Więcej

    Śmierć na krzyżu była wyjątkowo okrutna

    Trudno wyobrazić sobie ból przebitych stóp i nadgarstków, uszkodzonych gwoźdźmi nerwów oraz poranionych pleców, ocierających się o nieheblowane, surowe drzewo krzyża – mówi w przededniu Niedzieli Męki Pańskiej biblista Roman Zając.

    Czytaj również...

    Roman Zając (ur. 1973) – biblista, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książek: „Szatan w Starym Testamencie”, „Szatan. Biblijne dossier”, „Przewodnik po Niebie, Piekle i ich mieszkańcach”, „Biblia. Początek”, „Na drogach i bezdrożach czytania Biblii”, „Trzej Królowie. Tajemnica Mędrców ze Wschodu”
    | Fot. archiwum prywatne

    W 2007 r., o czym wie niewiele osób, papież Benedykt XVI zatwierdził nową wersję drogi krzyżowej. Dlaczego?

    Celem nabożeństwa odtwarzającego kolejne etapy drogi krzyżowej Chrystusa jest pomoc wiernym w odbyciu duchowej pielgrzymki poprzez kontemplację Męki Pańskiej. Nie każdy mógł udać się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej i przejść drogę z Jerozolimy na Golgotę, którą szedł Jezus. Dlatego w XV i XVI w. franciszkanie zaczęli budować w Europie zewnętrzne sanktuaria powielające ich odpowiedniki w Ziemi Świętej. Liczba stacji przy tych sanktuariach wahała się od siedmiu do 30. Tzw. stacje drogi krzyżowej kształtowała pobożność ludowa. Ostatecznie w 1731 r. papież Klemens XII ustalił ich liczbę na 14. Spośród tych 14 tradycyjnych stacji drogi krzyżowej tylko osiem ma wyraźne podstawy biblijne. Pozostałe zaczerpnięte zostały z apokryfów, czyli utworów niekanonicznych, powstających często pod wpływem pobożności ludowej, które uzupełniły o nowe szczegóły ewangeliczny opis męki i ukrzyżowania. Na przykład stacja IV to spotkanie Jezusa z Maryją. Wiemy, że Matka Jezusa była obecna przy ukrzyżowaniu i stała pod krzyżem, ale Ewangelie milczą o ich spotkaniu w trakcie niesienia krzyża na Golgotę, choć scena ta jest niewątpliwie piękna i wzruszająca. Ewangelie nie zawierają też żadnych wzmianek o kobiecie ocierającej twarz Jezusa ani o trzech upadkach Zbawiciela. Tradycyjne wyobrażenie drogi krzyżowej nie do końca pokrywa się więc z ewangelicznymi faktami, dlatego właśnie w pewnym momencie pojawił się pomysł, aby uczynić nabożeństwo drogi krzyżowej bardziej zgodnym z przekazem biblijnym. Wybitny biblista Gianfranco Ravasi opracował alternatywną wersję znaną jako Biblijna Droga Krzyżowa. Papież Jan Paweł II odprawił ją w Wielki Piątek 1991 r. w rzymskim Koloseum. Papież Benedykt XVI zatwierdził ten zestaw stacji do medytacji i publicznych celebracji, ale należy pamiętać, że zatwierdził coś, co istniało wcześniej i było wersją nabożeństwa drogi krzyżowej odprawianej już przez polskiego papieża.

    Co jest nowego w tej drodze krzyżowej?

    Zachowana została tradycyjna liczba 14 stacji, ale nie ma tych, które wywodzą się z apokryfów. Zamiast nich dodane zostały wydarzenia opisane w Ewangeliach. Mamy więc takie stacje, jak: modlitwa Jezusa w ogrodzie Getsemani; zdrada Judasza i aresztowanie Jezusa; skazanie Jezusa przez Sanhedryn; trzykrotne wyparcie się Jezusa przez Piotra; sąd przed Piłatem, biczowanie i ukoronowanie cierniem; obietnica królestwa dla skruszonego łotra oraz wzajemne powierzenie sobie Maryi i Jana.

    Brał Pan udział w drodze krzyżowej w nowej wersji?

