Wybory 2016 — Polacy w litewskiej polityce

414
Polskich kandydatów widać przede wszystkim w okręgach jednomandatowych, w których przeważa ludność nielitewska
Polskich kandydatów widać przede wszystkim w okręgach jednomandatowych, w których przeważa ludność nielitewska Fot. Marian Paluszkiewicz

Polacy startują w październikowych wyborach. Nic w tym dziwnego, zawsze brali przecież udział w litewskim życiu politycznym. Coraz wyraźniej widać jednak, że z wyborów na wybory polskich kandydatów jest coraz mniej na listach największych litewskich partii.

Czy dla przedstawicieli polskiej mniejszości poza AWPL-ZChR może być miejsce na litewskiej scenie politycznej?  W Sejmie obecnej kadencji Polacy zasiadają wyłącznie jako reprezentanci jednej partii — AWPL-ZChR. Jak będzie po kolejnych wyborach? Duża zmiana prawdopodobnie nie nastąpi, gdyż z ramienia ogólnolitewskich partii nie startuje zbyt wielu przedstawicieli polskiej mniejszości. Polskich kandydatów widać przede wszystkim w okręgach jednomandatowych, w których przeważa ludność nielitewska.
W Solecznikach, gdzie z listy AWPL-ZChR kandyduje obecny poseł Leonard Talmont, znalazło się jeszcze dwóch kandydatów, którzy deklarują polską narodowość. Z listy Związku Liberałów startuje Edyta Mackiewicz, zaś z listy partii Porządek i Sprawiedliwość Renat Bralkowskij.

W Miednikach, w których z listy AWPL-ZChR startuje Czesław Olszewski, o mandat poselski rywalizuje także dwóch innych Polaków: Krystyna Bortko z Partii Pracy i Franc Jakubowski z partii Porządek i Sprawiedliwość.
Spośród 9 kandydatów ubiegających się o mandat poselski w Niemenczynie troje deklaruje polską narodowość. Są to: starosta frakcji parlamentarnej AWPL-ZChR Rita Tamašunienė, reprezentant Partii Pracy Albert Gaidamowicz i Litewskiej Partii Centrum Tadeusz Polito.
W Ponarach kandydatka AWPL-ZChR Romualda Poszewieckaja rywalizuje z Polką Julią Mackiewicz z Litewskiego Związku Liberałów. Z kolei w Nowej Wilejce o mandat poselski obok kandydatki AWPL-ZChR posłanki na Sejm obecnej kadencji Wandy Krawczonok ubiega się Zygmunt Klonowski, przewodniczący Polskiej Frakcji Związku Wolności Litwy. Trzeba przyznać, że nie jest to wiele, zwłaszcza że Polacy poza AWPL-ZChR nie zajmują zbyt wysokich miejsc na partyjnych listach.
— To nikłe zaangażowanie Polaków w działalność litewskich partii widać nie tylko w czasie tych wyborów. Można to obserwować już dobre 10-20 lat. Z jednej strony Polacy nie bardzo chcą się angażować, z drugiej — po stronie litewskiej nadal drzwi są przymknięte — zauważa w rozmowie z „Kurierem” dr Andrzej Pukszto, kierownik katedry politologii na Uniwersytecie im. Witolda Wielkiego w Kownie. — Uważam, że to wielki błąd ze strony litewskiej. Wśród Polaków na Wileńszczyźnie nie brakuje osób dobrze wykształconych, odnoszących duże sukcesy w biznesie czy też w sferze kultury. Wiele osób polskiego pochodzenia ma naprawdę dużo do zaoferowania.
Według Andrzeja Pukszty litewskim partiom nie udaje się przyciągnąć polskiej elity, gdyż nie szukają nawet kluczy do polskich wyborców.
— Choć wiadomo, że część Polaków nie jest zadowolona z polityki AWPL, nie mają zbyt wielkiej alternatywy. Jeśli chodzi o udział Polaków w innych partiach politycznych, obserwujemy wielki regres — podkreśla.
Politolog przypomina, że 20 lat temu z listy konserwatystów startował prof. Zygmunt Mackiewicz, natomiast znany działacz wileński Artur Płokszto z listy Litewskiej Demokratycznej Partii Pracy.
— Dopiero na tym tle widać, że w tej chwili bardzo niewiele partii uchyliło drzwi dla polskich kandydatów — dodaje. Od lat 90. wyraźnie słychać również głosy, które wskazują na to, że Polacy powinni działać przede wszystkich we własnych strukturach, gdyż w litewskiej polityce inaczej spychani są na margines.
— Litwa jest wolnym, demokratycznym krajem, Polacy mogą więc wstępować do partii, jakich chcą — mówi nam starosta frakcji AWPL-ZChR w Sejmie Rita Tamašunienė. — Praktyka jednak pokazuje, że litewskie partie są zainteresowane przede wszystkim wykorzystaniem polskich nazwisk na swoich listach, natomiast polscy kandydaci nie zajmują w tych partiach stanowisk, na których mogliby coś zdziałać. To raczej chwyty wyborcze, które mają zapewnić głosy mniejszości.

