Więcej

    Wilno to miasto migrantów

    Demograficznie Wilno się odrodziło i stale się rozrasta. Nadal pozostaje miejscem, gdzie mamy do czynienia z ogromnym zróżnicowaniem ludności – mówi dr Vitalija Stravinskienė, historyk z Instytutu Historii Litwy, autorka niedawno wydanej książki „Migrujące Wilno, lata 1915–1994”.

    Czytaj również...

    W ostatnich tygodniach ukazała się Pani najnowsza książka „Migruojantis Vilnius. 1915–1994 metai” („Migrujące Wilno, lata 1915–1994”). Do kogo kierowana jest ta publikacja?

    Książkę zadedykowałam byłym i obecnym mieszkańcom Wilna. Ma zdecydowanie bardziej popularyzatorski charakter niż moje poprzednie, typowo naukowe publikacje. Powstała w ramach naukowego projektu, ale miał on na celu dotarcie z historią Wilna do szerszego grona odbiorców. O demografii piszę więc tym razem w sposób bardziej przystępny. Ważną częścią książki są fotografie Wilna, jego mieszkańców, plany miasta czy skany dokumentów. Część zdjęć archiwalnych została pokolorowana. Efekt okazał się zaskakujący również dla mnie, niektórych szczegółów nie można było bowiem dostrzec na czarno-białych zdjęciach. Ten rok, gdy obchodzimy 700-lecie miasta, jest oczywiście świetną okazją, by budzić zainteresowanie historią Wilna. Ta historia nie jest wśród współczesnych wilnian dobrze znana również ze względu na procesy, które opisuję w książce. W ciągu XX w. ludność miasta uległa kilkakrotnie niemal całkowitej wymianie. To oczywiście nie sprzyja pielęgnowaniu historii.

    Jakie wydarzenia miały największy wpływ na demografię miasta?

    Oczywiście obie wojny światowe. W czasie I wojny światowej miasto opuściła prawie połowa ludności. Na początku wojny na Wschód wyjeżdżali nie tylko Rosjanie, lecz także Polacy i Żydzi. Wszyscy urzędnicy państwowi, niezależnie od narodowości, byli ewakuowani z rodzinami w głąb Rosji, więc w ciągu kilku miesięcy Wilno opuściło ok. 90 tys. osób, a miasto miało ok. 200 tys. mieszkańców. Część z nich oczywiście później wróciła, ale miasto przez długi czas odczuwało skutki wojny. II wojna światowa była oczywiście jeszcze bardziej wyniszczająca dla Wilna i jego ludności.

    *Jakie pod względem demograficznym było międzywojenne Wilno?
    W tym okresie miasto się rozwijało, jednak musimy pamiętać, że Wilno w II RP nie miało takiego znaczenia jak w okresach, gdy było stolicą. A to pociąga za sobą ogromne konsekwencje. Rozwijała się kultura, pod tym względem miasto naprawdę żyło, ale nie było rozwoju przemysłu, nowych miejsc pracy, więc nie było też powodu, by masowo napływała tu ludność. Wilno było wówczas stolicą województwa wileńskiego, w 1939 r. w mieście mieszkało ok. 200 tys. osób. Było to polsko-żydowsko-rosyjsko-litewskie miasto. Pod względem narodowości najliczniejsi byli: Polacy (120 tys.), Żydzi (ok. 58 tys.), Rosjanie (12–13 tys.), Litwini (5–6 tys.), Białorusini (kilka tysięcy), Karaimi, Tatarze, Niemcy, Ukraińcy – po kilkaset osób.

    Wilno w II RP nie miało takiego znaczenia jak w okresach, gdy było stolicą. A to pociąga za sobą ogromne konsekwencje.

    Najbardziej dramatyczne zmiany demograficzne to oczywiście okres II wojny światowej. Jak one przebiegały?