    Zaproponowałem kiedyś, abyśmy odprawili Biblijną Drogę Krzyżową podczas rekolekcji wspólnoty „Ogród” działającej w ramach ruchu Wiara i Światło. Myślę, że odprawianie innej wersji drogi krzyżowej może stać się szansą na zupełnie nowe jej przeżycie. Może nas wyrwać z pewnego skostnienia i sztampowości. W pewnym sensie na tych rekolekcjach tak było. Jest to interesujące doświadczenie, ale trochę mi jednak brakowało tych stacji, do których się przyzwyczaiłem. Brakowało mi spotkania z Matką, Weroniki ocierającej twarz Jezusa, upadków pod ciężarem krzyża. Stacje drogi krzyżowej, które opracował Gianfranco Ravasi, są bardziej zgodne z Biblią, ale stacje oparte na apokryfach są bliskie naszemu sercu i wzruszające. Są w pewnym sensie elementem naszej katolickiej tożsamości.

    Dlatego zmiany wprowadzone przez Benedykta nie przyjęły się w praktyce i wciąż drogę krzyżową celebruje się w dawnej wersji?

    Nowa wersja drogi krzyżowej została jedynie dopuszczona jako pewna alternatywa dla tradycyjnej, a nie nakazana. Nie ma żadnych zaleceń ani zachęt, aby odprawiać nową wersję. To kwestia wyboru. Trudno się dziwić, że księża nie chcą eksperymentować. We wszystkich kościołach są przecież obrazy ukazujące tradycyjne stacje drogi krzyżowej. Często przechodzi się z krzyżem od jednego obrazu do drugiego. Nabożeństwo według nowej wersji spowodowałoby niewątpliwe zamieszanie, a wierni prawdopodobnie mieliby podobne odczucia jak ja, że brakuje im tradycyjnych stacji.

    Czytaj więcej: Zdewastowanie Kalwarii Wileńskiej — efekt antyreligijnej nagonki rozpoczętej przez władze sowieckie

    Czy św. Weronika ocierająca chustą twarz Jezusa faktycznie istniała?

    Weronika to postać, którą przywołujemy w rozważaniach VI stacji drogi krzyżowej. Epizod ten, jak już wspominałem, nie pojawia się w żadnej Ewangelii. Św. Weronika nie występuje też w Martyrologium Rzymskim. Pierwsza wzmianka o nieznanej z imienia kobiecie, która wytarła twarz Jezusa płótnem, a on pozostawił na nim swoje odbicie, pojawia w apokryfie „Vindicta Salvatoris” („Zemsta Zbawiciela”) z VI w., a więc stosunkowo późno. Wiemy, że niektórym wizerunkom Jezusa przypisywano nadnaturalne pochodzenie. Najstarszy i najbardziej znany z tych obrazów określano jako vera eikon, czyli „prawdziwy wizerunek”. Stopniowo ludowa wyobraźnia utożsamiła to słowo z imieniem osoby i powiązała z apokryficzną opowieścią o kobiecie, która wytarła twarz Jezusowi. Nie brakowało jednak spekulacji, jakoby imię Weronika w rzeczywistości pochodziło od greckiego imienia Berenike. Tę Berenikę zaś z kolei utożsamiano z kobietą cierpiącą na krwotoki, którą uleczył Jezus. Warto jeszcze dodać, że w wizjach bł. Anny Katarzyny Emmerich kobieta, która miała otrzeć twarz Jezusa, nazwana jest Serafią. Była ona rzekomo żoną Syracha, jednego z członków Sanhedrynu, ale już wcześniej należała do wyznawców Jezusa. Kiedy okazało się, że na chuście, którą otarła twarz Jezusa, odcisnęło się jego oblicze, zaczęto ją później nazywać Weroniką.

    Jak w takim razie naprawdę wyglądała droga krzyżowa Jezusa? Jaki krzyż niósł na Golgotę, cały czy tylko jego poprzeczne ramię?

    Rzymska literatura źródłowa poświadcza, że skazany na ukrzyżowanie przenosił na miejsce egzekucji jedynie poprzeczną belkę, podczas gdy prostopadły słup był już osadzony w miejscu ukrzyżowania. Głoszony czasem pogląd, że to Żydzi, z czystej złośliwości, zrobili dla Jezusa specjalny solidny krzyż, który musiał nieść w całości, jest dość kuriozalny. Już sama poprzeczna belka ważyła w granicach 30–40 kg, a Jezus był po wyjątkowo okrutnej chłoście. Rzymskie flagellum posiadało rzemienie zakończone kawałkami ołowiu, kośćmi i haczykami. Po chłoście czymś takim plecy Jezusa musiały być krwawą miazgą z pogruchotanymi mięśniami. Dlatego właśnie żołnierze rzymscy wyciągnęli z tłumu przypadkowego Żyda, którym był Szymon z Cyreny, i zmusili go do pomocy Jezusowi.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    W XV i XVI w. franciszkanie zaczęli budować w Europie zewnętrzne sanktuaria powielające stacje drogi krzyżowej w Ziemi Świętej. Liczba stacji przy tych sanktuariach wahała się od siedmiu do 30. W Polsce budowano Kalwarie (łac. Calvaria – miejsce czaszki, odpowiednik hebr. Golgoty) – zespoły kaplic zakładane zazwyczaj na wzgórzach, tak by przypominały swoim położeniem Jerozolimę. Na powyższych zdjęciach: Kalwaria Wileńska. W 1662 r. bp Jerzy Białłozor postanowił zbudować Kalwarię jako znak wdzięczności Bogu za ocalenie Wilna w 1660 r. w czasie wojny polsko-rosyjskiej. Pierwsze kaplice poświęcono w 1669 r. Założenie kalwaryjskie przetrwało wszystkie zawieruchy dziejowe aż do 1962 r., kiedy to władze sowieckie podjęły decyzję o zniszczeniu kompleksu. W maju 1990 r., po odzyskaniu przez Litwę niepodległości, rozpoczęto prace nad odbudową kaplic
    | Fot. Marian Paluszkiewicz

