Romantyczny zryw w imię wolności. Co na Litwie zostało po powstaniu listopadowym?

Na Wileńszczyźnie jednym z symboli powstania stał się pomnik przegranej bitwy o Wilno
| Fot. Marian Paluszkiewicz

– Na Litwie powstanie listopadowe nie jest szczególnie wyeksponowane. Trochę dlatego, że litewska historiografia nadal pozostaje w cieniu Adolfasa Šapoki, który pisał w okresie konfliktu z Polską. Teraz powoli to się zmienia, co widać doskonale na przykładzie powstania styczniowego, ale na pewno walki z 1831 r. nie są obiektem wielkiej uwagi historyków – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” historyk Waldemar Szełkowski.

W nocy z 29 na 30 listopada 1830 r. słuchacze warszawskiej Szkoły Podchorążych Piechoty pod dowództwem Piotra Wysockiego oraz grupa cywilów, z Ludwikiem Nabielakiem i Sewerynem Goszczyńskim na czele, rozpoczęli antyrosyjskie powstanie.

„Garstka młodzieży dała hasło do boju, a już na Nowy Rok 1831 było 30 tysięcy wojska i Rząd Narodowy. Roztoczył skrzydła Orzeł biały na czerwonych chorągwiach przed kolumną Zygmunta, poruszyły się w grobach popioły Batorego, Jana III, Czarnieckich, Żółkiewskich, Kościuszki. Błyskawicą przeleciała wieść znad Wisły do Niemna i Dniestru, po Dniepr i Dźwinę, i zapaliła do boju Litwę naszą i Żmudź” – pisał w swoich wspomnieniach uczestnik walk Ignacy Domeyko.

Co Polak zaczął – dokończą Litwini

Przywódcy powstania nie od razu rozpoczęli starania o przeniesienie go na tereny Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dopiero w styczniu 1831 r. wysłano z Warszawy emisariusza, pochodzącego z Litwy Jakuba Grotkowskiego, z zadaniem przekazania instrukcji dla Litwy.

– Powstanie trafiło na bardzo podatny grunt, przede wszystkim ze względu na ogólną niechęć do carskiej władzy. Dla mieszkańców Litwy, mających szacunek dla wolności, demokratycznych tradycji, jakie miała Rzeczpospolita Obojga Narodów, carski absolutyzm był czymś nie do przyjęcia. Oczywiście, czynnikiem bardzo przyspieszającym decyzje o włączeniu się do walk był zapowiedziany na koniec marca 1831 r. pobór rekruta do wojska rosyjskiego – wyjaśnia Szełkowski.

Na wezwanie najpierw odpowiedziała Żmudź. W lutym 1831 r. w powiecie telszewskim wieśniacy prowadzeni przez szlachcica Borysewicza i włościanina Giedryma powstali zbrojnie przeciwko Rosjanom. Ich akcja zakończyła się porażką. Pod koniec marca 1831 r. powstanie wybuchło w pięciu powiatach. Powstańcy opanowali Rosienie 26 marca i zdobyli transport broni pod Janiszkami, 28 marca – Telsze, Szawle i Poniewież, 2 kwietnia – wkroczyli do Janowa Trockiego i Upity. Stopniowo zasięg powstańczych walk się powiększał, niemal wszędzie rozbrajano rosyjskie garnizony.

Mieszkańcy Litwy wierzyli, że walka rozpoczęta w Królestwie Polskim zakończy się zwycięstwem, w myśl powiedzenia: co Polak zaczął – dokończą Litwini.
– Największą słabością Litwy był brak regularnych wojsk. Nie brakowało na pewno odwagi, poświęcenia czy determinacji w walce. W Polsce walki prowadziło wojsko, na Litwie – walczyły oddziały powstańcze, złożone ze studentów, mieszczan, szlachty czy chłopów. Nie miały one szans w walce z regularną, rosyjską armią, która w XIX w. była niemal nieustannie w boju. To był naprawdę świetnie wyszkolony, doświadczony żołnierz – mówi historyk.