Zaglądając w historię trudno nie zgodzić się z tego rodzaju stwierdzeniami. Przez 20 lat (od 1992 do 2012 r.) z ramienia ogólnolitewskich partii zasiadało w Sejmie tylko 9 Polaków i tylko Artur Płokszto pełnił mandat dłużej niż przez jedną kadencję. Co o tym zadecydowało?
Według socjologa, dr. hab. Adama Bobryka — przede wszystkim spychanie Polaków na dalsze pozycje na listach wyborczych oraz niekorzystne propozycje dotyczące przydziałów okręgów wyborczych. Autor książek o polskich ugrupowaniach na Litwie przytacza również przykład Medarda Czobota, sygnatariusza Aktu Niepodległości, który był posłem w latach 1992-1996. Podając powody rezygnacji z kandydowania na kolejną kadencję stwierdził on, że opuścił ugrupowanie m. in. dlatego, że w partii zaczęły dominować nastroje nacjonalistyczne.

Jarosław Wołkonowski
Jarosław Wołkonowski

Kończący właśnie kadencję dziekana wileńskiej filii Uniwersytetu w Białymstoku prof. dr hab. Jarosław Wołkonowski również uważa, że Polakom nie jest łatwo odnaleźć się w litewskiej polityce.
— Polacy mają różne poglądy polityczne i tak naprawdę trudno ich zmieścić w jednej partii. Są wśród nich liberałowie, konserwatyści, socjaldemokraci.

Naturalne więc, że na początku lat dziewięćdziesiątych włączali się w działalność różnych ogólnolitewskich partii.
Ale, niestety, tendencja asymilacyjna wobec przedstawicieli mniejszości we wszystkich partiach jest bardzo mocna, na tyle mocna, że faktycznie Polakowi w litewskiej polityce trudno jest zaistnieć — uważa Wołkonowski, dodając, że o otwartości na Polaków można mówić w zasadzie tylko w partiach z kręgów liberalnych.
Liberałowie faktycznie deklarują najszerzej otwarcie na Polaków, nie brakuje też z ich strony gestów świadczących o tym, że są zwolennikami poszanowania praw mniejszości. Przeszło rok temu większe otwarcie na Polaków deklarował Litewski Związek Liberałów.

