1
Polka z Wileńszczyzny dla Polonii

Polacy z Litwy, wyjeżdżając na emigrację, muszą się na nowo określić. Niektórzy nie są zainteresowani swoimi korzeniami Fot. Wiktor Jusel/L24.lt

Warto kierować uwagę organizacji wspierających Polonię także na odległe kierunki, bo naprawdę na całym świecie są Polacy, którzy potrzebują wsparcia w podtrzymywaniu ojczystej kultury – mówi Tatiana Czepukoit, dyrektor biura zarządu Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.


*Od ponad roku jest Pani dyrektorem biura zarządu Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Co Polka z Wileńszczyzny może wnieść do organizacji wspierającej Polonię?

Uważam, że dla stowarzyszenia może być cenne przede wszystkim moje doświadczenie jako osoby pochodzącej ze środowiska, które tą pomoc otrzymuje. Potrafię docenić jej skuteczność oraz efektywność. Oczywiście, znam lokalne potrzeby bardziej niż osoby niosące pomoc z Warszawy. Wiem, że bardzo ważne jest dotarcie z informacją do środowisk najbardziej potrzebujących wsparcia. Nie znając realiów, nie jest łatwo to zrobić. Takim przykładem może być np. pomoc charytatywna. W mediach w Polsce pisze się najczęściej o Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki, a przecież są też inne instytucje, które warto wspierać, jak np. Centrum Dziennego Pobytu Osób Niepełnosprawnych w Niemenczynie na Litwie czy Dom Miłosierdzia w Gródku Podolskim na Ukrainie. Jako osoba z Wileńszczyzny, znająca kilka języków ważnych dla tego regionu, na pewno łatwiej mogę do nich dotrzeć. W pracy staram się wykorzystać swoją wiedzę nie tylko o Litwie, lecz także o innych krajach byłego ZSRS.

*Czy wśród realizowanych przez Wspólnotę Polską na Litwie projektów są jakieś szczególnie Pani bliskie?

CZYTAJ WIĘCEJ:  Polska „Misja Medyczna” – czyli jak uzyskać pomoc

Moja praca polega w dużej mierze na administracji, ale koordynuję też projekty merytoryczne. Należy do nich np. program wsparcia działań medycznych dla środowisk polskich i polonijnych „Misja medyczna”, który jest realizowany na Wileńszczyźnie już drugi rok. Muszę przyznać, że na Litwie wiedza o możliwości otrzymania pomocy w sprawie leczenia przebija się bardzo powoli. Zupełnie inna jest sytuacja na Ukrainie, stowarzyszenie jest zasypywane wnioskami tamtejszych Polaków. Na ile wiem, pomoc medyczna na Litwie jest bardzo potrzebna, ale chorym brak wiary w możliwość jej uzyskania. Dość intensywnie nad tym pracuję, by to nastawienie zmienić, byłam na Litwie specjalnie po to, by przedstawić program.

*Bardzo duża uwaga organizacji wspierających Polaków poza granicami kraju zawsze kierowana jest na oświatę. Czy jako uczennica polskiej szkoły odczuwała Pani pomoc, którą Polska wspiera Polaków na Litwie?

Nie do końca. Ta pomoc oczywiście była, np. jeździliśmy do Polski, odwiedzali nas goście, ale też nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, jak ta pomoc wygląda. Wydaje mi się, że dosyć często tak się zdarza nawet obecnie. Uczniowie wiedzą, że coś otrzymują, ale od kogo, dlaczego, to już ich mniej obchodzi. Nieco inaczej było na studiach. Jako młoda osoba, która próbuje maksymalnie odciążyć swoich rodziców, o wiele bardziej ceniłam możliwość wsparcia w ramach funduszy kierowanych do Polaków na Litwie. Miałam wówczas stypendium, które naprawdę było dla mnie ważne. Wydaje mi się jednak, że od tego czasu sytuacja znacznie się zmieniła. Jeśli chodzi o skalę wparcia dla Polaków na Litwie, kilkanaście lat temu na pewno nie była ona tak duża, nigdy nie była tak rozwinięta jak obecnie. Dziś młodzi ludzie, szkoły, instytucje mają o wiele więcej możliwości, by doświadczyć, że Polska o nich pamięta.

*Co prawda bardzo często podkreślamy, że na Litwie nie ma Polonii, bo Polacy tu nie są imigrantami, ale Pani miała okazję poczuć się Polonią. Jak wyglądało Pani doświadczenie bycia Polką z Wileńszczyzny w Belgii?

