Białorusini chcą być obywatelami, nie opozycją

503
Dziś na Białorusi najbardziej prorosyjskim politykiem jest Aleksander Łukaszenka. Ma stały kontakt z Putinem Fot. archiwum

Najważniejsi białoruscy opozycjoniści decydują się na przyjazd do Wilna i prowadzenie stąd swojej działalności. Wynika to z uwarunkowań historycznych i geograficznych – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Tatsiana Chulitskaya, politolożka z Instytut Nauk Politycznych i Dyplomacji Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie.

Wilno od wielu lat jest ośrodkiem białoruskiej opozycji. Potwierdził to przyjazd Swiatłany Cichanouskiej do litewskiej stolicy. Dlaczego Białorusini decydują się na Wilno?

Cichanouska miała do wyboru trzy kraje: Ukrainę, Polskę i Litwę. Dlaczego zdecydowała się na Wilno? Bo tu wcześniej umieściła swoje dzieci, by je chronić. Logiczne zatem, że przyjechała do nich. Zainteresowanie sprawami Białorusi na Litwie jest ogromne. Cichanouska wiedziała, że będzie tu bezpieczna, będzie miała świetne warunki, żeby odpocząć, zebrać w sobie siły i postanowić o dalszych działaniach. I to właśnie obserwujemy. Po paru dniach znalazła w sobie siłę, żeby publicznie wystąpić, i dzisiaj widzimy ją praktycznie każdego dnia, co jest bardzo dobre.
To, dlaczego białoruscy opozycjoniści decydują się na przyjazd do Wilna, wynika z uwarunkowań historycznych i geograficznych. Granica z Litwą jest bardzo blisko. Z Mińska do Wilna jest raptem 180 km. Mieszka tu wielu tzw. starych białoruskich imigrantów, którzy przyjechali po brutalnie przeprowadzonych wyborach w 2010 r. W Wilnie działa wiele organizacji pozarządowych. Najważniejszą z nich jest Białoruski Dom Praw Człowieka, z centralą w Norwegii. Organizacja pełni funkcję parasola prawnego, łączy białoruskich obrońców praw człowieka oraz wspiera ich finansowo. W praktyce wygląda to tak, że organizacja na Białorusi działa w imieniu NGO zarejestrowanego na Litwie i w ten sposób zbiera fundusze na swoją działalność. W naszym kraju otrzymywanie zagranicznych dotacji jest niemożliwe. Dla społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi działalność tych organizacji ma ogromne znaczenie. W Wilnie zarejestrowana jest Vesna, jedna z czołowych organizacji na Białorusi, działają tu też Nasz Dom i inne. W Wilnie od wielu lat funkcjonuje Europejski Uniwersytet Humanistyczny, którego misją jest kształcenie społeczeństwa obywatelskiego. Studiują tu głównie Białorusini.

Czy litewski rząd wystarczająco wspiera białoruską opozycję?

Nie nazywałabym ich opozycją, ale alternatywą. Na Białorusi słowo „opozycja” ma pejoratywny wydźwięk.

Dlaczego?

