Dyrektor opisuje, jak AI obchodzi szkolne zasady dotyczące telefonów.
— Sądzę, że nie da się siłą, przymusem zabronić telefonów — bo nawet jeżeli ktoś odda jeden, to w kieszeni może mieć drugi. I tak się zdarza. Na przykład przy pracy samodzielnej. Widzę tu też zagrożenie ze strony AI, sztucznej inteligencji. Uczniowie korzystają z AI. Niby oddał telefon, a potem sprawdzam pracę samodzielną, widzę, że nie tak było uczone, wiem, że dziecko nie korzystało z kalkulatora, a rozwiązało. Pytam: jak, skąd? Nie potrafi wyjaśnić — mówił Maciejewski.
Wskazał, że problem sięga głębiej niż kwestia uczciwości na sprawdzianach.
— To jest problem, bo przekreśla podstawowy cel, po co w ogóle mamy szkoły. Szkoły mają nie tyle nauczyć konkretnych dat, nazw geograficznych, liczb. Szkoła musi uczyć myślenia. AI nie uczy myślenia, daje tylko odpowiedzi. Mózg człowieka stworzony jest tak, że aby był postęp, musi być ciekawość. Człowiek musi szukać odpowiedzi. Jeśli ma je podane na tacy, nie wykonuje tej pracy, nie wyrabia nawyku reflektowania rzeczywistości. AI w pewnym sensie tę zdolność myślenia usypia. To jest duże wyzwanie dla nas, bo człowiek niemyślący jest ciężarem i zagrożeniem, także dla siebie — powiedział dyrektor.
Maciejewski odniósł się też do szerszego wymiaru problemu — połączenia AI z brakiem moralności.
— Teraz tacy nie muszą mieć kompetencji, bo jest AI, a moralności wciąż nie mają i mamy liczne tego konsekwencje. W niektórych dziedzinach to przyniosło więcej problemów niż korzyści — ocenił.
Więcej w pełnym wywiadzie opublikowanym w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 19 (53) z 16–22 maja 2026 r.


