72
Dlaczego „walczymy” z naszymi najstarszymi sojusznikami Polakami?

Po podpisaniu w 1994 roku Traktatu między Litwą a Polską wydawało się, że przynajmniej w stosunkach oficjalnych między naszymi państwami zapanowało zrozumienie wzajemne i zgoda

Po podpisaniu w 1994 roku Traktatu między Litwą a Polską wydawało się, że przynajmniej w stosunkach oficjalnych między naszymi państwami zapanowało zrozumienie wzajemne i zgoda

Są na naszej wokandzie politycznej tematy, których poruszania raczej się unika. A jeśli się już mówi o tym, to tylko utartymi szablonowymi zdaniami, jak o czymś przykrym i haniebnym. A może jest inaczej – te tematy niewspółmiernie rozdrażniają niektórych rozmówców właśnie dlatego, iż dzieją się rzeczy niepojęte i irracjonalne? Mam tu na myśli stosunki między Litwinami a Polakami, między Litwą a Polską i (przede wszystkim) – między państwem litewskim i jego obywatelami narodowości polskiej.
 
Losy Litwy i Polski splotły się jeszcze w wieku XIV po spokrewnieniu się władcy litewskiego Giedymina z królem Polski Władysławem Łokietkiem.
Jest to okres zwany przez historyków zaraniem europeizacji Litwy, gdy przez Polskę z Europy do Litwy coraz intensywniej zaczęły przenikać wiara katolicka, pismo i całokształt kultury. Naturalną konsekwencją tego były Unia Krewska (1385 r.) i chrzest Litwy (1387 r.), który po wsze czasy zaważył na cywilizacyjnym wyborze ludności naszego kraju. Pod tym względem Unia Lubelska i powstanie Rzeczypospolitej Obojga Narodów (Abiejų Tautų Respublika, ATR; 1569 m.) nie były jakimś przełomem, który mógł zakłócić naturalny bieg wydarzeń, ponieważ oznaczał tylko jeszcze większą konsolidację w obliczu zagrożeń zewnętrznych (zwłaszcza  coraz bardziej panoszącej się już wtedy Rosji). W ten sposób Litwa i Polska stały się bodajże najdłużej trwającym sojuszem państw w całej Europie, w związku z czym pół żartem pół serio Rzeczpospolita Obojga Narodów niekiedy jest zwana protoplastą Unii Europejskiej.

Czymś innym były rozbiory Litwy i Polski (lata 1772, 1793 i 1795), które z woli wroga uwieńczyły 470-lecie naszej wspólnej historii. Jednakże i później, niemal przez całe stulecie trwających wszystkich powstań (1794, 1812, 1830-1831 i 1863 r.) nie ulegliśmy obcym podżeganiom i byliśmy razem aż do powstania etnokulturowych (a z czasem też etnopolitycznych) ruchów narodowych.
Nowoczesne narody (obejmujące wszystkie warstwy) na historycznych obszarach Litwy ukształtowały się dosyć późno – dopiero w ostatnich dziesięcioleciach wieku XIX i w pierwszych XX. Rozpoczęły się zacięte „podziały” nie tylko dziedzictwa historycznego i terytoriów, ale też miejscowej ludności, które zrodziły wzajemną niechęć jednego sąsiada do drugiego, przyjaciela do przyjaciela i brata do brata (niekiedy w znaczeniu dosłownym).
Tam, gdzie w tym krytycznym okresie dominował język litewski, sformował się nowoczesny naród litewski; natomiast tam, gdzie katolicy posługiwali się miejscowymi gwarami słowiańskimi, powstało nowoczesne litewskie narzecze języka polskiego.
Ich odrębność narodowa zaważyła na tym, że tylko stosunkowo nieliczny ruch intelektualny krajowców dążył do zachowania jedności tej dwujęzycznej Litwy; wszyscy pozostali — zarówno większość litewska, jak i polska na Litwie – wybrały życie w „swoich” państwach narodowych. Pod tym względem Michał Romer miał całkowitą rację, twierdząc, że „nie połączone ogólnym ruchem (wpływem narodowym – A. M.) z centrum Kresy Wschodnie wraz z samym Wilnem faktycznie zostały wyłączone z narodowego państwa litewskiego.
Brak żywych więzi społecznych (…) odciął od niego Kresy Wschodnie” (M. Romeris „Valstybė”, II t., str. 236).
Wniknijmy w te, w pewnym sensie aktualne do dziś słowa tego mądrego człowieka i prawdziwego patrioty Litwy o braku więzi społecznych Wileńszczyzny z pozostałą Litwą.
Dzięki zawirowaniom historycznym XX w. pewna część polskiej Litwy (w sensie większości narodowej jej mieszkańców) powróciła na łono naszego państwa. Niemniej radość z powodu powrotu stolicy i jej okolic przyćmiły nie tylko pewne okoliczności wydarzeń sprzed 75 lat i nie tylko to, że w warunkach okupacji nazistowskiej i sowieckiej nie mogło być nawet mowy o pełnowartościowej integracji mieszkańców Wileńszczyzny z życiem społecznym, politycznym i kulturalnym Litwy. Wszystko to jest znane, ale najbardziej serce boli z powodu nie wykonanych przez nas prac w ciągu ostatniego ćwierćwiecza i nawet nie zrozumienia konieczności ich wykonania.

Po podpisaniu i ratyfikacji w roku 1994 Traktatu między Republiką Litewską a Rzeczpospolitą Polską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy przez pewien czas wydawało się, że przynajmniej w stosunkach oficjalnych między naszymi państwami zapanowało zrozumienie wzajemne i zgoda, że „czas jest najlepszym lekarzem”, który uleczy nas wszystkich od różnych fobii i stereotypów.
Może i byłoby tak, gdyby z obu stron nie padły nieodpowiedzialne oświadczenia poszczególnych działaczy, natychmiast podchwycone przez uganiające się za sensacją media. W ten sposób ziarna nienawiści raz po raz padały na glebę spulchnioną naszą zaciętą krótkowzrocznością…
Nie sugeruję, że nigdy nie było (i obecnie nie ma) żadnych obiektywnych powodów do wzajemnej podejrzliwości – wszak różnie bywało, zwłaszcza w okresie międzywojennym, a i dziś nie brak i głupoty, i podłości. Należy przyznać, że jako posttotalitarne społeczeństwa Europy Środkowej i Wschodniej, Litwa i Polska wciąż jeszcze tkwią w anachronicznym wieku „państw narodowych” i dlatego bardzo boleśnie reagują na prawdziwe bądź rzekome krzywdy „swoich” rodaków po drugiej stronie granicy.

Na domiar złego to wszystko obserwuje i intensywnie wykorzystuje Rosja – odwieczny wróg Litwy, Polski i całej cywilizacji zachodniej, twórca nowego imperium euroazjatyckiego.
Wydawać by się mogło, iż w obliczu powstałego zagrożenia egzystencjalnego powinniśmy się opamiętać, odrzucić niezbyt istotne nieporozumienia i kierować się wyzwaniami czasu. Ale bynajmniej tak nie jest…
Jako litewskiego polityka przede wszystkim nurtują mnie nie czyjeś, lecz własne niewykonane zadania domowe. Takich zadań zebrało się nie jedno i nie dwa, a tymczasem nieustannie zmieniające się rządy lewicowe i prawicowe przerzucają je sobie nawzajem niczym gorącego ziemniaka.
Na przykład, czym można wytłumaczyć to, że już od blisko pięciu lat Litwa żyje bez nowej Ustawy o Mniejszościach Narodowych (a propos, i poprzednia nie była najgorsza), jak też bez instytucji państwowej, kształtującej, koordynującej i prowadzącej politykę narodowościową?

Wszak nikogo nie interesuje formalna odpowiedź, że istnieje mały wydział ds. mniejszości narodowych w Ministerstwie Kultury i że jest gł. specjalistka w kancelarii rządowej, ponieważ widzimy wynik, a raczej jego brak.
Napisałem o „braku wyniku” i pomyślałem sobie – a może komuś był potrzebny właśnie taki „wynik”? Wszak stara Ustawa o Mniejszościach Narodowych zakładała, że na terenach zamieszkałych przez mniejszości narodowe napisy publiczne mogą być powielane w językach tych mniejszości i dopiero od 1 stycznia 2000 r., gdy powyższa ustawa straciła moc, te napisy nagle się stały „nielegalne”.
Rozpoczęło się zdzieranie tabliczek z polskimi nazwami ulic, wszczęto szowinistyczną histerię w mediach, rozpoczęły się sądy, grzywny i doszło do wielkiego wzrostu wrogości na tle narodowościowym.
Wśród huku rosyjskich dział w Donbasie pytanie „komu na tym zależy?” staje się pytaniem retorycznym…

Problem Departamentu ds. Narodowościowych również nie jest kwestią istnienia bądź nieistnienia instytucji biurokratycznej, ponieważ wskazuje na to, iż obecnie nie ma na Litwie żadnej wyraźnej polityki narodowościowej, czyli różne i nieskoordynowane ze sobą „polityki narodowościowe” prowadzą wszyscy, którzy się nie lenią – niektórzy egzaltowani posłowie, niekompetentni urzędnicy, specjalizujące się w podżeganiu niezgody narodowej marginalne organizacje, internetowi prowokatorzy i, oczywiście, główna inspiratorka polityki etnicznej (tj. konfliktów etnicznych) w całej przestrzeni postsowieckiej — putinowska Rosja ze wszystkimi jej specsłużbami, rezydenturami i ambasadami.

Rosja za pośrednictwem swych popleczników już rozpętała jawne konflikty o zabarwieniu etnicznym w Azerbejdżanie, Gruzji, Mołdowie i na Ukrainie; a na wybicie swojej godziny czekają również infiltrowane do państw bałtyckich „zielone ludziki”. Nieprawdopodobnym byłoby, gdyby nie skorzystały one z braku porozumienia między Litwinami a Polakami. Wszak nie bacząc na to, że młodsze pokolenie Polaków na Litwie dobrze opanowało język litewski, istnieje jednak pewien dystans psychologiczny między naszymi narodami.

A i nie może być inaczej, skoro stale obserwuje się wykazywany przez byłe i obecne władze brak kompetencji w sprawach polityki narodowościowej, ignorowanie uczuć narodowych (które tak łatwo zranić) ćwierci miliona obywateli, prymitywne tolerowanie polonofobicznych instynktów tak zwanego „prostego ludu” i wypływający z tego brak zdecydowania w podejmowaniu już dawno dojrzałych rozwiązań?
Czego jeszcze można oczekiwać, gdy w kraju nieskrępowanie i bezkarnie działa partia, która w swoim czasie dokonała antykonstytucyjnego przewrotu, jak też inne szerzące nienawiść etniczną organizacje i związane z nimi media?
Zrozumiałe jest więc, że w ten sposób część Polaków na Litwie jest popychana nie w ramiona Litwy i nawet nie Polski czy kontrowersyjnej partii Waldemara Tomaszewskiego, lecz samego Kremla.
Oczywiste jest również i to, że taka polonofobiczna „litewskość” nie umacnia, lecz truje i niszczy nasze państwo.

Artūras Melianas

Artūras Melianas

Ktoś mógłby mi zarzucić, że Polacy na Litwie (przynajmniej ich część) są niezbyt lojalni wobec naszego państwa. Być może. Chciałbym jednak przypomnieć takim oponentom, że tylko w państwach totalitarnych człowiek jest zmuszony do udowadniania swej lojalności wobec władzy. Tam, gdzie panuje prawdziwa demokracja, jest wręcz odwrotnie – tam państwo wykazuje lojalność wobec obywateli, toteż różnorodność języków lokalnych jest tam pojmowana jako wzbogacająca kraj i jego społeczeństwo, nie zaś jako czynnik zagrażający jego integralności terytorialnej.

Tak zwana „kwestia polska” jest dla nas jedną z najważniejszych i nie tylko dlatego, że Polacy litewscy są naszymi rodzonymi braćmi (kraujo broliai) i jedyną (oczywiście, obok Litwinów) grupą etniczną ukształtowaną na tej ziemi spośród jej dawnych mieszkańców, czyli są oni również autochtonami na tej ziemi.
„Kwestia polska” (a dokładniej – należyte jej rozwiązanie) należy do najważniejszych również dlatego, że Polacy są najliczniejszą mniejszością narodową naszego państwa, mniejszością zamieszkującą w sposób zwarty południowo-wschodnią część kraju i że ich terytorium etniczne otacza stolicę praktycznie ze wszystkich stron.
Ale sprawą najważniejszą jest to, że tylko po rozstrzygnięciu powyższej „kwestii polskiej” będziemy mogli stwierdzić, że rozwiązaliśmy i naszą własną kwestię – „kwestię litewską”, że staliśmy się normalnymi Europejczykami już nie nękanymi  ksenofobicznymi kompleksami małego i rzekomo nieustannie krzywdzonego narodu.

Dla osiągnięcia tego celu należy skonsolidować wysiłki i możliwości instytucji państwowych Litwy, partii politycznych, organizacji pozarządowych, społeczności akademickiej oraz wszystkich pozostałych zdrowych sił społecznych.
Piszę „Litwy”, a nie „litewskie”, ponieważ jest to zadanie ogólnoobywatelskie, któremu bynajmniej nie podołamy bez zgody i woli samych zamieszkujących Litwę Polaków.
W tej kwestii szczególnie istotny jest głos intelektualistów polskich na Litwie, ponieważ intelektualista dowolnej narodowości nie ma prawa moralnego do pasywnej postawy w sytuacji, kiedy się oczekuje od niego dobrej rady.
Wartościowa orientacja społeczeństwa zależy bowiem nie tylko (i nie tyle) od     polityków, ile od ludzi światłych, mających wpływ na wolę polityczną Polaków na Litwie i jej ukierunkowanie – albo w stronę Europy, albo niejakiej „republiki ludowej” typu rosyjskiego.
Zapraszam wszystkich do szczerej dyskusji w tej kwestii, jak też na inne związane z nią tematy.

