Więcej

    Opiekunowie są jak diamenty

    Kiedy dziecko nie czuje się bezpiecznie we własnej rodzinie, trafia pod opiekę tzw. opiekuna dyżurnego, a w razie potrzeby decyzją sądu jest kierowane do rodziny tymczasowego lub stałego opiekuna zastępczego. – Zostać opiekunem dziecka nie może osoba przypadkowa. Bardzo ważna jest prawdziwa, silna motywacja pomagania. Można to też nazwać powołaniem” – mówi Andželika Bagočiūnienė, mama czwórki własnych dzieci i opiekunka pięciorga „dzieci serca”. Opiekuje się dziećmi niejako z urzędu, ponieważ pracuje jako koordynatorka w Centrum Dobrobytu Rodziny i Dziecka Rejonu Wileńskiego w Giejsiszkach.

    Czytaj również...

    Anna Pieszko: Dlaczego dzieci są zabierane z ich biologicznych rodzin?

    Andželika Bagočiūnienė: Decyduje o tym Służba Ochrony Praw Dziecka. Nie mamy wpływu na jej decyzje, widzimy tylko, jakie dzieci przychodzą do nas. Najczęściej rodzice z jakichś powodów zostawiają malutkie dzieci same, bez opieki. Często przyczyną jest alkohol lub narkotyki, dlatego rodzice nie są w stanie zaopiekować się dzieckiem, nie dbają o zaspokojenie jego podstawowych potrzeb. Zdarza się, że mama jest chora na depresję albo używa przemocy wobec dziecka. Czasami rodzice z własnej woli zostawiają dziecko w centrum kryzysowym. Albo gdy się rozwodzą, piszą jeden na drugiego skargi, że współmałżonek stosował przemoc wobec dziecka. Zanim zakończy się dochodzenie, dziecko przebywa u opiekuna zastępczego. Niby rodzice są normalni, nie są alkoholikami, oboje pracujący, ale jeden z drugim nie potrafią się dogadać i w rezultacie cierpi dziecko. Te sytuacje życiowe są bardzo różne. 

    Dlaczego postanowiła Pani zaopiekować się opuszczonymi dziećmi?

    Droga do podjęcia tej decyzji była długa. Jako nastolatka pomagałam swojej starszej siostrze w pracy w domu dziecka w Kłajpedzie. Przyjeżdżałam do niej latem, by przez kilka dni w tygodniu pomóc przy dzieciach, np. wyprowadzić je na spacer. Już wtedy zakiełkowała we mnie myśl, że te dzieci tak bardzo potrzebują rodziny, iż chciałabym im pomóc. Byłam wtedy jeszcze bardzo młoda, ale ta myśl we mnie się zakorzeniła i rozważałam tę możliwość. Po latach wyszłam za mąż, ale mój mąż Rimvydas nie był zwolennikiem tego pomysłu. W 1990 r., kiedy zbankrutowały zakłady, w których pracowaliśmy, przenieśliśmy się z Kłajpedy na zaproszenie krewnego tutaj, do rejonu szyrwinckiego. 

    Potem otrzymałam od życia kopniaka, kiedy nasz 6-letni biologiczny syn poważnie zachorował na zapalenie serca. Był bardzo słaby, z Szyrwint jechaliśmy karetką do kliniki w Santaryszkach. Miałam 27 lat, modliłam się wtedy i obiecałam Bogu, że jeżeli syn wyjdzie z tego, to zaadoptuję dziecko i wychowam jak własne. Rzeczywiście, stał się cud, syn wyzdrowiał, bez żadnych poważniejszych skutków ubocznych. Musiałam dotrzymać swojej obietnicy. Rozmawialiśmy o tym z mężem, który początkowo nie chciał się zgodzić. W końcu ustaliliśmy kompromis, że możemy zaadoptować dziewczynkę. Ostatecznie jednak zostaliśmy nie rodzicami adopcyjnymi, ale opiekunami zastępczymi.

    Najmłodsze pociechy – Kamila i Paulina
    | Fot. archiwum rodzinne

    Dlaczego wybraliście tę drogę?