Władze Białorusi traktują to słowo jako straszak: „opozycja to wróg, piąta kolumna opłacana przez Zachód”. I nawet ci, którzy nie są nastawieni proreżimowo, słysząc to słowo od najmłodszych lat, mają negatywne skojarzenia. Ponadto wiąże się to z samą opozycją, co do której przedstawiciele białoruskiej klasy średniej wiele razy mieli wątpliwości.
Spotkałam się ostatnio z bardzo ciekawą sytuacją wśród białoruskich aktywistów w Winie, którzy zorganizowali sondaż exit poll przy ambasadzie Białorusi. Któryś z dziennikarzy napisał, że na Litwie rodzi się nowa białoruska opozycja. Młodzież bardzo się zmartwiła; mówili, że są po prostu obywatelami, a nie opozycją. Ten polityczny język należy zmieniać.
Co do wsparcia ze strony litewskiego rządu – najpierw chciałabym podkreślić inicjatywy obywatelskie. Jest ich bardzo wiele. Litwini uruchomili infolinię, na którą można zadzwonić i w ten sposób wesprzeć Białorusinów. W niedzielę 23 sierpnia odbył się Szlak Bałtycki, który połączył nasze kraje. Na ulice w ramach akcji solidarnościowych wychodzą medycy, przed konsulatem odbywają się różnego rodzaje akcje. Na poziomie ludzkim to jest bardzo ważne.
Na poziomie politycznym wsparcie także jest odczuwalne. Litwa nie uznała wyników sierpniowych wyborów, co jest istotnym symbolicznym gestem i może być przykładem dla innych państw. Ponadto trwają rozmowy na temat utworzenia korytarza humanitarnego, który zapewni bezpieczeństwo politycznie aktywnym Białorusinom. Dzisiaj wiele osób wciąż czuje się niepewnie, szczególnie ci, którzy działali w opozycyjnych sztabach. Nadal trwają areszty, stosowane są groźby. Pozycja Litwy na poziomie Unii Europejskiej jest wystarczająco aktywna. Na politycznym poziomie makro Litwa wykazuje ogromną aktywność i wsparcie, natomiast na poziomie mikro byłoby dobrze, żeby państwo podejmowało odważniejsze kroki. Jestem przeciwniczką sankcji ekonomicznych, ponieważ negatywnie odbijają się przede wszystkim na społeczeństwie. Nie dotyczą elit. Są bardzo delikatną kwestią, którą należy przyjmować według bardzo ścisłych kryteriów.

Czy można przewidzieć rozwój sytuacji na Białorusi?

Niestety, nie ma szklanej kuli do przewidywania przyszłości. Sytuacja jest dynamiczna. Trudno coś przewidzieć. Scenariusze mogą być bardzo różne. Najbardziej negatywny zakłada, że Łukaszenka zastosuje wariant siłowy albo jeszcze gorzej – wprowadzi rosyjskie wojska. Kolejny zakłada, że protesty będą trwały, władza będzie chciała rozpocząć ze społeczeństwem rozmowy, naród się uspokoi. I Łukaszenka, chociaż osłabiony, pozostanie na swoim stanowisku. Pozytywny scenariusz wygląda wręcz odwrotnie: ludzie nadal będą protestowali, będą prowadzone pertraktacje, nastąpi rozłam elit i w końcu Łukaszenka będzie zmuszony odejść.

Wiele osób zarzuca kontrkandydatom Łukaszenki prorosyjskość. Dotyczy to nawet Cichanouskiej, która poinformowała, że jest gotowa, by zostać przywódczynią Białorusi.

Uważam, że na Białorusi dzisiaj najbardziej prorosyjskim politykiem jest Aleksander Łukaszenka. To, co obserwujemy w kontaktach z Rosją, jest efektem jego długoletnich manewrów. I to, że nazywa siebie jedynym gwarantem suwerennego państwa, uważam za grę. Podczas kampanii wyborczej rzucał hasłami, że najwięksi wrogowie Białorusi są w Rosji. A dzisiaj? Ma stały kontakt z Putinem. Zatem jeżeli zostanie u władzy, to wpływy Rosji zwiększą się jeszcze bardziej. Jeżeli chodzi o kandydatów opozycyjnych, to o wszystkich mówiono, że mają związki z Rosją. Natomiast w swojej kampanii wyborczej nie dotykali oni tematów geopolitycznych. Jedynie Cichanouska pod koniec mówiła, że Białoruś na pewno nie będzie częścią Rosji. Była to miękka retoryka niepodległościowa. Wszyscy kandydaci dotykali wewnętrznej problematyki państwa i właśnie dlatego zyskali na popularności. Jestem przekonana, że każdy nowy prezydent Białorusi otworzy szerzej okno na Zachód, co dla Rosji będzie nową sytuacją. To nie ten znany od dwóch dziesięcioleci Łukaszenka, z którym Putin przerzuca piłeczkę.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 36(103) 05-11/09/2020