Więcej

    Piłkarski karnawał na pustyni

    Piłkarski mundial w Katarze budzi wiele kontrowersji, ale jego organizacja stoi na wysokim poziomie. Kibice z całego świata, którzy przyjechali do Ad-Dauhy, tworzą kolorowy, wielokulturowy karnawał i chwalą wszechobecną życzliwość gospodarzy. Są wśród nich także nieliczni sympatycy Biało-Czerwonych.

    Czytaj również...

    Korespondencja z Kataru

    Spacerując ulicami Ad-Dauhy, stolicy Kataru, który z racji odbywających się tu piłkarskich mistrzostw świata skupia na sobie uwagę całego świata, trudno uwierzyć, że jeszcze przed stu laty była to biedna rybacka wioska. Na wybrzeżu hulał wiatr i spacerowały stada wielbłądów. Kryzys wywołany był załamaniem na rynku pereł, z których połowu się w regionie utrzymywano. Dzisiaj jest to supernowoczesne, bardzo bogate miasto, które w swojej różnorodności w niczym nie ustępuje największym światowym metropoliom.

    Umiejscowiony na mapie

    Historia Kataru jest bardzo krótka. Kraj ten liczy sobie ledwie 51 lat. Niepodległość od Wielkiej Brytanii uzyskał dopiero w roku 1971 i wówczas zaczął budować swoją tożsamość. Początkowo czynił to w ciszy, spokoju i raczej niemrawo.

    Dopiero dojście do władzy w 1995 r. emira Hamada ibn Chalifa al-Saniego sprawiło, że proces ten nabrał gwałtownego przyspieszenia. Nowy emir, który władzę odebrał swojemu ojcu w wyniku bezkrwawego zamachu stanu, zaplanował sobie uczynić z mało komu znanego Kataru kraj rozpoznawalny, z którym liczyć się będą najwięksi możni tego świata. Miał ku temu podstawy, bo Katar jest trzeci na świecie, jeśli idzie o łączne zasoby gazu ziemnego i ropy, które odkryto w latach 30. ub.w.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Emir wiedział jednak, że ropa i gaz nie będą wiecznie i należy, po pierwsze, olbrzymie przychody z ich sprzedaży odpowiednio inwestować z myślą o przyszłości, a po drugie, zadbać o bezpieczeństwo tak bogatego, a jednocześnie maleńkiego kraju, który może stać się łatwym kąskiem dla agresora z zewnątrz. W regionie Zatoki Perskiej doświadczył tego przecież Kuwejt napadnięty w 1991 r. przez Irak. Tak rozpoczęła się polityka „umiejscawiania Kataru na mapie świata”, która doprowadziła m.in. do tego, że dzisiaj organizuje on piłkarski mundial.

    Katarczycy swoją rozpoznawalność budowali na kilku filarach inwestycyjnych. Stworzyli telewizję Al-Dżazira, która w regionie i na świecie nowocześnie i skutecznie prezentuje ich punkt widzenia. Powołali do życia linie samolotowe Qatar Airways uchodzące za jedne z najbardziej luksusowych, wygodnych i bezpiecznych. Wreszcie mocno zainwestowali w sport, organizując u siebie coraz bardziej prestiżowe imprezy w różnych dyscyplinach i wykupując udziały francuskiego klubu Paris Saint-Germain. Jednocześnie prowadzili politykę utrzymywania poprawnych relacji właściwe ze wszystkimi: z USA, które w Katarze mają swoje wojskowe centrum dowodzenia w regionie, światem zachodnim, ale też z Iranem, Rosją czy afgańskimi talibami. Pozwala im to na odgrywanie roli mediatora w różnych drażliwych sporach i jednocześnie budowanie bezpieczeństwa dla samych siebie.

    Przyczyniło się też do tego, że choć mundial w Katarze budzi wiele kontrowersji związanych z korupcyjnym charakterem starań o jego organizację i śmiercią wielu osób przy budowie potrzebnej do niego infrastruktury, których prawa pracownicze dalekie było od tego, jak rozumieją je zachodnie demokracje, nikt nie zdecydował się na bojkot imprezy. Co więcej, wielu przywódców chętnie na katarskie mistrzostwa przyjechało. 