Artūras Melianas

O AUTORZE

Artūras Melianas – litewski polityk, ekonomista, samorządowiec, były poseł na Sejm Republiki Litewskiej, w 2012 minister spraw wewnętrznych. Od 2013 do 2014 ostatni przewodniczący Związku Liberałów i Centrum. Obecnie wiceprzewodniczący Litewskiego Związku Wolności (liberałowie).

72 odpowiedzi to Dlaczego „walczymy” z naszymi najstarszymi sojusznikami Polakami?

  1. pantałyk mówi:

    Ciekawe, na czym według pana Melianasa polega kontrowersyjność partii Waldemara Tomaszewskiego. O ile wiem, jest to jedyna partia polityczna reprezentująca polską mniejszość i bez jej udziału trudno mówić o zgodnym poszukiwaniu dróg porozumienia.

  2. rara mówi:

    Super

  3. Koroniarz mówi:

    Bardzo cenny artykuł. Niemniej jednak proponuję autorowi konsekwencję. Wilno stało częścią Lietuvy (Nie Litwy!!!) nie w wyniku tajemniczych “zawirowań historycznych”, lecz działań Stalina, Hitlera i zbrodni ponarskiej, dokonanej przez lietuvskich szowinistów – wychowanków Lietuvy przedwojennej i jej ideologii. Wilno nie “wróciło do państwa lietuvskiego”, lecz zostało do niego wbrew wyraźnie i wielokrotnie wyrażonej woli mieszkańców włączone. Współczesna Lietuva to nie Litwa, gdyż nie przypomina w niczym Wielkiego Księstwa Litewskiego, także terytorialnie, co jest oczywistością i o czym wie każdy, kto ma blade pojęcie o historii i kiedykolwiek widział mapę (także Autor). Tak więc jeśli chcemy prawdziwego odrodzenia Litwy, musimy szanować jej historię i prawdę historyczną, a nie zastępować je Basanowiczowskim bajdurzeniem.

    I tu dochodzimy do konkluzji. Lietuva zwalcza polskość na Ziemi Wileńskiej i prawdę historyczną o niej, ponieważ tkwi to w jej istocie za sprawą jej twórców, carskich sługusów: Basanowicza, Jabłońskiego i innych, skupionych wokół czasopisma “Auszra”. Póki będą oni uważani za ojców narodu (poniekąd są nimi…), a pismo za źródło “odrodzenia narodowego”, a nie “narodzin nowego, antypolskiego w swej istocie narodu”, póki nic się nie zmieni, a rdzenni mieszkańcy tej ziemi – litewscy Polacy (czyli prawdziwi Litwini, w odróżnieniu od Koroniarzy) będą prześladowani i wynaradawiani na ziemi swoich ojców. Ziemi, która wydała POLSKIEGO wieszcza NARODOWEGO. I tyle.

  4. Brakuje miary jaką možna okreslic dzialalnosc Seimu Litwy , tylko wybory ,a szkoda? mówi:

    Prezydenci Litwy i Polski Algirdas Brazauskas i Lech Walėnsa traktat o
    ktorym pisze autor podpisali 10 lat temu.
    Ale poniewaž w Seimie jest pozycja i opozycja i oni bez konca walczą ze sobą.
    Wiele problemow powažnych naprawdę za ten okres možna bylo rozstszygnąc.
    Niema miarki ktorymi okresliamy formalne wyniki dzialania naszych instytucii.
    Od klotni dzieci się nie rodzą – tylko z milosci !!!

  5. stary wilniuk mówi:

    Polska od 25 nie uczyniła ani jednego kroku nieprzyjaznego Litwie i Litwinom. Litwa zas: pisownia nazwisk,zwrot majątków,zwrot ziemi,sprzedawanie ziemi /polskiej,czy Polaków/ Litwinom,sprawa polskich szkół,nauczania w szkołach,matur,budynków…..Ile wrogich kroków i czynów? Jak długo jeszcze? . Wobec jawnie wrogiej,dyskryminacyjnej polityki władz,mediów,podburzania do wrogości należy podjąć odpowiednie kroki odwetowe wobec Litwy i Litwinów.

  6. polovirus mówi:

    Krew mnie zalewa to czytać. Nauczył się historii 20 lat temu na univerku według programu sowieckiego. Brak uświadomienia różnicy Lietuva – Litwa – od tego wszystkie problemy się biorą. 100% racji “Koroniaża” w poprzednim poście. Jeśli w takim tempie będzie nadchodził postęp w nauce historycznej, uprawianej przez lietuvisów, to nikt ich nie zbawi od “zielonych ludzików”, a już na pewno nie dojdziemy do jakiegokolwiek konsensusu między PL a LT. Z resztą w PL rozróżnienie Lietuva-Litwa też jest dla wielu nowum – więc ja nie jestem tutaj optymistą.

  7. Lubomir mówi:

    Nie można zapominać o pewnym pakcie, który nawet przez moment zaczęto określać Paktem Ribbentrop-Mołotow ‘Bis’. Chodzi o Nord Stream, Pakt Schroeder-Putin, który to pakt bardzo przybliżył i wręcz związał interesy Niemiec i Rosji. Podmorska rura Wyborg – Greifswald, to kolejna okazja do osaczenia Litwy, ale także i Polski – przez uczestników Paktu. Aktorskie udawanie przez Berlin wroga Moskwy, to tylko teatralne gesty. W rzeczywistości rosyjsko-niemiecki sojusz kwitnie i rozwija się.

  8. tagore mówi:

    Czytając tekst można dojść do wniosku ,że do jego napisania skłoniło autora poczucie zagrożenia wynikające z aktualnej sytuacji politycznej i postrzeganie rezygnacji z polityki niezgodnej z prawem UE i traktatem z Polską jako drobnej korekty na rzecz polskiej mniejszości ( bo o zwrocie ziemi nie ma tu mowy) jako szansy na wzmocnienie Państwa Litewskiego,
    wewnętrzne i poprawienie stosunków z Polską.

  9. gruk17 mówi:

    moja mama mieszkala 30 km od wilna zostawila ziemie i ja tam bylem pare razy ,tym litwinom woda sodowa do glowy uderza ponizaja polakow swoim zachowaniem a nasz rzad nic nierobi w tym kierunku ,powinna powstac specjalna komorka do spraw polakow na litwie ,ruskie lepiej o swoich dbaja ,a nasi ??jakos im to lata ,mlodzi pisza juz nazwiska po litewsku nazwy ulic powinny byc dwujezycznie nazwane a tak niejest ,a szkoda gadac ,rzad jest winny ,bez zadnych watpliwosci Tusk tuszowal sprawe Komorowski olewa to ,a Kopacz narazie jeszcze nic niewspomniala na ten temat

  10. Kmicic mówi:

    Autor wypowiedzi przedstawia wyłącznie lt wersję rozwiązania tego konfliktu. KW powinien obok, równolegle, zamieścić wersję Polaków na LT i ich pomysły na rozwiązanie tego niezawinionego przez nich konfliktu.Konfliekt moga pokojowo rozwiazac tylko dwie strony . Na razie strona lt robi wszystko by do takiego rozwiązania nie doszło. ps. AWPL kontrowersyjna ? Bo walczy o prawa Polaków. ? Czy lt państwu potrzebna jest twarda, polska partia narodowa, by nie była przez nie uważana za “kontrowersyjną”.

  11. Fela mówi:

    To dobry krok ze strony pana Melianasa. Trudno jednak spodziewać się, żeby znalazł choćby garstkę swoich rodaków mających podobne zdanie na te tematy.

  12. Ryś mówi:

    Autorowi wyrażny brak rozeznania w prawdzie historycznej a może tylko udaje że ją niezna. Widocznie historię czerpie ze żródeł pseudohistoryków lietuviskich,ale trzeba docenić jego staranie się lub udawanie dążenia do poszukiwania kompromisu między autochtonicznym narodem Wileńszczyzny a naleciałością na nasze tereny dzięki “dalekozwrocznej polityki stalinowskiej” z obszarów etnicznej Lietuvy.Nauczcie nas Polaków Wileńskich być łojalnymi według państewka lietuviskiego skoro ono jest do nas niełojalne.Okradła nas z ziemi,majątków…a teraz nachalnie okrada z kultury,historii,języka ojczystego,niszczy polskie szkolnictwo.Chwała Bogu że mamy AWPL,która nas broni,a którą autor nazywa partią kontrowersyjną,mamy oważnego lidera Tomaszewskiego,na którego ciągle wiedzie się ze strony państwa lietuviskiego i najętych prowokatorów nieustanna nagonka.My Polacy Wileńszczyzny na ziemi swoich ojców chcemy żyć dostojnie i niezadowolimy się ochłapem żuconym ze stołu panujących przybyszy.

  13. Powiłas mówi:

    Wykorzystywana przez Rosjan i Niemców Litwa od wieków do walki z Polską musiałaby zmienić swoją religię historyczną uderzyć się w piersi i zrezygnować z zakłamanej historii polsko-litewskiej.Nie widać tu najmniejsze chęci ze strony rządzących Litwą aby pójścia w tym kierunku.Nawet w obliczu zagrożenia polityką i działaniami Putina ,nie ma na Litwie najmniejszej siły ani odwagi ,aby dokonać takiego zwrotu. Łódź państwa widzi czarne chmury i zagrożenie ale załoga nie zmienia kursu ,a szkoda
    zwrot na pewno wyzwoliłby dobre siły , osłabił beztroskę i buńczuczność załogi i wzmocnił stateczność i bezpieczeństwo żaglowania tego statku.

  14. Wereszko mówi:

    @ Artūras Melianas
    Nie przestanie Pan bajdurzyć (jak napisał Koroniarz) dopóty, dopóki nie zrozumie,że dawna słowiańska Litwa (Wielkie Księstwo Litewskie) i obecna bałtyjska Lietuva, nie mają ze sobą prawie NIC wspólnego.
    Nie pisz Pan bajek o “chrzcie Litwy” w 1387 r. W tym czasie Litwa dawno już była chrześcijańska a w 1387 r. chrzest przyjęła tylko pogańska wówczas Auksztota, natomiast Żmudź ćwierć wieku później. A więc w 1387 NIE BYŁO żadnego “chrztu Litwy”, był chrzest Auksztoty i Żmudzi.
    “Jest to okres zwany przez historyków zaraniem europeizacji Litwy, gdy przez Polskę z Europy do Litwy coraz intensywniej zaczęły przenikać wiara katolicka, pismo i całokształt kultury…”
    I znów bajka! W XIV w. “europeizacji” poddana była nie LITWA lecz Auksztota i Żmudź (nazwijmy to Lietuvą,niech będzie). Litwa wówczas od dawna była chrześcijańska i “zeuropeizowana”, przez wpływy Bizancjum.
    W XIV w. “wiara katolicka, pismo i całokształt kultury” przenikały nie na LITWĘ lecz tylko na Lietuvę (Auksztotę i Żmudź). LITWA miała już wówczas własną cywilizację,pismo,religię,kulturę,język – wszystko RUSKIE, słowiańskie.
    “Czymś innym były rozbiory Litwy i Polski…”
    Kolejne bajdurzenie! Nie było żadnych “rozbiorów Litwy i Polski”, a tym bardziej “rozbiorów LIETUVY i Polski”,były natomiast rozbiory RZECZYPOSPOLITEJ.
    “…uwieńczyły 470-lecie naszej wspólnej historii.”
    470 lat wspólnej historii to mieliśmy z LITWINAMI a nie z wami Lietuvisami. Wy, Lietuvisy w WKL oraz, szerzej, w Rzeczypospolitej byliście zaledwie mało znaczącym elementem. Tzw. Rzpospolita Obojga Narodów była, owszem, państwem dwóch narodów ale w tej decydującej dwójce NIE BYŁO Lietuvisów, byli zaś słowiańscy (ruscy) Litwini.
    “Tam, gdzie w tym krytycznym okresie dominował język litewski, sformował się nowoczesny naród litewski; natomiast tam, gdzie katolicy posługiwali się miejscowymi gwarami słowiańskimi, powstało nowoczesne litewskie narzecze języka polskiego.”
    Kłamstwo! Na Kowieńszczyźnie przed 1918 r. dominował język POLSKI a nie lietuvski. Dlaczego więc powstał tam “nowoczesny naród litewski”? Co się stało z 200 tys. tamtejszych Polaków? Nie uczyli w szkole? I dlaczego o swoim języku pisze Pan “język litewski” a o polskim – “gwary”, “narzecze języka”? A co to takiego to “nowoczesne litewskie narzecze języka polskiego”?
    Wystarczy, bo musiałbym tak polemizować z każdym zdaniem Pańskiego tekstu…

  15. czarek mówi:

    W odpowiedzi na wypowiedz Pana Melianas powiedzialby ja : mam znajomego Szwajcara . Rozmawiamy czesto razem . On opowiada mi o swym kraju . Ja odwzajemniam sie mu opowiesciami o Wilenszczyznie i Polsce . On jest zachwycony zmianami gospodarczymi wspolczesnej Polski . Ja jestem fanem systemu politycznego jego kraju . Zaden z nas nigdy nie wizytowal kraju tego drugiego . Podczas jednej z rozmow zapytalem go
    ” czy w Szwajcari posrod niemiecko jezycznej ludnosci nie bylo pomyslu na przylaczenie sie lub poparcie dla Niemiec przed lub podczas II wojny swiatowej ?
    On odpowiedzial : ” byc Niemcem ? co za pomysl ? Ty bys chcial byc Niemcem ?.
    ” Ja nie ale wielu ludzi w Austri ,Belgi i innych krajach zachwycila pan germanska idea.”
    On na to : ” ale my lubimy byc Szwajcarami , po co zmieniac cos co jest dobre.”
    ” Ok, ale moze byl pomysl aby cala Szwajcarie zrobic niemieckojezyczna ?”
    On na to : ” to nie bylo by ladnie z naszej strony , frankofoni i italofoni sa duzo mniejsi niz my i my musimy dbac o nich . To nas robi bardziej odpowiedzialnymi ”
    Co ta moja opowiesc ma wspolnego z Litwa ? Nie wiele ? Powiedzialbym ze gdyby Polacy lub Rosjanie na Litwie czuli sie jak mniejszosci jezykowe w Szwajcari to strachy o ” zielonych ludzikach znaczyly by tyle samo co opowiesci o ” zielonych ludzikach” z. Marsa

  16. Adam81w mówi:

    Autor idzie w słusznym kierunku ale czy tam dojdzie?

