Administracja USA nie ukrywa, że dąży do zmiany reżimu, choć unika odpowiedzi na pytania, czy wykorzysta do tego siły zbrojne. Pod koniec stycznia br. prezydent Donald Trump podpisał dekret zezwalający na nakładanie ceł na import z krajów, które bezpośrednio lub pośrednio dostarczają ropę na Kubę.
W Białym Domu oświadczono wówczas, że reżim kubański utrzymuje sojusze z wieloma wrogimi krajami, umieszczając na swoim terytorium ich siły wojskowe i wywiadowcze. Jako przykład podano największy zagraniczny ośrodek wywiadu radioelektronicznego Rosji, zajmujący się „kradzieżą tajnych informacji”, co stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA.
Bankructwo rewolucji brodaczy
Hawana jest bardziej podatna na presję niż kiedykolwiek, po tym, jak Stany Zjednoczone schwytały Nicolása Maduro, jednego z kluczowych sojuszników kubańskiego reżimu. Już następnego dnia Trump w rozmowie z dziennikarzami na pokładzie swojego samolotu zasugerował możliwość upadku kubańskiego reżimu w związku z wstrzymaniem dostaw ropy z Wenezueli. – Myślę, że wszystko po prostu się zawali. Raczej nie musimy nic robić – powiedział amerykański prezydent.
Po zwycięstwie rewolucji „barbudos” (hiszp. brodacze) pod przewodnictwem Fidela Castro w 1959 r. i obaleniu dyktatury wojskowej Fulgencia Batisty Kuba stała się dla wielu krajów Ameryki Łacińskiej symbolem udanej walki o niepodległość od USA, zyskując dumne miano wyspy wolności.
Wolność nie oznaczała ani demokracji, ani tym bardziej dobrobytu gospodarczego. Socjalistyczna Kuba przetrwała tylko dzięki ogromnej pomocy Związku Sowieckiego. Upadek ZSRS i zaprzestanie wsparcia doprowadziły do głębokiego kryzysu gospodarczego na wyspie: niedoboru paliwa i energii elektrycznej, żywności oraz artykułów pierwszej potrzeby. W obliczu powszechnego ubóstwa i niedożywienia władze zmuszone były wprowadzić kartki żywnościowe.
Żywot systemu przedłużyło dojście do władzy w Wenezueli Hugona Cháveza. Kuba zaczęła otrzymywać od sojusznika tanią ropę, wysyłając w zamian dziesiątki tysięcy lekarzy i wojskowych. Dodatkowo, Hawana odsprzedawała połowę otrzymanej za bezcen wenezuelskiej ropy po cenach rynkowych do Azji za twardą walutę.
Nie rozwiązało to jednak podstawowych problemów Kuby, ale biedna socjalistyczna gospodarka jeszcze jakoś, resztkami sił funkcjonowała. Dziś wyspa znajduje się w gorszej sytuacji gospodarczej i społecznej niż kiedykolwiek od czasu rewolucji w 1959 r.
Kuba boryka się z niedoborami żywności, benzyny, energii elektrycznej, wody, leków i usług wywozu śmieci, a jej sytuacja wciąż ulega pogorszeniu. Brakuje prądu, kolejki na stacjach benzynowych ciągną się godzinami, szkoły zawieszają zajęcia, a szpitale odwołują operacje.
Od początku marca na wyspie doszło do trzech rozległych blekautów, w tym dwa razy prądu nie było w całym kraju. Hotele dla turystów są zamykane z powodu wstrzymania połączeń lotniczych z innymi krajami – na wyspie brakuje paliwa do tankowania samolotów.
Średnia płaca w 2025 r. to ok. 270 dolarów według oficjalnego kursu. Faktycznie – zaledwie 13 dolarów. 89 proc. kubańskich rodzin żyje w skrajnym ubóstwie. Kolejne 78 proc. chce opuścić kraj lub zna osoby, które chcą to zrobić.
