Żydzi na Litwie: Ponad 600 lat historii

429
W Wilnie działa synagoga, jednak prawdziwie religijnych wyznawców judaizmu zostało dziś niewiele. Na sobotnie modły przychodzi około 50 – 60 osób Fot. Marian Paluszkiewicz
W Wilnie działa synagoga, jednak prawdziwie religijnych wyznawców judaizmu zostało dziś niewiele. Na sobotnie modły przychodzi około 50 – 60 osób Fot. Marian Paluszkiewicz

Przybyli na Litwę ponad 600 lat temu. Współżycie układało się różnie: od tolerancji i przywilejów do nienawiści i pogromów. Obecnie na Litwie mieszka około 5 tysięcy Żydów. W przeszłości ich liczba była nawet kilkadziesiąt razy większa. W czasie Holocaustu wymordowano około 95 proc. litewskich Żydów, czyli tzw. litwaków.

Wilno przez długi okres było nazywane Litewską lub Północną Jerozolimą. Jest kilka wersji skąd taka nobilitacja Wilna. Jedna z legend twierdzi, że po wkroczeniu Napoleona do Wilna, cesarz zobaczywszy mnóstwo synagog i modlących się Żydów, miał powiedzieć: „Jest to Litewska Jerozolima”. Z Litwy, a ściślej mówiąc — z terenów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, pochodzi wielu sławnych i znanych ludzi pochodzenia hebrajskiego. Tu urodził się i działał znany rabin, matematyk, znawca kabały Eliasz ben Salomon Zalman, zwany również Gaonem z Wilna. Z tych terenów pochodzi znany angielski chemik, laureat Nagrody Nobla Aaron Klug, rosyjski malarz Izaak Lewitan, francuski rzeźbiarz i kolega Pabla Picassa — Jacques Lipchitz — Dla mnie najważniejszy jest Jasza Heifetz, światowej sławy skrzypek — powiedziała „Kurierowi” Maša Grodnikienė, zastępca prezesa Wspólnoty Żydowskiej na Litwie.

Do swego żydowskiego pochodzenia przyznają się też niektóre dzisiejsze gwiazdy litewskiego show biznesu: David Šamrajus z „Pikaso” czy Gidonas „Bilas” Šapiro ze skandalicznego „ŽAS”.

Dokładna liczba Żydów na Litwie nie jest do końca znana. W oficjalnych statystykach szacuje się, że jest ich około 5 tysięcy. Długoletni prezes Wspólnoty Żydowskiej na Litwie Simonas Alperavičius jest zdania, że liczba może być mniejsza. Za sowietów ludzie pochodzenia żydowskiego, ze względu na karierę, często ukrywali swoją narodowość. Dlatego obecnie ci ludzie czy ich potomkowie mają problemy z identyfikacją. We Wspólnocie nie ma podziałów na tych, których korzenie są z Litwy i na tych, którzy przybyli tu po wojnie. — Ci, którzy urodzili się na Litwie, nawet jeśli ich rodzice przyjechali skądinąd, również są prawdziwymi litwakami— wyjaśnił „Kurierowi” Simonas Alperavičius.

Niestety, zapomniałem język polski, ale wszystko rozumiem. Gdy jednak przyjeżdża ambasador RP, to staram się rozmawiać po polsku — mówi Simonas Alperavičius Fot. Marian Paluszkiewicz
Niestety, zapomniałem język polski, ale wszystko rozumiem. Gdy jednak przyjeżdża ambasador RP, to staram się rozmawiać po polsku — mówi Simonas Alperavičius Fot. Marian Paluszkiewicz

Sam prezes urodził się w 1928 roku w Wilnie w tradycyjnej żydowskiej rodzinie. Ojciec Simonasa Alperavičiusa, z zawodu inżynier, odbył służbę w Wojsku Polskim. W wieku 5 lat Simonasa Alperavičiusa wraz z rodziną nielegalnie przeniósł się do Kowna. Decyzję rodzinną Simonas Alperavičius tłumaczy tym, że mimo wszystko, Wilno w owym okresie było polskim prowincjonalnym miastem, a jego ojciec z wyższym wykształceniem po studiach w Niemczech, nie mógł znaleźć odpowiednią pracę. Z Kowna w 1941 roku Alperavičiusowie musieli uciekać w głąb Rosji. — Gdybyśmy nie uciekli, to podejrzewam, że nie byłoby dzisiejszej rozmowy — wyznał Simonas Alperavičius.