  17. Bronislaw mówi:

    sam sens artykulu wažny bo przyznaje się že problem jest z mniejszoscią narodową w Litwie,wypowiadaniami antyruskimi ten problem za 23lat nie jest i nie będzie rozwiązany nigdy,bo to pachni že wina tylko tam,jasne mysli litwina naczytanego do malomyslących o tych problemach,že jakoby rozwiąžy się jak nie będzie przeszkud,ponai nigdy nie trze robic kozlem kogos w swoim panstwie žyjących razem,historyja czsami daje naukę,dlaczego byli zawladniencami innym narodem a jednak služyli im ogulnym interesom,nas robili litewskimi polakami,proruskimi polakami,czsami nawet ruskimi,ja osobiscie nie chcę byc ani tym ani tym,a poprostu polskim polakiem i w demokratycznym systemie miec demokratyczne moje žycie,ježeli ta demokracyja naprawdę jest,a že tam Rosyja cos robi nie tak jak chce litewska polityka zewnętrzna albo NATO to mnie nie musi się wbiwac do glowy že to wrug,bo USA w Litwie ma swoje interesy,znaczy Rosyja ma na Ukrainie ježeli czytac gieopolityka,ale my žyjemy w Litwie i ten artykul o mniejszosci zplontany z nią,jakby miud z go….nem,jasne zrobic tak žeby oweczki byli cale i wilki syte trze umiec,chcieli identyczne panstwo Litewskie,nawet za sowietow robiono kluby sportowe,poco ,jaki sens,mnie się wydaje že sami wybrancy nie wiedzą co robic bo w UE jestesmy,a cos trzyma,ježeli chcą panstwo czysto Litewskie zbudowac niech lecą na księžyc.

  18. LT-PL mówi:

    Myślę,że autor nie widzi albo nie chce widzieć,że od ponad 20 lat trwa na Litwie niewypowiedziana wojna przeciwko Polakom,Polsce, Polskości. Od najmłodszych lat dzieci w przedszkolach , szkołach indoktrynowane są w poczuciu nienawiści do wszystkiego, co polskie. Język polski, Polacy są eliminowani z życia społecznego a ślady polskości mniej lub bardziej oficjalnie niszczone, skuwane, zafałszowywane.

  19. andrzej mówi:

    Marzy mi się taki oto jeden z obrazków bardzo dobrych polsko – litewskich stosunków: zwiedzam dla przykładu Zamek w Trokach i przy każdym eksponacie podpisy w języku litewskim i polskim obok siebie. Plansze objaśniające po litewsku i obok po polsku przedstawiające rzetelne informacje.
    W Polsce, dla przykładu na Zamku Królewskim w Warszawie podpisy po polsku i litewsku oraz plansze objaśniające w obu językach.
    Mam nadzieję, że to nie moja ułudna fantazja…

  20. Maur mówi:

    Dodam komentarz zanim przeczytam pozostałe.
    Dobry i mądry tekst. Szkoda, że takich tak niewiele. Nie tylko na łamach prasy polskojęzycznej na litwie.

    Taki tekst jednak nie jest w stanie przysłonić faktów. A te, niestety, są porażające dla Litwy i jej władz. Parę dni temu w prasie Polski były co najmniej 2 teksty w “rzepie” kontestujący już bardziej jednoznacznie nizrozumiałe meandry polityki litewskiej w stosunku do Polski. I Polaków Wileńszczyzny.

    Tekst niniejszy ani nie załagodzi wymowy tamtych tekstów ani wiele nie zmieni w obecnych relacjach. Musiałby zacząć być ” wbijany w głowy” od prezydenta LT poczynając po przedszkolaka. Wbijany, gdyż szanse na samoistne przyswojenie – żadne.

  21. Polak z Zachodu mówi:

    Autor ma dobre intencje, ale niestety jest ofiarą litewskiej szkoły, tzn. dziesięcioleci antypolskiego szowinizmu. Komentarzowi Wereszki w wielu punktach trudno odmówić racji, nawet jeśli jego zapiekłość nie jest z mojej bajki. Mimo to uważam, że trzeba docenić osobę, która mimo takiego wychowania, albo raczej takiej obróbki, zdobywa się na samodzielne myślenie i gest pojednania. Braki wiedzy trzeba po prostu uzupełnić i na spokojnie wyjaśnić – nie wie, ale i skąd ma wiedzieć?
    Litwini już dawno domagają się dwustronnej komisji historyków. Polska z jakichś dla mnie niezrozumiałych powodów nie podejmuje tego. Ale moim zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podjęli to litewscy Polacy. Może Polska się z czasem podepnie pod dobrze działający projekt? Sądzę, że taka komisja mogłaby się bardzo przyczynić do oczyszczenia atmosfery.

  22. Ja mówi:

    do Wereszko: często się z tobą zgadzam, ale tym razem nie masz racji. To nie jest tak, że było sobie słowiańskie/ruskie/białoruskie Wielkie Księstwo Litewskie, a dzisiejsi Litwini ( czy, jak kto woli, “Lietuwini”, choć to określenie jest po pierwsze sztuczne, a po drugie kaleczy język polski ), to uzurpatorzy, którzy przywłaszczyli sobie nazwę. Litwa została założona przez Bałtów, nie przez Słowian. Elity Wielkiego Księstwa Litewskiego ( a później Rzeczypospolitej ), były głównie pochodzenia litewskiego, nie zaś ruskiego, natomiast faktem jest, że w miarę jak WKL wchłaniało kolejne ziemie dawnej Rusi Kijowskiej, zaczęły one ulegać szybkiej rutenizacji. Język ruski stał się nowym językiem ojczystym wielkich litewskich rodów oraz językiem kancelaryjnym WKL i pozostawał nim do XVII w., gdy został wyparty przez język polski. Te same rody, które w XIV i XV w. uległy rutenizacji, spolonizowały się i przyjęły polską świadomość narodową, choć świadomość pewnej odrębności, a nawet “lepszości” od innych Polaków pozostała wśród nich żywa.

    Analogiczne procesy miały miejsce na Wileńszczyźnie. Granica między językiem ruskim a językiem litewskim przesuwała się stopniowo na północny zachód. Mieszkańcy Wileńszczyzny, będący z pochodzenia nie Słowianami, lecz Bałtami, ulegali stopniowej slawizacji, przyjmując język ruski w miejsce litewskiego. Zachowali jednak wiarę katolicką, co odróżniało ich od rdzennych Rusinów ( czy też Białorusinów ), wyznających prawosławie. W XIX w., gdy tworzyły się nowoczesne narody, ludzie wyznający “polską wiarę” ( katolicyzm ) uznali się więc za Polaków, w odróżnieniu od wyznawców prawosławia, uznawanego za “ruską wiarę” i w odróżnieniu od Litwinów, którzy też byli wprawdzie “polskiej wiary”, ale posługiwali się językiem, który dla mieszkańców Wileńszczyzny był już od dawna obcy. Taki sposób kształtowania się świadomości narodowej na obszarze byłego WKL tłumaczy istnienie charakterystycznego polskiego pasa wzdłuż granicy między etniczną Białorusią a etniczną Litwą.

    Jaki płynie stąd wniosek? Po pierwsze taki, że dzisiejsi Litwini mają prawo posługiwać się nazwą “Litwa” i nie ma sensu im tego prawa odmawiać. Po drugie zaś, że wileńscy Polacy nie są na Litwie zwykłą mniejszością narodową, taką jak np. Białorusini, Karami czy Tatarzy, ale że są – jak przyznał to Melianas w swoim bardzo dobrym i wartym rozpowszechniania artykule – jednym z dwóch jej rdzennych narodów. I jako tacy mają pełne prawo być jej współgospodarzami.

  23. Jur mówi:

    Takie poglądy jakie reprezentuje Artūras Melianas wśród Litwinów nie znajdują poparcia .Kierująca polityką Pani Grybauskaite oczekuje jedynie jednostronnych korzyści dla Litwy bez najmniejszej chęci wzajemności wobec Polski. Polityka Putina wobec Litwy zmierza do zachowania uzależnienia od Rosji. Uregulowanie należnych praw i wolności Polaków na Litwie powinien wypływać z członkostwa Litwy w UE i skutkować przymusem dostosowania prawodawstwa litewskiego do norm europejskich lub sankcjami.Sytuacja że Sejm w Wilnie nie uchwala lub nie dostosowuje swoich przepisów do unijnych zobowiązań Litwy to chyba relikt Litewskiej Republiki Radzieckiej.

  24. Marko mówi:

    Przypomnę się tu wielu dyskutantom tego forum, jako postać sporna i burząca bezwzglęnie panujące tu poglądy psychopatyczno-nacjonalistyczne, wnikające z przekonań o rzekomej “koronarskiej” wyższości, z przekonania, że Polacy w Republice Litewskiej, są krzywdzeni przez litewskich nacjonalistów i taką samą politykę państwa litewskiego. Próbowałem ingerować w ten sposób myślenia. Wskazywałem, że jest to sposób myślenia i działania szkodliwy dla Polaków, odwoływałem się do kultury polskiej, wskazując że działania oparte na uczuciach odwet i historycznej wielkości w odniesieniu do współczesnych stosunków narodowościowych tylko pogarszają naszą sytuację. O partii bezkrytycznie uwielbianej przez mniejszość polską pisałem najwyraźnej, że nie zajmuje się tym, co należy, że dba wyłącznie o prywatne interesy działaczy, że robi konkurencję Kościołowi, zajmując się ustawą antyaborcyjną, by zbawić Polaków i Litwinów, a przy okazji samego siebie, jako osoby rzekomo wielce moralne. Działania tej partii porównałem nawet do “psa, który nie ma co robić”. Jak małe dzieci! Nie pamiętam kogokolwiek, kto by popierał moje stanowisko. Musiałem w końcu ustąpić, zaznaczając w moim komentarzu, że wśród dyskutantów najwyraźniej dostrzegam prowokatorów i durniów działających na szkodę, choć mordy mielie pełne patriotycznych frazesów wielkopolskich. W odpowiedzi posypały się na mnie wyzwiska i życzenia, żebym już nigdy więcej nie pojawiał się na tym forum. xxx. Wbrew tym życzeniom pojawiam się. Zachęca mnie do tego wielce roztropna wypowiedź pana Arturasa Melianasa. Jego wypowiedź świadczy o wielkiej mądrości. Jest prawdziwym mężem stanu i Europejczykiem, zatroskanym losami wspólnej ojczyzny narodu litewskiego, posługującego się dwoma językami. Tę sytuację wykorzystują nacjonalistyczne siły imperialistycznego mocarstwa. Niejednokrotnie czytałem Wasze komentarze, odwzorowujące interesy tego mocarstwa. Komentarze pisane z niezrozumienia sytuacji, komentarze aroganckie i rozbijackie, oparte na nacjonalistycznym ogłupieniu. Niech wymienię tu niektórych przykładowo: Kmicic, Wereszko albo Schlange. Nie mówię, że są płatnymi prowokatorami (bo tego nie wiem), ale sprawiali złe wrażenie. A za nimi powtarzali to liczni zdezorientowani. Tymczasem w Waszym interesie są jak najlepsze, braterskie stosunki z Waszymi rodakami mówiącymi po litewsku. Musicie posługiwać się lepiej od innych językiem litewskim i szanować kulturę litewską. Musicie domagać się takich samych kryteriów znajomości języka litewskiego na egzaminach dla Polaków, jak i pozostała część społeczeństwa. To leży w Waszym najlepszym interesie! Musicie być dobrymi patriotami i kochać Republikę Litewską, bo to jest Wasza Ojczyzna. Musicie być pomostem europejskości w Waszym pięknym kraju. Musicie wzbudzać szacunek politycznych władz do Waszej polskości. A o prawa swoje upominać się w sposób praworządny i kulturalny, a nie nacjonalistycznymi groźbami. Tylko wtedy będziecie cieszyć się z Waszej kulturowej autonomii. Wesołych świąt i pomyślności w 2015 roku. W geście głębokiego szacunku skłaniam się nisko przed panem Arturasem Melianasem.