Zarząd Związku powołał nawet komitet ds. wspólnot narodowych, który miał opracować program partii dla mniejszości. Przewodniczący partii, poseł Eligijus Masiulis podkreślał wówczas, że „tematy dotyczące Polaków, Rosjan, czy przedstawicieli innych narodowości od lat monopolizują w kraju trzy partie: Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, Związek Rosjan i Alians Rosjan”, a udział przedstawicieli mniejszości narodowych w tradycyjnych partiach jest marginalny. „Sytuacja, jaka się wytworzyła, ogranicza możliwość integracji politycznej. Przedstawiciele mniejszości narodowych, nasi obywatele, są spychani na margines, co w obecnej sytuacji geopolitycznej jest zwykłą głupotą” — stwierdził w rozmowie z dziennikarzami ówczesny przewodniczący Związku Liberałów.
Niedługo potem powstała Polska Frakcja Związku Wolności Litwy. „Chcemy tworzyć państwo, w którym można by było normalnie żyć wspólnie z Litwinami, próbować rozwiązać konflikty” — podkreślał tuż po wyborze na przewodniczącego Zygmunt Klonowski. „Będziemy dbali o przestrzeganie przez władze regulacji, konwencji, umów i porozumień unijnych, polsko-litewskich i międzynarodowych, w ten sposób dążąc do nawiązywania i rozwijania prawdziwie partnerskich relacji między naszymi narodami” — napisano w specjalnym oświadczeniu wydanym w związku z powstaniem frakcji.
Rankingi przedwyborcze nie są jednak dla liberałów zbyt łaskawe, nie wiadomo więc, czy głosy zapraszające przedstawicieli mniejszości do większego udziału w ogólnolitewskich strukturach będą w Sejmie kolejnej kadencji w ogóle słyszalne. Wyraźnie zauważalne są natomiast konflikty pomiędzy interesami większości a prawami mniejszości narodowych.

— Pomimo wejścia do Unii Europejskiej, która wobec mniejszości preferuje model integracji, wśród dużej części litewskich elit politycznych można zaobserwować dążenie do asymilacji Polaków, która ma doprowadzić do utraty ich odrębności — zauważa Jarosław Wołkonowski. — Widać to wyraźnie na przykładach konkretnych rozwiązań prawnych, jak np. w reformie szkolnictwa, w przypadku przeprowadzenia zmian w dziedzinie egzaminu państwowego z języka litewskiego. Właśnie dążenie do asymilacji, która w kolejnych pokoleniach mogłaby zaowocować lituanizacją, sprawia, że mniejszości czują się zagrożone i koncentrują na obronie swoich praw.
Aktualnie o prawa Polaków w Sejmie upomina się AWPL-ZChR.

Rita Tamašunienė
Rita Tamašunienė

— Nasze bycie w Sejmie i samorządach to ogromne osiągnięcie polskiej mniejszości, która ma swoich reprezentantów i może czuć się przez to gospodarzem na swojej ziemi — podkreśla Rita Tamašunienė. — O tym, że dbamy o interesy mniejszości, najlepiej świadczy sytuacja oświaty w rejonach, gdzie AWPL-ZChR ma większość — wileńskim i solecznickim. W Sejmie jest nas stanowczo za mało, mamy nadzieję, że po wyborach będzie więcej. Widzimy, co prawda, że postulaty obrony mniejszości nie są nadal realizowane, ale widzimy też wymiar pozytywny. Spotykamy się z posłami z innych rejonów Litwy i zauważamy, że wzrasta świadomość, że poszanowanie praw mniejszości nie stanowi żadnego zagrożenia.

Jarosław Wołkonowski do sejmowej działalności AWP-ZChR odnosi się bardzo sceptycznie.
— Jeśli chodzi o AWPL-ZChR, muszę przyznać, że nie widzę żadnych osiągnięć z ostatniej kadencji — stwierdza, przyznając jednak, że w obecnej sytuacji politycznej nie ma na Litwie znaczącej siły politycznej, która byłaby rzeczywiście zainteresowana tworzeniem społeczeństwa obywatelskiego, w którym mniejszości mają zagwarantowane prawa.
— Według mnie ważne jest podtrzymywanie i wspieranie litewskich środowisk, które opowiadają się za integracją mniejszości narodowych. Takie środowiska są, ale to zdecydowanie mniejszość wśród litewskiej elity politycznej. Przez lata nazbierało się wiele nierozwiązanych problemów, za które trzeba się po prostu zabrać, tak, by jak najmniej było napięć i obciążeń w relacji między mniejszością a większością. I tu naprawdę nie wystarczy krzyczeć, że jesteśmy prześladowani — zaznacza Wołkonowski.
Jak na razie jednak stosy nierozwiązanych problemów nie maleją, a polskie próby wejścia w świat polityki Litwy poza strukturami stworzonymi przez mniejszość nie przyniosły długotrwałych skutków. No, może poza rozczarowaniem i ugruntowaniem się poczucia, że Polak na liście litewskiej partii służy tylko przyciągnięciu wyborców.
Fot. Marian Paluszkiewicz