    Czytaj więcej: Już są w ogródku

    Czerwony dywan

    Było oczywiste, że Katarczycy, organizując turniej, którego zdobycie i organizacja tak wiele ich kosztowały, zechcą olśnić wszystkich, którzy na niego przyjadą, i niemalże rozścielić przed nimi czerwony dywan. Tak w istocie jest i nie chodzi tylko o gości kategorii VIP. Wszyscy, którzy zdecydowali się przylecieć z biletem na mistrzostwa, już na lotnisku otrzymują w prezencie karty SIM do swoich telefonów, zapewniające im 2022 minuty rozmów, tyleż samo SMS-ów i jeszcze pokaźny zasób internetu na trzy dni, by mogli spokojnie odnaleźć cel swoich podróży. Każdy z przybywających ma w trakcie turnieju zapewniony także bezpłatny transport publiczny, a wszędzie wokół całą masę niezwykle życzliwych, uprzejmych i w każdej chwili gotowych służyć pomocą wolontariuszy. Pytają o samopoczucie, o to, czy mogą być pomocni, wskazują najbardziej nawet oczywisty kierunek. Ba, podpowiadają, gdzie ustawić się na peronie metra, żeby czasem nie okazało się, że trzeba będzie podbiec kilka kroków do ostatniego wagonu.

    Właśnie metrem większość kibiców przemieszcza się na stadiony. Dojeżdża ono bezpośrednio do pięciu z ośmiu aren, na których rozgrywany jest turniej. Do pozostałych trzech spod końcowych stacji kolei podziemnej dowożą kibiców autobusy. Oczywiście bezpłatnie. Stacje metra zupełnie nie przypominają tych, jakie znamy z wielu europejskich miast. Wyglądają jak korytarze nowoczesnych galerii handlowych. Szyn kolejowych w ogóle nie widać, bo perony oddzielone są od nich szklaną, nieprzezroczystą ścianą. Nie ma więc możliwości, by wpaść pod pociąg, a gdy ten podjeżdża, drzwi jego wagoników ustawiają się równo co do centymetra z drzwiami w szklanej ścianie i równocześnie rozsuwają.

    Wewnątrz czysto, żadnych charakterystycznych dla kolei podziemnych zapachów. Niektóre wagoniki przypominają wręcz przytulne salonki. Oczywiście zewsząd spogląda turniejowa symbolika, a poręcze połączone są piłkami. Pociągi odjeżdżają co chwilę, co zaś chyba najciekawsze – nie mają maszynistów. Sterowane są komputerowo. Robi to duże wrażenie, szczególnie gdy człowiek wsiądzie na początku składu i nagle orientuje się, że w „kokpicie” nikt nie siedzi.

    Przemilczany hymn

    W metrze spotkać można kibiców wszystkich uczestniczących w turnieju drużyn. Urugwajczycy przeplatają się z Koreańczykami, Ekwadorczycy z Holendrami, Japończycy z Niemcami, a na którykolwiek mecz się jedzie, można być pewnym, że zawsze spotka się Meksykanina, najczęściej w efektownym sombrero.

    O Meksykanach mówi się, że ponoć przez cztery lata potrafią zbierać pieniądze, byle tylko pojechać na mundial. Ba, potrafią wziąć w tym celu kredyt lub sprzedać samochód. Ich liczba w Katarze zdaje się to potwierdzać. W meczu Polska–Meksyk kibice w biało-czerwonych barwach byli na trybunach jedynie plamkami na wielkiej zielonej łące meksykańskich koszulek.

