Z perspektywy Parlamentu Europejskiego — sprawy Wileńszczyzny

372
Polacy na Litwie mają nadzieję, że Parlament Europejski zagwarantuje obronę praw mniejszości narodowych Fot. Robert Mickiewicz

Litewscy posłowie zasiadają w Parlamencie Europejskim (PE) już blisko 7 lat. Przez cały ten okres regularnie (11 razy w roku) wyjeżdżają na sesje parlamentarne do Strasburgu, jednej z dwóch — obok Brukseli — stolic Unii.

Profesor Vytautas Landsbergis robi to już drugą kadencję z rzędu. Jednak wygląda na to że tych lat było za mało, aby litewscy politycy, w tym wyżej wymieniony profesor, stali się prawdziwymi Europejczykami, dla których prawa człowieka (w tym prawa mniejszości narodowych) to nie tylko słowa i deklaracje, ale przede wszystkim konkretne czyny. Jak na razie nasi „Europejczycy” zapalczywie bronią Litwy przed jej obywatelami polskiej narodowości.

Dlaczego nie chcą się uczyć europejskości? Nie wiem. Być może dlatego nie spacerują uliczkami uroczego Strasburgu. Miasta jak najbardziej nadającego się do takich lekcji. Od wieków walczyli o Strasburg Francuzi i Niemcy. Wielokrotnie miasto przechodziło z rąk do rąk. Dzisiaj jednak to miasto nie dzieli, a łączy obydwa narody. Naoczną ilustracją tego są właśnie ulice Strasburgu, których nazwy zapisane są na tabliczkach w dwóch językach — po francusku i niemiecku. Ulica Pont du Faisan, a ciut niżej czytamy Fasanenebrueckel, ulica Quai Des Moulins obok Müeblstade.

I tak w całym mieście nie zważając, że dzisiaj Niemcy stanowią nieznaczny odsetek mieszkańców miasta.

Strasburg jest miastem jak najbardziej nadającym się do lekcji tolerancji i poszanowania praw człowieka Fot. Robert Mickiewicz

W minionym tygodniu, aby spojrzeć na sprawy Wileńszczyzny z perspektywy Unii Europejskiej, w Strasburgu przebywała grupa dziennikarzy polskich mediów na Litwie. W ciągu kilku dni rozmawialiśmy o naszych wileńskich sprawach z europejskimi politykami, w tym z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Jerzym Buzkiem.

Jeszcze w minionej kadencji PE kwestia łamania praw Polaków na Litwie była praktycznie nieznana dla europejskich polityków. Sytuacja się zmieniła po wyborach 2009 roku, gdy do PE został wybrany lider AWPL Waldemar Tomaszewski.

„Ta sprawa pojawiła się dwa lata temu. O tym mówiło się i wcześniej, ale nie miało to większego przebicia. Od dwóch lat ta sprawa jest mocno poruszana zarówno w Parlamencie Europejskim, jak również pytania są kierowane do Rady UE. Ta sprawa żyje, co pokazuje, że Litwa ewidentnie łamie prawa człowieka, prawa obywatela, prawa mniejszości narodowych” — powiedział nam Ryszard Czarnecki poseł do PE z ramienia partii Porządek i Sprawiedliwość należący do frakcji Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy w Parlamencie Europejskim.

Polski polityk bez ogródek mówi, że wybór Polaka z Wileńszczyzny do PE — „to jest dar od Boga załatwiony polskimi głosami w wyborach. Waldemar Tomaszewski ma w ręku wielką broń. On może nie tylko sprawy Polaków na Litwie przedstawiać w PE, ale także informuje o tym nieformalnie. Inicjuje inne działania. Tworzy swoiste lobby na rzecz Polaków na Litwie i niekoniecznie musi być przy tym widoczny na zewnątrz. Uważam, że jest to kluczowa sprawa, że Polakom na Litwie udało się przekroczyć próg procentowy i wprowadzić po raz pierwszy swego przedstawiciela do PE. Jest to ważny instrument w obronie praw Polaków na Litwie. Waldemar Tomaszewski cieszy się tu autorytetem i sympatią, jako człowiek, który potrafi walczyć o sprawy polskiej mniejszości”.