Tak, miałam okazję być częścią Polonii podczas pięciomiesięcznego stażu w Komisji Europejskiej, który wiele mnie nauczył o tym, jak wygląda życie Polaków na Zachodzie. Na pewno dla kogoś, kto wyjeżdża, zwłaszcza sam, tak jak ja wtedy, ważne jest poczucie należenia do jakiejś wspólnoty, możliwości wsparcia przez nią, szczególnie gdy zdarzają się jakieś problemy. Wtedy też doświadczyłam, że Polacy z Litwy, wyjeżdżając na emigrację, muszą się na nowo określić. Niektórzy zupełnie nie są zainteresowani swoimi korzeniami, realizują na emigracji swój cel, najczęściej to zarabianie pieniędzy. Inni szukają polskiego środowiska, inni czują się bardziej związani z Litwą i na emigracji identyfikują się bardziej ze środowiskiem litewskim, a wśród Polaków czują się obco. Pewne osoby, nawet po polskiej szkole, z polskiej rodziny, właśnie na emigracji stają się Litwinami.

CZYTAJ WIĘCEJ:  „Jest nas 60 milionów” – nowa kampania społeczna

*Jak to wyglądało w Pani przypadku?

W moim środowisku było bardzo wielu Polaków, z którymi czułam się na prawdę dobrze. Muszę przyznać, że nie poznałam wtedy organizacji polonijnych, ale dużym wsparciem było dla mnie środowisko polskiej parafii. Po prostu poprzez kontakt z Kościołem poznałam nowych ludzi, z niektórymi podtrzymuję nadal znajomość. to doświadczenie było dla mnie pomocne w mojej dzisiejszej pracy. Np. wiem teraz, że osobom na emigracji, które wyjeżdżają w bardzo konkretnych celach, są bardzo zaangażowane w pracę, czasem trudno jest znaleźć czas na jakąś działalność kulturalną czy społeczną. Trzeba do nich wyjść z konkretną propozycją.

*Jak wyglądał Pani pierwszy kontakt z Polonią już w Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”?

Moją pracę zaczęłam od wyjazdu do Niemiec. Spotkanie z Polakami było bardzo pozytywne, czułam się bardzo dobrze, ale jednocześnie miałam poczucie, że jest to zupełnie inne środowisko niż tu, na Wileńszczyźnie. Może po prostu trudniej dbać o ojczystą kulturę, gdy człowiek wyjeżdża za granicę w celu zarobkowym, a tak jest w przypadku większości Polaków na Zachodzie. To po prostu inne środowisko, z innymi potrzebami i problemami.

*Czy gdzieś Polacy Panią zaskoczyli?

Bardzo cenny był dla mnie kontakt z Polonią z Ameryki Południowej. Jej przedstawicieli miałam okazję spotkać w Polsce, byli m.in. na Światowym Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie. To ludzie o ogromnym przywiązaniu do polskości, swoich tradycji, mimo że od pokoleń mieszkają za granicą. Często prawie nie mówią po polsku, ale polskość jest dla nich bardzo ważna. Tak ważna, że np. żeby przyjechać na taki festiwal, są w stanie wziąć kredyt… Na Wileńszczyźnie tymczasem mamy tak wiele możliwości wyjazdów, że czasem do udziału w nich trzeba namawiać, szukać chętnych. To pokazuje, że warto kierować uwagę także na odległe kierunki, bo naprawdę na całym świecie są Polacy, którzy potrzebują wsparcia w podtrzymywaniu ojczystej kultury.

*Czy myśli Pani o powrocie na Litwę?

Jestem przekonana, że nie pozostanę w Polsce na zawsze. Wileńszczyzna nigdy nie przestała być moim domem. W Warszawie czuję się świetnie, zamieszkałam tu po raz drugi. Pierwszy raz kilka lat temu, gdy wyjechałam na studia, i już wtedy poczułam się bardzo dobrze. Rozpoczynając pracę w stowarzyszeniu czułam, że wracam do siebie. To miasto mnie fascynowało, widziałam więcej możliwości, zwłaszcza jeśli chodzi o kulturę i sztukę, niż w Wilnie. Dziś patrzę na to trochę spokojniej, bardziej doceniam miejsce, z którego pochodzę. Obecnie jednak nie myślę o powrocie. Odnalazłam się tam, gdzie obecnie pracuję, nadal się dużo uczę i myślę, że to zaangażowanie ma sens, również ze względu na Polaków na Litwie.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 35(169); 07-13/09/2019

Jedna odpowiedź do Polka z Wileńszczyzny dla Polonii

  1. józef III mówi:

    Dzielna pani !

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.