Filmowy życiorys Józefa Piłsudskiego

Józef Piłsudski kochał Wilno. Było dla niego niemal fizycznym dowodem na wielkość i ważność polsko-litewskiego państwa. Bez wątpienia jest jednym z najwybitniejszych synów tego miasta – mówi Maciej Gablankowski, autor książki „Piłsudski. Portret przewrotny”. Właśnie dziś, czyli 5 grudnia, marszałek Piłsudski obchodziłby swoje 153. urodziny.

Portret Józefa Piłsudskiego
| Fot. NAC

W 102. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę wciąż aktualne jest pytanie, na ile faktycznie to Józef Piłsudski jest jej ojcem, a na ile umiejętnie przywłaszczył sobie zasługi innych.

Reklama

Na pewno nie jest tak, że Józef Piłsudski sam odzyskał dla Polski niepodległość, ale fakt, że Polacy „dysponowali” charyzmatycznym przywódcą, którego autorytet przez różne strony był przynajmniej uznawany, odegrał w procesie odzyskiwania niepodległości rolę kluczową. To właśnie on nie dopuścił do dezintegracji polskich działań niepodległościowych na rywalizujące ze sobą ośrodki. Wystarczy podać przykład Ukrainy, która na początku 1918 r. była sporo przed Polakami, jeśli chodzi o proces budowania niepodległości. Jednak wewnętrzne spory, zamachy stanu i brak przywództwa doprowadziły ją do upadku.

Czytaj więcej: Związek Piłsudczyków nadał medale z okazji 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej

Coraz częściej słychać głosy, że w Bitwie Warszawskiej w 1920 r. największa mądrość Piłsudskiego polegała na tym, że w kluczowym momencie… usunął się dowodzącym z pola. Podziela Pan ten pogląd?

Maciej Gablankowski (ur. 1980), wykształcenia historyk i amerykanista, z zawodu wydawca, redaktor i menedżer. Na rynku właśnie ukazała się jego najnowsza książka „Piłsudski. Portret przewrotny”
| Fot. Michał Lichtański, mat.pras.

Problem w tym, że on nigdzie się nie usunął. Niektórzy tak interpretują jego wyjazd z Warszawy 12 sierpnia, ale to w moim głębokim przekonaniu fałszywa interpretacja. Wskazuje też na to analiza meldunków z okresu bitwy. Nikt tam raczej Wodza Naczelnego nie pomijał. Piłsudski wierzył w ducha armii oraz zdawał sobie sprawę z niedostatków łączności. Gdybym miał stawiać jakieś pieniądze, to prędzej postawiłbym na to, że uważał, iż będąc bliżej linii frontu, zdoła odegrać jeszcze jakąś istotną rolę. To zresztą w ogóle część dyskusji o tym, czy zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej to zasługa Piłsudskiego, czy nie. Zawsze odpowiadam na to pytanie jednakowo: gdybyśmy przegrali, to na pewno twierdzono by, że to jego wina. Dlatego nie można mu tej zasługi odebrać. Choć, oczywiście, można się spierać co do szczegółów.

Co sprawiło, że Piłsudski zaczął z socjalisty i demokraty dryfować w stronę autorytaryzmu?

Trzeba rozróżnić dwa procesy. Pierwszy to odejście od socjalizmu. Rolę w nim odegrały przede wszystkim zawiedzione nadzieję na uzyskanie niepodległości dzięki rewolucji robotniczej. Doświadczenie rewolucji 1905 r. i jej klęski było dla Piłsudskiego jak zimny prysznic. Kalkulacje, że robotnicy dadzą wolność Polsce, się nie sprawdziły. Odtąd Piłsudski był przekonany, że nie można stawiać na jedną – posługując się marksowskimi terminami – klasę społeczną. O niepodległość musi walczyć cały naród. Co do przejścia od demokracji do autorytaryzmu, to zacznijmy od tego, że Piłsudski był demokratą „teoretycznym”. Szczerze w demokrację wierzył, ale nie wiedział, jak się ją robi. Nigdy przed 1919 r. nie głosował. Dlatego demokracja w praktyce bardzo go zaskoczyła. W moim przekonaniu po prostu jego ego i demokracja nie mogły pomieścić się w jednym państwie. Jeśli do czegoś porównać rolę, którą chciał odgrywać w niepodległej Polsce, to byłaby to rola brytyjskiej królowej, która rządzi. Nie zamierzał tworzyć swojego stronnictwa politycznego, trudno go sobie wyobrazić oddającego władzę po przegranych wyborach. A o to przecież chodzi w demokracji.

Zgodzi się Pan, że zagłębiając się w autorytaryzm, Piłsudski stopniowo eliminował ze swojego otoczenia jednostki wartościowe, a zastępował je coraz bardziej przeciętnymi, by nie rzec – słabymi?