Między sobą litewscy Żydzi rozmawiają przeważnie po litewsku lub po rosyjsku. Tylko bardzo nieduża część wspólnoty w życiu powszednim używa jidysz, chociaż Wilno jest dziś jedynym miastem na świecie, w którym tradycje jidysz są ciągle kontynuowane. Pierwszym językiem Simonasa Alperavičiusa, w którym zaczął rozmawiać, był polski, jidysz doszedł później, nie mówiąc już o litewskim czy rosyjskim. — Obecnie, niestety, zapomniałem język polski, ale wszystko rozumiem. Gdy przyjeżdża ambasador RP, to staram się rozmawiać po polsku — wytłumaczył „Kurierowi” Simonas Alperavičius.

Język polski nadal jest językiem znanym w światowej diasporze żydowskiej. Maša Grodnikienė opowiada, że kiedy spotkała się z matką męża swojej córki. Kobieta urodzona w Polsce, między innymi dzięki miejscowej ludności ocalała od zagłady, obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii. — Ona nie znała jidysz, ale perfekcyjnie mówiła po polsku. Ja, chociaż urodziłam się po wojnie i nie pochodzę z Wilna, to język polski trochę znam. Bardzo dobrze nam się rozmawiało — opowiada Grodnikienė.

Żydzi zazwyczaj są kojarzeni ze swoją religią — judaizmem. W Wilnie działa synagoga, jednak prawdziwie religijnych wyznawców judaizmu zostało dziś niewiele. Na sobotnie modły przychodzi zaledwie 50 – 60 osób. Według Alperavičiusa, to właśnie wspólnota, przy której działają szkoła, przedszkole, biblioteka oraz muzeum, pomaga dziś litewskim Żydom przetrwać. Przy Wspólnocie działa kilka klubów dla starszych i młodszych. W tym roku, pod koniec sierpnia, odbędzie się trzeci Światowy Kongres Litwaków. — Bardzo cieszę się z tego faktu, że i Zjazd Wilniuków odbywa się niemal w tym samym czasie — powiedziała nam Maša Grodnikienė.

Pierwsza wzmianka o Żydach w Wielkim Księstwie Litewskim pochodzi z 1388 r., kiedy książę Witold nadał pierwszy przywilej gminie żydowskiej. W Wilnie Żydzi zaczęli masowo osiedlać się na przełomie XVI i XVII wieku, aby w krótkim czasie stać się jednym z większych i znanych centrów żydowskich na świecie. W tamtych latach wspólne państwo polsko – litewskie było jedynym krajem w Europie, gdzie naród żydowski mógł normalnie rozwijać się.

W 1918 r. duża część Żydów poparła aspiracje niepodległościowe Litwy. Na Litwie kowieńskiej Żydzi stanowili największą mniejszość narodową. Szacuje się, że ówcześnie na terytorium obecnej Litwy (czyli wraz z Wileńszczyzną) mieszkało ponad 250 tysięcy Żydów. Na Litwie zostało nawet powołane specjalne ministerstwo ds. Żydów. W pierwszych latach litewskiej niepodległości ludność żydowska cieszyła się szeroką autonomią. Żydzi zasiadali w Sejmie i byli litewskimi dyplomatami. Sytuacja zaczęła się zmieniać w latach następnych, zwłaszcza po przewrocie 1926 roku. Zresztą w tej lub innej formie antysemityzm i nacjonalizm był czymś charakterystyczny dla ówczesnego okresu w wielu krajach.

Czarną kartą w historii stosunków litewsko – żydowskich są lata II wojny światowej, w czasie której niemieccy naziści i miejscowi kolaboranci wymordowali ponad 90 proc. litewskich Żydów. Dla Simonasa Alperavičiusa dotychczas jest czymś bolesnym i niezrozumiałym ten zwrot w świadomości litewskiego społeczeństwa. Simonas Gurevičius, dyrektor wykonawczy Wspólnoty Żydowskiej, jest zdania, że wpływ na wzrost nastrojów antysemickich przed i w czasie wojny miała niemiecka propaganda. Obaj jednak odżegnują się od tego, aby Litwinów nazywać narodem morderców i stawiać znak równości między Litwą pod okupacją i Litwą obecną. — Na Litwie, jak w każdym narodzie, był odsetek ludzi dobrych i złych, byli ci, którzy ratowali i ci, którzy mordowali — wytłumaczył pozycję swoją i wspólnoty Simonas Alperavičius.

