Więcej

    Algimantas Kasparavičius: „Konstytucja 3 maja stworzyła mit, w którym żyjemy do dziś”

    Zwykły człowiek nie ma ani czasu, ani możliwości wgłębiać się w monografie lub teksty źródłowe. Dla niego lżej jest przyjąć opowiadanie historyka albo usłyszeć odpowiedni przekaz z mediów – mówi historyk Algimantas Kasparavičius z Instytutu Historii Litwy.

    Czytaj również...

    Antoni Radczenko: Czy jest problem z nauczaniem historii na Litwie?

    Algimantas Kasparavičius: Pojawia się mnóstwo interpretacji historycznych, które z faktami i procesami historycznymi na Litwie nie mają za wiele wspólnego. Powstają nie tylko monografie lub artykuły, ale stopniowo trafiają do podręczników. Moja córka kończy szóstą klasę. Nie mogę czytać ani jej podręczników, ani ćwiczeniówek z historii i języka litewskiego. Zwłaszcza w podręczniku historii jest błąd na błędzie. Jej pokolenie nigdy nie nauczy się historii, bo tam nie ma ani logiki, ani konsekwencji.

    Poda Pan przykład?

    W rozdziale o międzywojennej Litwie zamieszcza się mapy Litwy teraźniejszej, bez żadnych wyjaśnień. Z historii przecież wiemy, że granice ówczesnej Litwy się zmieniały. Inne były w 1920 r., inne w 1922 czy 1939 r. Czytam zadanie, że dziecko powinno coś tam oznaczyć. Jak można oznaczyć, jeśli nie ma podanego konkretnego roku? Poza tym taka mapa Litwy, jaka jest dziś, w okresie międzywojennym nigdy nie istniała. Człowiek zawodowo zajmujący się historią nie byłby w stanie rozwiązać tego zadania. Niestety, do głów 12–13-trzynastolatków są pchane głupie dogmaty i oni są nawet w stanie tego rozwiązać!

    Być może problem tkwi w samym procesie nauczania. Moja lekcja historii to była lekcja o datach i bohaterach. Uczniowie byli w stanie odpowiedzieć, kiedy była bitwa pod Grunwaldem lub została przyjęta Konstytucja 3 maja, ale nie byli w stanie opowiedzieć nic o procesach historycznych, które doprowadziły do tych wydarzeń. Chyba warto uczyć dzieci pracy ze źródłami oraz dokumentami i ich analizowania?

    Bardzo dobrze Pan określił, jak powinno być. Problem polega na tym, że w litewskich szkołach, a częściowo też na wyższych uczelniach, na wydziałach historii, cały proces nauczania jest wywrócony do góry nogami. Na początku są osoby, wydarzenia i daty, a dopiero później zaczyna się nauczanie o zachodzących procesach. A niekiedy zwyczajnie brakuje na nie czasu.

    Inny problem polega na tym, że uczeń nie może zrozumieć, do czego ma mu służyć zapamiętanie tej lub innej daty. To samo dotyczy osoby lub wydarzenia. Gdyby nauczanie historii odbywało się inaczej: od procesu do wydarzenia, to wówczas dziecko zrozumiałoby, dlaczego pojawia się ten lub inny człowiek, ten lub inny akt konstytucyjny lub wydarzyła się ta lub inna bitwa. Dziecko musi rozumieć, że z procesu wynika wydarzenie, nie w odwrotnym kierunku.

    Niestety, to jak teraz „wykłada się historię”, jest bardzo wygodne i korzystne dla klasy panującej, ponieważ w zależności od obowiązującej koniunktury można w dowolnej chwili korygować ten proces. I to wyłącznie dla politycznej korzyści. Ten problem jest o wiele głębszy i nie dotyczy tylko Litwy. Tak się dzieje w większości krajów Europy. Dzisiaj wszystkie akademickie badania w Unii Europejskiej są robione w ramach projektów. Co oznacza projekt? Powstaje grupa naukowców z kierownikiem, która musi stosować odpowiednią metodologię, aby osiągnąć odpowiedni wynik. To jest bardzo szkodliwe w przypadku nauk humanistycznych: języki, literatura, historia i częściowo geografia. Takie podejście unifikuje samą naukę. Unifikuje pod względem ideologicznym. Proszę zwrócić uwagę, że odkryć w tych dziedzinach z każdym rokiem jest mniej i mniej. Nawet dobrych powieści powstaje znacznie mniej.