Przewodniczący AWPL Waldemar Tomaszewski od dwóch lat walczy w Parlamencie Europejskim o prawa Polaków na Litwie Fot. Robert Mickiewicz

Sam europoseł z Wileńszczyzny mówi, że pierwszą sprawą do załatwienia w PE jest właśnie nagłośnienie kwestii łamania praw Polaków na Litwie.

„Musimy pukać do wszystkich drzwi. Musimy starać się szukać swoich potencjalnych sprzymierzeńców nawet poza Europą. Ale to, że jesteśmy w UE, oznacza, że działać musimy przede wszystkim tutaj. I właśnie działamy. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nie uda się rozstrzygnąć wszystkich naszych spraw natychmiast. W Europie były takie sytuacje, że mniejszości narodowe po 40 i więcej lat walczyły o swoje prawa. Tak, na przykład, we Włoszech, w północnym Tyrolu walka mniejszości niemieckiej trwała 40 lat. Ale dzisiaj ten konflikt jest zażegnany, bo wszystkie postulaty mniejszości niemieckiej zostały spełnione. Mają niemieckie szkolnictwo, napisy. Czyli wszystko to, o co również nam chodzi. Zabiegali o to 40 lat, my natomiast walczymy nieco mniej. Bo jesteśmy zrzeszeni w polskie organizacje od 22 lat. Właśnie takie działania jak pisanie petycji, rozmowy, negocjacje, ale też działalność parlamentarna, w tym tu, w PE, w parlamencie krajowym sprzyjają temu, że nasze sprawy będą rozstrzygnięte. Ale pierwszym krokiem ku temu jest właśnie nagłośnienie naszych problemów. Ponieważ nie wszyscy o nich wiedzą. Przecież każdy ma swoje określone biedy” — mówi Waldemar Tomaszewski.

Ze zrozumiałego powodu sprawa Polaków na Wileńszczyźnie najbardziej leży na sercu europosłom wybranym w Polsce. Ze 736 posłów z zasiadających w PE krajów Polska wybiera 50. Z kolei Litwę reprezentuje tam 12 europosłów.
Jak mówią polscy politycy, w sprawie obrony praw polskiej mniejszości na Litwie nie ma wśród nich podziałów politycznych.

„Nigdy bym nie odważył się powiedzieć, że sprawy Polaków gdziekolwiek mieszkających, są nieważne dla Ojczyzny. Dla mnie jest niezwykle smutnym i przykrym, że dwa kraje będące w tej samej organizacji międzynarodowej nie potrafią stosować tych samych standardów. Podstawowym elementem bycia w jednej organizacji międzynarodowej, w jednej wspólnocie, w jednej rodzinie — jest przestrzeganie tych samych standardów. Gdyby taka sytuacja zaistniała w Polsce — to też bym ją krytykował. Skoro ona zaistniała w stosunku do naszych rodaków, mieszkających na Litwie od wieków, to musimy krytykować to, co czynią władze litewskie. Uważam, że jest to niezgodne z prawem międzynarodowym i jest niezgodne z Unią.

Tu, w PE, prowadzę często spory z profesorem Landsbergisem, byłym prezydentem Litwy. Spieramy się o to w jaki sposób różne rzeczy można postrzegać, jak rozwiązywać problemy. Natomiast jest potrzebna bardzo silna nić porozumienia między Polakami na Litwie a władzami polskimi w kontekście tego, co tak naprawdę zrobić można” — mówi Tadeusz Zwiefka, poseł do PE z ramienia Platformy Obywatelskiej. W PE należy do frakcji Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci).

Janusz Wojciechowski, poseł do PE z ramienia PiS i należący do frakcji Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, jest osobiście mocno związany z Wileńszczyzną.