  25. Jur mówi:

    Do Marko! Nie zupełnie tak: 1.mniejszości należą się prawa do własnego imienia i nazwiska oraz prawa używania własnego języka.Znajomość litewskiego bez prawa używania języka własnego jest
    zwykłym wynarodowianiem znanym już od1940r w Wilnie i niestety w dłuższym okresie skutecznym.
    Metoda jest znana z historii od wielu lat i dobrze o tym wiedzieli Rosjanie i Niemcy w czasie zaborów.Stosowanie tej wypróbowanej metody w XXI wieku i w Europie jest brzydkie i archaiczne,a biorąc pod uwagę Unię Europejską sprzeczne z normami,które członkowie mają przestrzegać.
    2.Prawo własności a szczególnie własność hipoteczna jest normą podstawową która jest na Litwie gwałcona.Przekładem prawo wymiany na czyjąś własność i brak realizacji zwrotu.Tu też działanie w długim czasie w kierunku zasiedzenia i amnestii biologicznej [ umarli nie będą rościć] przykład Tyszkiewiczom tj ich prawnym następcom odmówiono zwrotu].
    3.Jeśli chodzi o AWPL jest partią uczciwą. W polityce nie ma rady jeśli chce się zaistnieć trzeba szukać poparcia i koalicjantów – w przeciwnym razie zniknie się e sceny.Osiągnięte poparcie w tych warunkach i w nieprzyjaznym środowisku jest sukcesem.Nie ma innej opcji trzeba jednoczyć się wokół Tomaszewskiego jeśli chce się mieć cośkolwiek do powiedzenia a spory ideologiczne i polityczne zostawić na boku.Tomaszewski potrafił powiedzieć Pani Prezydent ,ujmijmy to delikatnie – “że mija się prawdą”
    4.Na Litwinów trzeba patrzeć jak na braci i nie należy gasić dróg pojednania, ale też nie można pozwalać aby od 1994r [Traktat Polska-Litwa] robili z tata wariata i mówili o jakimś “świstku papieru”-
    [to cytat]

  26. Marko mówi:

    Do: Jur, 22 grudnia 2014 o godz. 15:11. W moim komentarzu starałem się powiedzieć, że poglądy Arturasa Melianasa uważam za słuszne i zgodne z europejskim duchem oraz prawami człowieka. Z tych poglądów, które podzielam, wynikają też wskazania dla polskojęzycznej społeczności Republiki Litwy. Tymczasem prawa Polaków nie są ani zagwarantowane prawem litewskim, ani tym bardziej nie są przestrzegane. Pan Melianas negatywnie ocenia ten stan i postuluje jego szybką naprawę, co – jego zdaniem – leży w interesie państwa litewskiego. Tym samym interesem kieruję się i ja, bowiem mnie również zależy na szybkiej naprawie tego negatywnego zjawiska politycznego, gdy państwo litewskie brutalnie łamie prawa ludności polskojęzycznej. I bardziej wyraźnie niż pan Melianas mówię, co ze strony Polaków należałoby zrobić, żeby przyśpieszyć osiągnięcie tego celu. To jest tak, jak z dziewczynami. Jeśli chcesz, żeby dziewczyna Cię kochała, to Ty musisz dostosować się do jej wyobrażeń, jakie cechy i zalety powinien mieć jej chłopak. Ktoś na tym forum już opisał stosunki pomiędzy grupami narodowościowymi w Szwajcarii. Ja znam Szwajcarię jeszcze bliżej, gdyż często tam bywam. Tam ludzie się szanują i trzymają razem przede wszystkim dlatego, że uważają siebie za równach i nie pozwalają sobie na jakiekolwiek wybryki nacjonalistyczne. A używają czterech języków i dodatkowo wielu dialektów. Nacjonalizm prowadzi do niezgody i nienawiści. Z nacjonalizmu należy zrezygnować, a o swoje prawa walczyć metodami praworządnymi (sądy i skargi do organów państwa i Unii Europejskiej). Innej rady nie ma! Dlatego napisałem, że w interesie Polaków jest bardzo dobra znajomość języka litewskiego i poszanowanie kultury litewskiej. To przyniesie nam szacunek Litwinów, bowiem przestalibyśmy być traktowani, jako element narodowo obcy w Republice. Ale nie napisałem, że należy zrezygnować z polskich nazwisk czy języka polskiego! Nie napisałem też nic na temat ludności litewskojęzycznej, bo to nie jest mój interes. Ale domyślam się, że pan Melianas doskonle to rozumie, że również Litwini powinni znać język polski i szanować kulturę polską. Tylko spełnienie tych obopólnych warunków zagwarantuje nam normalną sytuację w europejskim państwie, jakim zamierza być Republika Litwy. Obie grupy ludnościowe powinny dążyć do stworzenia warunków równościowych, takich, które panują w Szwajcarii. Nacjonalizm i nienawiść tylko nas oddalają od tego celu.

  27. Jur mówi:

    do Marko 22 grudnia o godz 23:48. Z pewnością nie należy rezygnować z próby polepszenia stosunków polsko-litewskich, a szczególnie w obecnej sytuacji agresji na Krym i zagrożenia Litwy. Intelektualiści litewscy też mają świadomość, że nie jest korzystna dominująca w polityce krajowej orientacja nacjonalistyczno- szowinistyczna. Próby przebicia się poglądów demokratyczno liberalnych ,reprezentowanych np przez dziennikarza R.Valadka lub profesora historii A.Bumblaskasa i w/w polityka Arturasa Meliunasa ,nie znajdują jak dotychczas dostatecznego poparcia .Nie można jednak przesądzać, że to się nie zmieni.

  28. Marko mówi:

    Jur (23 grudnia 2014 o godz. 11:50), Przyjacielu drogi, myślący i rozważny, pierwszym warunkiem polepszenia sytuacji jest świadomość tego, że podział społeczeństwa na dwie różne grupy językowe, z którach jedna traktowana jest dobrze, a druga źle, jest szkodliwy dla państwa litewskiego. Bardzo szkodliwy! Takie podziały wynikają z głupoty rządzących, albo z polityki obcego mocarstwa, które chce sobie podporządkować to państwo. Zdestabilizować państwo jest najłatwiej przez wytworzenie podziałów w społeczeństwie. Ta prawda wynika z zasady “divide et impera” – “dziel i rządź”. Zasadę taką relalizuje się poprzez wrogą propagandę, pokazująca jedną część społeczeństwa w roli ofiary drugiej części społeczeństwa. W tym celu pokazuje się jednych, jako zagrożenie dla drugich i przytacza wydarzenia historyczne w taki sposób zinterpretowane, że mają potwierdzać sprawstwo jednych i cierpienia drugich. W ramach społeczeństwa zadanie to wykonują prowokatorzy, ludzie pobierający za to pieniądze, żeby podsycać nacjonalną nienawiść przeciwko drugiej grupie. I dokładnie to zjawisko obserwujemy zarówno w społeczności litewskojęzycznej, jak i w społeczności polskojęzycznej. To jest dowód brudnej roboty, skierowanej na niszczenie Republiki Litewskiej. Nie znam publicystów litewskich, których nazwiska przytaczasz, ale Arturas Melianas doskonale rozumie zagrożenia wynikającego z podziałów w społeczeństwie RL. I – miejmy nadzieję – problem ten będzie coraz bardziej zrozumiały również dla polityków litewskich. A jeśli chodzi o partię pana Tomaszewskiego, to ja nie twierdzę, że przynosi szkodę dla Polaków. Wręcz przeciwnie. Jest polityczną reprezentacją ludności polskojęzycznej. To dobrze! Ale żeby ta partia robiła coś sensownego dla Polaków, to ja o tym nic nie wiem. Może się mylę, albo o czymś nie wiem, to mógłbyś mnie o tym poinformować. Tymczasem serdecznie pozdrawiam i życzę Ci, Jur, radosnych dni Bożego Narodzenia, najważniejszego święta rodzinnego wszystkich Polaków. Niech pokój zapanuje w Twojej duszy i duszach Twoich bliskich.

  29. hem mówi:

    do Marko (23 grudnia 2014):

    „ A jeśli chodzi o partię pana Tomaszewskiego…. Ale żeby ta partia robiła coś sensownego dla Polaków, to ja o tym nic nie wiem”. ( Marko)
    — To, że Tomaszewski potrafi z nicnierobienia uczynić partyjny program wyborczy – wiemy.
    — I to, że Tomaszewski lubi demonstracyjnie, z dumą, obnosić się przed oczyma krajowej, polskiej i światowej opinii publicznej, z gieorgijewską wstążeczką przypiętą do klapy marynarki – też wiemy.

    Stąd pytanie:
    — A jakby Pan, jako osoba bezstronna, ustosunkowałby się do krążącej w sieci wypowiedzi A.Michnika, że „ ….Tomaszewski jest cwaniakiem, który potrafi manipulować. Oceniam go bardzo negatywnie. Bo jakby realizował scenariusz moskiewskiego KGB i to szkodzi Polakom z Litwy.” ?

  30. józef III mówi:

    “Polak z Zachodu” – Komisja istnieje, pracuje ale jak narazie nic to nie daje por. : http://www.men.gov.pl/index.php/2013-08-03-12-10-01/komisje-podrecznikowe/142-polsko-litewska-dwustronna-komisja

  31. Wereszko mówi:

    @ Ja
    20 grudnia 2014 o godz. 20:39
    “Jaki płynie stąd wniosek? Po pierwsze taki, że dzisiejsi Litwini mają prawo posługiwać się nazwą „Litwa” i nie ma sensu im tego prawa odmawiać.”
    Cały problem polega na tym, że w okresie tworzenia się oddzielnych państw na gruzach b. WKL (m.in. Lietuvy ok. 1918 r.) w języku polskim nie powstała (z różnych powodów, oddzielny temat) nazwa LIETUVA. dla tego nowego państwa.
    W tej chwili gdy ktoś w j. polskim pisze “Litwa”, “Litwini”, “litewski”… to nigdy do końca nie wiemy co ma na myśli, stąd wiele nieporozumień. Np. uczą dzieci od małego o “chrzcie LITWY” a przecież, jak już pisałem wyżej, żadnego “chrztu Litwy” w 1387 r. nie było! Litwa była już wtedy dawno ochrzczona. Był chrzest Auksztoty, potem Żmudzi.
    Uczono mnie w szkole o prastarym obyczaju pn. “Dziady”, oczywiście LITEWSKIM, no bo skoro “Litwo, Ojczyzno moja…”. Akcja “Pana Tadeusza” też rozgrywała się ponoć na LITWIE (czyli dzisiejszej Lietuvie), wystarczy przypomnieć występujące tam “typowo” lietuvskie nazwiska Horeszko, Wojski, Dobrzyńscy, Isajewicze, Mickiewicze, Birbaszowie, Kotwicze, Domejko, Dowejko … Same Lietuvisy! .
    Uczą dzieci o polsko-litewskiej Rzeczypospolitej OBOJGA Narodów, sugerując milcząco, że było to państwo tworzone wspólnie przez Polaków i bałyjskich Lietuvisów, a przecież to kłamstwo! RON, owszem tworzyły DWA słowiańskie narody – Polacy i Rusini, ale nie Polacy i Lietuvisy!
    Przykłady można by mnożyć i mnożyć. Dlatego uważam, że w j. polskim czas najwyższy wprowadzić, porządkujące, rozróżnienie na LITWĘ i LIETUVĘ.

    “Po drugie zaś, że wileńscy Polacy nie są na Litwie zwykłą mniejszością narodową, taką jak np. Białorusini, Karami czy Tatarzy, ale że są (…) jednym z dwóch jej rdzennych narodów. I jako tacy mają pełne prawo być jej współgospodarzami.”
    Zgoda! teraz spróbuj jeszcze przekonać do tego ogół Lietuvisów.

  32. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    do hema-Filipowicza: tak skompromitowana osoba jak ty powinna zaszyć się ze wstydu w jakiejś norze, a nie obrzucać błotem uczciwych ludzi. PS wiele świadczy o tobie fakt, że przytaczasz wypowiedzi Michnika jakby to był jakiś autorytet…. Krytyka ze strony takich ludzi oznacza tylko, że idziemy w prawidłowym kierunku.

