Jarosław Tomczyk: W jaki sposób trafiła Pani na postać Alicji Lenczewskiej?
Ewa Czaczkowska: Dziennik duchowy Alicji Lenczewskiej ukazał się w 2016 r., wpadł mi w ręce w księgarni. Kupiłam i bardzo szybko przeczytałam pierwszy tom, „Świadectwo. Dziennik duchowy”, nie mogłam się od niego oderwać. Potem sięgnęłam po kolejny, „Słowo pouczenia”. Zainteresowała mnie ta postać, już wtedy chciałam napisać jej biografię, ale wydawcy uznali, że jest jeszcze zbyt mało znana. Jednak pisząc książkę „Mistyczki. Historia kobiet wybranych”, ujęłam wśród nich Lenczewską.
Pojechałam do Szczecina, chodziłam jej śladami. Poznałam jej brata Sławomira, który był już niestety bardzo chory i nie mówił, oraz bratową Dorotę, dużo młodszą od męża, która kultywuje pamięć o Alicji, a po śmierci męża jeździ po kraju, zapraszana na spotkania jej poświęcone.
Pierwszy portret Alicji Lenczewskiej stworzyłam w 2019 r., a teraz gdy zainteresowanie nią rośnie, ukazał się on w wersji uzupełnionej i poszerzonej o świadectwa osób, które pod wpływem dzienników doznały nawrócenia, także uzdrowienia. Zawiera również rozmowę z ks. Adamem Kaczmarczykiem, który od wielu lat zajmuje się duchowością Alicji Lenczewskiej.
Powszechnie Lenczewska wciąż jest mało znana.
Ale znajomość rośnie, widać to dobrze w internecie. Ona jest znana z uwagi na jej duchowy dziennik, który ukazał się zaledwie dziesięć lat temu. Alicja Lenczewska może być pociągająca dla współczesnych ludzi z uwagi na swoją drogę życiową. To osoba świecka, zwyczajna nauczycielka, wychowana w katolickiej rodzinie, choć dość późno – już jako dziecko kilkuletnie – ochrzczona.
Po wojnie odeszła od Kościoła, żyła wbrew normom. Co więcej, należała do partii, pojechała z Gryfina pod Szczecinem do Warszawy na pogrzeb Bieruta. Na początku dziwiła się, że komuniści walczą z Bogiem, ale potem – chyba poprzez harcerstwo, w którym była instruktorem – weszła w to. Ale przyszedł moment powrotu do Boga. Droga do tego trwała kilka lat, wpływ na nią miała też choroba matki.
W 1984 r. Alicja przystąpiła do ruchu Odnowy w Duchu Świętym, a 8 marca 1985 r. na rekolekcjach w Gostyniu doznała niezwykłej łaski, która zmieniła w jej życiu wszystko – ukazał jej się realny Chrystus. Miała wtedy 51 lat.
Jak spotkanie z Chrystusem zmieniło życie Lenczewskiej?
Po nawróceniu najważniejsze stało się dla niej życie duchowe. Codzienne rozmowy z Jezusem. Misja, którą przekazał jej Chrystus, że ma być prorokiem na czasy ostateczne. Jezus kazał jej pisać dziennik. Po to, by ludzie zrozumieli, że z każdym chce rozmawiać, każdego chce prowadzić, każdemu chce pomóc, każdego uchronić od zła i doprowadzić do zbawienia. A ona ma być przykładem, że każdy może się nawrócić, nawet późno, i każdy może żyć w zjednoczeniu z Bogiem.
No właśnie, świadectwo Lenczewskiej, szczególnie teraz, w okresie Wielkiego Postu, to jeszcze jeden dowód, że na nawrócenie nigdy nie jest za późno.
Tak. Ona nawróciła się w 51. roku życia. Do tego czasu Alicja wiodła zupełnie zwyczajne życie. Inteligentna, wykształcona, niezwykle ciekawa świata, ceniąca kulturę, kino, teatr, operę, dużo podróżująca. Jak sama pisała, do nawrócenia podróże były sensem jej życia. Robiła zdjęcia, przezrocza, prezentowała je, opowiadała, ciągle za tym goniła. Nie założyła rodziny, utrzymywała kilka lat relacje z pewnym Włochem. Później przyznała się bratowej, że rodzina nie była jej powołaniem. Okazało się, że faktycznie miała inne, które Bóg późno dał jej odkryć.

Dziwne jest to, że jak na prorokinię głos Lenczewskiej nie był słyszalny.
Do śmierci w 2012 r. poza środowiskami swoich wspólnot religijnych, grup pielgrzymkowych, które prowadziła, rzeczywiście, nie była osobą znaną. Prowadziła życie ukryte – modlitwy, ofiary za innych, pomocy innym. I to było jej powołanie, jej zadanie. Ukazanie się dziennika pozwala tysiącom ludzi poznać ją i drogę, którą prowadził ją Chrystus.