„Bardzo mnie martwi sytuacja Polaków na Litwie. Jestem z Wilnem osobiście bardzo związany. Jest to rodzime miasto mojej świętej pamięci matki. Jestem więc silnie związany z Wileńszczyzną i Polakami, którzy tam żyją. Zachowali polskość, swój patriotyzm. Dając często dowodowy największego patriotyzmu. Trudno jednak pojąć, dlaczego władze litewskie są tak uparte w tej sprawie. Ja dużo podróżuje po Europie. Jadę na Słowację i widzę tam napisy węgierskie, jadę przez Rumunię — też mogę tam zobaczyć napisy węgierskie, w Tyrolu, należącym do Włoch, widzimy napisy niemieckie, w Hiszpanii — katalońskie, również u nas, w Polsce, można spotkać na Opolszczyźnie napisy niemieckie, a w Puńsku napisy litewskie. Nikomu to nie przeszkadza, nikomu to nie sprawia krzywdy. Nie rozumiem, dlaczego mniejszość polska na Litwie jest jedyna w Europie, której odebrano prawo używania własnego języka” — oburza się europoseł z Polski.

Tabliczki z nazwami ulic po francusku i niemiecku w Strasburgu Fot. Robert Mickiewicz

Jednak sprawa dyskryminacji Polaków na Litwie staje się coraz bardziej znana nie tylko europosłom wybranym w Polsce. Jak mówi Waldemar Tomaszewski:

„W minionym roku złożyliśmy pisemne oświadczenie w sprawach mniejszości narodowych na Litwie, które podpisało 84 posłów. I to jest bardzo dużo. Co jest ważne, że ci posłowie przedstawiają 17 krajów z 27 wchodzących w skład UE”.

Nasze sprawy są również bliskie posłom z Węgier.

„Ten temat dla przykładu jest szeroko nagłaśniany przez węgierskich kolegów. Wiadomo, oni mówiąc o Polakach na Litwie, myślą w gruncie rzeczy także o Węgrach na Słowacji, Węgrach w Serbii w Wojewodynie i tu jakby taki wspólny front istnieje. Litwa więc nie może liczyć na pobłażanie” — mówi Ryszard Czarnecki.

Sprawom polskiej mniejszości poświęca się również specjalne posiedzenia. Jednym z najważniejszych było posiedzenie frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Wilnie.

„To było wielkie wydarzenie, ponieważ po raz pierwszy od 7 lat członkostwa Litwy w UE frakcja PE miała u nas swe posiedzenie. Tam również zgłosiliśmy temat ochrony praw mniejszości narodowych. Drugim ważnym tematem nagłośnionym na posiedzeniu frakcji była sytuacja w rolnictwie. Właśnie na tej konferencji po dłuższej dyskusji nawet posłowie z Wielkiej Brytanii, którzy te sprawy nie bardzo rozumieją, wypowiadali się w ten sposób, że owszem, że jeżeli przesunęła się granica, że jeżeli mniejszość jest rdzenna, autochtoniczna, to, oczywiście, standard ochrony ich praw powinien być o wiele większy. Więc te działania, rozmowy, dyskusje, listy, petycje wpływają na to, że pozyskujemy coraz więcej zwolenników, którzy będą wpływali na to, aby nasze problemy rozstrzygnięto” — opowiada o swej działalności w PE Waldemar Tomaszewski.

Obecność problemu polskiej mniejszości w Parlamencie Europejskim dostrzegają również posłowie z Litwy.

Leonidas Donskis, poseł z ramienia Ruchu Liberałów Litwy, członek frakcji Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy, przyznał, że odczuwa obecność sprawy polskiej mniejszości na forum europejskim.

„Bardzo ubolewam, patrząc na to, co się dzieje w polsko-litewskich relacjach. Część z tych problemów to niewątpliwie błędy popełnione przez Sejm Litwy. Przyjmując poniektóre ustawy, problemy stworzono z niczego.

