10 lutego 1926 r. Gdynia uzyskała prawa miejskie. Z rybackiej wioski wyrósł ważny port i nowoczesne miasto, wielki powód do dumy II Rzeczypospolitej. Stulecie tego wydarzenia dla Senatu RP stało się pretekstem do ustanowienia w całej Polsce roku 2026 – Rokiem Miasta Gdyni, a dla samego miasta okazją do hucznego świętowania.
Obchody trwać będą cały rok, ale ich kulminacja przypada już teraz, między 7 a 15 lutego. W kolejnym magazynie zamieścimy z tych wydarzeń obszerną relację, w tym natomiast zapraszamy do Muzeum Miasta Gdyni na wystawę fotograficzną „Światło Gdyni”, której wernisaż jest jednym z elementów uroczystości jubileuszowych. Z naszego punktu widzenia wystawę niezwykłą, bo jakże głęboko wileńską w swojej treści.
Pod skrzydłami mistrza
– Pełny tytuł wystawy, który brzmi „Światło Gdyni. Fotografie Bolesławy i Edmunda Zdanowskich 1945–1970”, może sugerować, że pokazujemy tylko zdjęcia z gdyńskiego okresu twórczości autorów – mówi Dariusz Małszycki, jeden z dwójki kuratorów ekspozycji. – Owszem, jest to głównym motywem wystawy, ale wspominamy też o wcześniejszym etapie życia małżeństwa znakomitych fotografów, o tym, co ich ukształtowało, czyli okresie wileńskim. W jednej z części ekspozycji prezentujemy zdjęcia Zdanowskich także z tamtych czasów.
Postaci Bolesławy i Edmunda Zdanowskich wspominaliśmy pokrótce całkiem niedawno, w pierwszym listopadowym magazynie, w tekście o gdańskiej wystawie „Zgiełk i światło jarmarków wileńskich”. Przypomnijmy zatem, że poznali się w Wilnie pod skrzydłami samego mistrza Jana Bułhaka, nazywanego ojcem polskiej fotografii. Edmund był jego asystentem na Uniwersytecie Stefana Batorego, a Bolesława Tallat-Kełpsz przyjechała uczyć się w jego zakładzie, w którym spotkała Edmunda i gdzie zrodziła się ich miłość.
– Edmund Zdanowski był rodowitym Wilniukiem, urodzonym w 1905 r. w dość ubogiej rodzinie na Antokolu – opowiada Małszycki. – U Bułhaka zaczął terminować na początku lat 20. ubiegłego wieku. Bardzo ciekawa była droga do Wilna, młodszej o trzy lata, jego przyszłej żony Bolesławy. Ta urodziła się w Warszawie, jej ojciec miał pochodzenie tatarskie. Wraz z matką prowadził zakład fotograficzny, w którym już po przeprowadzce rodziny do Lipawy, po raz pierwszy z fotografią zetknęła się także mała Bolesława. Po wybuchu I wojny światowej matka z córkami przeniosła się do Moskwy. Tam matka też prowadziła zakład. Któregoś dnia, pod jej nieobecność, klientów przyjęła 10-letnia Bolesława i samodzielnie zrobiła im zdjęcie. Tyle że bez negatywu. Takie były początki mistrzyni. Po wojnie panie wróciły do Lipawy, wkrótce zmarł ojciec rodziny, a prześladowania łotewskich nacjonalistów zmusiły matkę i córki do przeprowadzki do Kowna. To z niego Bolesława w 1928 r. przyjechała do Wilna, w którym trafiła do zakładu Bułhaka.

