Wojciech Piotrowicz: Uważam, że tych lat nie zmarnowałem

148
Fot. Marian Paluszkiewicz

W czerwcu jubileusz 80. rocznicy urodzin obchodziły dwie osoby zasłużone dla krzewienia polskości na Wileńszczyźnie. Jedną z nich jest Wojciech Piotrowicz – z wykształcenia fizyk, pracujący także jako dziennikarz i tłumacz, członek Klubu Weteranów „Wilii”.

Dobrze znany i lubiany na całej Wileńszczyźnie – poeta, z wykształcenia fizyk, dziennikarz i tłumacz, Wojciech Piotrowicz, ps. Wojciech Radłowski, 18 czerwca obchodził jubileusz 80-lecia. To wyjątkowy człowiek z niesamowitym bagażem doświadczeń. Wielu o nim mówi, że to chodząca lekcja historii.

Ostatni rocznik maturalny

O swoim życiu Wojciech Piotrowicz mówi: „Uważam, że tych lat nie zmarnowałem. Powiedziałbym, że były to pracowite lata, z czego należy się cieszyć”.
– Skończyłem 80 lat. Urodziłem się w polskiej rodzinie, w 1940 r., w wiejskiej miejscowości w zaścianku Obiejucie w rejonie święciańskim na Wileńszczyźnie. Skończyłem polską szkołę średnią. Tak się złożyło, że nasza klasa była najstarsza, już od siódmej klasy. To znaczy, że ta szkoła rosła na nas. Doszliśmy do jedenastej klasy, złożyliśmy maturę – jednak po nas ta szkoła już nigdy nie miała klas maturalnych, ponieważ akurat w tym okresie nastąpiła tzw. druga repatriacja do Polski, potencjalni uczniowie z rodzicami masowo wyjechali. Po naszej ostatniej promocji status szkoły obniżono ze średniej na podstawową. Dziś ta szkoła już w ogóle nie istnieje – wspomina jubilat w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.
Po maturze Wojciech Piotrowicz wstąpił do dwuletniego Instytutu Nauczycielskiego, wybrał Wydział Matematyczno-Fizyczny w Nowej Wilejce. Następnie podjął studia na Uniwersytecie Wileńskim. – Przez pewien czas pracowałem jako nauczyciel w polskich szkołach, następnie w ośrodku obliczeniowym w Wilnie, potem jako inżynier i kierownik działu w Ośrodku Obliczeniowym Centralnego Urzędu Statystycznego Litwy. A więc przez dłuższy okres byłem związany z wprowadzaniem na Litwie komputeryzacji. Jednak ta praca mnie znużyła, więc przeniosłem się na dziennikarstwo – opowiada pan Wojciech.
W latach 80. XX w. zmienił profil zawodowy i rozpoczął pracę jako dziennikarz w polskojęzycznym dzienniku „Czerwony Sztandar” (1981–1983), tam pisywał m.in. pod pseudonimem Wojciech Radłowski. Następnie w latach 1983–1991 był redaktorem w redakcji audycji w języku polskim Radia Litewskiego, a w latach 1991–2000 – podobnych audycji w Telewizji Litewskiej.

Było sympatycznie, choć skromniej

Oprócz rezultatów swojej działalności dziennikarskiej Wojciech Piotrowicz miał znaczący wkład w rozwój polskiego życia kulturalnego na Litwie po II wojnie światowej. W latach 1964–1979 był członkiem Polskiego Ludowego Zespołu Pieśni i Tańca „Wilia”, w którym śpiewał. Dla tego zespołu pisał teksty piosenek i opracowywał programy występów. Współpracował także z Polskim Zespołem Teatralnym przy Pałacu Kultury Kolejarzy, teatrem amatorskim założonym przez Aleksandra Czernisa i dr. Jerzego Ordę.
– Nie żyłem tylko pracą. Udzielałem się społecznie. Byłem członkiem grupy inicjatywnej, która 5 maja 1988 r. powołała Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Polaków na Litwie (SSKPL), pierwszą organizację broniąca praw polskiej mniejszości na Litwie. Po przekształceniu 15 kwietnia 1989 r. stowarzyszenia w Związek Polaków na Litwie (ZPL) nadal byłem aktywnym działaczem tej organizacji. Czasami nadchodziło natchnienie na napisanie wiersza, więc udzielałem się także literacko, zajmowałem się tłumaczeniami z języków białoruskiego, litewskiego i ukraińskiego – wymienia Wojciech Piotrowicz.
Nasza rozmowa z jubilatem stała się okazją do snucia wspomnień z minionych 80 lat. – Dzisiaj należę do Klubu Weteranów zespołu „Wilia”. W chórze śpiewałem przez 15 lat. Przed kwarantanną staraliśmy się przynajmniej raz w miesiącu spotkać się z członkami klubu. Na spotkaniach wspominamy, śpiewamy, rozmawiamy. Przyjemnie jest spotkać się z ludźmi, którzy mają podobne zapatrywania. Łączą nas wspólne wspomnienia, wspólne wyjazdy – rozmarza się pan Wojciech.