  33. Marko mówi:

    Przyjacielu “hem” (27 grudnia 2014 o godz. 12:23). Najpierw muszę wyznać prawdę o sobie samym. Nie jestem ekspertem w sprawach politycznych, ani tym bardziej w sprawch polityki dziejącej się w RL. Jeżeli przedstawiam jakieś poglądy, to są to zawsze poglądy oparte na moim doświadczniu życiowym. Nigdy nie są to niepodważalne pewniki. Jestem otwarty na krytykę moich poglądów i nawet jestem bardzo wdzięczny za krytykę i uwagi, jeżeli jest to krytyka szczera i oparta na wiedzy oraz życzliwości. Tak jest, na życzliwości. Bo przecież nie po to spieramy się na tym forum, żeby jeden drugiego obrażał, lecz po to, żeby dzielić się swoją życiową wiedzą oraz wątpliwościami i wysłuchiwać takiej samej wiedzy życiowej i wątpliwości innych użytkowników tego forum. W ten sposób powiększamy nasze horyzonty myślenia, powiększamy je o mądrość życiową i doświadczenie wszystkich zaangażowanych uczestników dyskusji. Tylko pod takimi warunkami – wzajemnej życzliwości – gotowy jestem uczestniczyć w wymianie poglądów. — Od początku mojego zaangażowania zauważyłem jednak brzydkie zwyczaje panujące na tym forum. Najwyraźniej niektórzy odgrywają tu rolę prowodyrów, i w dodatku prowodyrów o nieczystych zamiarach. Osoby takie z wielkim hukiem i zaangażowaniem głoszą polski nacjonalizm, wyraźnie prowokują ludność litewskojęzyczną, a nawet odgrażają się państwu litewskiemu, mając na względzie jego słabość w stosunku do tzw “Korony”. Tymczasem Korona jest zjawiskiem wyłącznie historycznym. Dzisiaj żyjemy w coraz bardziej jednoczącej się Europie, a RL i IIIRP są państwami zaprzyjaźnionymi. I tę przyjaźń powinniśmy umacniać. Leży to bowiem w interesie społeczeństwa polskojęzycznego w RL. Ale, najwyraźniej!, niektórzy robią tu złą robotę, podszczuwają do nienawiści, prezentują złe cechy polskiej kultury. Osoby te uznaję za prowokatorów na służbie obcego mocarstwa imperialistycznego. Nie wiem, czy robią to na zlecenie, a może i za zapłatą? Ale takie sprawiają wrażenie. Znacznie więcej jest natomiast durni, którzy naśladują prowokatorów i są z siebie bardzo dumni. Nacjonalistycznie dumni. — Co do partii Tomaszewskiego, jest to ugrupowanie politycznie bardzo słabe, niemające prawie żadnego znaczenia w krajobrazie sił politycznych w RL, chociaż dla społeczeństwa polskojęzycznego mogliby być bardzo ważną reprezentację politycznych interesów tego środowiska. Ale nie są. Dlaczego? Jak już wspomniałem, są słabi liczebnie, ale też słabiutcy intelektualnie i osobowościowo. Nawet o panu Tomaszewskim nie można powiedzieć, że ma charyzmę, albo że jest autorytetem moralnym albo autorytetem w w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Jego całym autorytetem jest fakt, że reprezentuje społeczeństwo polskojęzyczne w RL. A chcąc ukształtować sobie autorytet moralny, zabrał się za nieudolne i głupie majstrowanie przy ustawie aborcyjnej i w ten sposób tylko ośmieszył się i – prawdopodobnie – stracił poparcie kobiet w następnych wyborach. W zamian nie uzyskał niczego! Jego antyaborcyjny pomysł został zdecydowanie odrzucony przez partie litewskojęzyczne. To znaczy on sam – w swoich oczach – jest bardzo ważny, ale dla społeczności polskojęzycznej nie uzyskał niczego, a podejmowane próby trafiały w pustkę. Powtórzę tu jednak jeszcze raz: Dla społeczności polskojęzycznej w RL lepiej jest mieć kiepską reprezentację polityczną niż nie mieć jej wcale. — Co do opinii Adama Michnika powiedziałbym, że on wie, co mówi. Jest wytrawnym analitykiem politycznym i ma w tej dziedzinie duże doświadczenie. A jeśli kogoś krytykuje, to nie dlatego, żeby temu komuś zaszkodzić. Michnikowi chodzi o to, żeby osoba krytykowana nie szkodziła swoją postawą sprawie, której niby służy. Jeśli jest nieudałotą, to powinien ustąpić przywództwa osobie zdolniejszej i popierać ją. Wydaje mi się, że takie są intencje Adama Michnika. Serdecznie pozdrawiam.

  34. hem mówi:

    „ O partii bezkrytycznie uwielbianej przez mniejszość polską pisałem najwyrażniej, że nie zajmuje się tym, co należy, że dba wyłącznie o prywatne interesy działaczy, że robi konkurencję Kościołowi, zajmując się ustawą antyaborcyjną, by zbawić Polaków i Litwinów, a przy okazji samego siebie, jako osoby rzekomo wielce moralne.” ( Marko, 22 grudnia 2014 o godz. 12:46)

    Comment:
    Rozbijający się, na czele z wodzem, jeepami i luksusowymi limuzynami po przyciśniętej kryzyzem i bezrobociem Wileńszczyznie awupelowscy działacze: na ekranach, na okładkach – białe ręcę, syte, lśniące i samozadowolone twarze, błyszczące garnitury i krawaty …
    — Wyglądają na niedożywionych ( niektórym przydałby się miesięczny kurs odchudzania), skrzywdzonych i dyskryminowanych?
    Sytuacją ekonomiczną, rynkiem pracy, problematyką socjalną i elementarną egzystencją zwykłego człowieka nikt z tzw. liderów nie zaprząta sobie zbytnio głowy – co innego tabliczki i pisownia nazwisk ( i tu obłuda – część posłów na Sejm RL z ramienia AWPL nie chce nawet zapisywać swoje nazwiska bez litewskich i rosyjskich końcówek, chociaż prawo tego nie zabrania i jest przewidziane polsko-litewskim traktatem 1994 r.).

  35. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    do Marko: skoro, jak sam przyznajesz, nie jesteś ekspertem od spraw polityki dziejących się w RL, to dlaczego wydajesz takie kategoryczne sądy na temat AWPL i jej lidera??? Pachnie mi tu prowokacją, a już szczytem wszystkiego jest robienie z Michnika “dobrego wujaszka”. Owszem, on dba, ale tylko o sprawę której on sam służy. Zachowanie polskości na Litwie tą sprawą jednak nie jest, o czym zapewne dobrze wiesz.
    do hem: Sylwester jest jutro, chyba jakiś falstart w piciu popełniłeś:)

  36. hem mówi:

    do Marko:
    Przesyłam z Wilna Sz.Panu najserdeczniejsze życzenia wszystkiego najlepszego w Nowym 2015 Roku!

  37. Marko mówi:

    Przyjacielu “hem”! Z radością przyjmuję życzenia noworoczne od Ciebie. To są bowiem prawdziwe życzenia od Polaka dla Polaka. Chociaż żyjemy w różnych krajach, to jedno jest nam obu bardzo bliskie, a mianowicie umiłowanie kultury polskiej. Tej kultury z okresu Rzeczypospolitej I, gdy wszystkie narody szanowały się, a uczucie nacjonalizmu nie istniało. Również i ja przekazuję moje serdeczne i najlepsze życzenia wszelkiego dobra i szczęścia w tym nowym roku 2015 – Tobie, Twoim bliskim i wszystkim Twoim przyjaciołom z pięknego Wilna. PS: Na forum jesteśmy wszyscy równi. Jeśli nadal będziesz mnie tytuować per “pan”, to ja też będę musiał tytułować Cię tak samo. Lepiej będzie, gdy pozostaniemy przyjaciółmi. Bardzo Cię proszę, nie “panuj” mnie. Srdecznie pozdrawiam.

  38. B52 mówi:

    Litwini – czy polak / i ten z obecnej RP i ten Wasz/ będzie chciał ginąć za Litwę?
    Za to że jesteście do nas wrogo nastawieni?
    Powyższe wywody przemilczały wiele niewygodnych dla Litwinów kwestii – przypadkiem? Piszące to osoby mądre i wiedzą co piszą. Artykuł jest delikatny ale tendencyjny. Zamiast zmienić moje nastawienie to utwierdzają mnie w okopach konfrontacji.

  39. Wereszko mówi:

    Panie Melianas!
    “Pod tym względem Unia Lubelska i powstanie Rzeczypospolitej Obojga Narodów (…) nie były jakimś przełomem, który mógł zakłócić naturalny bieg wydarzeń, ponieważ oznaczał tylko jeszcze większą konsolidację w obliczu zagrożeń zewnętrznych (zwłaszcza coraz bardziej panoszącej się już wtedy Rosji)”

    W czasach Unii Lubelskiej nie istniało państwo o nazwie Rosja lecz Wielkie Księstwo Moskiewskie, panoszyła się więc nie Rosja lecz Moskale ewentualnie Moskwicianie.
    Unia Lubelska nie utworzyła również państwa o nazwie Rzeczpospolita Obojga Narodów.
    Cytat:
    “3. Iż już Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie jest jedno nierozdzielne i nieróżne ciało, a także nieróżna ale jedna spolna Rzeczpospolita…”
    Państwo o nazwie Rzeczpospolita Obojga Narodów NIGDY nie istniało. Istniała Rzeczpospolita. Od poł. XVII w. pojawia się oficjalna nazwa państwa Rzeczpospolita Polska.

  40. hem mówi:

    do Marko:

    Witam Cię serdecznie w Nowym 2015 Roku!
    Ależ oczywiście, Marko, pozostańmy przyjaciółmi – nie będę Cię “panował”…
    “Chociaż żyjemy w różnych krajach, to jedno jest nam obu bardzo bliskie, a mianowicie umiłowanie kultury polskiej.”
    — Tu zgoda absolutna i dodam jeszcze — Połowa mojej rodziny też mieszka w Polsce. Takie już nasze polskie kresowe powojenne losy.
    Trochę póżniej spróbuję jeszcze ustosunkować się do niektórych Twoich wcześniejszych wpisów dotyczących naszych wileńskich realiów politycznych, i nie tylko.
    Tymczasem nie zniechęcaj się (“patrioci” tylko czekają na to) — Rób swoje i nie patrz na innych, pisz to co uważasz za słuszne, nie zwracaj uwagi na różne brednie wypisywane przez niektórych zawodowych awupelowskich trolli internetowych ( trzeba im tylko współczuć – muszą to robić).

    Pozdrawiam

  41. Wereszko mówi:

    @ hem & Marko
    Jak miło patrzeć na spijających sobie z dziubków dwóch polskojęzycznych Michników – jeden z Polski, drugi z Wileńszczyzny, a obydwa zaprzańce!

  42. Ja mówi:

    do Wereszko: zgadzam się, że dzisiejsza nacjonalistyczna i antypolska RL nie ma zbyt wiele wspólnego z WKL, zresztą na własne życzenie ( po prostu woli odcinać się od dziedzictwa dawnej Litwy i budować swoją tożsamość wyłącznie na języku ). Nie zmienia to jednak faktu, że WKL nie było, jak zdajesz się twierdzić, państwem stworzonym przez Rusinów. Założyli je Bałtowie, właśnie ci z Auksztoty. To oni przejęli kontrolę nad dużą częścią Rusi, nie na odwrót. Jednocześnie, z racji tego, że Ruś była dużo lepiej rozwinięta od Litwy właściwej, bałtyjskie elity Księstwa szybko się zrutenizowały. Język ruski stał się również językiem kancelaryjnym WKL ( litewski nigdy nim nie był ). Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że Giedyminowicze, Radziwiłłowie, itd., nie byli Rusinami. I nie widzę powodu, by odmawiać “Lietuwisom” prawa do nazywania się Litwinami i do schedy po WKL, bo mają takie prawo, z pewnością dużo większe niż Białorusini ( choć nie większe, a powiedziałbym nawet, że mniejsze, niż wileńscy Polacy ).

  43. Jur mówi:

    do Marko 23 grudnia 2014 o godz. 19:17.to dobrze że dyskutujemy na argumenty i staramy się zrozumieć różne punkty widzenia.Z okazji nowego roku 2015 życzę wszystkiego najlepszego.

  44. marek mówi:

    Ja;
    “Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że Giedyminowicze, Radziwiłłowie, itd., nie byli Rusinami. I nie widzę powodu, by odmawiać „Lietuwisom” prawa do nazywania się Litwinami i do schedy po WKL, bo mają takie prawo, z pewnością dużo większe niż Białorusini …”

    Trudno się z takim stanowiskiem zgodzić. Czynnik bałtolitewski miał znaczenie w fazie początkowej tworzenia się WKL i rzeczywiście dał nazwę tworzonemu przez siebie państwu. Tak jak Bułgarzy dali nazwę Bułgarii. W tym sensie dzisiejsi etniczni Balto-litwini, mają prawo do dziedzictwa WKL. Ale poza sporem jest to, że rozwój terytorialny Wielkiego Księstwa spowodował, że od poł. XIII w. utraciło ono homogeniczny bałtolitewski charakter, tak, że za czasów Witolda tereny bałtolitewskie stanowiły tylko 1/10 część państwa, kulturą dominującą stała się kultura staroruska, a dominującym etnosem etnos staroruski. Kolejne lata to nasilające się osadnictwo polskie i jednoczesna polonizacja warstw wyższych i mieszczaństwa, a w XIX wieku także warstw niższych. Do tych przemian etnicznych dochodził jeszcze element napływowy: Karaimi, Tatarzy, Żydzi, Niemcy, a w XIX wieku Rosjanie. Tak więc nie wiem na jakiej podstawie należałoby odmawiać, takim np. Białorusinom prawa do schedy po WKL, skoro są oni kontynuacją etnosu, ktory przez kilkaset lat liczebnie i kulturowo dominował w tym państwie. Tak jak dzisiejsi “Litwini” (Lietuvisi) są kontynuacją etnosu baltolitewskiego.