Mitem nazywają przedstawiciele Wspólnoty panujący stereotyp, jakoby Żydzi byli zwolennikami Związku Radzieckiego i komunizmu. — Żydzi nie mogli wybrać, po której stronie barykady stanąć. Były dwa bloki, dwie ideologie i oczywiście nie mogliśmy wybrać nazizmu — tłumaczy sytuację sprzed 60 lat Gurevičius.
Pierwsze oznaki stalinowskiej kampanii „antysemickiej” zaczęły się już po wojnie. Litwa pod tym względem była bardziej „liberalna”, dlatego od razu po wyzwoleniu tych terenów spod okupacji niemieckiej zaczęły tu przebywać Żydzi z Rosji i innych terenów Związku Radzieckiego. — Był to proces naturalny. Zarówno materialnie, jak i politycznie tu było lżej. Lżej było wyjechać do Polski, skąd można było wyemigrować do Izraela — wytłumaczył Simonas Alperavičius.

Kwestia żydowska w późniejszych latach na Litwie również nie była tak dotkliwa, jak w pozostałej części Związku. W latach 70. – 80. na Litwie działały nielegalne żydowskie szkółki „niedzielne”. Simonas Gurevičius uczęszczał do jednej z nich. — Zajęcia odbywały się albo w prywatnym mieszkaniu, albo w szkołach, jeśli akurat dyrektor szkoły był Żydem. Władze litewskie raczej patrzyły na tą działalność przez palce, bo również nie lubili sowietów — mówi Simonas Gurevičius.

Większość litewskich Żydów poparła litewskie aspiracje niepodległościowe. W 1988 r. na tzw. Olimpiadzie Machabejskiej reprezentacja Żydów z Litwy wystąpiła pod litewskimi barwami narodowymi. Obecnie prezes wspólnoty ma pewien żal, że nie patrząc na zaangażowanie litewskich Żydów w odzyskanie niepodległości, na Litwie nadal jest żywy antysemityzm. — Na Litwie nie ma państwowego antysemityzmu, ale u władzy są ludzie, zarażeni tym bakcylem — dzieli się swoimi myślami Simonas Alperavičius.

Antysemityzm czy pochody neonazistów są prawie w każdym państwie europejskim. Problem tkwi w tym, że na Litwie na takie zajścia jest brak odpowiedniej reakcji sfer rządowych. Antysemityzm na Zachodzie i na Litwie ma również różne podłoża. Na Zachodzie antysemityzm nie wynika z jakichś „wiekowych” stereotypów, po prostu tam są silne muzułmańskie wspólnoty i są akcje wymierzone w państwo Izrael, solidaryzujące się z Palestyńczykami, czego na Litwie nie ma — uważa Simonas Gurevičius. Dodaje przy tym, że dużym błędem społeczeństwa litewskiego jest myślenie, że antysemityzm jest problemem żydowskim. — Oczywiście jest nam przykro, że coś takiego istnieje, ale to problem całego litewskiego społeczeństwa. To że antysemityzm jest mocny na Litwie, wpływa ujemnie na wizerunek Litwy — uważa Gurevičius.

Antysemickie nastroje nasila sprawa zwrotu mienia Wspólnocie Żydowskiej. — Wspólnota Żydowska nie prosi jakichś wyjątkowych praw dla siebie. Po prostu na Litwie jest ustawa, według której Kościołowi Katolickiemu i innym wspólnotom wyznaniowym zwrócono mienie. Natomiast Wspólnota Żydowska dzięki obiektywnym okolicznościom i swoje odmiennej strukturze nie mogła skorzystać z tych przepisów. Problem tkwi w tym, że społeczeństwo nie chce tego zrozumieć, a rządzący nie chcą mu wytłumaczyć — uważa Simonas Gurevičius.

Wszyscy rozmówcy podkreślają swoją mocną więź z Litwą. Podczas zawodów sportowych zawsze kibicują litewskim sportowcom. — Oczywiście, gdy gra Izrael z Litwą pojawia się pewien problem — uśmiecha się Simonas Alperavičius. Takich dylematów nie ma Simonas Gurevičius: — Zawsze kibicuję Litwie. Gdy grał „Žalgiris” z „Maccabi” pojechałem kibicować „Žalgirisu”, ale gdy jego kibice zaczęli krzyczeć „Juden raus”, to przesiadłem się do kibiców „Maccabi”. Chociaż zawsze kibicuję Litwie — przyznaje się Simonas Gurevičius.