    Czytaj więcej: Wędrująca wystawa fotograficzna pt. „Jan Paweł II: Bądźcie świadkami Chrystusa”

    Postać Szymona z Cyreny występuje w Ewangeliach synoptycznych, to znaczy w Ewangelii Marka, Mateusza i Łukasza. Dlaczego w swojej Ewangelii pominął tę postać św. Jan?

    Musimy pamiętać, że każdy ewangelista miał własną koncepcję, której było podporządkowane jego dzieło. Nieobecność Szymona z Cyreny u Jana wynika z zaakcentowania idei królewskości Jezusa. Jak wiadomo, po uwolnieniu Barabasza nastąpiło ukoronowanie Chrystusa cierniową koroną i okrycie go purpurowym płaszczem. O ile jednak synoptycy informują, że żołnierze poznęcali się nad Jezusem, po czym ubrali go z powrotem w jego własne szaty, to Jan nic o tym nie wspomina, sugerując, że Jezus wszedł na Golgotę w koronie cierniowej i odziany w purpurę. Dzieje się tak, gdyż w Ewangelii Jana wszystkie szczegóły miały za cel ukazać Jezusa jako króla. Jan pisze, że Piłat wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos. Takie tłumaczenie tego tekstu jest najczęstsze, ale użytą w tekście greckim formę czasownikową można tłumaczyć nie tylko jako „usiąść”, ale też jako „posadzić”. Mamy więc dwie możliwości. Piłat wyprowadził Jezusa na zewnątrz i usiadł na trybunale albo Piłat wyprowadził Jezusa na zewnątrz i posadził go na trybunale. Chociaż historycznie sąd nad Jezusem odbył Piłat i to on wydał na niego wyrok skazujący, to autor czwartej Ewangelii chciał pokazać, że prawdziwą osobą, która sprawowała wtedy sąd, był Jezus. Z tego samego powodu u Jana zostało mocno zaakcentowane, że Jezus sam zaniósł dla siebie swój krzyż na Golgotę. Jan chciał niejako powiedzieć, że nie niesie on krzyża – narzędzia swojej kaźni, jak skazany na śmierć – ale idzie tam jako ktoś, kto zna wartość i ważność niesionego narzędzia, będącego wręcz znakiem triumfu i władzy. W słynnym filmie „Pasja” Mela Gibsona widzimy, że na początku Jezus obejmuje krzyż niemalże z czułością, tuląc go do siebie, bo w jego oczach jest on narzędziem odkupienia. Św. Tomasz w komentarzu do Ewangelii według św. Jana pisał, że według Jana Chrystus niósł krzyż jak król berło i jak zwycięzca trofeum swojego zwycięstwa. Szymon z Cyreny po prostu nie pasował Janowi do jego koncepcji. Nie oznacza to jednak, że Jan przeinaczał fakty. On chciał w ten sposób jak najdokładniej wyjaśnić wiernym, kim jest Jezus i co oznacza jego ukrzyżowanie w perspektywie teologicznej.

    Zanim jednak, dzięki ofierze na Golgocie, krzyż stał się znakiem odkupienia oraz symbolem najwyższej miłości i ofiary, funkcjonował jako narzędzie tortur i śmierci. Kogo w starożytności karano ukrzyżowaniem?

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Śmierć na krzyżu uważano za wyjątkowo haniebną. Przez wieki krzyż kojarzony był jako narzędzie przerażających tortur, cierpienia i upodlającej śmierci. Rzymianie stosowali tę formę egzekucji wobec niewolników, buntowników i innych zbrodniarzy niebędących pełnoprawnymi obywatelami. W roku 71 p.n.e. ukrzyżowano ok. 6 tys. uczestników powstania Spartakusa.