Błędem było również obranie bardzo konfrontacyjnego tonu rozmowy. Trzeba było normalnie usiąść i rozmawiać ze swoimi obywatelami, którzy mają swój ojczysty język, swoją kulturę. Była przecież możliwość normalnie rozmawiać i wyjaśnić wiele spraw. Być może istnieją jakieś techniczne problemy. Ale dla rozmowy wybrano dramatyczną nutę — że ktoś kocha ojczyznę — Litwę — a ktoś nie kocha. To obraziło ludzi, oddaliło i nie rozwiązało problemu. Przecież prawo do swojej osobowości, do swego nazwiska jest rzeczą naturalną. Niewątpliwie trzeba było pozwolić ludziom pisać swoje nazwiska w języku ojczystym. To samo dotyczy podwójnych nazw ulic. Druga strona również odpowiadała nieproporcjonalnie. Odpowiedzi polskich polityków z najwyższych władzy były nieproporcjonalne do problemu. Wierzę, że ludziom świata kultury po jakimś czasie uda się naprawić błędy popełnione przez polityków. Jednak, ponieważ takiego dialogu nie było, to te sprawy trafiły do polityki i z tego rzeczywiście zrobiono politykę. Te sprawy teraz trafiły również do PE” — tłumaczy swoją wizję sytuacji wokół polskiej mniejszości liberalny polityk, profesor filozofii Leonidas Donskis.

Jednak aktywność na rzecz obrony praw Polaków na Litwie wywołuje kontrdziałania ze strony większości litewskich polityków zasiadających w PE.

W czerwcu tego roku wystosowali otwarty list do najwyższych władz Unii Europejskiej. W swym liście oświadczyli, że Litwa absolutnie przestrzega praw mniejszości narodowych — w tym polskiej — oraz bez ogródek zaatakowali Waldemara Tomaszewskiego. List podpisała większość europosłów wybranych na Litwie, w tym również liberał Leonidas Donskis.

W rozmowie z dziennikarzami polskich mediów na Litwie tłumaczył, że „podpisałem ten dokument w dobrej intencji. Ponieważ ten problem był podniesiony do poziomu stosunków pomiędzy obydwoma krajami. To był sygnał ze strony naszych europosłów, że ten problem trzeba rozwiązywać konstruktywnie. Mój podpis absolutnie nie oznacza, że wszystko jest dobrze. Ale nawet jeśli tam były sformułowania, z którymi nie do końca zgadzam się, to wydaje mi się, że ja ten swój malutki grzech odpokutowuję, mówiąc i pisząc otwarcie, że nie wszystko jest dobrze”.

Zdaniem Waldemara Tomaszewskiego, list litewskich europosłów oraz inne podobne działania są próbą zakłamywania istniejącej na Litwie sytuacji.

„Oni nie chcą stworzyć dla mniejszości szerszych praw i warunków, starają się więc zakłamywać sytuację. Przykładem tego jest list 10 europosłów litewskich inspirowany przez Landsbergisa i Morkūnaitė, w którym na białe mówi się, że jest czarne. I naszym zadaniem jest, żeby te przeciwdziałania zneutralizować. Przecież my nie chcemy nic nadzwyczajnego. Przez 19 lat również na Litwie obowiązywały te standardy, była Ustawa o Mniejszościach Narodowych, która została anulowana, mieliśmy dobrą Ustawę o Oświacie, która została pogorszona.

Nie chciałbym oskarżać o te działania całą Litwę. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że robi to rządząca obecnie koalicja.  Konserwatyści, którzy próbują w ten sposób pozyskiwać głosy radykalnych i nacjonalistycznych wyborców, liberałowie — co jest bardzo dziwne, że stoją dzisiaj na pozycjach nacjonalistycznych. Chyba że również mają jakieś cele polityczne. Bo przecież mieliśmy przed laty inną koalicję i nie było takich problemów. W 2003 roku była też uchwalona Ustawa o Oświacie, która wszystkim odpowiadała. Była dobra dla nas i odpowiadała dla państwa litewskiego. Niestety, obecna koalicja poszła inną drogą.