    Moim zdaniem na sprawę należaloby spojrzeć z zupełnie innej perspektywy, a mianowicie nie z punktu widzenia tego co było w okresie od XIII do XIX wieku, ale z perspektywy stosunku, jaki dzisiaj przejawiaja poszczególne narody do tego dziedzictwa. Wydaje się, że każdy z trzech narodów, które mają historyczne prawa do schedy po WKL, od tego dziedzictwa się zdystansował.
    Lietuvisi odrzucili je wprost, gdyż ideologia założycielska ruchu neolitewskiego bardzo mocno kontestowała ideę WKL, jako państwa wieloetnicznego, wielokulturowego i wieloreligijnego, na dodatek powiązanego z Polską. Według neolitwinów, sam akt unii, był aktem zdrady, a realia wynikajace z tego aktu powodowały cofanie się żywiołu bałto- litewskiego i utratę elit (która nota bene i tak była nieuchronna).
    Z kolei Białorusini też zakwestionowali w dużej mierze dziedzictwo WKL, jako swoje, gdyż na etapie tworzenia się ruchu białoruskiego, który był kierowany do warstw chłopskich, kontestowali szlachecki, katolicki i polskojęzyczny charakter WKL. Za czasów sowieckich te tendencje jeszcze się nasiliły.
    Z kolei Polska też nie była zainteresowana po odzyskaniu niepodległości do podtrzymania idei WKL, nawet w warstwie symbolicznej, jak choćby nazwa państwa, godło, nie mówiąc już o jakimś wyodrębnieniu administracyjnym terenów Księstwa, które znalazły sie w jej składzie.

    Ostatnimi, którzy próbowali nawiązać do idei WKL, byli “krajowcy”, którzy próbowali utrzymać idee samodzielnego, ale wieloetnicznego państwa nawiązującego wprost do tradycji dawnej Litwy, ale nie kontestującego wielowiekowych związków z Polską . Z tym, że nie znaleźli oni zrozumienia, ani w Warszawie, ani w Kownie, ani też i w Wilnie.

    Wydaje się, że idea WKL w tej chwili jest martwa i tak naprawdę z żaden wielkich tworzących je narodów nie ma samodzielnego prawa do jej zawłaszczenia. Być może w istniejących realiach, najbliżej do niej byłoby mieszkającym na Wileńszczyźnie Polakom i Białorusinom, Tatarom, karaimom, a także tym etnicznym Litwinom, którzy nie odrzucają idei wielokulturowości tych terenów (o ile tacy w ogóle są).

    Wreszcie kwestia semantyki, choć podzielam zdanie, że z historycznego punktu widzenia pojęcie “Litwin”, jest sprzeczne historycznie z tym, co dzisiaj pod tym określeniem rozumie się w języku polskim, tj. etnicznym Bałto- litwinem, wyznajacym ideologią neolitewską, kontestującym tak naprawdę idee WKL (lietuvisem), to osobiście nie wierzę, abyśmy mogli to zjawisko w naszym języku zmienić. Tak, jak nie zmienimy, faktu, że w innych językach dzisiejsza nazwa Litwy jest traktowana jako kontynuacja nazwy historycznej i Lithuania, czy nam się to podoba, czy nie leży na terenie, który my określamy jako Republika Litwy.

    Być może semantycznie jest tylko szansa na wykreowanie pojęcia “Starolitwin”, a w przyszłości “Starolitwa”. Ale to już nie od nas zależy.

  45. Ja mówi:

    do Marek: masz oczywiście rację pisząc, że etnos ruski bardzo wcześnie, już w początkach XIV w., zdominował liczebnie i kulturowo Bałtów, doprowadzając do rutenizacji WKL. Ja również pisałem o tym w swoich komentarzach. Nie zmienia to jednak faktu, że założycielami WKL byli Bałtowie i że wielkie litewskie rody ( wszystkie gałęzie Giedyminowiczów, Radziwiłłowie, itd. ) były pochodzenia bałtyjskiego. Oczywiście nie wszystkie, byli też np. Ostrogscy, którzy byli pochodzenia ruskiego ( warto przy tym nadmienić, że według aktualnego stanu wiedzy, część rodów, którym do niedawna przypisywano ruskie pochodzenie, miała jednak korzenie bałtyjskie ).

    Z tezą, że Białorusini są kontynuacją etnosu, który liczebnie dominował w WKL należy się zgodzić, jednak nie ma to większego znaczenia, ponieważ w czasach WKL większość jego mieszkańców nie przejawiała żadnej świadomości narodowej, zaś ci, którzy ją posiadali ( szlachta ) byli pochodzenia już niekoniecznie w większości, a z pewnością nie tylko, ruskiego, ale także polskiego, niemieckiego, tatarskiego, karaimskiego i – nie ma sensu temu zaprzeczać – bałtyjskiego. Rola bałtyjskich Litwinów nie ograniczyła się, wbrew temu co twierdzisz, do dania Wielkiemu Księstwu nazwy. Oni nadal stanowili jego elitę rządzącą, choć oczywiście nie mówili już po litewsku, najpierw się rutenizując, a potem polonizując. Podobną drogę przeszli mieszkańcy Wileńszczyzny, którzy będąc Bałtami, przyjęli najpierw język ruski, a potem polski i polską świadomość narodową. I właśnie z tego względu to oni, wileńscy Polacy, wydają się najbardziej zasługiwać na miano spadkobierców WKL. Litwini zasługiwaliby na nie również, gdyby się od jego dziedzictwa nie odcinali. Tak czy siak odmawianie im prawa do nazwy jest pozbawione sensu.

  46. marek mówi:

    Ja:
    Generalnie zgoda, z historycznego punktu widzenia założycielami WKL były rody pochodzenia bałtolitewskiego. Stąd dzisiejsi Bałto-litwini mają prawo do prawo do utożsamiania się z dziedzictwem WKL. Ale jak już to wykazałem wcześniej takie samo prawo z historycznego punktu widzenia mają Białorusini, czy Polacy. Z tego punktu widzenia każda z tych nacji ma prawo traktować dziedzictwo WKL, jako swoje i żadna z nich w mojej ocenia nie ma tutaj prawa wyłączności.

    Natomiast wątpliwości budzi to, że XIX wieczny ruch neolitewskii, zawłaszczył wyłącznie dla siebie pojęcie “Litwa”, choć budował swoją tożsamość narodową, poprzez odcięcie się od idei które tworzyły WKL. Stworzono tak naprawdę naród, na istniejącym etnosie, a potem państwo, które są zaprzeczeniem wielokulturowego i wieloreligijnego Księstwa. W rezultacie litewskość WKL, a litewskość RL, to są zupełnie różne systemy wartości. Stąd takie zaskoczenie niektórych Polaków, którzy ciągle wyobrażają sobie dzisiejszych Litwinów, jako tych, którzy żyli w XVI, XVII, czy XVIII wieku. I z tego właśnie powodu nazywanie dzisiejszych często antypolsko nastawionych lietuvisów Litwinami budzi nieporozumienie.

    Tyle tylko, że trzeba nam było przeciwdziałać, gdy neolitwini zaczynali zawłaszczać dla siebie tę nazwę.
    Zresztą dzisiaj też mamy podobną sytuację, gdy środowiska ślązakowców próbują zawłaszczyć pojęcia Śląska i Ślązaków.

  47. Wereszko mówi:

    @ marek napisał(a):
    8 stycznia 2015 o godz. 16:16
    “Tyle tylko, że trzeba nam było przeciwdziałać, gdy neolitwini zaczynali zawłaszczać dla siebie tę nazwę…”

    Lietuvcy (wg ciebie neolitwini) wcale nie zawłaszczyli nazwy “Litwa”, bo ona istnieje tylko w języku polskim (po lietuvsku ich państwo nazywa się cały czas LIETUVA). To Polacy zrobili błąd, że w 1918 nowopowstałe państwo nazwali Litwą zamiast Lietuvą. Nie chcieli przyjąć do wiadomości, że na terenie dawnej Litwy powstają państwa narodowe: Lietuva, Białoruś (no, tym to się jednak nie udało), Ukraina (też nie za bardzo). Dlaczego cała ówczesna “klasa polityczna”, z Piłsudskim na czele, to zrobiła? głupi byli? ślepi? Nie. Zadecydowały kalkulacje polityczne – nadzieja na wskrzeszenie WKL a przynajmniej jakiejś konfederacji państw stowarzyszonych z Polską, oddzielających nas od Rosji bolszewickiej. Nazwanie nowopowstałego państwa Litwą, kalkulował Piłsudski, skłoni je bardziej do współdziałania z Warszawą. Niestety, przeliczył się. Lietuvcy nie chcieli słyszeć o jakiejkolwiek konfederacji.
    I tak to, od tamtego czasu, kolejne pokolenia Polaków żyją w Matrixie wtłaczanym im do głów w szkołach i mediach: o chrzcie LITWY, o państwie polsko-LITEWSKIM, o polsko-LITEWSKIM zwycięstwie pod Grunwaldem, o unii polsko-LITEWSKIEJ, o “LITWO, Ojczyzno moja”, o dyskryminacji Polaków na LITWIE, o LITWIE jako naszym strategicznym partnerze itp. itd.

  48. marek mówi:

    wereszko
    To Polacy zrobili błąd, że w 1918 nowopowstałe państwo nazwali Litwą zamiast Lietuvą…

    Tak prawda. Zrobili jednak błąd jeszcze gorszy, zamiast prometejsko siepać sie z bolszewikami na Ukrainie, trzeba było zrobić porządek z rządem kowieńskim.

  49. Jurek mówi:

    Litwa i Polska powinna być razem. Polacy mieszkający na Litwie powinni dobrze żyć z Litwinami. Powinni wybaczyć mord na ludności polskiej w Ponarach, dokonany przez Litwinów z pomocą niemiecką. Dogadać się w sprawie pisowni polskich nazwisk i imion, itp. Jesteśmy w Unii Europejskiej jednym z najbiedniejszych jej członków. Dopiero teraz, gdy weszło Euro, Litwa pozna smak biedy. Często jestem w Wilnie i jest to miasto polskie, tak jak Lublin, Rzeszów, Kraków czy Białystok, a nawet ukraiński Lwów. Bardzo mocno zaniedbane. Nikt nie sprząta chodników, ulic, dróg z zalegającego śniegu. Byłem dwa dni temu. Domki chylą się ku upadkowi. Panuje wszędzie niesamowity smród w toaletach, nawet w eleganckich hotelach czterogwiazdkowych. Tak jak na Białorusi, Rosji, Ukrainie papier toaletowy po załatwieniu potrzeby wrzuca się do kosza. Fe. Nawet w nowoczesnym Centrum Handlowym, gdzie jest nowoczesna umywalka z płaską deską stoi kubełek na “gó……..”. Żadnych środków zapachowych. Hotele brudne. Obsługa straszna, brak uśmiechów, miłego podejścia do gościa, klienta, a jeszcze jak usłyszą język polski to to zachowują się strasznie. Trzeba rozmawiać po niemiecku, angielsku, a najlepiej jak po rosyjsku. W restauracji po zjedzeniu zresztą bardzo smacznego litewskiego jedzenia i opłaceniu rachunku, zostawiliśmy w karcie , jak zwykle w Polsce napiwek kelnerce, zresztą dość spory, bo 10 Euro za miła obsługę w języku polskim. Przy wyjściu na nasze dziękuję i dobranoc nie odpowiedziały nawet uśmiechem. Straszny kraj. Często jeździmy po Europie, tego czegoś nie ma nigdzie, nawet w Bułgarii, czy Chorwacji, która dopiero weszła do Unii. Najgorzej, ze w Wilnie jest nasza ukochana mateczka w “Ostrej Bramie”, która jest zawsze z moją rodziną na dobre i złe jest w takim kraju. Dobrze zrobił mój dziadek i babcia, że zostawili ziemię, dom i inne zabudowania pod Wilnem i wyjechali do Polski. Jednak sentyment do tych rodzinnych stron moich przodków pozostał. Pozdrawiam i życzę porozumienia z Litwinami, bo innego wyjścia nie ma. Są to stare polskie ziemie z ich rdzennymi mieszkańcami mówiącymi jeszcze po polsku. Litwini powinni to rozumieć, bo jak nie to przyjdą “zielone ludziki” i zrobią porządek jak na Krymie.

  50. Marko mówi:

    Jur, długo nie zaglądałem na to forum. Dlatego nie wiedziałem o Twoim komentarzuz 7. stycznia. Masz bzwzględną rację w sprawie dyskusji. Trzeba ze sobą uważne rozmawiać i trzeba przysłuchiwać się, co mówi partner dialogu. Rozmawiając życzliwie, obie strony uczą się od siebie nawzajem. Bardzo ważna jest szczera argumentacja i życzliwość. Ważna wszędzie. W domu i na ulicy. Ale i w całym kraju. Zwłaszcza tak pięknym kraju, jakim jest dzisiejsza Litwa. Jest to kraj wspaniałej tradycji wielokulturowej, tej tradycji, której nie można niszczyć poglądami nienawiści nacjonalistycznej. Wierzę, że na Litwie zmartwychwstanie kultura wielonarodowościowej toleracji. I tego życzę wszystkim Litwinom, tym litewskojęzycznym oraz tym polskojęzycznym. *Zyczliwością i tolerancją budować należy przyszłość tego maleńkiego państwa, ale państwa tak ważnego, że bez niego Europa nie mogła sobie wyobrazić swojej przyszłości. Dziękuję Ci, Jur, za życzenia. Ciebie też obejmuję moimi najlepszymi intencjami na cały rok 2015. Wszystkiego dobrego. Serdecznie pozdrawiam.