    Tak. 1 września 1939 r. zadecydował o losie społeczności Wilna w nieodwracalnym kierunku. Na uwagę zasługuje fakt, że we wrześniu i później do Wilna płynęła fala uchodźców wojennych, najpierw z Polski zachodniej, a po 17 września – i ze wschodniej części, okupowanej przez Związek Sowiecki. To byli Żydzi, Polacy, Litwini, Rosjanie, Białorusini. Do lata 1940 r. w mieście skoncentrowało się ok. 30 tys. uchodźców. Wśród nich najliczniejsi byli Polacy i Żydzi.
    Te zmiany demograficzne były bardzo zróżnicowane, gdyż w okresie wojny w Wilnie władza zmieniała się kilkakrotnie. W okresie od 19 września do 27 października w mieście ulokowała się władza sowiecka, później na prawie 8 miesięcy miasto stało się częścią Republiki Litewskiej, ale już w czerwcu 1940 r. Litwą razem z Wilnem okupował Związek Sowiecki. Litwa kierowała politykę na tory szybkiej integracji miasta z Republiką Litewską i lituanizacji. Władza sowiecka miała na celu walką z „wrogami ludu”, czyli wszystkimi, którzy opanowali lub mogli stawiać opór Sowietom. Na co dzień wilnianie stykali się z zagrożeniem i strachem – wówczas masowo aresztowano ludzi, organizowane były zsyłki. Największa z nich odbyła się 14–18 czerwca 1941 r., kiedy z Wilna do Związku Sowieckiego wywieziono ok. 2 tys. osób. Na zesłanie powędrowali wilnianie różnych narodowości – Polacy, Żydzi, Litwini, Rosjanie, Białorusini i inni.
    Nowy okres w życiu wilnian nastąpił w czerwcu 1941 r., kiedy do Wilna wkroczyli Niemcy. To właśnie okupacja niemiecka dla części ludności Wilna miała najstraszniejsze skutki. Najtragiczniejszy los był Żydów wileńskich – prawie cała wspólnota zginęła w dołach śmierci w Ponarach.

    W tym roku obchodzimy 80. rocznicę zagłady wileńskiego getta, która stała się symbolem końca historii Wilna jako Jerozolimy Północy. Jak kształtowała się sytuacja wileńskich Żydów w kolejnych latach niemieckiej okupacji?

    Masowe areszty i segregacja Żydów nastąpiły w połowie lipca 1941 r.. Żydzi były aresztowani bez przyczyny na ulicach, w mieszkaniach, w zakładach pracy. Eskortowani do więzienia na Łukiszkach, a po kilku dniach – wywożeni na zagładę do Ponar. Wówczas pojawił się nakaz noszenia opaski na ramieniu z gwiazda Dawida, nieco później z napisem „Jude”, zabroniono Żydom korzystać z chodników i chodzić po głównych ulicach miasta. W końcu sierpnia 1941 r. utworzono dwa getta w centrum miasta, w dzielnicy żydowskiej, tzw. duże getto i małe getto. W pierwszym z nich pomieszczono ok. 29 tys. osób, a w drugim – ok. 9 tys. osób. Getta były przepełnione, na jedną osobę przypadało 1,5 mkw. powierzchni mieszkalnej. Niemcy i ich kolaboranci Litwini przepełnienie gett likwidowali, organizując tzw. akcje specjalne, czyli mordy masowe. 30 października 1941 r. całkowicie zlikwidowano małe getto, a w dużym getcie pozostawiono tylko ludzi nadających się do pracy – robotników, rzemieślników. Od lipca do końca 1941 r. wymordowano 33–34 tys. Żydów wileńskich, więcej niż 50 proc. wspólnoty żydowskiej miasta.
    Do marca 1943 r. w getcie większych mordów nie było, trwał tzw. okres stabilny. 23 września nastąpiła likwidacja getta. Osoby nadające się do pracy były przewiezione z Wilna do obozów na terytoria Estonii, Łotwy, Polski. W sumie 5–7 tys. A wszystkich innych zgładzono w Ponarach. Szacuję się, że końca okupacji niemieckiej w Wilnie doczekały się 2–3 tys. Żydów. W Ponarach również zginęło 2–3 tys. Polaków, członków polskiego ruchu oporu, 5 tys. jeńców sowieckich, ok. 500 Romów, ok. 100 Litwinów. Ogółem zginęło w Ponarach 70–75 tys. osób.

    Czytaj więcej: Stravinskienė: Procesów demograficznych nie dało się wyreżyserować nawet w Związku Sowieckim

    Jak w tym czasie mordów wyglądało życie Polaków czy Litwinów?