Alicja była mistyczką, przeszła w bardzo krótkim czasie etapy życia mistycznego, od oczyszczenia przez kolejne stopnie aż po zjednoczenie duszy z Bogiem. Doznawała takich mistycznych łask, jak: ekstazy, stygmaty ukryte, modlitwa łez. W dzienniku cały czas pisze ze zdumieniem, że Chrystus wybrał właśnie ją – osobę słabą i niegodną. Pyta dlaczego i słyszy: „Bo byłaś wierna, byłaś ufna. Przyszłaś późno, ale dostaniesz całą zapłatę”. To oczywiście w nawiązaniu do ewangelicznej przypowieści o robotnikach w winnicy.
Można porównać dziennik Lenczewskiej z „Dzienniczkiem” s. Faustyny?
Ten drugi jest trudniejszy, pisany innym językiem, polszczyzną międzywojenną. Dla niektórych Faustyna może stanowić barierę przez fakt, że była zakonnicą. A tu mamy kobietę, która długo żyła z dala od Boga i Kościoła. Ona zadaje Chrystusowi najprostsze pytania. Takie, jakie zadaje człowiek świeżo nawrócony. O wszystko. O modlitwę, o materię, o świat, o życie po śmierci, o mszę święta. Chrystus jej odpowiada i ją wychowuje. Dziennik jest przykładem tego, jak Chrystus wychowuje dusze. Faustyna pisze od razu o wielkich mistycznych doznaniach.
Dziennik Lenczewskiej, osoby świeckiej, jest głęboki, ale prostszy. Dzięki temu chyba szybciej trafi do każdego człowieka. Ona nie miała aż tylu naocznych widzeń co Faustyna, ale słyszała głosy, miała kontakt z Matką Bożą, ze świętymi. Łaską nadzwyczajną, której doznawała, był dotyk dłoni Jezusa.
Czego możemy się nauczyć od Lenczewskiej?
Przede wszystkim tego, że nigdy nie jest za późno na nawrócenie. Że można nawrócić się w każdym czasie i „otrzymać zapłatę całą”. Możemy uczyć się od niej całkowitego zawierzenia i zaufania Bogu, która jest sednem małej drogi dziecięctwa Bożego; przylgnięcia do Boga. Możemy się uczyć pewnej dyscypliny życiowej, rezygnacji z wielu rzeczy, którymi się otaczamy, a nie są one w istocie potrzebne, a także takiego układania planu dnia, by nie tracić czasu na rzeczy, które nie wnoszą nic dobrego do życia naszego i innych. Możemy uczyć się od Alicji modlitwy – tej sformalizowanej, ale przede wszystkim modlitwy serca. A przede wszystkim tego, jak ważne jest właściwe odczytanie swojego powołania i jego realizacji.
Jaki jest stosunek Kościoła do dzienników Lenczewskiej?
Obie publikacje, „Świadectwo” i „Słowo pouczenia”, uzyskały imprimatur wikariusza generalnego, biskupa pomocniczego archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej Henryka Wejmana. Jeżeli jest imprimatur, to znaczy, że była ocena teologiczna dziennika, a treści, które są w nim zawarte, nie są sprzeczne z Ewangelią. Czyli na pewno nie będzie szkody dla duszy, a może być duża wartość.
Wspomniała Pani, że rozpoznawalność Lenczewskiej rośnie.
Postać jest coraz bardziej znana. Różne środowiska czynią starania o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego Alicji Lenczewskiej. W tym roku ma powstać o niej film, przygotowuje go reżyser Jan Sobierajski. Pierwotnie miał być filmem dokumentalnym, potem dokumentem fabularyzowanym, ostatecznie będzie filmem fabularnym. Na Facebooku są grupy, które codziennie przekazują słowa z dziennika duchowego Lenczewskiej. Ten dziennik rzeczywiście zmienia ludzi.
Ewa K. Czaczkowska
Doktor historii, dziennikarka, pisarka. Spod jej pióra wyszły m.in. biografie s. Faustyny i kard. Stefana Wyszyńskiego, a także napisana wspólnie z Tomaszem Wiścickim biografia ks. Jerzego Popiełuszki. Jest laureatką nagrody dziennikarskiej „Ślad” im. bp. Jana Chrapka, a także sześciu Feniksów – nagród Stowarzyszenia Wydawców Katolickich. Na rynku nakładem wydawnictwa Promic ukazała się właśnie jej najnowsza książka – „Alicja Lenczewska. Mistyczka naszych czasów”.
Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński”Nr 09 (26) 07-13/03/2026