Na Wileńszczyźnie jednym z symboli powstania
stał się pomnik przegranej bitwy o Wilno
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie tylko pomnik przegranej bitwy

Nie należy się dziwić, że już w maju 1831 r. siły powstańcze na Litwie znalazły się w defensywie. Sukcesom rosyjskich wojsk w walce z powstańcami towarzyszyły carskie represje przeciwko „buntownikom”. Dowódców i powstańców schwytanych z bronią w ręku karano śmiercią, ich rodziny poddawano represjom, dzieci oddawano do kolonii wojskowych, a majątki konfiskowano. Chłopów oraz nieszlachtę chłostano i wysyłano w głąb Rosji. W czasie działań wojska rosyjskie stosowały zbiorowe represje wobec ludności, mordując bez sądu cywilów, paląc dwory i wsie sprzyjające powstaniu.

Na Wileńszczyźnie jednym z symboli powstania stał się pomnik przegranej bitwy o Wilno. Stoi on w miejscu, gdzie 19 czerwca 1831 r. polskie wojska Antoniego Giełguda stoczyły walkę z armią rosyjską dowodzoną przez Fabiana von der Osten-Sackena. Licząca 25 tys. żołnierzy i 70 dział armia rosyjska z łatwością odparła atak oddziałów polskich, które straciły 2 tys. żołnierzy, podczas gdy Rosjanie jedynie czterystu. Pomnik znajduje się na pograniczu miasta, w niezbyt łatwo dostępnym miejscu i na pewno nie ma dużej siły oddziaływania na pamięć historyczną mieszkańców.

– To rzeczywiście jedyny pomnik w Wilnie związany bezpośrednio z powstaniem. Miejsc, które się z nim łączą, jest jednak dużo więcej. Gdybyśmy mieli stworzyć taki szlak śladami powstańców, na pewno najważniejszym miejscem na nim byłaby Rossa, gdzie pochowany jest Joachim Lelewel, czy inni uczestnicy walk. Ważny jest również Uniwersytet Wileński jako miejsce, gdzie tworzyły się organizacje, gdzie przekazywano ideę powstańczą. Wielu powstańców było studentami, których do walki poprowadzili wykładowcy. Warto przypomnieć również Ignacego Domeykę, któremu poświęcona będzie tablica w bramie klasztorów bazylianów, czy też Pałac Platerów, położony niedaleko kościoła św. św. Piotra i Pawła, w którym mieszkała przez pewien czas Emilia Plater – wylicza Szełkowski.

Czytaj więcej: Pamiętajmy o bohaterach: 187. rocznica wybuchu powstania listopadowego

Najgłębszy ślad – w naszej tożsamości

Głęboki ślad to zbrojne wystąpienie antyrosyjskie pozostawiło natomiast w literaturze. To przecież właśnie z tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego wyszły największe dzieła literatury okresu romantyzmu, w których nie brakuje nawiązań do walk z 1831 r.

– Powstanie dostarczyło wzorców osobowych, bohaterów walczących o wolność w duchu romantycznych idei. W oparciu o nie budował swoje utwory Adam Mickiewicz, a poprzez jego twórczość wywarły one wpływ na kształtowanie kolejnych pokoleń. Bardzo dobrze pokazuje to przykład Emilii Plater, która stała się częścią tak polskiej, jak i litewskiej historii dzięki romantycznej legendzie, nie za sprawą badań historyków – zapewnia w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” dr Irena Fedorowicz z Uniwersytetu Wileńskiego.

– Romantyzm jest bardzo ważną częścią naszej kultury, wręcz tożsamości. Na pewno doświadczenie tego okresu odegrało ogromną rolę w późniejszych walkach o niepodległość, także tych z 1918 r. Warto jednak pamiętać, że romantycy w walce mogą sprawić wiele kłopotów. Wspomniana Emilia Plater jest pięknym symbolem walki i poświęcenia dla ojczyzny, ale dla dowódców powstania, którzy chcieli zapewnić jej bezpieczeństwo, była też niemałym problemem – komentuje Szełkowski.