Więcej

    Trzymajmy kciuki!

    Rozpoczęły się XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Po raz trzeci organizują je Włochy i jeśli wierzyć w magię miejsc i analogie, to można liczyć, że i tym razem z Mediolanu bądź Cortiny d’Ampezzo z medalem wróci któryś z reprezentantów Polski. To właśnie w Cortinie, 70 lat temu, Biało-Czerwoni zdobyli pierwszy, historyczny medal zimowych igrzysk. 27 stycznia 1956 r. brąz w kombinacji klasycznej, później nazywanej norweską, wywalczył Franciszek Gąsienica-Groń. 20 lat temu z Turynu Polacy przywieźli dwa medale. Biatlonista Tomasz Sikora był drugi w biegu na 15 km ze startu wspólnego, Justyna Kowalczyk trzecia na 30 km techniką dowolną w narciarstwie klasycznym.

    W wymienionych dyscyplinach tym razem trudno szukać polskich szans, choć najwięksi optymiści każą zwracać uwagę na biatlon, w którym dorasta utalentowane pokolenie sportowców znad Wisły. Nieco mniej optymizmu, ale też sporo, potrzeba pokładać w medal tam, gdzie Polacy zdobywali go dotąd najczęściej (10 krążków z łącznie 23), czyli w skokach narciarskich. Forma kończącego karierę trzykrotnego mistrza olimpijskiego Kamila Stocha nie upoważnia do snucia medalowych prognoz. Dawid Kubacki, brązowy przed czterema laty w Pekinie, tym razem do kadry nawet się nie załapał. Jakieś nadzieje budzi młody Kacper Tomasiak, najprędzej chyba w konkurencji duetów w parze z Pawłem Wąskiem, ale będą potrzebowali do sukcesu wyjątkowo dobrego dnia. Przykry jest obraz upadku polskich skoków pod prezesurą dawnego mistrza Adama Małysza, ale to temat na zupełnie inną opowieść, może po igrzyskach.

    Największe szanse mają Polacy na lodzie. Tu życie może napisać scenariusz zgoła przedziwny, gdyby na podium stanął łyżwiarz szybki Władimir Semirunnij. Do Polski przyjechał w 2023 r., bo nie chciał już żyć w Rosji. Na niedawnych mistrzostwach Europy zdobył złoty medal, a po dekoracji odśpiewał Mazurka Dąbrowskiego.

    Jeszcze wyżej stoją notowania Damiana Żurka, który ściga się na krótszych dystansach. Grono tych, którym może się powieść w panczenach, a także w short-tracku, jest całkiem szerokie, kandydatką do medalu jest również snowbordzistka Aleksandra Król-Walas. Kto wróci z tarczą, a kto na tarczy, dowiemy się już wkrótce.

    A ja mam nadzieję, że tak jak 70 lat temu w Cortinie d’Ampezzo Polska, tak teraz, w tym samym miejscu, swój pierwszy zimowy medal igrzysk zdobędzie Litwa. Mocno ściskam kciuki, żeby się to ziściło.


    Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 05 (15) 07-13/02/2026