Scenariusz wenezuelski na Kubie
Według niezależnych mediów reżim obawia się narastającego niezadowolenia ludności. W kilku miejscach Kuby, w tym w Hawanie, niezadowolona ludność zorganizowała w ostatnich dniach protesty uliczne. W miejscowości Contramaestre, na południowym wschodzie kraju, podłożono ogień na terenie jednostki rekrutacyjnej. W Morón demonstranci zaatakowali biuro partii komunistycznej.
Sytuacja wewnętrzna i presja zewnętrzna nie pozostawiają reżimowi wyboru. Prezydent Miguel Díaz-Canel ogłosił 13 marca, że Hawana rozpoczęła negocjacje z Waszyngtonem. Tydzień później minister spraw zagranicznych Kuby Bruno Rodríguez Parrilla oświadczył, że Kuba jest gotowa do „poważnego i odpowiedzialnego dialogu” z USA. Podkreślił jednocześnie, że nie może się to wiązać z „ingerencją w sprawy wewnętrzne” Kuby. Jego zastępca oznajmił zaś, że negocjacjom „kategorycznie” nie podlega także pozycja prezydenta Miguela Díaza-Canela. Według „New York Timesa” sekretarz stanu USA, architekt polityki wobec Kuby (sam z rodziny kubańskich uchodźców) Marco Rubio chce ustąpienia Díaza-Canela.
Negocjacje z Jednookim
Strategia USA ma być podobna do tej z Wenezueli, w której władze przejąłby ktoś mający umocowanie w dotychczasowym reżimie. Wielką niewiadomą jest, czy na Kubie istnieje wystarczająco wpływowa postać gotowa pójść na ustępstwa wobec Waszyngtonu.
Nawet w kubańskiej diasporze w USA oczekuje się, że reformatorem może zostać ktoś wywodzący się z partii lub armii. Niewykluczone, że członkowie rodziny Castro pozostaną na wyspie, nie udadzą się na wygnanie i nie staną przed sądem. Obecnie najczęściej mówi się o dwóch przedstawicielach klanu, z którymi Amerykanie mają potajemnie negocjować.
60-letni Alejandro Castro Espín to bratanek Fidela i syn Raúla. Ma przydomek „El Tuerto” (hiszp. jednooki) – kiedyś stracił oko w wypadku. Przez wiele lat kierował kubańskim wywiadem i był głównym doradcą swojego ojca.
W 2018 r. Castro Espín zniknął z życia publicznego w związku z aferą wokół tzw. syndromu hawańskiego. Wiele wskazuje na to, że rosyjski wywiad stał za akustycznymi atakami na amerykańskich dyplomatów na Kubie. Publicznie „Jednooki” zaczął się znów pojawiać w 2024 r.
Jego siostrzeniec, Raúl Guillermo Rodríguez Castro „El Cangrejo” (hiszp. krab), to wnuk i tymczasowy opiekun Raúla Castro. Podobno Rubio widzi w 41-latku przedstawiciela młodego pokolenia Kubańczyków, zorientowanego na biznes, a nie na ideały komunistyczne. Dla Amerykanów istotne jest również to, że Raúl Castro junior jest powiązany z konglomeratem wojskowo-przemysłowym GAESA, który dominuje w najważniejszych sektorach gospodarki Kuby.
Oczywiście przekształcenie Kuby w sojusznika Stanów Zjednoczonych będzie znacznie trudniejsze niż w przypadku Wenezueli, gdzie zachowała się opozycja polityczna i gospodarka bardziej rozwinięta w porównaniu z Kubą. Niemniej jednak wenezuelski wariant otwarcia gospodarki bez gwałtownej zmiany władzy jest całkiem możliwy, zaś dni reżimu w dotychczasowym kształcie, jako wroga USA i sojusznika Chin oraz Rosji, są niewątpliwie policzone.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 12 (34) 28/03-03/04/2026