    Po latach szukania i oczekiwania na dziecko otrzymaliśmy od specjalistów ds. ochrony praw dziecka informację, że w szpitalu są trzy dziewczynki, siostrzyczki, które potrzebują pomocy. Dwie starsze dziewczynki miały trafić do swoich rodziców chrzestnych, a najmłodsza 6-miesięczna dziewczynka – do naszej rodziny. Ostatecznie starszych dziewczynek nikt nie zabrał i trzy siostry zostały u nas. Oceniliśmy swoje możliwości finansowe, zrozumieliśmy, że nie będziemy w stanie utrzymać tak licznej rodziny, a mieliśmy już wtedy trzech biologicznych synów, więc zdecydowaliśmy się podjąć stałej opieki zastępczej, a nie adopcji. Teraz nasze dorosłe córki już od 5 lat mieszkają i pracują w Anglii. Nadal utrzymujemy z nimi kontakt, przyjeżdżają do nas na wakacje. Mają biologicznego ojca, którego odwiedzają w czasie pobytów na Litwie. 

    Czy przed podjęciem tak ważnej decyzji towarzyszyły Wam z mężem jakieś wątpliwości?

    Pamiętam jak dziś, ta historia rozpoczęła się 18 marca 1999 r. W momencie, gdy powiedziano nam, że są trzy siostrzyczki, w tym 6-miesięczne dziecko z możliwością adopcji, nie wahaliśmy się ani chwili. Byliśmy zdecydowani przyjąć to dziecko do swojej rodziny. Kiedy zamieszkały u nas również starsze dziewczynki, przekonaliśmy się, że to nie są obce dzieci. One stają się bliskie, kiedy są razem z tobą. Kiedy wspólnie przeżywa się codzienność, czyli troski, choroby, starania o ich dobro i bezpieczeństwo, rodzi się poczucie miłości.

    Na początku przyznano nam tymczasową opiekę nad dziewczynkami, która trwała cztery lata. Przez ten cały czas towarzyszyły nam niepokój i niepewność, czy możemy pozwolić sobie na to, by tę miłość do dzieci w pełni, mocno, wpuścić do serca, czy też będziemy musieli rozstać się z nimi i je stracić. Kiedy postanowieniem sądu przyznano nam stałą opiekę nad dziećmi, wtedy z ulgą odetchnęliśmy, że dzieci będą mogły pozostać w naszej rodzinie.

    „To nie są obce dzieci. One stają się bliskie, kiedy są razem z tobą” – mówi Andželika Bagočiūnienė
    | Fot. archiwum rodzinne

    Dzisiaj dziewczynki już są dorosłe i opuściły dom, ale pojawiły się też następne dzieci…

    Kiedy najmłodsza Aurelia wyruszyła do Anglii, a w domu został tylko nasz najmłodszy, siódmy z kolei, synek, doczekaliśmy się telefonu od tej samej specjalistki. Powiedziała, że jest dwoje dzieci, które trzeba pilnie odebrać ze szpitala. Jedno dziecko miało pięć miesięcy, drugie roczek i pięć miesięcy. Tak Kamila i Paulina trafiły do naszej rodziny. Te dziewczynki zaadoptowaliśmy. W tamtym okresie mieliśmy bardziej stabilną sytuację finansową, mieliśmy też większe doświadczenie w wychowywaniu dzieci, które doznały traumy z powodu utraty swojej biologicznej rodziny. Tak więc teraz mamy dziewięcioro dzieci, sześcioro już jest dorosłych, zaś troje niepełnoletnich mieszka z nami. 

    Nasz dom był też tymczasowym przystankiem dla 11 dzieci, które oczekiwały na adopcję lub stałą opiekę. Większość tych dzieci wróciła do rodzin albo do babci. Tylko dwoje dzieci nie wróciło do biologicznej rodziny, zostało zaadoptowanych. Bardzo boleśnie to przeżyliśmy, ponieważ dziewczynki mieszkały u nas dwa lata i ich odejście odebraliśmy jako stratę. Przez pół roku nie mogliśmy o tym rozmawiać. Też to ciężko przeżyłam, ponieważ nie jest łatwo się rozstawać. 

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Co jest najtrudniejsze w byciu rodzicem zastępczym?