    Bardzo liczne grupy stanowią też Saudyjczycy i Irańczycy. To akurat nie dziwi, wszak dla nich wyprawa do Kataru to rzut beretem. Wokół Irańczyków dzieje się bardzo wiele. Podczas pierwszego meczu ich drużyny na turnieju, z Anglią, irańscy piłkarze przemilczeli własny hymn. A część kibiców nawet niemiłosiernie go wybuczała. Niektórzy pokazywali kciuki skierowane w dół, inni płakali. Widać było też kartony w narodowych barwach z napisem „woman, life, freedom” (kobieta, życie, wolność). Wszystko to w ramach protestu przeciwko temu, co w ich kraju robi władza po śmierci Mahsy Amini, 22-letniej Kurdyjki, która zginęła we wrześniu po zatrzymaniu przez policję obyczajową w Teheranie z powodu rzekomo niedbale założonej chusty zakrywającej włosy.

    Po zakończeniu spotkania przez katarską policję zatrzymana została Hila Yadgar, która na stadion weszła z flagą, na której zamiast irańskiego godła widniały lew i słońce. Tłumaczono to zapisem regulaminu o zakazie eksponowania haseł i znaków niezwiązanych ze sportem. Zwolniono ją po godzinie, zapowiadając, że w razie recydywy nie będzie już potraktowana tak łagodnie. Na kolejnym meczu Iranu z Walią także odbierano irańskim kibicom flagi z wolnościowymi hasłami, jedna z kibicek musiała oddać koszulkę z twarzą Amini. Jak się później okazało, z pierwszego ze spotkań irańska telewizja dwukrotnie przerywała transmisję.

    Irańskich piłkarzy przyjechały dopingować całe rodziny.

    Polskie rodzynki

    Niewielu dotarło do Kataru kibiców reprezentacji Polski. Sporo z tych, którzy dopingowali Biało-Czerwonych z trybun stadionów, to na co dzień mieszkańcy czy raczej rezydenci katarskiej stolicy. Przyjechali tu pracować na kontraktach, wśród nich są i tacy, którzy mieszkają w Ad-Dausze już ponad 10 lat. Społeczność polska w Katarze to mniej więcej 1000 osób. W ramach wolontariatu prowadzą polską szkołę, do której uczęszcza 54 dzieci.

    Ci, którzy przylecieli na mundial znad Wisły, raczej nie wynajmowali kwater w Katarze, tylko zatrzymywali się w nieodległym Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tak jak np. pan Janusz z Tychów, którego spotkałem przed stadionem przed meczem Polski z Meksykiem. – Większość moich kolegów jest z Katowic i Sosnowca. Przylecieliśmy we dwunastu do Dubaju i stamtąd do Kataru. Tylko na jeden mecz. Bilety na przeloty wyniosły nas 2300 zł, na mecz po tysiącu. Ze wszystkim w 5 tys. ta wyprawa nam się zamknie. Żeby się wyróżniać, założyliśmy zimowe czapki. Taki mieliśmy pomysł, bo sezon jest na narty – relacjonował mi historię swoją i kolegów.

    Także z Dubaju na mecze do Kataru dolatywał pan Damian z Tarnowskich Gór, który przyjechał z żoną i grupą znajomych na wszystkie mecze fazy grupowej Polaków. – Wychodzi to sporo taniej niż pobyt w Katarze. To jest nasz urlop, kilkanaście tysięcy za osobę będzie za te dwa tygodnie kosztował – wyjaśniał.

    Z Kopytkowa w województwie pomorskim dotarł z rodziną pan Bartłomiej. Na mecz z Meksykiem przyodział się w tradycyjny arabski strój, tyle że polskim orzełkiem na piersi. – Znam trochę Katar, bo cztery lata temu tutaj pracowałem, toteż było nam się łatwiej zakwaterować i zaplanować pobyt – mówi. – Wiemy, gdzie pójść do restauracji, to wcale nie muszą być drogie lokale, w tych dla emigrantów z Azji Południowej też można dobrze zjeść. Z alkoholem również nie mamy problemu, żeby się trochę rozluźnić. Dla nas to są wakacje, cieplutko, pogoda świetna, trzymamy za naszych.