    O ile gmina żydowska od samego początku okupacji niemieckiej była narażona na dyskryminację i przemoc, o tyle ludność chrześcijańska żyła niejako w innym świecie. Codzienność była trudna, ale natychmiastowa zagłada im nie groziła. Jednak ludzie bali się akcji wywożenia na pracę przymusową do Niemiec i innych krajów przez nie okupowanych. Dla Litwy i Wilna były przygotowane plany dostarczania odpowiedniej ilości robotników. Pierwszy plan był realizowany w 1942 r. Wówczas na Litwie trzeba było zebrać 37 tys. osób do pracy w Niemczach. Plan przymusowych robotników był rozdzielony na cztery okręgi. Największą liczbę wyznaczono dla Wilna. Miasto miało zebrać 10 tys. osób. Do porównania w Kownie trzeba było zebrać ok. 3 tys., w Szawlach – 400, w Poniewieżu – 500. Wyznaczony plan miał antypolskie cechy. Został on zrealizowany w 85 proc. Z Litwy wywieziono ok. 13 tys. osób.
    W następnym roku na czerwiec wyznaczony dla Litwy plan przewidywał 40 tys. rąk do pracy: dla okręgu wileńskiego – 7,1 tys., dla kowieńskiego – ok. 13 tys., dla szawelskiego – ok. 12 tys., dla poniewieskiego – 8,5 tys. osób. W okręgu wileńskim plan zrealizowany był w mniej niż 50 proc. Z Wilna wywieziono 3 tys. osób. Do pracy w Niemczech trafiło wówczas najwięcej ludzi z powiatów wiejskich, czyli Święcian, Oszmiany, Świru. W lipcu Niemcy zażądali do prac przymusowych 10 proc. ludności Litwy, czyli 270–280 tys. Łapanie ludzi wywołało prawdziwy chaos ekonomiczny, ludność miast masowo uciekała, dużo zakładów przestało działać. Cywilna władza niemiecka zdecydowała, że do prac w Niemczech będzie dostarczone 30 tys. osób. Jednak plany zrealizowano tylko w 50 proc. (wywieziono ok. 14 tys.).
    Jeszcze jedna duża akcja łapania robotników do prac przypadła na I połowę 1944 r. Wówczas Niemcy zażądali 100 tys. robotników. Największy nacisk kładziony był na przesiedlonych do Litwy uchodźców z Rosji i Białorusi, ale żądano też miejscowej ludności. Z okręgu wileńskiego wywieziono 16,5 tys. osób. Ile wśród nich było mieszkańców Wilna, nie wiadomo. Z Litwy wówczas wywieziono ok. 52 tys. osób. Szacuje się, że z Wilna na pracy przymusowe w latach 1942–1944 wywieziono 10–12 tys. To byli Polacy, Rosjanie, Litwini.
    Antylitewską tendencję w ramach tych akcji można zauważyć po roku 1943, kiedy Litwini zbojkotowali ideę utworzenia litewskiego batalionu SS. Wówczas w ramach represji do obozu Stutthof z Wilna wywieziono kilkudziesięciu inteligentów litewskich, zwiększono liczby robotników do prac przymusowych dla Litwy i okręgów z ludnością litewską.

    Dopiero na przełomie 1952 i 1953 r. Wilno wróciło do stanu z lat przedwojennych, tj. liczba wilnian osiągnęła 200 tys.

    Dla polskiej części miasta okres największych strat to czasy po lipcu 1944 r., kiedy do Wilna wkroczyły wojska sowieckie.

    Tak. Nastąpiła wówczas ponowna okupacja. Władza sowiecka na jesieni 1944 r. przystąpiła do planu homogenizacji zajętych terytoriów, czemu służyć miały umowy ewakuacyjne między Polską a Ukrainą, Białorusią i Litwą. W przypadku Wilna aktualna stała się umowa z 22 września 1944 r., która była przygotowana na wzór umowy z Ukrainą.
    Według umowy przesiedlić się do Polski z Wilna mogli tylko Polacy i byli obywatele Rzeczypospolitej Polskiej – Żydzi. Proces przesiedlenia, zapoczątkowany w końcu grudnia 1944 r., nabrał tempa w 1945 i 1946 r. Według obliczeń i oczekiwań przedstawicieli władzy Litwy sowieckiej z Wilna wyjechać miało 50 tys. osób, jednak zarejestrowało się przeszło 110 tys., a ostatecznie przesiedliło się ok. 90 tys., przeważnie Polaków. Ta akcja przesiedleńcza zadecydowała o kryzysie demograficznym w Wilnie. Powstało pytanie: kto zajmie miejsce zamierzających wyjechać Polaków? Władza przygotowała akcję mobilizacyjną: 20 tys. osób miało osiedlić się ze wsi litewskiej. Jednak ten plan nie udał się w pełnym zamiarze. Tylko nieliczni Litwini ruszyli do miasta. Wówczas ten problem spadł na barki administracji zakładów wileńskich. Wśród nich było niemało przybyszów z Białorusi i Rosji, zmieniły więc one taktykę i rąk do pracy szukano w swoich stronach rodzinnych. Z tym terenów przybywali nowi mieszkańcy Wilna, do których dołączyli się demobilizowani z wojska sowieckiego żołnierze, którzy decydowali osiedlić się w Wilnie, a nie gdzieś w Rosji czy na Białorusi.
    Ta celowa akcja homogenizacyjna Europy Środkowo-Wschodniej w latach 1944–1948, a także Wilna, miała długotrwale negatywne skutki. Przesiedlenie 80 proc. Polaków wileńskich do „nowej” Polski położyło kres kilkuwiekowej historii tej wspólnoty. Dopiero na przełomie 1952 i 1953 r. Wilno wróciło do stanu demograficznego z lat przedwojennych, tj. liczba wilnian osiągnęła 200 tys.