    Najtrudniejsza jest praca dyżurnego opiekuna i ta świadomość, że relacja z dzieckiem jest przejściowa. Opiekun poznaje dziecko, przystosowuje się do niego, wkłada serce w to, co robi. Człowiek nie jest maszyną, musi uruchomić mechanizmy obronne i zrozumieć, że nie wolno mu w pełni pokochać tego dziecka. Owszem, opiekun traktuje dziecko z miłością, zrozumieniem, empatią i szacunkiem, ale jednocześnie stara się chronić siebie przed nieuchronnym pożegnaniem. To napięcie i świadomość, że relacja jest tymczasowa, stanowi największe wyzwanie. Tę myśl trzeba też mądrze i delikatnie przekazać jakoś dziecku.

    Ogromnie trudne jest, gdy dziecko ze świeżym doświadczeniem traumy trafia do centrum kryzysowego i dyżurny opiekun musi się nim zająć. Jego serce krwawi, gdy widzi cierpienie dziecka. Wspólnie muszą przepracować ten ogromny ból, co nie jest łatwe. Często dziecko, które doznało przemocy, jest gniewne, rozczarowane. Te rany duszy muszą być leczone, krwawiące rany opatrywane, a ból przepracowywany. Po pewnym czasie dziecko opuszcza centrum, ale od razu pojawia się kolejne. To praca bardzo wymagająca i odpowiedzialna. I niełatwa.

    Najcenniejszym prezentem dla dziecka jest wspólne bycie razem
    | Fot. archiwum rodzinne

    Czy trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje, żeby wykonywać tę pracę?

    Wymagania są ustalane na poziomie państwowym. Do nas trafiają dzieci zaniedbane, dlatego musimy im zapewnić bezpieczne środowisko. Musimy być elastyczni i umieć komunikować się z ludźmi. Opiekun powinien umieć przyjmować pomoc specjalistów, aby nie pozostać samemu i nie sądzić, że poradzi sobie ze wszystkim sam. Ważne jest szczere i otwarte mówienie o trudnościach, aby uniknąć kryzysu. Opiekun dziecka może spotkać się z różnymi zachowaniami. Gdy dorosły podnosi głos, dziecko może zareagować lawiną przekleństw lub zacząć rzucać przedmiotami. Opiekun musi zrozumieć, że nie dziecko jest złe, lecz jego zachowanie, które mogło zostać sprowokowane przez jakiś bodziec. Zawsze podkreślam, że z natury nie jesteśmy źli. Człowiek rodzi się dobry, bo jak stworzenie Boże może być złe? Złe zachowanie może być wynikiem złego środowiska, otaczających ludzi oraz różnych okoliczności w życiu dziecka. Ważne jest rozmawianie, próba zrozumienia, niemoralizowanie. W razie konieczności należy przytrzymać dziecko, jeśli się okalecza. Czasami wystarczy je zostawić w spokoju. Dużym plusem jest posiadanie cierpliwości, współczucia, empatii i zrozumienia. Istotne jest także ciągłe doskonalenie się.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Jak tworzy się więź z dzieckiem? 

    Trzeba zdobyć jego zaufanie, nauczyć się z nim żyć. Tworzenie więzi odbywa się w taki sam sposób jak z dzieckiem biologicznym. Istotne są tutaj słowa, że jest ono dla nas ważne, że je kochamy. Sprzyja temu chwalenie i zachęta.

    Często trafiają do nas dzieci, które unikają fizycznego kontaktu, dotyku. Dlatego trzeba być uważnym, ten kontakt musi być bezpieczny, akceptowalny dla dziecka. Pierwszą propozycją może być uczesanie włosów, wzięcie za rękę. Możemy sprawić dziecku radość jakimiś drobnymi prezencikami, zostawić mu cukierka na biurku, jakieś wesołe nalepki lub karteczkę z uśmiechniętą buźką, jakiś drobiazg, który nie wymaga wielkich nakładów, a może sprawić prawdziwą radość. Największą radością dla opiekuna jest, kiedy dziecko z własnej woli zachce przyjść i się przytulić. To niełatwa droga. 

    Najcenniejszym prezentem dla dziecka jest oczywiście poświęcony czas, wspólne bycie razem. Niekoniecznie jechać daleko, może to być spacer wokół domu, można razem ugniatać ciasto i piec ciasteczka, razem obejrzeć film. Taka każda minuta spędzona wspólnie jest bardzo cenna, gdyż tworzy więź z dzieckiem. 