    Ten proces trwa w Europie od kilkudziesięciu lat. Na Litwie ten system jest wprowadzany poprzez dofinansowanie unijne, wspólne seminaria i pewne narzucane instrukcje. Tak dzieje się również w krajach ościennych. Rozmawiam z kolegami z Polski i wiem, że tam jest podobnie, ale skala nieco rozmiar o wiele mniejszy. Dzięki 40 mln mieszkańców Polska jest mocniejsza i bardziej odporna. Społeczność intelektualna jest większa i silniejsza, więc jest w stanie opierać się tym trendom. Natomiast jeśli czyta się teksty Litwina, Łotysza, Estończyka, Niemca lub Francuza, to nie widzi się żadnej różnicy.

    W jakim stopniu społeczeństwo potrzebuje mitów i symboli historycznych? Często można usłyszeć z ust polskich lub litewskich polityków, czy nawet naukowców, że Rzeczpospolita Obojga Narodów była prekursorem Unii Europejskiej. W ten sposób Litwini, Polacy, a teraz też Białorusini i Ukraińcy chcą siebie dowartościować. Podobnie jest z Konstytucją 3 maja. Z punktu widzenia historyka tworzenie takich narracji ma wymiar bardziej pozytywny czy negatywny?

    Bardzo dobre pytanie. Od Elby na wschód w historii jest bardzo dużo mitologii. Litwa, Polska, częściowo Niemcy żyją w głęboko zakorzenionych mitach. To dotyczy też Rosji. Właśnie w Rosji obecnie widzimy, jak mit ma bezpośredni wpływ na historię. Mit przeradza się w bezpośrednią agresję i wojnę. To pokazuje, że historia potrafi być nie tylko humanistyczna, lecz także agresywna. Jeśli spojrzymy na XX w., to zobaczymy notoryczne wojny, kolejni zwycięzcy i pokonani, ciągłe reparacje i podział terytorialny oraz masowe morderstwa. Dla pokonanych są to narracje agresywne, dla innych mają wymiar bohaterski.

    Co do naszej przestrzeni, czyli przestrzeni byłej Rzeczypospolitej Obojga Narodów – tutaj mit odgrywa bardzo ważną rolę. Wbito nam do głowy, że Konstytucja 3 maja była czymś bardzo ważnym. Osobiście należę do tej grupy historyków – w Polsce takich jest więcej, u nas praktycznie nie ma – która sceptycznie patrzy na konstytucję. Przez wzgląd na kilka aspektów. Przede wszystkim nie jest żadną pierwszą pisaną konstytucją w Europie. Tak twierdzą tylko Polacy i Litwini…

    Właśnie, pierwsza pisana konstytucja w Europie została uchwalona na Korsyce…

    Dokładnie. Poza tym Szwecja miała swoje konstytucje, tam w 1772 r. został uchwalony Akt o formie Rządu. Wcześniej podobny akt był przyjęty w 1720 r. Poza tym trzeba pamiętać, w jaki sposób została przyjęta nasza Ustawa Rządowa z 3 maja 1791 r. – na salę obrad nie dotarli wszyscy posłowie. To była próba narzucenia większości przez mniejszość własnej wizji państwa. Choć ta wizja bez dwóch zdań była prawidłowa. Zapoczątkowane reformy były czymś absolutnie pozytywnym, niemniej sam proces wywołuje wątpliwości.

    Oczywiście historia zawsze była deformowana, ale takiej skali jak dziś nigdy wcześniej nie spotykałem.