| Fot. autor nieznany, zbiory Muzeum Miasta Gdyni

| Fot. Bogdan Olendzki, zbiory Muzeum Miasta Gdyni
Wileńskie lata
Jan Bułhak był przedstawicielem piktorializmu, nurtu, według którego zdjęcie miało przypominać dzieło sztuki, obraz. Propagował tzw. fotografię ojczystą. Fotografował kraj, najbliższą okolicę, by zachować ich obrazy dla potomnych.
– Jego wpływ na Zdanowskich był bardzo znaczący, widać go zwłaszcza w ich pierwszym okresie wileńskim, gdy tworzą dużo prac piktorialnych – mówi Małszycki. – Zdanowski skończył edukację w wileńskim seminarium nauczycielskim im. Tomasza Zana. Bułhak mocno wspierał go w staniu się fotografem, pomógł mu w zakupie jego pierwszego własnego aparatu, którym wykonał m.in. zdjęcia „Droga zimowa” i „Pierwsze papierosy”. Przy wywołaniu tego drugiego, które było lekko naświetlone, Bułhak na pewno miał udział. Prezentujemy je na naszej gdyńskiej wystawie. Przed ślubem, który młodzi wzięli w 1930 r., Edmund odbył służbę wojskową, podczas której także pracował z aparatem i wciągnął się w fotografię reporterską. Był bardziej pejzażystą-reporterem, Bolesława specjalizowała się w portretach. Cztery lata po ślubie wspólnie otworzyli zakład fotograficzny w Wilnie, w dwóch różnych, dobrych lokalizacjach, przy Mickiewicza i Wileńskiej. W zakładzie zdjęcia prawdopodobnie częściej robiła Zdanowska, mąż raczej wywoływał, ale sygnowali je wspólnie pieczątką „E i B Zdanowcy”, która się zresztą szczęśliwie zachowała.
Oprócz pracy we własnym zakładzie Zdanowski pracował też w Zakładzie Fotografii Artystycznej na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego, był instruktorem fotografii. Często występował też w wileńskim radiu, gdzie prowadził audycje o fotografii. Małżeństwu nie wiodło się źle, ale skoro wywodzili się z rodzin raczej ubogich, co dotyczyło szczególnie Edmunda, sympatyzowali z nurtem lewicowym, mieli kontakty z lewicą akademicką.
– W środowisku czołowych fotografików byli wyjątkiem na tym polu – kontynuuje kurator. – Jako jedyni ze środowiska czołowych polskich fotografików brali udział w pierwszej wystawie Fotografii Robotniczej we Lwowie w 1936 r., co zresztą w pewnych aspektach było im pomocne po drugiej wojnie. Swój zakład prowadzili także w jej trakcie, w 1944 r., po zajęciu Wilna przez Armię Czerwoną uległ on jednak zniszczeniu.
Czytaj więcej: Jan Bułhak – miejski fotograf Wilna

Na Wybrzeżu
Po spaleniu zakładu Edmund wstąpił do wojska, gdzie pracował w Wytwórni Filmowej I Armii Wojska Polskiego, później także w wydziale propagandy PKWN. Do Gdyni z żoną i dwoma córkami przyjechali dopiero jesienią 1945 r. Dlaczego wybrali akurat to miasto?
– Zdanowski, pracując jako pomocnik Bułhaka, sporo wędrował po kraju, był także na Wybrzeżu pod koniec lat 20. i bardzo mu się tu podobało – tłumaczy Małszycki. – Przez pierwsze dwa tygodnie w Gdyni Zdanowscy mieszkali w wagonie kolejowym, potem otrzymali mieszkanie przy ul. 3 Maja, a więc w samym centrum, co też jest widoczne na ich zdjęciach. Większość zdjęć z naszej kolekcji przedstawiających Gdynię pokazuje właśnie jej centrum i tereny nadmorskie, rzadko dzielnice peryferyjne. Gdy patrzymy na te zdjęcia z Leszkiem Żurkiem, drugim z kuratorów naszej wystawy, żartujemy, że zdjęcia robili w drodze do pracy w liceum w Orłowie.
W Gdyni Zdanowscy przeżyli resztę swojego życia. Pracowali, fotografowali i prowadzili działalność edukacyjną. Byli założycielami i organizatorami pierwszej polskiej szkoły średniej o profilu fotograficznym.
– Po zakończeniu wojny na Wybrzeże zjeżdżało wielu repatriantów z Wilna, wśród nich Józef Bodziński, absolwent Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego, który w Gdyni założył Miejskie Liceum Plastyczne – kontynuuje opowieść kurator. – Namówił on Zdanowskich do zorganizowania szkoły fotograficznej, Liceum Fotografiki Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych. Działało przez kilka pierwszych powojennych lat, a potem połączyło się ze szkołą Bodzińskiego, tworząc od 1952 r. obecne Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni-Orłowie, w którym Zdanowski był kierownikiem Działu Fotograficznego.
Zarówno Bolesława, jak i Edmund, podobnie jak ich mistrz Jan Bułhak, byli dobrymi organizatorami. W Wilnie należeli do Fotoklubu Polskiego i Fotoklubu Wileńskiego, których inicjatorem powstania był Bułhak. Zdanowska była raptem jedną z trzech kobiet w tym gronie. Po 1945 r. małżonkowie zaczęli działać w organizacjach fotografów na Wybrzeżu, Gdańskim Towarzystwie Fotograficznym czy Związku Polskich Artystów Fotografików, którego byli współorganizatorami.