Okładka książki „Piłsudski – portret przewrotny”

Tak chyba jest w każdej dyktaturze. Wybiera się jednostki, do których ma się zaufanie, że spełnią każdy rozkaz. Najwierniejsi rzadko są najzdolniejsi.

Na rynku ukazała się właśnie Pana najnowsza książka „Piłsudski. Portret przewrotny”. Dlaczego „przewrotny”?

O Piłsudskim myśli się w Polsce przede wszystkim jako o polityku, dlatego – w zależności od politycznych przekonań – mówi się o nim albo bardzo dobrze, albo bardzo źle. Moja książka ma przypomnieć, że ten życiorys to materiał na co najmniej kilka niezłych produkcji filmowych. Dałoby się z niego wykroić przygody, których nie powstydziłby się Indiana Jones, melodramat w stylu „Przeminęło z wiatrem” czy film akcji, w którym mogliby zagrać Brad Pitt i George Clooney.

Powszechnie uważa się, że to Piłsudski zapewnił kobietom prawa wyborcze, słusznie?

Józef Piłsudski i jego otoczenie polityczne bez wątpienia przyznało prawa wyborcze kobietom w Polsce. To była inicjatywa socjalistów i sformowanego przez nich rządu lubelskiego. Trzeba jednak pamiętać, że z najbardziej radykalnego programu wybrano te punkty, które budziły najmniej kontrowersji. Znacznie słabiej wypadają jego dokonania na rzecz praw kobiet z okresu sanacji.

Jaki faktycznie był jego stosunek do kobiet? Nie brak przecież głosów, że był mizoginem.

Co do jego mizoginizmu, to raczej mit. Piłsudski lubił towarzystwo kobiet i chętnie się w nim obracał. Nigdy jednak nie wyzwolił się z przekonań o odmiennej roli mężczyzny i kobiety w społeczeństwie.

Był męskim szowinistą?

Raczej przedstawicielem swojej epoki. Nie miał w tym zakresie horyzontów ani szerszych, ani węższych niż większość ówczesnych mężczyzn. Sławna jest scena, w której delegacji działaczek niepodległościowych, kobiet z konspiracji i innych, które domagały się prawa do walki wśród strzelców – odpowiada, że nie. Jednak wojsko to męska sprawa i koniec. A przecież nie miał problemu z tym, że nieraz ryzykowały życiem, np. transportując broń dla Organizacji Bojowej w czasie rewolucji. Jedną z takich kurierek terrorystek była przecież jego druga żona, Aleksandra Piłsudska.

Czytaj więcej: Kult Żeligowskiego?

Pod koniec życia Piłsudski myślał o napisaniu autobiografii. Dlaczego to się nie powiodło?

Autobiografii czy może wywiadu rzeki. Piłsudski podchodził do tego projektu wielokrotnie, ale najbardziej zaawansowane próby prowadził Artur Śliwiński. Część z jego rozmów krótko przed wojną ukazała się w czasopiśmie „Niepodległość”. Dokładne powody niewydania takiej książki nie są znane, ale gdy czytam te fragmenty, to myślę, że tekst takiej biografii, przygotowanej przez dociekliwego i utalentowanego dziennikarza, byłby zbyt odległy od mitu nieomylnego przywódcy, na którym Piłsudskiemu, a w szczególności jego otoczeniu, bardzo zależało.

Józef Piłsudski, Kazimierz Sosnkowski i oficer armii niemieckiej w czasie spaceru na terenie twierdzy w Magdeburgu, druga połowa 1918 r.
Józef Piłsudski, Kazimierz Sosnkowski i oficer armii niemieckiej w czasie spaceru na terenie twierdzy w Magdeburgu, druga połowa 1918 r. | Fot. NAC

Na ile trafne były przewidywania Marszałka co do przyszłości i oceny sytuacji Polski u schyłku jego życia?

Nie jest łatwo znaleźć w jego spuściźnie spójną wizję oceny przyszłości i sytuacji Polski. Sławne zdanie o tym, że wstrzymał bieg historii tylko na chwilę, wskazuje, że zdawał sobie sprawę z trudności, jakie stoją przed Polską. Sam Piłsudski chyba nigdy nie uwierzył w mocarstwową retorykę głoszoną na potrzeby wewnętrznej polityki. Problem tkwi w tym, że uwierzyło w nią wielu jego współpracowników, którzy potem stali się jego następcami.

Pobawmy się w historię alternatywną. W 1939 r. Piłsudski wciąż żyje i będąc w pełni sił, trzyma stery władzy. Jak toczy się historia?