    Konstytucja 3 maja stworzyła pewien mit, w którym żyjemy do dziś. Trzeba rozumieć, że społeczeństwa zazwyczaj skupiają się wokół tego lub innego mitu. Ważna jest zawartość tego mitu, którym się posiłkujemy. Jeśli mit prowadzi do pewnej konsolidacji, ku progresowi i myśleniu racjonalnemu, to wówczas nie ma w tym nic złego. Zwykły człowiek nie ma ani czasu, ani możliwości wgłębiać się w jakieś monografie lub teksty źródłowe. Dla niego lżej jest przyjąć opowiadanie historyka albo usłyszeć odpowiedni przekaz z mediów. Im społeczeństwo jest bardziej barbarzyńskie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, tym bardziej wpływowe są mity. Natomiast jeśli społeczeństwo jest bardziej wyemancypowane, to mity są mniej wpływowe.

    Zawsze w tym przypadku daję przykład Francji: Francuzi odnośnie do figury Napoleona mogą wybrać od 200 do 300 mitów obrazujących tę postać. To znaczy jest mnóstwo wersji tej historii. Każdy może wybrać, co mu odpowiada, ze względu na pochodzenie czy przynależność do określonej klasy społecznej. Po prostu Napoleon jest różny. W wypadku Litwy lub Polski ta mitologia narodowa jest zbyt uproszczona i jednowymiarowa. Historii narodowej nie jest wcale tak dużo i bardzo często mity wyglądają sztucznie na tle tych z Francji lub z Wielkiej Brytanii. Tam istnieje długoletnia i nieprzerwana tradycja własnej narracji historycznej. U nas jest z tym gorzej.

    Trzeba wiele rzeczy wymyślić od podstaw, czy jeśli chodzi o bitwę pod Grunwaldem, czy Witolda, czy o końcówkę XVIII w., kiedy w Rzeczypospolitej Litwy praktycznie już nie ma. Zostają tylko „Litwini”, czyli bojarzy litewscy. Ukraińców też praktycznie nie ma. Są tylko mieszkańcy Wołynia, Galicji lub województwa kijowskiego. Biorąc za punkt wyjścia obecną sytuację, ten mit powinien być stworzony praktycznie od nowa. Trzeba też rozumieć, że mit mitowi nie jest równy. Jedna sprawa to mity francuskie, niemieckie lub angielskie, które są poparte mnóstwem faktów. Natomiast u nas te mity, w bardzo wiele przypadków, są zwyczajnie zmyślone.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 27 (79) 09-15/07/2022

    Więcej od autora

    Przegrana batalia?

    W tej sytuacji żąda głowy ministra spraw zagranicznych Gabrieliusa Landsbergisa. Część analityków, którzy dotychczas raczej wspierali w tej kwestii politykę zagraniczną rządu, nazwała podporządkowanie się wytycznym Komisji Europejskiej kapitulacją. „Mamy do czynienia z kapitulacją władzy Litwy (wszystkich gałęzi władzy,...

    Odnowiono pomnik Ludwika Narbutta

    Prezes Fundacji „Szlakiem Narbutta” Wojciech Prusaczyk w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” powiedział, że sam projekt powstał 3 stycznia 2021 r. Kilka miesięcy później, w maju, członkowie fundacji przybyli na miejsce. — Mieliśmy szczątkową informację dotyczącą dewastacji pomnika — informuje...

    Musimy pamiętać, aby takie rzeczy nigdy się nie powtórzyły

    „Wprowadzili nas przez bramy, wypuszczają kominami. Nie wyjdziemy już z obozu, sióstr ni braci nie spotkamy” — takie są słowa jednej z romskich piosenek opowiadających o ich pobycie w obozie koncentracyjnym KL Auschwitz II-Birkenau. Czarna noc To właśnie tam, w nocy...

    Welles i Krym

    Przed 82 latami, 3 sierpnia 1940 roku, Litwa oficjalnie stała się częścią ZSRS. Chociaż faktyczna okupacja Litwy zaczęła już 15 czerwca, kiedy na terytorium kraju wkroczyło 150 tys. żołnierzy Armii Czerwonej, a dzień wcześniej Kreml wystosował ultimatum względem Litwy....