Więcej

    Wolna Białoruś niejedną ma twarz. „Pojednanie jeża z nosorożcem” (cz. 1)

    Gdy w mediach słyszymy „wolna Białoruś”, myślimy „Cichanouska”, ale nie wszyscy Białorusini dają jej mandat do reprezentowania narodu — i mają ku temu argumenty. Tak, jak swego czasu Polacy, nasi sąsiedzi mają różne wizje niepodległości. Kto może ich pojednać?

    Czytaj również...

    „Jest taki autorytet, legenda, popiera go Pułk Kalinowskiego” — opowiada nam działacz. I dzieli się nadzieją, że „jest nie tylko Brześć nad Bugiem, ale i Bóg nad Brześciem”. Rozmawiamy z Alaksandrem Adamkowiczem, prezesem Towarzystwa Kultury Białoruskiej na Litwie.

    Apolinary Klonowski: Przypuszczam, że towarzystwo po 2020 r. nie tylko kulturą się zajmuje, gdy ta wyrosła do rangi politycznej.

    Alaksandr Adamkowicz: Mamy zadanie — może nie odrodzenie, ale zachowanie kultury białoruskiej na Litwie, a warunki historyczne niestety dla Białorusinów są niewdzięczne. Putin rozpoczął wojnę z Ukrainą, a jako jedną ze stron przedstawia się Białorusinów, co jest całkiem niezrozumiałe. W takich uwarunkowaniach przychodzi nam pracować. Na początku praca była dynamiczna, wiele mogliśmy zrobić, teraz jest to złożone. Także politycznie — dla Białorusinów. Stawia się ich w jednym szeregu z Rosjanami. Z jednej strony krzyczą, że Łukaszenka to dyktator, a z drugiej wszystkich Białorusinów stawiają pod jego batutą.

    Czytaj więcej: Čmilytė-Nielsen nie chce równać Łukaszenki z narodem. „Zrobić wszystko, co w naszej mocy, by te kwestie oddzielić”

    W którym roku powstało towarzystwo?

    W 1988 r. W tym roku świętujemy 35-lecie towarzystwa.

    Wszystkiego najlepszego. Usłyszałem takie słowa: „i bardzo dobrze, że zabiorą Białorusinom wizy, bo gdy musieli zrobić porządek, to tego nie zrobili”. Czyż nie jest to zarzut zgodny z rzeczywistością?

    Odpowiem krótko: niech jedzie i próbuje zaprowadzić porządek. Wielcy mędrcy stoją, oceniają i krytykują, każdy jeden lepszy analityk od drugiego. Pytanie ilu, zobaczywszy krew i śmierć na własne oczy, poszłoby dalej. Ukraińskie służby nie strzelały do protestujących. A na Białorusi żeśmy samego prezydenta widzieli z karabinem, który był gotów strzelać do obywateli. Łatwo jest oceniać.

    Alaksandr Adamkowicz, prezes Towarzystwa Kultury Białoruskiej na Litwie
    | Fot. Apolinary Klonowski

    Na Ukrainie był Berkut, który przecież strzelał do ludzi. A jak jest z wojskiem Białorusi?

    Sprawa nie jest prosta. Po pierwsze, większość generałów to nie Białorusini. Zazwyczaj są z Rosji. Po drugie, Łukaszenka trzyma wielu generałów zbiegłych z Litwy — Uskopczyk, Bałaba (Dźmitryj), który kierował w 1991 r. tutejszym OMON-em. Pierwsi będą bronić siebie, bo wiedzą, że przyjdzie demokrata i wyda ich Litwie. Na to niewielu zwraca uwagę, że wielu uciekinierów z krajów bałtyckich jest u Łukaszenki i oni będą bronili się do ostatniego. To nie takie oczywiste, jak było na Ukrainie — przechodzisz na stronę narodu, bo walka jest słuszna. Tutaj, jeśli tak zrobisz, podstawisz sam sobie nogę i staniesz przed sądem Litwy i innych krajów.

    Prawda to, że Łukaszenka chciał wprowadzić wojska na Ukrainę, ale wojsko się zbuntowało?

