VSD podkreśliło, że „agenci wpływu” skorygowali nieco swą taktykę. „W niektórych przypadkach zrezygnowano z publicznego usprawiedliwiania rosyjskiej agresji wobec Ukrainy, zwłaszcza jeśli chodzi o cywilów. Można założyć, że dzieje się tak z obawy przed zbyt negatywną reakcją społeczeństwa Litwy. Jednocześnie są odnotowywane wypadki szerzenia negatywnej informacji dotyczącej uchodźców wojennych z Ukrainy. Próbuje się ich skłócić z mieszkańcami Litwy” — wytłumaczył zmianę taktyki Departament.

Przed kilkoma tygodniami w sieciach społecznościowych zaczęła rozpowszechniać się wiadomość, że tłum uchodźców z Ukrainy zabił niemieckiego wolontariusza, który im pomagał. Głos w sprawie musiała zabrać niemiecka policja, która zapewniła, że nic takiego nie miało miejsca w rzeczywistości.

Celem rosyjskiej propagandy jest obecnie szerzenie negatywnej informacji o uchodźcach wojennych z Ukrainy
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Społeczeństwo odporne na dezinformację

Marius Laurinavičius uważa, że społeczeństwo Litwy jest dosyć odporne na dezinformację ze strony Rosji.

— Agenci Rosji byli, są i będą działali nadal. Nic w tej w sprawie nie zrobimy. Agentura jest skutkiem wieloletniej działalności Rosji. Sądzę jednak, że społeczeństwo Litwy jest dosyć odporne na dezinformację ze strony Rosji. Nie twierdzę, że nie trzeba w tym kierunku działać nadal poprzez jeszcze większe wzmocnienia tej odporności. Na tle innych krajów Litwa niejednokrotnie udowodniła, że jest odporna na te działania. Bardzo dobrze, że VSD mówi o tym publicznie. To oznacza, że w obliczu wojny ludzie jeszcze bardziej muszą zwracać uwagę na te działania. Tym niemniej, moja odpowiedź brzmi: jesteśmy wystarczająco odporni na propagandę — oświadczył w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” analityk.

W swym oświadczeniu VSD zaznaczyło, że po rozpoczęciu wojny w Donbasie w roku 2014 na Litwie zaktywizowały się osoby wspierające agresję Kremla.

„Próbowano od dyskusji w sieciach społecznościowych przejść do budowania organizacji i przygotowywania akcji. Po inwazji Rosji w 2022 r. takich tendencji nie dostrzeżono. Jednak nie można odrzucić, że będą próby zorganizowania się przed 9 maja, przed tzw. Dniem zwycięstwa. W niektórych krajach Unii Europejskiej osoby o prokremlowskich poglądach szykują duże akcje poparcia dla rosyjskiej agresji w Ukrainie” — czytamy w oświadczeniu.

VSD dodaje, że z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że dyplomaci Federacji Rosyjskiej wspólnie z miejscowymi działaczami spróbują zorganizować akcje okolicznościowe w tym dniu i może dojść „do prowokacji i przypadków przemocy”.

Czytaj więcej: Od Unii Lubelskiej do Trójkąta Lubelskiego

Brak argumentów

Litwa od lat jest jednym z największych krytyków Kremla na arenie międzynarodowej. Jeszcze w 2014 r. ówczesna prezydent Dalia Grybauskaitė nazwała Rosję „państwem terrorystycznym”.

„Ukraina dzisiaj walczy za całą Europę, za wszystkich nas. Jeśli państwo terrorystyczne otwarcie prowadzi agresję przeciwko swemu sąsiadowi, nie będzie zatrzymane, to agresja może rozpowszechnić się na całą Europę” — mówiła prezydent.

Wypowiedź Grybauskaitė wywołała poruszenie na Litwie i świecie. Wypowiedź, jako zbyt ostra, została skrytykowana nawet przez byłego prezydenta Valdasa Adamkusa, który oświadczył, że generalnie „zgadza się z myślą prezydent”, ale użyłby bardziej dyplomatycznego sformułowania.

Marius Laurinavičius w rozmowie z naszym dziennikiem zaznaczył, że uwzględniając teraźniejszą sytuację, to rację miała Litwa ze swą retoryką, a nie szukający kompromisu Zachód.

— Teraz, w obliczu wojny, już chyba nie ma żadnych argumentów dla tych, którzy nas oskarżali o paranoję i politykowanie. Już nie mają żadnego oparcia w rzeczywistości twierdzenia, że trzeba oddzielić biznes od polityki. Oczywiście myślenie na Zachodzie jest nieco inne niż u nas. To musimy zrozumieć i przyznać. To widać na podstawie decyzji i działań liderów państwowych. To widać i na podstawie nakładanych sankcji, i na opóźnieniu w dostarczaniu broni. Zachód też się nie śpieszy z rezygnacją z rosyjskich zasobów energetycznych. Różnice są, ale to oznacza, że Litwa powinna kontynuować daną politykę, która naprawdę wydała owoce. Bez tych litewskich apeli polityka Zachodu wyglądałaby inaczej niż wygląda teraz — powiedział analityk.

Czytaj więcej: Marius Laurinavičius: „Nowego układu monachijskiego nie będzie”