Rajmund Klonowski: Czy Zjednoczenie Narodowe (lit. Nacionalinis Susivienijimas, NS) jest partią antypolską? Nietrudno zauważyć, że w ostatnim czasie w waszej działalności jest bardzo dużo tematyki „polskiej”.
Vytautas Sinica: Nie jesteśmy partią antypolską, chociaż mogę zrozumieć, dlaczego u części odbiorców może powstać takie wrażenie. Mocno wierzymy, że w państwie potrzebna jest jednolita polityka historyczna i językowa dla wszystkich, zatem i wobec mieszkańców wszystkich narodowości. Relacja wszystkich z językiem państwowym powinna być jednakowa, wymagania języka państwowego wobec wszystkich obywateli także powinny być jednakowe.
Taki pogląd determinuje, że nie popieramy różnych żądań językowych – dotyczących tabliczek czy wpisów w paszportach – w kontekście których w przestrzeni publicznej Litwy najczęściej jest omawiana polska społeczność. Nie zgadzam się, że ten brak zgody w kwestii pryncypialnej oznacza antypolonizm. To troska, by litewscy Polacy byli i czuli się pod każdym względem częścią Litwy.
Ale przecież wypowiadacie się również przeciwko nielitewskim szkołom.
W kwestii szkół trzymamy się tej samej zasady: dążenia do tego, by wszyscy obywatele mieli taką samą relację z językiem państwowym, zatem by otrzymywali w tym języku wykształcenie. Ale tu chciałbym zwrócić uwagę na różnicę: polskie szkoły są wyjątkowo chronione przez dwustronną umowę z Polską, której z pewnością nie zamierzam ignorować. Dlatego obecnie sprawa dotyczy tylko szkół rosyjskojęzycznych, ich przejścia na język państwowy. Chcę i dążę do tego, by stało się to w czasie tej kadencji [Sejmu – przyp. red.].
Szkoły rosyjskojęzyczne obecnie, niestety, przygotowują maturzystów z widocznie najsłabszymi wynikami, a przynajmniej część z nich formuje także nieakceptowalną z perspektywy Litwy przestrzeń informacyjną – mówiąc prościej, sympatie do Kremla. Co do zasady szkoła nielitewskojęzyczna jest przeszkodą w integracji, a nie środkiem do jej osiągnięcia. Rozumiem, że Polacy przeżywają, iż taka decyzja, dotycząca szkół rosyjskich, może później dotknąć także ich. Ale nie wiedzą, jak mogłoby to się stać.
To proszę o bezpośrednią odpowiedź – NS chce zlituanizować Polaków na Litwie czy łaskawie nam pozwolić na pozostanie Polakami?
Zabrzmi dziwnie, ale istnieje moralny obowiązek niewynaradawiania się, pozostania przy swojej narodowości. On wynika z przykazania miłości do matki i ojca. Polacy na Litwie są i powinni pozostać właśnie litewskimi Polakami. W żaden sposób nie chcę ich lituanizacji.
Czego chcę? Tego, żeby Polacy w naszym kraju utożsamiali się właśnie z Litwą, a nie z Polską. Litwa jest waszą ojczyzną, Polska jest sąsiednim krajem. Kiedyś, gdy nie było nowoczesnych narodów i tożsamości opartej na języku, mieliśmy wspólne państwo. Te czasy i ta tożsamość nie wrócą, ich czas się zakończył najpóźniej sto lat temu.
Teraz jesteśmy z Polską osobnymi państwami, które muszą współpracować wszędzie, gdzie to tylko dwustronnie korzystne. Takich dziedzin jest dużo. Ale Polacy na Litwie nie powinni w Polsce widzieć więcej niż sąsiada, który posługuje się tym samym językiem.
Dlatego bardzo bym chciał, żeby w polskich szkołach na lekcjach o Polakach dominowały literatura, sztuka, nauka i postaci Polaków właśnie z Litwy, a także by nasza historia była ich własną, by nasze klęski i straty były także klęskami i stratami Polaków na Litwie.
Doskonałym tego przykładem jest dla mnie pogląd na akcję Żeligowskiego. Czy Żeligowski wyzwolił Wilno spod litewskiej niewoli, czy okupował je, odbierając od państwa również was, Polaków litewskich? Myślę, że to pytanie najlepiej odzwierciedla polityczną relację z historią Litwy. Chcę, żebyście byli Polakami, żebyście mówili po polsku, ale żebyście politycznie wiązali siebie z Litwą, a nie Polską.
Polacy na Litwie nierzadko czują krzywdę ze względu na brak zrozumienia ze strony Litwinów – i nie zmieniają tego propaństwowe postawy, zawsze się podkreśla, że nie jesteśmy „swoi”. W rozmowach często słychać „wracajcie do swojej Polski” – co powoduje gniew, kiedy słyszy to człowiek, żyjący na Wileńszczyźnie od wieków, od kogoś, kto przyjechał z innych regionów naszego kraju pół roku temu. Jak zwiększać wzajemne zrozumienie między obywatelami dwóch narodowości, ale jednego państwa – Republiki Litewskiej?