    Myślę, że ci, którzy w 2020 r. potrafili strzelać do swoich, teraz nie pożałowaliby Ukraińców. W 2020 r. wojsko białoruskie zabiło ponad 30 protestujących. Wtedy cały Mińsk był wypełniony czołgami, transporterami, żołnierzami z bronią.

    Jeśli nie bali się wtedy strzelać do własnego narodu, to co ich mogą obchodzić Ukraińcy. To jest ostrożność Łukaszenki. On po prostu wie, że wprowadzenie przez niego wojsk na Ukrainę będzie go dużo kosztować i może być jego końcem — a raczej końca przyspieszeniem.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Litwa stała się schronieniem dla uchodźców politycznych z Białorusi. Zmieniło to skład białoruskiej mniejszości w kraju — są Białorusini autochtoni i ci stamtąd.

    Jeśli ufać statystykom, to oficjalnie było 40 tys. Białorusinów, teraz przyjechało 50 tys. W rzeczywistości te liczby są jeszcze większe. Daje to grubo ponad 100 tys. Białorusinów na Litwie.

    Czytaj więcej: Białorusini chcą być obywatelami, nie opozycją

    Jakie są relacje między dwiema grupami?

    To dwa światy. Ci, co przyjechali, bardziej zajęci są doraźnym życiem, szukaniem pracy itp. Ścisłych kontaktów niestety jeszcze nie ma.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Niestety?

    Było oczekiwanie, że dołączą nowe siły, ale to się nie wydarzyło. Spytałem też inne organizacje. Uchodźcy raczej porobili własne i tam działają. Nie doszło do zmieszania krwi i na to się nie zapowiada.

    A jak próbowaliście przyciągnąć do siebie tych Białorusinów?

    Prób było dużo, organizujemy wydarzenia, nawet niemałe, na które zapraszamy, ale widzę, że wodę koń ma, więcej nie trzeba — i masy na nasze wydarzenia nie schodzą się.

    Gdy przed rozmową wspomniałem „Naszą Niwę”, to nazwał ich pan „Ichnią Niwą”.

    Niestety, bardzo mało naświetlają życia Białorusinów na Litwie. Ich życie kręci się wokół sztabiku madame Cichanouskiej. Organizacje, które liczą 30 lat i więcej, niespecjalnie ich interesują. Więcej informacji można znaleźć o takich organizacjach w litewskich mediach niż tych białoruskich.

    Jest możliwa platforma, na której można by było prowadzić debatę z obiema środowiskami?

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Z doświadczenia powiem, że w danym momencie to niemożliwe. Doszedłem do wniosku, że niemożliwym jest pojednanie jeża z nosorożcem. Bardzo są różni, dużo ambicji, dużo politycznych gier. Najlepszy wariant — niech te wspólnoty żyją równolegle, a przyjdzie czas, zmieni się pojęcie, polityczna sytuacja i wszystko się wyjaśni. Obecnie jest to niemożliwe.

    Mówi pan o „madame Cichanouskiej”. Źle ocenia pan jej pracę?

    W ogóle nie rozumiem działalności ich sztabu. Nie wszyscy Białorusini uważają, że ona ich reprezentuje, także w Wilnie. I na jakiej podstawie? Z jednej strony niby reprezentuje demokratyczną wspólnotę, a z drugiej mówi, że wygrała w wyborach prezydenckich — gdzie te wyniki, gdzie protokoły? A może otrzymała 49,9 proc.?

    Protokoły antyłukaszenkowskie komisje publikowały.

    I następnego dnia one były spalone. Nigdy nie dowiemy się, jakie były wyniki głosowania. Proszę mnie źle nie zrozumieć — niech jeździ, ma swoją funkcję. Ale nasza tradycyjna wspólnota 35 lat pracowała i żyła bez tego sztabu, dalej też przeżyjemy, skoro nie ma woli współpracy.

