Więcej

    Między porażką a katastrofą

    Prawie Sun Zi: jeśli nie wiesz co robisz, to twój wróg też nie wie… Tak wygląda wojna Trumpa w Iranie. Wygląda na to, że mistrz negocjacji dał się nabrać Beniaminowi Netanjahu i zlikwidował irańskie elity, myśląc, że w ten sposób doprowadzi do zmiany reżimu. Zapomniał, że dla fanatyków śmierć jest drogą do raju, zaś jednych wyeliminowanych błyskawicznie zamieniają inni.

    Bombardowania trwają, Iran nieustannie się odgryza, z niewielką intensywnością, ale czasami dość skutecznie – np. niszcząc szereg samolotów (w szczególności E-3 Sentry) w bazie lotniczej Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej. Nadzieje na to, że zakończyły się irańskie zapasy rakiet balistycznych i dronów, się nie potwierdzają, w dodatku nie wiadomo czy nie ma bieżącej produkcji. Robi się impas, nie widać zdecydowanego zwycięstwa, desant lądowy nie jest rozwiązaniem. Iran to 93 mln ludności, kraj górzysty, około miliona żołnierzy, w tym fanatyczni strażnicy rewolucji, którzy wiedzą dokładnie, że porażka w wojnie dla nich oznacza śmierć. Na tym tle 50 tys. marines i desantu (tyle jest w regionie) nie sprawiają wrażenia nawet uwzględniając przewagę w wyposażeniu i wyszkoleniu. W razie powodzenia operacji lądowej nieuchronnie powtórzy się afgański scenariusz – okupacja i późniejsze wycofanie się z ludźmi odpadającymi ze startujących samolotów. Gołym okiem przecież widać, że po amerykańskiej stronie nie ma żadnej koncepcji ustrojowej Iranu (jak zawsze zresztą – tak było i w Iraku, i w Afganistanie), wariant z Rezą Pahlawim i stojącymi za jego plecami rewanżystami nie znajdzie poparcia Irańczyków.

    Wojna też nie jest zbyt popularna w amerykańskim społeczeństwie, które nie może żyć bez samochodów (w amerykańskich miasteczkach w ogóle nie ma miejsca dla pieszych czy rowerzystów), cena galonu benzyny ma większe znaczenie niż losy irańskiego reżimu. Trump musi jak najszybciej zakończyć tę wojnę i odtrąbić zdecydowane zwycięstwo (tylko jakie?), inaczej stanie się politycznym trupem – a to nie jest dopuszczalne dla pana wszechświata, za jakiego się uważa.

    Najgorsze jest jednak w czym innym – rozwój sytuacji wskazuje, że spójność państw NATO jest mocno naruszona i będąc zaangażowanymi w Iranie USA nie będą w stanie włączyć się do wojny w Europie, gdyby taka wybuchła po ataku Rosji. A nawet gdyby udało się w jakikolwiek sposób wyjść z twarzą z Iranu to nie jest pewnikiem, że po tym wszystkim USA w ogóle będą mieć wolę bronić Europejczyków.


    Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński”  Nr 13 (37) 04- 10/04/2026