Ale jestem optymistą. Za rok będziemy mieli wybory i na pewno sytuacja może się zmienić. A my jesteśmy zdeterminowani bronić swych słusznych spraw”.

Ważne znaczenie w obronie praw Polaków na Litwie mają również struktury Unii Europejskiej. Wszyscy nasi rozmówcy w Strasburgu podkreślali, że aktywne działanie na forum europejskim powinno wymusić na władzach Litwy dostosowania się do europejskich standardów w dziedzinie ochrony praw mniejszości narodowych.

Jak mówi Tadeusz Zwiefka: „Instytucje UE nie są upoważnione w ingerowanie do — na przykład — procesów oświatowych w budowanie programów nauczania. To są wewnętrzne sprawy każdego z krajów członkowskiego. Jedyny element niesienia pomocy jest taki, że możemy tutaj, w PE (o co apeluję), zorganizować poważną debatę na temat praw mniejszości narodowych, bo to nie jest tylko problem polsko-litewski. Ta debata może stać się presją moralną”.

Z kolei Ryszard Czarnecki uważa, że „ta sprawa będzie coraz bardziej umiędzynaradawiana. A także sądzę, że rząd Polski podejmie ją na forum Rady UE. Sądzę więc, że Litwa kroczy w ślepy zaułek. Mam nadzieję, że lituanizacja, jaką zastosowano w okresie międzywojennym w stosunku do Polaków z Litwy Kowieńskiej, nie powtórzy się teraz w stosunku do Polaków z Wileńszczyzny.

Sam fakt pokazania, że Litwa nie przestrzega praw człowieka, praw mniejszości narodowych jest niezwykle ważny. Jeżeli melodia obrony Polaków na Litwie będzie grana na wielu fortepianach Parlamentu Europejskiego, Komisji i Rady to ta presja państwa polskiego i broniących się Polaków na Litwie osiągnie skutek. Kropla drąży skałę częstym padaniem”.

Zdaniem Janusza Wojciechowskiego, niezwykle ważną rzeczą na danym etapie jest jak najszersze nagłośnienie sprawy Polaków na Litwie.

„Trzeba to coraz bardziej nagłaśniać. Robiliśmy to dotychczas delikatnie, ale, być może, zbyt delikatnie. Trzeba zorganizować poważną debatę w PE. Mam nadzieję, że władze litewskie same zrozumieją swoje postępowanie. Przecież Litwa i Polska w wielu sprawach mają wspólne interesy. Jest wiele spraw, w których Polska i Litwa powinny być razem. Więc musimy ten sztuczny i niepotrzebnie stworzony problem rozwiązać” — mówi Janusz Wojciechowski.

Debata na temat praw mniejszości narodowych wywołuje obawy w tak dużych krajach Unii, jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania borykających się z problemem masowej emigracji.

Jak twierdzi europoseł Wojciechowski:

„Debata na temat mniejszości narodowych w PE jest dosyć trudna. Bo jest tu pewne niezrozumienie, szczególnie ze strony krajów starej Unii — Francuzów, Niemców. Mają oni problemy ze swoimi mniejszościami, na przykład, z mniejszością muzułmańską. Ale to jest zupełnie inny problem. I my im tłumaczymy — co innego imigranci, którzy przyjechali niedawno. Problem z ich asymilacją to, co innego niż naród, który żyje od wieków i na swej ziemi nie może być narodem drugiej kategorii”.

Problem w tym widzi również europoseł z ramienia AWPL Waldemar Tomaszewski.

„Mówiąc o mniejszościach narodowych trzeba bardzo wyraźnie rozdzielić mniejszości. Autochtoniczną rdzenną ludność, która zamieszkiwała określony teren od co najmniej kilkuset lat, od mniejszości napływowej, czyli nowej emigracji. Ponieważ problem emigracji jest bardzo bolesny dla wielu krajów europejskich. Ale gdy mówimy o mniejszościach autochtonicznych, to od razu znajdujemy w Parlamencie Europejskim znacznie większe poparcie” — tłumaczy europoseł z Wileńszczyzny.