  51. Wereszko mówi:

    @ Marko
    “…Litwa. Jest to kraj wspaniałej tradycji wielokulturowej, tej tradycji, której nie można niszczyć poglądami nienawiści nacjonalistycznej…”
    Domyślam się, że pisząc “Litwa” masz na myśli dzisiejszą Lietuvvę. Otóż mylisz się, ta Lietuva, od samego swojego początku w 1918 r. jest krajem o haniebnej tradycji zwalczania wielokulturowej tradycji istniejącej w Litwie czyli Wielkim Księstwie Litewskim. Robi to do dzisiaj i na nic twoje apele do tych szowinistów o życzliwość i tolerancję.

    “…tego maleńkiego państwa, ale państwa tak ważnego, że bez niego Europa nie mogła sobie wyobrazić swojej przyszłości”
    To żart czy masz nie po kolei w głowie? 🙂

  52. hem mówi:

    do Marko:

    Witam Cię i proponuję trochę ożywić dyskusję.
    A więc:
    — Jak, jako Polak, polski podatnik i obywatel RP, oceniasz taką zaistniałą dziwną i paradoksalną sytuację ( gdzie tu interes Polski)?
    — Otóż, przewodniczący ugrupowania Akcja Wyborcza Polaków na Litwie Waldemar Tomaszewski i jego otoczenie nie popiera stanowiska Polski i Litwy wobec konfliktu ukraińsko-rosyjskiego, a prezesi polskich organizacji społecznych na Litwie, otrzymujących niemałe dotacje z budżetu RP, otwarcie w każdych wyborach ( samorządowych,sejmowych albo parlamentarnych) agitują na AWPL.

    Pozdrawiam

  53. Mariusz z Polski mówi:

    Witajcie Wszyscy
    Przeczytałem artykuł oraz wpisy i refleksja mnie taka napadła:
    mieszkam od urodzenia na śląsku (czyli teoretycznie jestem ślązakiem) czuje się 100% Polakiem,
    i wiem, że w Polsce mieszka ok. 2% Niemców. Mają swoją partię, konstytucyjne prawo zasiadania w polskim sejmie, a ostatnio nawet dwujęzyczne tablice nazw miejscowości i komu tu to przeszkadza???? A Litwa robi dokładnie odwrotnie bo z tego co wiem Polacy na Litwie mieli takie przywileje a teraz ich nie ma (i to wszystko dzieje się w ramach Unii Europejskiej)
    Nasza historia jest trochę skomplikowana (choć wydaje mi się że historia polko-ukraińska jest bardziej pokręcona) i nie ma co się do niej odwoływać. Trzeba patrzeć co się dzieje tu i teraz i próbować ze sobą współżyć. Dużo tu zależy od rządzących na Litwie (to im zawdzięczamy obecną sytuację – ale Litwini mogą to zmienić) przywołam tu staropolskie porzekadło: zgoda buduje- niezgoda rujnuje…
    Kochani trzymam za Was kciuki aby Wam Polakom na Litwie żyło się lepiej…

  54. Wereszko mówi:

    @ hem
    19 stycznia 2015 o godz. 09:15
    No i wyszedł z ciebie zwykły totalniak!
    Uważasz, że RP powinna wspierać za granicą tylko te organizacje polskie które popierają politykę aktualnego rządu w Warszawie?
    Proponujesz wstrzymanie dotacji dla tych organizacji do czasu aż przestaną popierać AWPL? A może zakazać ich działaczom prawa wjazdu na terytorium RP, podobnie jak zrobiono to wobec “nieprawomyślnych” Polaków z Białorusi?
    Otóż ja też nie popieram polityki aktualnego rządu RP w sprawie Ukrainy, uważam wręcz, że popierając banderowców prowadzi on politykę SPRZECZNĄ z interesem Polski.
    Wsparcie powinno być udzielane przez Macierz niezależnie od poglądów politycznych “prezesów polskich organizacji społecznych na Litwie”. Każdy kto uważa inaczej, to wg mnie totalniak!

  55. Koroniarz mówi:

    W największym stopniu spadkobiercą Wielkiego Księstwa Litewskiego jest naród polski. To jego kulturę i dziedzictwo tworzą Mickiewicz, Kościuszko, Moniuszko, Piłsudski i tysiące innych, wielkich i małych. Z tego faktu trzeba wyciągnąć wnioski polityczne: Wilno – albo w Rzeczypospolitej, albo w swobodnie utworzonym państwie dwujęzycznym w typie Belgii, z państwową gwarancją praw obu tworzących je wspólnot i z pełną ich równoprawnością, z zagwarantowaniem polskości Wilna i Wileńszczyzny. Ten pierwszy cel jest bardziej naturalny i sprawiedliwszy, drugi ewentualny, tertium non datur.

  56. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    do hem: Waldemar Tomaszewski jako jeden z nielicznych polityków odważył się powiedzieć głośno to, o czym wielu myśli. Bezkrytyczne podejście to tematyki majdanowskiej oznacza tylko albo totalną ignorancję, albo głupotę. Jak wyglądali politycy z RP wykrzykujący na Majdanie banderowskie hasła???? To, że Waldemar Tomaszewski wyłamuje się z głównego nurtu wręcz gloryfikującego Majdan, nie znaczy że nie ma racji. Moim zdaniem żaden polityk nie powinien popierać przelewu krwi, zwłaszcza krwi niewinnych ludzi, bo są inne sposoby rozwiązywanie problemów, nie tylko siłowe

  57. gdaadg mówi:

    Co by nie mówić, ale ten Litwin prezentuje poglądy dużo rozumniejsze, niż ogromna większość narodu litewskiego. Nie widzę sensu atakowania kogoś, kto czyni kroki (wprawdzie skromne i trochę nieudolne), jednak w dobrym kierunku. Trzeba liczyć się z realiami. Przecież nie stanie się cud, że nagle wszyscy Litwini zrozumieją i pokochają Polaków. I on to właśnie najwyraźniej rozumie, próbując stopniowo oswajać obie strony konfliktu ze sobą. Jeżeli mu się uda jeszcze za życia pełne pogodzenie obu chorobliwie skłóconych nacji, zostanie zapamiętany jako pozytywna postać historyczna.

  58. Marko mówi:

    hem, 19 stycznia 2015 o godz. 09:15. Zadajesz mi trudne pytania. Tym bardziej są one trudne, że dotyczą spraw politycznych. Wydaje mi się, że zadaniem AWPL jest reprezentacja interesów litewskich Polaków wobec władz państwowych RL, począwszy od interesów kulturowych, a na interesach politycznych skończywszy. I tu już pojawia się moja trudność, bowiem nie posiadam kompetencji, żeby ocenić, jak, czy w jakim stopniu, AWPL wywiązuje się z tych obowiązków wobec polskojęzycznej ludności w RL. Jest to partia liczebnie bardzo mała i taka jest jej siła perswazyjna w działalności na forum sejmowym. Może dlatego partia ta początkowo skierowała swoje wysiłki na sprawy postronne. I popisała się nieskutecznością wprost kompromitującą. Dobrze by było, gdyby Redakcja KW udostępniła jakąś publicystykę w tej sprawie na swoich łamach i stronach internetu. Wówczas mielibyśmy podstawę do dyskusji. Druga sprawa, to subwencjonowanie polskich organizacji zagranicznych przez władze z Polski. Myślę, że subwencje dla organizacji społecznych w RL nie są uzależnione od poglądów politycznych, prezentowanych przez te organizacje. Subwencje nie są żadną formą wynagrodzenia za poglądy czy działalność polityczną. Ich celem jest poparcie działalności kulturowej na rzecz Polaków w RL. A kultura Polaków w RL jest przepiękna. Jej zalety może łatwo rozpoznać ktoś, kto nie mieszka w RL. Ja jestem tą kulturą zachwycony. Kończąc, chciałbym zwrócić uwagę na wypowiedź “Mariusza z Polski” (20 stycznia). Mariusz przepięknie odniósł się do aktualnych problemów Polaków w RL: “Nasza historia jest trochę skomplikowana (…) i nie ma co się do niej odwoływać. Trzeba patrzeć, co się dzieje tu i teraz, i próbować ze sobą współżyć. Dużo tu zależy od rządzących na Litwie (to im zawdzięczamy obecną sytuację – ale Litwini mogą to zmienić). Przywołam tu staropolskie porzekadło: zgoda buduje – niezgoda rujnuje.” To są mądre i rozważne słowa. Potrzebna jest zgoda. I współpraca. A obecną sytuację można zmienić zgodną współpracą Litwinów i Polaków. To, co rujnuje, to są trujące nacjonalizmy po obu stronach.

  59. hem mówi:

    do Wereszko (20 stycznia 2015, godz. 19:24):

    — Po pierwsze, możesz osobiście nie popierać polityki aktualnego Rządu RP w sprawie Ukrainy, możesz nawet i zafundować kawę komuś, … ale na własny rachunek.
    — Po drugie, prezesi Józio z Jasiem , mogą prywatnie ( na kuchni, na grzybach, na rybach, na podwileńskiej łączce) sobie „politykować” do woli.

    Co innego, ich oficjalne stanowisko, jako prezesów polskich organizacji społecznych na Litwie, w tej lub innej kwestii życia społeczno-politycznego w kraju zamieszkania (np. agitują w wyborach na AWPL, chociaż przewodniczący AWPL Tomaszewski i jego otoczenie nie popiera stanowiska Polski i Litwy wobec konfliktu ukraińsko-rosyjskiego).
    Tu działalność wyżej wspomnianych organizacji, otrzymujących dotacje z budżetu RP, powinna być zgodna z zasadami na podstawie których Rząd RP wspiera Polonię i Polaków za granicą.
    A to znaczy:
    Nadrzędność racji stanu państwa polskiego i jego interesów.Wydatkowanie środków w sposób celowy zgodny z założeniami polityki państwa.

  60. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    Według hema, poglądy liderów polskiej społeczności na Litwie powinny się zmieniać, z każdą zmianą Rządu w Polsce- jak chorągiewki na wietrze. Ale czego można było się spodziewać po Filipowiczu, który dla wielu panów już służył….

  61. hem mówi:

    Dyskutując w temacie agitacji w przestrzeni publicznej na AWPL ( czyt. hem, 19.01 – 24.01.2015) nie sposób pominąć stanowiska dyrektora Domu Kultury Polskiej ( DKP) w Wilnie Ludkowskiego w tej kwestii.

    Dom Kultury Polskiej w Wilnie dar państwa polskiego mieszkańcom Wileńszczyzny.
    Dom Kultury Polskiej w Wilnie,będący własnością Fundacji Dobroczynności i Pomocy “Dom Kultury Polskiej w Wilnie”, swoją misję (czyt. reklamę) spełnia poprzez wzdrażanie zróżnicowanych form działalności kulturalno-oświatowej.

    Tymczasem Ludkowski, jako dyrektor DKP w Wilnie, otwarcie w przestrzeni publicznej agituje na AWPL, chociaż wiadomo, że prawo litewskie zabrania fundacji, bezpośrednio albo przez osoby trzecie, uczestniczyć w działalności politycznej.
    Tym samym dyrektor DKP w Wilnie naraża fundację na restrykcje ze strony władz Litwy.
    A to bez wątpienia,pośrednio, rykoszetem odbije się na interesach wszystkich mieszkańców Wileńszczyzny, w tym i na tych, którzy nigdy nie mieli, nie mają i nie chcą mieć nic wspólnego, ani z Tomaszewskim, ani z jego partią, ani z awupelowską agitacją i propagandą.

    PS.
    Uważniejsi obserwatorzy także zwracają uwagę na brak ustawowo wymaganej i publicznie udostępnionej informacji dotyczącej różnych aspektów działalności DKP w Wilnie, w tym listy członków Zarządu fundacji.
    Dalej, nie widać rocznych sprawozdań z przedstawieniem , m. in.:
    — informacji o kosztach administrowania fundacją, także o przychodach fundacji,
    — informacji o otrzymywanej pomocy i jej wykorzystaniu, o dobroczynności udzielanej przez fundację…
    Itd. itp.

  62. Ryś mówi:

    Znam hema-filipowicza osobiście.Pamiętam, jego komedyjne piruety ,pełne samowychwalania się i pustosłowia.,występując z trybuny przed audytorią. Kto obserwuje portale na K.W. napewno zwrócił uwagę że hem-filipowicz pojawia się tam przeważnie w okresach wyborczyc lub przedwyborczych…to znaczy że ma w tym swój własny interes i napewno rozkaz swoich zwierzchników,którym służy. Jako polityk on jest już dawno skończony jak został wywalony z AWPL. próbował startować z innych partyj i jako kandydat “niezależny”,lecz był zawsze ostatnim. Człowiek,który pracuje tylko za kasę i sprzedaje się za nią nie ma szansy osiagnąć nawet mizernych wyników i szacunku u przyzwoitych ludzi. Dlatego kto go zna,nikt go poważnie nie traktuje a raczej tylko mu współczuje.A komentarze jego śmierdzą niewolniczą pokorą.

  63. hem mówi:

    Słonko coraz wyżej, 1 marca coraz bliżej.

    Powróćmy jeszcze na chwilkę do Wilna.
    Coraz więcej rodaków zastanawia się, czy ten dzisiejszy dziwny byt ( AWPL) można na serio traktować jako partię dążącą w jakiejś realnej perspektywie uczynić coś pożytecznego dla mieszkanców miasta.
    Coraz więcej rodaków zastanawia się, czy aby nie działa tu zasada kolesiostwa, szwagrowstwa i kuzynowstwa.