Światło Gdyni
– Myślałem o tej wystawie od wielu lat – wyjaśnia Dariusz Małszycki. – W zbiorach Muzeum Miasta Gdyni posiadamy ponad 60 tys. fotografii, wśród nich kolekcje różnych znanych fotografików. Zorganizowaliśmy spośród nich wystawy prezentujące Gdynię lat 20., także lat 30., Zdanowscy ze swoimi pracami doskonale wpisują się w ten ciąg chronologiczny przedstawiając Gdynię w latach 40., 50. i 60. W przyszłości planujemy wystawy zdjęć z kolejnych dekad i domknięcie całego cyklu w kolejnych latach.
W gdyńskim liceum Zdanowscy pracowali do roku 1970. Wykształcili wielu znakomitych fotografików. Na emeryturze nie byli już tak czynni jak wcześniej, nie robili wielu zdjęć, nie brali aktywnego udziału w życiu środowiska, stąd i na wystawie nie ma zdjęć z kolejnej dekady – lat 70. Oboje zmarli na początku lat 80., Bolesława w roku 1982, jej mąż niespełna dwa lata później. Są pochowani na cmentarzu przy ulicy Spokojnej w Gdyni.
Zastanawiający jest tytuł wystawy: „Światło Gdyni”. – Wynika z faktu, że na zdjęciach widać różne formy światła, refleksów, odblasków, które oddziałują na otoczenie – tłumaczy kurator. – To nie tylko światła nocne, lecz także wschodzącego czy zachodzącego słońca. Prezentujemy ok. 150 oryginalnych prac Zdanowskich, wszystkie z naszych zbiorów. Mamy w nich ponad 700 negatywów i ok. 400 odbitek fotograficznych. Wiele z nich to odbitki ze stemplami wystaw. Nabyliśmy je w dużej mierze od córki Zdanowskich. Większość zdjęć prezentowanych na wystawie przedstawiających Gdynię w dużych formatach była prezentowana w salonie Biura Wystaw Artystycznych w Sopocie w 1961 r. na wystawie „Gdańsk i Gdynia w fotografii B. i E. Zdanowskich”, ale to było bardzo dawno temu, od tego czasu nie były eksponowane. Prezentujemy też zdjęcia ważnych wydarzeń w gdyńskim porcie. Zdanowski fotografował wpłynięcie do Polski po raz pierwszy po wojnie MS „Batorego” w 1947 r. czy rok wcześniej wypłynięcie żaglowca „Dar Pomorza”, ruszającego w pierwszą powojenną podróż szkoleniową. Utrwalił też na zdjęciach przypłynięcie w 1961 r. statku „Krynica”, który na swoim pokładzie przywiózł skarby wawelskie ze skarbca królewskiego, które były wywiezione do Kanady, by uchronić je przed wojną. Fotografował też życie portu, jego pracowników.

Zdjęcia się poruszają
Sporą część kolekcji prezentowana jest na wystawie w formie multimedialnej, zdjęcia można oglądać na dużym ekranie. Organizatorzy włączyli do wystawy nowoczesne multimedia, także sztuczną inteligencję, niektóre zdjęcia „się poruszają”. To wszystko oczywiście dla uatrakcyjnienia ekspozycji.

Wystawa „Światło Gdyni. Fotografie Bolesławy i Edmunda Zdanowskich 1945–1970”, zorganizowana pod honorowym patronatem prezydent Miasta Gdyni Aleksandry Kosiorek, będzie czynna prawie rok, aż do 10 stycznia 2027 r.
– Serdecznie zapraszamy w nasze progi, do Muzeum Miasta Gdyni. W tak długim okresie trwania wystawy także i z Wilna można zaplanować podróż i zdążyć przyjechać ją obejrzeć, a na pewno warto. Zdjęcia są urocze, a kryje się pod nimi także ważna część historii nie tylko Gdyni, ale i Wileńszczyzny – kończy zaproszeniem dla Czytelników „Kuriera Wileńskiego” kurator Dariusz Małszycki.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 05 (15) 07-13/02/2026