    Czytaj więcej: Vitalija Stravinskienė: „Pilecki był wychowany na twardego Polaka”

    Kiedy Wilno osiągnęło 600 tys. mieszkańców?

    Po raz pierwszy pod koniec istnienia Związku Sowieckiego. W tym okresie, jako stolica republiki, Wilno było bardzo atrakcyjnym miejscem dla osób pochodzących z innych republik, gdzie sytuacja była znacznie gorsza. Oczywiście po upadku Związku Sowieckiego wiele z tych napływowych osób wyjechało na Wschód. Po otwarciu granic z Unią Europejską nastąpił natomiast nowy kierunek migracji, tym razem na Zachód. Ale oczywiście do stolicy nadal ciągną ludzie, nie tylko z głębi Litwy, ale i z sąsiednich krajów. Demograficznie Wilno się odrodziło i stale się rozrasta. Nadal pozostaje miejscem, gdzie mamy do czynienia z ogromnym zróżnicowaniem ludności. To właśnie tu najchętniej osiedlają się przybywający na Litwę uchodźcy z Ukrainy czy Białorusi. Wilno zawsze było i chyba pozostanie miastem migrantów, gdzie spotykają się ludzie różnych narodowości i kultur.

    Wspomniała już Pani o obchodzonym w tym roku jubileuszu miasta. Czy Instytut Historii Litwy planuje w tym roku jeszcze jakieś publikacje poświęcone Wilnu?

    Tak. Jesteśmy obecnie na końcowym etapie prac wydaniem trzytomowej książki „Historia Wilna. Synteza”. Książka ukaże się za kilka miesięcy i wydaje mi się, że będzie bardzo ciekawą publikacją dla wszystkich, którzy interesują się historią miasta. Prace nad nią prowadzone były przez kilka lat, współtworzył ją zespół historyków. To publikacja bardzo potrzebna, bo – co może dziwić – nie mamy jeszcze historii Wilna powstałej w czasach niepodległej Litwy. Po raz ostatni taka książka była wydana była w czasach sowieckich, w 1972 r. Mam nadzieję, że nasz publikacja spotka się z zainteresowaniem odbiorców.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 24(70) 17-23/06/2023

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Polacy na Łotwie mogą być dumni ze swojej aktywności w ZPŁ [Z GALERIĄ]

    Ilona Lewandowska: W 2024 r. ukazała się twoja książka pt. „Związek Polaków na Łotwie – 100 lat historii”. Rok wcześniej przygotowałeś wystawę poświęconą ZPŁ. Skąd zainteresowanie tym tematem? Tomasz Otocki: Od wielu lat regularnie jeżdżę na Łotwę, interesuje mnie kultura...

    „Traktat wyjątkowy” – ważna publikacja poświęcona relacjom polsko-litewskim 

    W związku z przypadającą w tym roku 30. rocznicą podpisania Traktatu o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy między Polską a Litwą w Ambasadzie RP w Wilnie została zaprezentowana anglojęzyczna publikacja pod redakcją dr Aleksandry Kuczyńskiej-Zonik i doc. dr. Andrzeja...

    Platforma Europejskiej Pamięci i Sumienia w Wilnie. „Nie jest za późno upominać się o sprawiedliwość”

    W pierwszym dniu zjazdu odbyła się otwarta dla uczestników z zewnątrz konferencja na temat: „Zbrodnie totalitaryzmu — sprawiedliwość i pamięć w XXI wieku”. Konferencję otworzyli Marek Mutor, prezes PEMC oraz Arūnas Bubnys, dyrektor generalny Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu...

    35 lat krzewienia polskiego folkloru

    „Rudomianka” jest przykładem tego, że folklor nie tylko nie przestaje być aktualną propozycją kulturową, ale wręcz staje się coraz bardziej atrakcyjny. Przez 35 lat działalności zespół urósł z 17-osobowej grupy, która dała mu początek, aż do 170 osób. –...