    Rzeczywiście, “dawno” nie słyszeliśmy, co ma nam do powiedzenia kandydat na mera Wilna W.Tomaszewski.
    Mniejsza o polityczny sens, albo beznadziejny bezsens, zwykłe lanie wody, stanowiące podstawę jego wystąpień publicznych — on po prostu lubi przemawiać przed publicznością niezależnie od tego, czy ma coś do powiedzenia, czy nie.
    O ogólnym rozchwianiu emocjonalnym Tomaszewskiego może świadczyć chociażby fakt braku elementarnej kultury politycznej i kultury obcowania ze zgromadzonymi w audytorium podczas ostatniej dyskusji w PKD.

    No własnie…
    Czy nie zbyt wysoką cenę będzie musiała kiedyś zapłacić wileńska polska społeczność za dzisiejsze przyzwalanie do reprezentowania jej przez takich kandydatów?

  64. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    Tak, 1 marca coraz bliżej, więc i Filipowicz coraz bardziej aktywny 🙂 Jakże on chciałby, by to jego zapraszano na dyskusje, by to on mógł przemawiać publicznie… Ale niestety, wyborcy mają go za nic, słuchać jego wywodów też nikt nie chce, więc zostaje smrodzenie na forum Kuriera. Zazdrość to okropna rzecz hemie-Filipowiczu, tyle już lat minęło od twojego wyrzucenia z AWPL, ale ty dalej nie możesz odpuścić. Dla zainteresowanych zamieszaczam Oświadczenie Prezydium Oddziału AWPL miasta Wilna z 2003 roku:

    We wrześniu br., po półrocznym kompromitowaniu przez Tadeusza Filipowicza organizacji, dzięki której został radnym miasta Wilna, został on wydalony z szeregów AWPL. Tym niemniej w mediach radny Rady samorządu miasta Wilna pan Tadeusz Filipowicz próbuje swą zdradę względem wyborców i społeczności polskiej miasta Wilna przykryć mówieniem półprawdy, a czasem oszczerstwem i perfidnymi kłamstwami.

    W związku z powyższym po raz kolejny oświadczamy, że Prezydium Oddziału AWPL miasta Wilna do ostatniej chwili miało nadzieję, że były prezes przyłączy się do polskiej frakcji AWPL w Radzie samorządu miasta Wilna i będzie służył społeczności polskiej, a nie liberałom z Zuokasem na czele.

    Tadeusz Filipowicz za złamanie szeregu punktów Statutu AWPL 18 lipca 2003 roku został zawieszony w obowiązkach prezesa oddziału, daliśmy mu szansę opamiętania się. Niestety, pan Filipowicz dalej trwał i trwa, działając przeciw Prezydium Oddziału miasta Wilna i Radzie Naczelnej AWPL. Dlatego nie pozostawało nic innego, jak wysunać kwestię o celowości bycia pana Filipowicza w gronie członków AWPL. 4 września 2003 roku prezydium oddziału większością głosów usunęło go z członków AWPL.

    O słuszności tej decyzji potwierdziła uchwała Komisji Nadzorczej AWPL, która 24 września 2003 roku ustaliła, że uchwały prezydium z dnia 18 lipca i 4 września 2003 roku są zgodne ze Statutem AWPL.

    Przez 3 miesiące po wyborach samorządowych były prezes nie zbierał Prezydium Oddziału AWPL miasta Wilna, samodzielnie, bez uzgodnienia z prezydium oddziału i Radą Naczelną AWPL podpisywał protokoły o zawiązaniu koalicji, publicznie ogłaszał sprzeczne z decyzjami partii oświadczenia polityczne. Równocześnie nie odbierał telefonów z siedziby partii, motywując własne zachowanie się chorobą, a tymczasem aktywnie omawiał z liberałami problemy ich partii. Nawet wówczas, kiedy zebrane Prezydium Oddziału miasta Wilna w ciągu trzech godzin oczekiwało w siedzibie AWPL na jego przybycie. Ponadto kompromitował oddział swoim postępowaniem, zachowując się wyzywająco na zebraniach dyrektorów szkół polskich oraz starostów Polaków, zastraszając ich, że zostaną bez pracy.

    T. Filipowicz nie tylko sam oszukał polską społeczność, ale korzystając z naszego zaufania wciągnął na listę wyborczą podobnego sobie sprzedawczyka Jana Dowgiałę, SSPL “Macierz Szkolna” którego nie wytypowało na listę kandydatów, chociaż był członkiem jej Zarządu.

    Okłamywał nas, swoich kolegów partyjnych, mówiąc, że jest chory, a sam brał czynny udział w rozgrywkach politycznych Zuokasa i jego partii. Przesiadywał na różnych naradach liberałów w samorządzie bądź w kawiarniach. Sprzedając interesy polskiej społeczności i wyborców otrzymał stołek przewodniczącego komitetu, chociaż, zdaniem radnych, jest niekompetentny i zupełnie nie nadaje się na to stanowisko. To swą wypowiedzią potwierdził członek komitetu K. Masiulis mówiąc, że wbrew swym przekonaniom o braku kompetencji T. Filipowicza, głosuje zań tylko dlatego, że swego czasu oddał głos na A. Zuokasa, a właśnie jeden głos zadecydował, że stał się on merem.

    Szczytem kompromitacji T. Filipowicza było zaniedbanie rozstrzygania problemu zwrotu ziemi w Wilnie. W ubiegłej kadencji przy cichej aprobacie jego, jako prezesa frakcji, i członka komitetu rozwoju miasta Jana Sienkiewicza 21 grudnia 2002 roku została przyjęta sławetna uchwała Rady samorządu, która do minimum organiczyła możliwości zwrotu ziemi w stolicy. Z kolei w związku ze zdradą Dowgiały i Filipowicza szansa szybkiej zmiany tej uchwały została zaprzepaszczona.

    W związku z powyższym konferencja jeszcze raz domaga się, aby panowie T. Filipowicz i J. Dowgiało zwrócili skradzione polskiej społeczności, a poprzednio przehandlowane liberałom mandaty radnych Rady samorządu miasta Wilna.

  65. hem mówi:

    ad Kransztadzki ( 5 lutego 2015):
    Podobne poczucie nierzeczywistości nawiedziło wielu przed tygodniem po przejrzeniu relacji prasowych ze spotkania z kandydatem na mera Wilna Tomaszewskim w PKD.

    Jak widzimy aparatczykowi Kransztadzkiemu i jego kolesiom i dalej spędza sen z oczu Filipowicz.
    Ale niektórzy boją się tego Filipowicza — nawet pofatygowali się zamieścić cytaty z jakiejś tam ulotki partyjnej.
    Filipowicz — osoba prywatna, nie piastująca w przestrzeni publicznej żadnych urzędów i stanowisk.
    Z kolei Filipowicz jest osobą niezależną, stąd i niewygodną dla paradującego z gieorgijewską wstążeczką Tomaszewskiego, skompromitowanego przewodniczącego ugrupowania Akcja Wyborcza Polaków na Litwie.
    I jak nieładnie o najbliższym kaolicjancie i serdecznym przyjacielu Tomaszewskiego Zuokasie — przecież od podobnych czarnych piarów może postradać kuzynek Kamiński ( specjalista od niezwracania ziemi rodakom).

    do Kazimierza, znaffcy tematu:
    — Ale po co obrażać się, jeżeli coraz wiecej rodaków zastanawia się, czy AWPL można dzisiaj na serio traktować jako partię dążącą w jakiejś realnej perspektywie uczynić coś pożytecznego dla mieszkańców Wilna?
    — Wiem co myślisz: “Jesteśmy ugrupowaniem odpowiedzialnym, dlatego już nic nie będziemy robić…”
    — Nieprawdaż?
    — Tylko nie znikaj daleko. Uwierz, chcę tobie pomóc odnależć się w realu. Prześlę niedługo pewną propozycję dla waszych uśpionych wielbicieli.

  66. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    Kluczem do twoich wszystkich wypowiedzi jest to, że nie jesteś osobą “niezależną” (stanowisk żadnych nie piastujesz, o ile wiem, choć chciałbyś). Raz po raz próbujesz wbić się do polityki po tym jak wyleciałeś z hukiem z AWPL, ale z bardzo marnym skutkiem. Nawet reklamowanie siebie na łamach Kuriera ci nie pomogło 🙂 Raczej zaszkodziło, bo ostatecznie zdradziło, że “nasz” forumowy hemio to Tadeusz Filipowicz z kompleksem na punkcie AWPL i Waldemara Tomaszewskiego. Piszę to wszystko, by czytelnicy wiedzieli przez jaki pryzmat odczytywać to co tu wypisujesz. Trzeba brać pod uwagę, że przemawia przez ciebie złość i zazdrość. Taka osoba nie może być nawet w najmniejszym stopniu obiektywna.

  67. hem mówi:

    do Kazimierza, znaffcy tematu:

    — Czekasz na moją propozycję.Zuch!
    — A więc słuchaj uważnie ( twój wódz też uważnie słucha)– chyba wiesz, że łaska pańska na pstrym koniu jeżdzi.
    — O czym my tu?
    — Aha. Czas już najwyższy zaproponować waszym partyjnym i związkowym aktywistom ( a i kaolicjantom też nie zaszkodziloby) dyskusję na temat:” Z kim lepiej mieć do czynienia w przyszłej polityce współpracy — czy z nieprzyjaciółmi nieprzyjaciół, czy z przyjaciółmi przyjaciół?”
    Naturalnie ten problem musi być z całą odpowiedzialnością przedyskutowany we wszystkich kołach i oddziałach partyjnych i związkowych.Wnioski i propozycje podsumować, zreferować i przedstawić np. na ogólnokrajowym forum przedwyborczym partii.
    — Co z tego mogłoby wyniknąć?
    — Trudno zawczasu robić jakieś prognozy, ale jedno nie budzi wątpliwości, że to zawsze pomoże jeszcze bardziej zmobilizować i skonsolidować masy oraz przyśpieszyć procesy powstawania nowych tffurczych inicjatyw i propozycji — tym samym ostatecznie przyczynić się ……

  68. grzech mówi:

    przyczyna tkwi w tym że daliśmy się podzielić przez naszych wrogów. Obydwa kraje nie są niepodległe, utraciły swoją niezależność na rzecz Eurokoryta, które nas na siebie szczuje. Rządzą nami i nimi obcy pod nazwiskami polskim i bądź litewskimi i trochę zdrajców. Tu tkwi przyczyna. Żmudzini są wodzeni za smycz niemiecką i szczuci na Polaków. Polacy zaś za smycz niemiecką, ruską i żydowską (amerykańską). My trochę jesteśmy w lepszym położeniu bo troje wilków musi się pogryźć by walczyć o przejęcie całego kraju i tu tkwi nasza szansa na niepodległość. Litwa nie ma takiej.
    Ogólnie musimy się nie dawać napuszczać na siebie, ale wspólnie walczyc o niepodległość. Inaczej będzie tak samo. A tego polityka razem z “naszymi” (daję w cudzysłów bo agentura siedząca w rządzie Sejmie itd. nie jest nasza) spuśćmy w kiblu.

  69. hem mówi:

    Słonko coraz wyżej, 1 marca coraz bliżej.

    No tak, czas ucieka.A tu nic, a nic nie słychać o żadnych oświadczeniach, apelach poparcia dla kandydata na mera Wilna W.Tomaszewskiego i jego bloku.
    Nie widzimy tych, składanych przy takich okazjach, oficjalnych podpisów, w rodzaju:
    — Związek ….. …..prezes X,
    — Centrum ….. …..wiceprezes Y,
    — Fundacja ….. …..dyrektor Z,
    Itd. itp.
    Widocznie ogłaszać podobne oświadczenia staje się coraz bardziej problematyczne, i to bynajmniej nie dlatego, że — jak twierdzą niektórzy znawcy wileńskiej sceny samorządowej: “Chłop ma parcie na media”.Po prostu rzeczywistość nie daje się już dalej zaklinać.

    Tu trzeba zacząć z innej beczki.
    Wiadomo, że stworzony program działań AWPL dla Wilna może być porównywalny tylko ze znaną konstrukcją kwadratowego koła.
    Właśnie sens, tej awupelowskiej metafizycznej ekwilibrystyki wyborczej, jest mało zrozumiały zwykłemu zjadaczowi chleba.
    Pozostaje zatem propaganda szeptana, działająca, jak wieść niesie, na zasadzie kolesiostwa, szwagrowstwa i kuzynowstwa.

  70. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    słoneczko coraz wyżej, 1 marca coraz bliżej, a Filipowiczowi coraz bardziej odbija…

  71. Jonny mówi:

    wygląda na to że trzeba Putina żeby co po niektórym odrobinę rozumu z d. do głowy przemieścić.
    mało kto wie że 70% młodych z Litwy już tam nie mieszka zostali tylko starzy i garstka modnych a wiec te powołania z wczoraj do wojska to bicie piany, jak uzbierają 30% poborowych to będzie sukces (podobno jest ich około 3 milionów to ile będzie tych żołnierzy? 10 tyś?). młodzi z resztą i tak nie widzą większego sensu oni sami by chcieli małego przewrotu żeby się coś zmieniło.
    Przepaść mentalna jest i to głęboka, bo tak naprawdę to czym różnią się Litwin od Polaka? a no rożni się i to bardzo: językiem, alfabetem i zupełnie innym myśleniem ba oni mają u to jak porównywać Azjatę z Europejczykiem po prostu ciężko coś wymyślić no może wroga wspólnego który sam się znalazł a i to nie jest pewne czy dojdziemy do wspólnego mianownika.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.