    Byli też Polacy, którzy wybrali kwatery na polu namiotowym Qetaifan Island Fan Village, gdzie noc kosztowała ok. 500 zł, i w pawilonach w Al-Wakra, gdzie gospodarze wybudowali setki najtańszych apartamentów dla kibiców. Tam doba za osobę kosztowała nieco mniej, 84 dolary.

    Czytaj więcej: Polska gola!

    Baśniowy bazar

    Miejscem, gdzie krzyżują się wszystkie trzy linie katarskiego metra i zbiegają drogi wszystkich mundialowych gości, jest Souk Waqif, czyli główny bazar Ad-Dauhy. Tu naprawdę można poczuć, że mistrzostwa odbywają się w kraju muzułmańskim. Mnóstwo tu stoisk i sklepów. Sprzedawcy oferują liczne kolorowe tkaniny, przyprawy, aromaty, zapachy, tradycyjne wyroby ze skóry, drewna i rękodzielnictwo. Można też kupić żywe zwierzęta, papugi, króliki, żółwie czy koty. Pomiędzy stoiskami wiele klimatycznych knajpek, w których przed i po meczach kibice z całego świata dyskutują o tym, co się wydarzyło na mundialu i co jeszcze wydarzy.

    Bardzo interesująca jest zabudowa targu. Niestety, nie jest oryginalna. Teren ten był odnowiony i odbudowany, aby wszystkie budynki były stylizowane na starą zabudowę przypominającą dawne czasy. Warto zagubić się w sieci malutkich uliczek, by oglądać oferowane towary. Koniecznie trzeba przyjść tu wieczorem. Podświetlenie nadaje miejscu iście baśniowego klimatu. Gwar jest jeszcze większy, a wszędzie w powietrzu unosi się zapach smacznego jedzenia i przypraw.

    Z Souk Waqif już tylko krok na Corniche, czyli do nadmorskiej promenady wzdłuż zatoki, długiej na 7 km. To przy niej umiejscowiono większość atrakcji dla kibiców, którzy przyjechali na mundial. Swoje pawilony mają tu kraje uczestniczące w turnieju, znajduje się także Fan Zona, w której na olbrzymim telebimie oglądać można transmisje spotkań. Z Corniche rozciągają się przepiękne widoki na zabudowę Ad-Dauhy, szczególnie wysokościowce city. Tu także znajduje się słynny pomnik perły, który nawiązuje do historii Kataru, gdy poławianie pereł było głównym zajęciem jego mieszkańców.


    Fot. Jarosław Tomczyk


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 48(140) 03-09/12/2022

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    O powstaniu styczniowym w Sukiennicach

    Cieszymy się bardzo z zainteresowania „Kuriera Wileńskiego” naszą wystawą – wita nas w progach Muzeum Narodowego w krakowskich Sukiennicach Piotr Wilkosz, kurator ekspozycji. – W roku jubileuszu powstania styczniowego wiele placówek muzealnych w Polsce przygotowało wystawy czasowe. Choćby Zamek...

    Taka piękna katastrofa

    Z parkietu zeszło wspaniałe pokolenie polskich szczypiornistów, którzy jeszcze na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r. zajęli czwarte miejsce, a godnych następców nie widać do dziś. Nieco na ponad rok przed rozpoczęciem mistrzostw Henryk Szczepański, prezes...

    Oto fotograf Auschwitz — Wilhelm Brasse

    Jarosław Tomczyk: Jak poznała Pani Wilhelma Brassego? Anna Dobrowolska: Tak naprawdę trafił na niego Ireneusz Dobrowolski, mój mąż, jeszcze zanim się poznaliśmy. Przyjaciel powiedział mu, że izraelska telewizja robi dokument o karłach w Auschwitz, a jedną z postaci, która będzie...

    Nie widzę pokoju na horyzoncie

    Jak w Pani ocenie wygląda sytuacja na froncie ukraińsko-rosyjskim na koniec 2022 r.? Jeżeli chodzi o taktykę, mamy zamrożenie działań frontowych, głównie ze względu na pogodę. Dopóki nie będzie silnego mrozu, sprzęt będzie utykał w błocie. Natomiast sytuacja strategiczna jest...