– Wtenczas niewiele się jeździło, ale każdy wyjazd do Polski to było wielkie przeżycie. Osobiście do Polski pojechałem z zespołem trzy razy. Po raz pierwszy w 1966 r., to było 1000-lecie chrztu Polski i jednocześnie 1000-lecie państwa Polskiego. Drugi raz do Polski pojechałem po 10 latach, no i trzeci – po kolejnych pięciu. To były bardzo sympatyczne wyjazdy. Inaczej się patrzyło na te rzeczy. Teraz nasza młodzież jest przyzwyczajona do podróż, jeździ po całym świecie. A wtedy zupełnie inaczej to życie wyglądało. Było o wiele skromniej – wspomina.

Życia nigdy dość!

Wojciech Piotrowicz nadal realizuje się w różnych dziedzinach życia. Będąc na emeryturze, najwyraźniej się nie nudzi. – Należę do tych emerytów, którzy nie narzekają. Dużo czytam, ciekawię się, co dzieje się na świecie, w kraju. Obecnie śledzę wybory w Polsce. Zapraszano mnie do oceny deklamacji, olimpiad z języka polskiego i literatury, mimo że nie mam wykształcenia filologicznego. Dziś już odmawiam. Dzisiaj Boga proszę przede wszystkim o zdrowie – twierdzi.
– Rodzinę założyłem, gdy miałem ponad 30 lat. Doczekaliśmy się dwóch synów, skończyli polskie szkoły. Mieszkają w Wilnie. Z żoną nadal dzielimy wspólnie smutki i radości. Mam wnuka i wnuczkę. Trudno powiedzieć, czy moje przeżyte 80 lat były szczęśliwe. Bo co to jest szczęście? – mówi pan Wojciech.

– To były lata bardzo pracowite. Skończyłem szkołę na wsi. Szkoła była daleko, chodziło się sześć kilometrów w jedną stronę i tyle samo w drugą. Wtedy zimy były bardzo ciężkie, mroźne, surowe. Później były studia, służyłem w wojsku. W pracy też nie było łatwo – wspomina.

Choć dożył pięknego wieku, Wojciech Piotrowicz nie czuje przesytu. – Kiedyś się myślało: 50 lat to dużo; 60, o jak dużo! A teraz mam 80 lat i dla mnie to nie jest tak dużo. Nadal się żyje, nadal się w tym wszystkim tkwi, cieszy się z każdego przeżytego dnia przy niezłym zdrowiu. I to jest szczęście – podsumowuje.
W czerwcu 80. urodziny świętował także Fryderyk Szturmowicz – współzałożyciel Związku Polaków na Litwie, członek Klubu Weteranów „Wilii”, od zawsze owładnięty pasją społecznika oraz chęcią udzielania się na niwie polskości. O nim będzie w następnym numerze magazynu „Kuriera Wileńskiego”.


Wojciech Piotrowicz
(ur. 18 czerwca 1940 r. w zaścianku Obiejucie)
Nie sposób wyliczyć wszystkich osiągnięć, które składają się na trwającą od kilkudziesięciu dekad karierę naszego rozmówcy. Jako poeta debiutował w 1960 r. Jest współautorem pierwszej napisanej i wydrukowanej polskiej książki (wcześniej wydawano jedynie tłumaczenia i dzieła polskich klasyków) na Litwie po II wojnie światowej – antologii poezji „Sponad Wilii cichych fal”. Za swoją twórczość i działalność otrzymał następujące nagrody: Nagrodę Literacką im. Barbary Sadowskiej (1990), nagrodę Polcul Foundation (1997), Nagrody im. Witolda Hulewicza (kilkakrotnie), Odznakę Honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” (2006), pamiątkowy medal od Rządu RL. Wydał kilka zbiorków poezji i prozy, a także albumy: „Wilno po polsku” i „Palmy Wileńszczyzny” (współautor Henryk Mażul), „Adam Mickiewicz w Wilnie”, „Adam Mickiewicz na zesłaniu” oraz „Adam Mickiewicz a kobiety” (współautor Rimantas Šalna, dyrektor Muzeum Adama Mickiewicza w Wilnie).


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 28(79) 11-17/07/2020