Stanowczo potępiam frazy pokroju „wracajcie do swojej Polski”. Jak już omówiliśmy, Polska nie jest wasza, to sąsiedni kraj posługujący się tym samym językiem. Litwa jest wasza. Dlatego taką postawę, odtrącanie, uważam za szkodliwą.
Z drugiej strony uważam, że jako Litwini i Polacy byliśmy przez dziesięciolecia skłócani zarówno przez polityków na miejscu, jak i przez pogardliwy ton czy żądania poszczególnych polityków z Polski. Prawda, wiek XX był dla naszych narodów pełen wzajemnych krzywd i z tego powodu my, Litwini, jesteśmy nieporównywalnie bardziej wrażliwi na niektóre postulaty niż, przykładowo, Finowie na postulaty Szwedów.
Mieliśmy co najmniej trzy polskie wyzwania wobec naszej ciągłości terytorialnej (Żeligowski, Armia Krajowa, autonomiści). Dlatego jesteśmy wrażliwsi i łatwiej nas skłócić. Tymi napięciami, w to nie wątpię, gra także Rosja. Ale wierzę, że świadomymi wysiłkami możemy te problemy przekroczyć, skupiając się na tym, co nas jednoczy i łączy. Nie chcę sporów polsko-litewskich, chcę wzajemnego szacunku.
Jak określiłby Pan pogląd waszej partii na Tadeusza Kościuszkę, powstania 1831 i 1863 r., Konstytucję 3 maja i pierwszą poprawkę do niej, Zaręczenie Wzajemne Obojga Narodów, która utrwaliła równoprawną pozycję Litwy?
Spośród wszystkich wymienionych zagadnień widzę kontrowersję jedynie w ocenie Konstytucji 3 maja. Z jednej strony była przełomem swoich czasów, nie ustępowała, a nawet prześcigała najnowsze mody polityczne okresu Oświecenia, była jedną z pierwszych nowoczesnych konstytucji na świecie.
Z drugiej – jako katolicy nie możemy jedynie zachwycać się Oświeceniem, gdyż wiemy, że przyniosło upadek tradycji i wiary, z niego wyrodziły się wrogie człowieczeństwu i chrześcijaństwu reżimy jakobiński i komunistyczny, a ostatecznie, w roku 1968, rewolucja seksualna. Ale to zbyt głębokie dygresje.
Konstytucja 3 maja znosiła równoprawny status Wielkiego Księstwa Litewskiego w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale późniejsza poprawka do niej tę niesprawiedliwość naprawiła. Ostatecznie ten status i tak nie był równoprawny – faktycznie w Rzeczypospolitej Obojga Narodów dominowała bardziej rozwinięta wówczas kultura polska i państwo powoli asymilowało wszystkie warstwy społeczne w kierunku polskości. To nie wina Polaków, ale niedopatrzenie i kulturalna słabość nas, Litwinów. I lekcja na dziś, że naród, zwłaszcza nieliczny, musi aktywnie dbać o zachowanie swojej kultury i tożsamości. Słaba tożsamość najczęściej oznacza i słabe państwo.

Czuję wielki szacunek do uczestników wszystkich powstań przeciw rosyjskiej (carskiej) okupacji. Nasza partia nie zajmuje jakichś publicznych pozycji w tej kwestii, ale nie wątpię, że większość z nas ma takie właśnie podejście. W XIX w. ludzie powstali i walczyli o jedyne państwo, jakie posiadali – Rzeczpospolitą Obojga Narodów.
Nowoczesną, narodową Litwę trzeba było dopiero wymyślić. Ta ich walka jest przykładem wielkiej ofiarności i patriotyzmu. Myślę, że Litwa i Litwini za mało czerpią w swojej tożsamości z Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Kiedy w międzywojnie wyzwalaliśmy się spod wpływów kultury polskiej, przesadzono w odrzucaniu tego okresu z naszej pamięci. Dobrze, że obecnie ma miejsce pewne odrodzenie poznawania Rzeczypospolitej Obojga Narodów, zachęcają do tego piszący popularnie o historii Eimantas Gudas, Valdas Rakutis i inni.
W tym roku aktywnie działałem i udało się to osiągnąć, żeby 2028 obchodzono jako rok jednego z przywódców powstania styczniowego, Antoniego Mackiewicza. Mam nadzieję, że będzie to dobra okazja, by przywrócić to powstanie do świadomości historycznej Litwinów.
Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 49 (140) 06-12/12/2025
Opinie rozmówców nie zawsze są zbieżne z opinią redakcji.

