Meksykańskie kartele dominują w imporcie i dystrybucji w USA kokainy, fentanylu, heroiny, marihuany i metamfetaminy. Meksykańscy dostawcy są odpowiedzialni za większość produkcji heroiny i metamfetaminy, podczas gdy kokaina jest w dużej mierze produkowana w Kolumbii, a następnie transportowana do Stanów Zjednoczonych.
Meksyk, wraz z Chinami, jest też wiodącym źródłem fentanylu, syntetycznego opioidu do pięćdziesięciu razy silniejszego niż heroina i łatwiejszego w produkcji. Skoro Donald Trump za jeden z priorytetów uznał walkę z fentanylem, nie dziwi, że na celowniku znalazł się sąsiad zza Rio Grande.
Krucjata Trumpa
Amerykańska agencja wywiadowcza CIA, od czasu objęcia stanowiska przez nowego dyrektora Johna Ratcliffe’a, coraz częściej wysyła drony w meksykańską przestrzeń powietrzną (choć tak naprawdę ten tajny program rozpoczął się jeszcze za Baracka Obamy). Tylko od decyzji Trumpa zależy, czy za pomocą dronów USA zaczną likwidować liderów narkokarteli tak, jak likwidują islamskich terrorystów…
Wszak w połowie lutego Departament Stanu uznał kilka głównych latynoamerykańskich grup przestępczych za „zagraniczne organizacje terrorystyczne”. Na liście znalazły się znane meksykańskie narkokartele: Sinaloa, Jalisco New Generation Cartel (CJNG), La Familia Michoacana, Carteles Unidos, Cartel Golfo.
Meksykańskie kartele narkotykowe podlegają ciągłym zmianom. Przez dziesięciolecia rozrastały się, dzieliły, zawierały nowe sojusze i walczyły ze sobą o terytorium. Według Amerykańskiej Agencji ds. Walki z Narkotykami (DEA) obecnie największe zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych stanowią dwa kartele: Sinaloa i Jalisco Nowej Generacji (CJNG).
W ostatnich tygodniach Meksyk zaczął deportować do Stanów Zjednoczonych dziesiątki wcześniej aresztowanych przywódców i zabójców z najgroźniejszych karteli. Symbolem stała się ekstradycja Rafaela Caro Quintero, którego amerykański wymiar sprawiedliwości od 40 lat próbuje postawić przed sądem. Jeden z założycieli pierwszego meksykańskiego kartelu narkotykowego Guadalajara (który później podzielił się na kilka innych, w tym kartele Sinaloa, Tijuana i Juárez), o którym w jego ojczyźnie napisano dziesiątki narcocorridos, czyli „ballad narkotykowych”, stał się nawet jednym z bohaterów popularnego serialu telewizyjnego „Narcos”.
Meksyk deportował również do USA Miguela Ángela Treviño Moralesa, przywódcę byłego kartelu Los Zetas. Nieistniejący już kartel narkotykowy, który po raz pierwszy wyłonił się jako najemna armia kartelu Gulf, składał się w dużej mierze z byłych członków elitarnych jednostek meksykańskiej armii i miał bliskie powiązania ze skorumpowanymi najwyższymi urzędnikami i policjantami.
Deportacje rozpoczęły się po tym, jak wysokiej rangi meksykańska delegacja rządowa potajemnie odwiedziła Waszyngton, aby podpisać memorandum o współpracy w zakresie bezpieczeństwa z Białym Domem. Prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum idzie na ustępstwa niewidziane od dekad, bo wie, że Trump i jego ludzie nie żartują, grożąc jednostronną akcją militarną przeciwko baronom narkotykowym i infrastrukturze karteli bezpośrednio na terytorium Meksyku.
Nowy szef Pentagonu Pete Hegseth wyraźnie ostrzegł szefów służb bezpieczeństwa południowego sąsiada, że jeśli Meksyk „sam nie poradzi sobie ze swoimi kartelami narkotykowymi”, amerykańskie wojsko jest gotowe „szybko to zrobić na własną rękę”.
Meksyk i kartele
Od 2006 r., kiedy rząd Meksyku wypowiedział wojnę kartelom, w kraju doszło do ponad 460 tys. zabójstw. Aby ograniczyć przestępczość zorganizowaną, poprzedni prezydent Andrés Manuel López Obrador utworzył w marcu 2019 r. potężną Gwardię Narodową. Jednak to nie pomogło. Kraj jest nadal zalany przemocą, a wielkość produkcji i przemytu narkotyków w Meksyku prawie podwoiła się w ciągu 6 lat.
Strategia Obradora, oficjalnie nazwana „Uściski zamiast kul” („Abrazos, no balazos”, stary slogan w hiszpańskojęzycznej kulturze społeczno-politycznej, podobny do angielskiego „Make love, not war”), sprowadziła na siebie wiele krytyki. Obrador uważał, że zamiast prowadzić frontalną, bezkompromisową wojnę, należy unikać eskalacji i przemocy zbrojnej na ulicach, policyjnych i wojskowych nalotów, łapanek i przeszukań, ale należy zająć się społecznymi przyczynami przestępczości. To nic nie dało. Wskaźnik zabójstw w Meksyku pozostaje jednym z najwyższych na świecie (ponad 27 rocznie na 100 tys. mieszkańców).
Meksyk jest nadal największym dostawcą szerokiej gamy narkotyków do Stanów Zjednoczonych, od kokainy i marihuany po heroinę, metamfetaminę i, szczególnie w ostatnich latach, fentanyl. Kartelom narkotykowym udało się wyprodukować go na skalę przemysłową, w większości przypadków nie z własnego opium, ale z surowców dostarczanych z Chin.
Syntetyczne opioidy, takie jak fentanyl, odpowiadają za ponad połowę zgonów narkomanów w Stanach Zjednoczonych, ze względu na silne działanie tego narkotyku, który często powoduje przedawkowanie nawet przy bardzo niskich dawkach.
Narkobaroni zaczęli się bać
Claudia Sheinbaum, która przejęła urząd prezydenta w październiku ub.r., w obliczu gróźb ze strony Białego Domu zaczęła działać z prawdziwą determinacją. Po nowym wybuchu przemocy w stanie Sinaloa i rozpoczęciu tam kolejnej wojny karteli wysłała do tego stanu dodatkowe 10 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej. Lawina aresztowań, konfiskat i nalotów na tajne laboratoria zmusiła kartel Sinaloa do ograniczenia produkcji i handlu fentanylem.
Sheinbaum 15 marca oświadczyła, że odrzuca ewentualność podejmowania przez Stany Zjednoczone działań wojskowych przeciwko kartelom narkotykowym na meksykańskim terytorium. Była to reakcja na wypowiedź Ronalda Johnsona, mianowanego przez prezydenta Donalda Trumpa na stanowisko ambasadora USA w jej kraju, który nie wykluczył takiej możliwości.
Wielu przywódców meksykańskich karteli narkotykowych, rozmawiających anonimowo z dziennikarzami, przyznaje jednak, że jedynym powodem, dla którego rząd nie walczył z nimi do niedawna, było to, że dawno temu przekupili ogromną liczbę urzędników na najwyższych szczeblach władzy w Mexico City.
Teraz jednak, po raz pierwszy w życiu, są przerażeni – nie działaniami rządu, ale groźbami Donalda Trumpa. Obawiają się aresztowania lub rozstrzelania bez procesu, nie wiedzą, jak chronić swoje rodziny i cenny dobytek, jeśli siły USA uderzą na nich w Meksyku.
Czytaj więcej: Narkotyki. Szybko wciągają — z trudem puszczają
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 13 (36) 29/03-04/04/2025