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek porównał sytuację Polaków na Litwie do sytuacji Węgrów na Słowacji Fot. Robert Mickiewicz

Swoją wizję rozwiązania problemu Polaków na Litwie ma również przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, mający już doświadczenie w skutecznym rozwiązywaniu problemów mniejszości narodowych w poszczególnych krajach UE.

„Na pewno ten konflikt i zadrażnienia nie są korzystne dla obydwu naszych narodów. Jestem przekonany, że bezpośrednie rozmowy powinny doprowadzić do jego rozwiązania. Bo pamiętam sprzed półtora roku wielki konflikt, który był pomiędzy Słowakami i Węgrami. Pojechałem tam wtedy, spędziłem parę dni, żeby rozmawiać z rządami obydwu krajów, a także mniejszością węgierską na Słowacji i myślę, że udało się rozwiązać ten konflikt wewnątrz tych dwóch krajów, który dzisiaj przycichł. Został stłumiony. Zawsze może pojawić się coś nowego, ale to, co wtedy było ważne i przeszkadzało obydwu narodom w dobrej współpracy, to dzisiaj jest mniej ważne albo w ogóle nieistotne. I tak samo powinniśmy próbować rozwiązać sytuację polsko-litewską. To jest ważne dla współpracy obydwu narodów i na pewno wyciąganie tego na poziom Unii Europejskiej nie jest dobrym pomysłem, ale także jest Komisja Europejska, która zawsze sprawdza wszystkie fakty związane z prawami człowieka, prawami mniejszości. Ma tutaj pierwszą możliwość zabrania głosu, sprawdzenia. Tak samo było w przypadku Słowacji i Węgier. Tu są możliwe takie rozwiązania, ale najmilej widziane, najbardziej efektywne jest bezpośrednie rozwiązanie konfliktu pomiędzy dwoma krajami, dwoma narodami, które są w gruncie rzeczy sobie bliskie i które od wieków były bliskie. Coś się stało, że straciliśmy do siebie zaufanie? Musimy jednak to odbudować” — powiedział dla polskich dziennikarzy z Wileńszczyzny przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Jak mówiono nam w kuluarach PE, dyplomatyczna wypowiedź Jerzego Buzka porównywająca sytuację Polaków na Litwie do sytuacji Węgrów na Słowacji, ma duże znaczenie. Daje to sygnał, że najwyższe władze Unii Europejskiej dostrzegają problemy, z jakimi borykają się Polacy na Litwie i że są skłonne do zaangażowania się w ich rozwiązanie.

Najnowszym krokiem obrońców praw polskiej mniejszości narodowej na Litwie są starania o wciągnięcie do programu sesji plenarnej Europarlamentu projektu rezolucji w sprawie łamania praw polskiej mniejszości na Litwie. Swe podpisy pod projektem rezolucji złożyło czterdziestu pięciu europosłów z kilkunastu frakcji. Prawdopodobnie już wkrótce (być może nawet w październiku) zapadnie decyzja, czy postulaty dotyczące szkolnictwa i innych problemów litewskich Polaków trafią na obrady Parlamentu Europejskiego. Tę decyzję podejmie Konferencja Przewodniczących Parlamentu Europejskiego, do której należą szefowie wszystkich frakcji.

Jak powiedział nam Waldemar Tomaszewski:

„Rezolucja jest bardzo poważnym dokumentem, który niełatwo jest zgłosić. Poszliśmy więc tą drogą, żeby zebrać minimalną liczbę podpisów — 40. Udało się zebrać 45. Dalej los rezolucji będzie ważył się na konwencie seniorów PE. Same wciągnięcie rezolucji na obrady PE byłoby już naszym wielkim zwycięstwem. Rezolucja zawiera wszystkie postulaty zgłaszane przez polską mniejszość. Nagłośnienie problemu jest pierwszym krokiem do jego rozwiązania, a omawianie rezolucji w PE na pewno nagłośni nasze problemy”.

 

Robert Mickiewicz
Strasburg — Wilno