„K…, jest tu z…cie w ch…, naprawdę, k…, z…cie w ch… Pie…lę, nie wracam, k…” – takimi słowami rozpoczął rozmowę telefoniczną siedzący obok mnie na przystanku mężczyzna, kiedy ze słuchawki padło pytanie, jak podobają mu się wakacje. Słyszałem też pytanie, bo siedziałem bardzo blisko.
Juliusza Cezara dlatego pamiętamy, że w chwili historycznego przełomu powiedział: „kości zostały rzucone”, a nie „k…, ja pi…lę”.
Pobyt w miejscach turystycznych wiąże się z możliwością spotkania ludzi z całego świata, podróżujących w grupach lub pojedynczo. Gdy na przystanku dosiadł się do mnie młody mężczyzna w koszulce z orłem i napisem „Polska”, takiej droższej, sportowej, to się nawet ucieszyłem i myślałem, że zagaję z rodakiem rozmowę. Wtedy zadzwonił telefon. Z dalszej rozmowy się dowiedziałem, że mój przystankowy sąsiad ma wyższe wykształcenie: jest lekarzem, a do tego pracującym ze studentami (może nauczycielem akademickim?), na powrót do których bardzo utyskiwał. Nie był też raczej biedny, co można wnioskować po markowych ubraniach i sprzęcie turystycznym, a także najnowszym modelu modnego telefonu z owocem na obudowie. Z rozmowy wynikało też, że nie były to pierwsze zagraniczne wakacje w tym roku dla mojego przystankowego sąsiada.
Należałoby więc stwierdzić, że pod względem materialnym, wykształcenia oraz wykonywanego zawodu miałem do czynienia z przedstawicielem elity narodu. Aż zaszczytem musiałaby być możliwość skorzystania z możliwości porozmawiania z takim człowiekiem podczas oczekiwania na autobus. Jakoś jednak nie skorzystałem, zaś mój sąsiad tymczasem sięgnął do plecaka po malutki – na oko ćwierćlitrowy – termosik, by pociągnąć z niego łyka bez przerywania rozmowy telefonicznej. Siedział na tyle blisko, by było czuć, że to nie kawa.
Oczywiście, są różne formy języka: literacka, urzędowa, specjalistyczna, środowiskowa, gwarowa itd. I mają one swoją rację bytu. Kiedy jednak jedna forma – język nizin społecznych, albo mówiąc inaczej: kryminalistów i meneli – dominuje nad innymi, wkracza na salony i zaczyna dominować w tekstach kultury, mamy do czynienia z poważnym problemem. Bowiem odzwierciedla on też świat wewnętrzny przedstawicieli nizin społecznych – a zatem, także ich etykę czy stosunek do rzeczywistości i innego człowieka. Do dobra wspólnego. I proszę mi tu nie tłumaczyć, że bez wulgaryzmów nie da się wyrazić emocji; tylko trzeba się wykazać inteligencją. Używanie rozumu przy emocjach – to osoba dojrzała. Mój sąsiad, po schowaniu termosika, zakończył rozmowę: „kocham cię mamo, pa”.
Czytaj więcej: O tym, co boli i niepokoi młodych. Ważne przedstawienie Polskiego Teatru w Wilnie
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 11 (31) 21-27/03/2026