    Ukraina bojkotuje udział Cichanouskiej w Unii Europejskiej. Jako jeden z niewielu na ten temat wygadał się przewodniczący Wierchownej Rady Ukrainy. Oczywiście nie potwierdził, ale wspomniał, że dla niego reprezentantem Białorusi jest Pułk Kalinowskiego. To w końcu kto reprezentuje naród?

    Odpowiedź prosta: Rada Białoruskiej Republiki Ludowej z 1918 r., która ma moc prawną i pieczątkę, która przekazywana jest od prezydenta do prezydenta na uchodźstwie. To jest w mojej opinii jedyna legitatywna struktura, która może reprezentować Białoruś i naród.

    Gdzie są te struktury teraz?

    W Kanadzie na uchodźstwie, z przewodniczącą Iwonką Surwiłłą. Nigdzie nie przepadła, chociaż wielu stara się ją odrzucić i unieważnić. Ona jednak nigdzie się nie wybiera.

    Obie strony, rada i sztab Cichanouskiej, nie kwapią się do współpracy?

    Współpracowali, ale skończyło się to konfliktem.

    Nawet nie pytam o przyczynę. Jest szansa na porozumienie?

    Takiej szansy nie ma, powtórzę się — nie widzę, aby Cichanouska była zdolna zjednoczyć Białorusinów wokół siebie. Do tego, Cichanouska w 2025 r. straci swój mandat.

    Czy jest jakiś autorytet wśród Białorusinów, wokół którego mogłyby zgromadzić się wszystkie zwaśnione stronnictwa?

    Taką osobą jest Zianon Paźniak. Legenda białoruskiego ruchu, człowiek, dzięki któremu myślimy o niezależnej Białorusi. Człowiek, który odkrył Kuropaty, miejsce masowego mordu Białorusinów pod Mińskiem z rąk NKWD, gdzie rozstrzelano ponad 100 tysięcy. To osoba, która może za sobą poprowadzić Białorusinów, zjednoczyć ich. Nie bez powodu robi się wszystko, aby go skompromitować. Ale coraz więcej osób dołącza do ruchu wolnej Białorusi. Jego też uznaje Pułk Kalinowskiego. Ukraina Cichanouskiej nie wpuściła, a Paźniak razem z pułkiem był na bojowych pozycjach, w Bachmucie.


    Część druga w następnym numerze dziennika.

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    82 lat od utworzenia AK. Polscy i litewscy weterani pojednali się już 20 lat temu

    Armia Krajowa walczyła z okupantem, niemieckim jak i sowieckim. Działała także na terytorium Wileńszczyzny, co do dziś wywołuje dyskusje historyczne. Powstawała od początku wojny, chociaż armią krajową stanie się dopiero 3 lata później. 27 września 1939 r. powstała Służba...

    Kalinowcy krytycznie o 2020: „Białorusini w poniedziałek po prostu poszli do pracy”

    — Lubimy mówić o tym, co zrobimy po wyzwoleniu, ale mało mówimy o tym, co trzeba robić, aby kraj wyzwolić. U nas edukowany naród, który zrobił błąd w 1994 r., chociaż większość zagłosowała inaczej. Teraz dzieci, wnukowie wychodzą na...

    Kalinowcy w Wilnie: „Nikt nie chciał umierać za Gdańsk. W efekcie zginęło 50 mln ludzi”

    Obecni byli nawet dziennikarze francuscy z portalu Le Point, którzy przyjechali opisywać nastroje w krajach Wschodniej Europy przed zbliżającą się drugą rocznicą początku wojny na Ukrainie. Wydarzenie zorganizowało Towarzystwo Białoruskiej Kultury na Litwie, w skrócie TBK. Przewodniczący Alaksander Adamkowicz otworzył...

    Wyjeżdżający z Litwy Białorusini i Ukraińcy podnieśli statystyki emigracji

    Według danych agencji w 2023 r. z Litwy wyemigrowało 12 tys. obcokrajowców i 10 tys. obywateli Litwy. W porównaniu z 2022 r. liczba emigrantów wzrosła o 44 proc., wyjechało wówczas 15,3 tys. stałych mieszkańców. Główne kierunki emigracji pozostają takie...