    Jak okrutne było umieranie na krzyżu?

    Śmierć na krzyżu w tamtych czasach budziła powszechne przerażenie i odrazę. Cyceron w I w n.e. pisał, że jest ona najbardziej okrutna i najbardziej poruszająca. Teraz często nie zdajemy sobie sprawę, w jak straszliwych cierpieniach umierali ludzie skazani na taką śmierć. Cały ciężar ciała spoczywał na przebitych kończynach, a skazaniec musiał ciągle podciągać się wzwyż, aby zaczerpnąć powietrze i nie udusić się. Trudno wyobrazić sobie ból przebitych stóp i nadgarstków, uszkodzonych gwoźdźmi nerwów oraz poranionych pleców, ocierających się o nieheblowane, surowe drzewo krzyża.

    Dlaczego w dalekiej przeszłości unikano naturalistycznego przedstawiania cierpień Jezusa na krzyżu?

    Pierwsze wyobrażenia ikonograficzne ukrzyżowanego Chrystusa ukazywały go jako króla w pełni majestatu i chwały, bez jakichkolwiek śladów cierpienia, za to w królewskiej szacie. Jak wspominałem, już Ewangelia według św. Jana symbolicznie postrzegała przecież ukrzyżowanie jako intronizację. Dopiero z czasem ikonograficzny wizerunek Jezusa na krzyżu uległ zmianie. Być może pod wpływem ascetycznych praktyk, z których słynął monastycyzm na Wschodzie, albo w reakcji artystów na monofizytyzm, herezję interpretującą naturę Chrystusa jako czysto boską, a zatem niepodlegającą też bólowi.

    Czy wspomniany film „Pasja” dobrze oddaje wydarzenia Męki Pańskiej i warto go oglądać?

    Niektórzy zarzucają temu filmowi nadmierne epatowanie przemocą, zbyt dużą ilość lejącej się krwi, pokazywanej w zbliżeniach i często w zwolnionym tempie. Twierdzą, że drastyczność tych scen może zaciemniać ewangeliczny przekaz. Ale dzięki pokazaniu, jak straszne było cierpienie Chrystusa, można lepiej zrozumieć ogrom miłości Boga do człowieka. Warto jednak pamiętać, że film Mela Gibsona nie jest wiernym przeniesieniem na ekran Ewangelii i oprócz wyobraźni bazuje głównie na mistycznych wizjach bł. Anny Katarzyny Emmerich, a jego schemat oparty został właśnie na stacjach drogi krzyżowej, odprawianej co piątek w okresie Wielkiego Postu przez katolików. Mamy w nim dlatego te wszystkie elementy, o których Ewangelie milczą, a o których wspominaliśmy na początku rozmowy.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Czytaj więcej: Jan Paweł II — „zwykły” Papież, ale wkrótce Święty!


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 13(38) 01-07/04/2023

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Gramy u siebie!

    I znów przez cały miesiąc wszystko kręcić się będzie wokół piłki, a oczy (przynajmniej) Europy zwrócone będą na Niemcy, gdzie 24 narodowe reprezentacje będą walczyły o tytuł mistrza Starego Kontynentu. Litwy nie ma wśród nich już niejako tradycyjnie, nie...

    Wolność była w Nim [Z GALERIĄ]

    Jarosław Tomczyk: W tym roku minie 40. rocznica tragicznej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Czy wszystkie okoliczności tego zdarzenia są już dzisiaj wyjaśnione? Ewa K. Czaczkowska: Według dokumentów i oceny specjalistów, z którymi rozmawialiśmy wraz z Tomaszem Wiścickim, pracując nad...

    Starzyński – prezydent niezłomny

    Jarosław Tomczyk: Z czego zrodziła się u Pana niewątpliwa fascynacja Stefanem Starzyńskim? Grzegorz Piątek: Jestem warszawiakiem, a z wykształcenia architektem. W Warszawie zaś Starzyński jest symbolem idealnego rządzenia, uważanym za najlepszego prezydenta w historii, a także opiekuna architektów i urbanistów,...

    35 lat wolności

    4 czerwca 1989 r. miałem skończone 16 lat i byłem o włos od ukończenia pierwszej klasy liceum. Cała ta pierwsza klasa to był przełomowy czas w moim życiu. Świętując zdane egzaminy i przyjęcie do wymarzonej szkoły, nie zdawałem sobie...