    Dziecko musi wiedzieć, że może polegać na swoich opiekunach, że są z nim w jednej drużynie, mimo wszystko.

    Coroczny wypad nad morze
    | Fot. archiwum rodzinne 

    Jak wielka jest potrzeba opiekunów zastępczych w rejonie? Jak dużo dzieci potrzebuje pomocy?

    Opiekunów dyżurnych, którzy opiekują się dziećmi do lat 10, naprawdę nie brakuje. Brakuje natomiast opiekunów dyżurnych, którzy zaopiekowaliby się nastolatkami, dziećmi w wieku od lat 10 do 18. Brakuje stałych opiekunów zastępczych dla dzieci od lat 10. Zadaniem opiekuna jest pomóc młodemu człowiekowi w jego dorastaniu. Często to dziecko jest obarczone negatywnymi doświadczeniami, traumami. Wszyscy dobrze wiemy, że jeżeli fizyczne zadrapanie mija szybko, to rany duszy goją się dość długo i ciężko. Dlatego często nazywam opiekunów nauczycielami życia i lekarzami duszy. To jest niezwykle odpowiedzialny obowiązek. Opiekunowie są jak diamenty, pojawiają się rzadko i są bardzo wartościowi. 

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Centra opieki można znaleźć na całej Litwie. W rejonie wileńskim są dwie takie placówki: w Giejsiszkach i Kowalczukach, gdzie pracują specjaliści, którzy są przygotowani do tego, by pomóc opiekunowi i jego dziecku. Są to koordynatorzy, psycholodzy, którzy pracują zarówno w grupach i indywidualnie z dzieckiem, jak i z członkami rodzinami, oraz osoby z GIMK, które od pierwszych kroków osoby decydujące się na opiekę nad dzieckiem biorą dorosłego za rękę i prowadzą go do samego końca. 

    Osoby, które być może chciałyby zaopiekować się dzieckiem, ale nie znajdują dość odwagi, mogą znaleźć informacje na naszej stronie lub przyjść bezpośrednio na rozmowę. Zachęcamy do wypróbowania swoich sił. Często człowiek nie wie, co potrafi i do czego jest zdolny, zanim na coś się nie zdecyduje. 

    Czytaj więcej: Ponad 1,2 tys. dzieci na Litwie nie ma domu — tylko jedna czwarta dorosłych rozważa adopcję


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 09 (28) 09-15/03/2024

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Traktat o przyjaźni między Litwą a Polską. 30 lat później

    Anna Pieszko: Podpisany 26 kwietnia 1994 r., podczas spotkania w Wilnie prezydentów obu państw, Lecha Wałęsy i Algirdasa Brazauskasa, traktat zawarty przed 30 laty między Polską a Litwą miał w tytule: „o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy”. Jak ocenia...

    Po Puszczy Rudnickiej z Tomaszem Krzywickim: szlakiem niepodległościowych miejsc pamięci

    Publikacja została wydana w 2023 r. przez Instytut Pamięci Narodowej — Komisję Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu z Oddziałem w Warszawie. Autor prowadzi czytelnika w głąb Puszczy Rudnickiej, przedstawia pokrótce bogate środowisko przyrodnicze, ale przede wszystkim koncentruje się wokół miejsc...

    Trudna sytuacja w rejonie solecznickim. TIRY-y czekają na odprawę pięć dni

    — Długa kolejka TIR-ów w stronę granicy litewsko-białoruskiej zaczęła tworzyć się już przed trzema tygodniami. Od tego czasu tylko się zwiększa. Największe kolejki TIR-ów tworzyły się zwłaszcza w weekend, po niedzieli nieznacznie się zmniejszały. W ostatnią sobotę, 13 kwietnia,...

    Dworek w Wilkiszkach czeka na renowację

    — Na skutek pożaru dworek ucierpiał w znacznym stopniu. Największe straty pożar wyrządził w lewym skrzydle, gdzie zapadł się dach i rusztowania. Prawe skrzydło jest praktycznie całe, ale, niestety, również ucierpiało wskutek zalania wodą podczas gaszenia ognia. Również na...