(śmiech) Nie mam pojęcia. Jeśli ktoś się chce w to pobawić, to odsyłam do książki Ziemowita Szczerka pt. „Rzeczpospolita zwycięska”. Bardzo ciekawa, ale, niestety, nie całkiem optymistyczna.

Swoją książkę rozpoczyna Pan od opisów zdarzeń nadprzyrodzonych. Piłsudski ponoć jeszcze przez kilka lat po śmierci próbował kontaktować się z najbliższym otoczeniem. Na ile to wiarygodne relacje?

Pyta mnie Pan, czy wierzę w duchy? Nie, nie wierzę. Natomiast relacja jest o tyle wiarygodna, że pochodzi od osoby, która bez wątpienia wierzyła, że Józef Piłsudski się z nią kontaktuje. Zresztą takich „nadprzyrodzonych wydarzeń” w życiu Komendanta było więcej. Choćby przepowiednia spotkanej na Syberii wróżbitki, która gdy spojrzała na jego dłoń, wykrzyknęła z przerażeniem: „Cariom budziesz!”.

Skoro jesteśmy przy zjawiskach nadprzyrodzonych, zna Pan opis śmierci Marszałka zawarty w „Dzienniczku” św. Faustyny? Co Pan o nim myśli?

Nie namówi mnie Pan na interpretację pism mistyków. Co to to nie. Dodam tylko, że jest to tekst na tyle wieloznaczny, że nie ma nawet pewności, czy rzeczywiście o Piłsudskiego chodzi.

Jakie są największe mity dotyczące Marszałka, które nie znajdują pokrycia w faktach i które stara się Pan obalić w książce?

Mitów i legend – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych – jest tak dużo, że próba mierzenia się z nimi jeden po drugim wymagałaby chyba trzy razy dłuższej książki. Wybrałem więc trochę inną drogę i staram się czytelnika zainteresować tym, co się naprawdę stało. Bo Józef Piłsudski miał naprawdę bardzo ciekawe, wielowątkowe przygody.

Przedwojenny portret Józefa Piłsudskiego autorstwa Jerzego Hulewicza
| Fot. NAC

Porozmawiajmy jeszcze o Piłsudskim i Litwie. Lata młodzieńcze Ziuka w Wilnie nie były łatwe, a jednak do końca życia miał wielki sentyment do tego miasta. Skąd to się brało?

Piłsudski kochał Wilno nie tylko jako po prostu miasto młodości. Nienawidził rosyjskiego gimnazjum w Wilnie, w którym wyszydzano wszystko, co było mu drogie, kwestionowano wszystkie wartości wyniesione z patriotycznego polskiego domu. A Wilno było dla niego niemal fizycznym dowodem na wielkość i ważność polsko-litewskiego państwa. Poczynając od ulic, na których nie można było nie trafić na ślady ulubionych poetów – Słowackiego i Mickiewicza. Stała też katedra przypominająca o rozebranej Rzeczypospolitej.

Marszałek często przyjeżdżał do Wilna. Może Pan wskazać, do których miejsc miał największy sentyment?

Chyba nie umiem wskazać jednego miejsca. Wspomniałbym natomiast o instytucji – o Uniwersytecie Stefana Batorego. Piłsudski wspierał go przez całe dwudziestolecie międzywojenne, przekazując całą, należną byłemu Naczelnikowi Państwa, emeryturę. Szczególnie w latach 20., gdy nie pełnił już żadnych funkcji, było to z jego strony duże poświęcenie.

Czytaj więcej: Piłsudski i Żeligowski już nie są porównywani ze Stalinem i Hitlerem

Czy natrafił Pan w źródłach na jakieś informacje, że z biegiem lat Piłsudski rewidował swój stosunek do sprawy zajęcia Wilna i być może uważał, że popełnił w tej sprawie jakieś błędy?

Nie. Myślę, że było to dla niego oczywiste posunięcie. Wilno musiało być w Polsce. Zarówno pierwsza wyprawa wileńska, jak i późniejszy „bunt” Żeligowskiego były dla Piłsudskiego także sposobem na prowadzenie polityki wewnętrznej i legitymizacji swojej pozycji jako Naczelnika Państwa i zwycięskiego Wodza Naczelnego. Dziś możemy się tylko zastanawiać nad konsekwencjami.

Czy pańskim zdaniem Piłsudski doczeka się kiedyś w Wilnie pomnika albo swojej ulicy i czy na takowe zasługuje?

Nie mam pojęcia. Bez wątpienia jest to jeden z najwybitniejszych synów tego miasta. Ale rozumiem, z jakimi kontrowersjami wiązałoby się jego upamiętnienie w Wilnie. Jaki byłby cel tego pomnika czy ulicy? Jeśli ktoś naprawdę chce powspominać Józefa Piłsudskiego, to może to zrobić na Rossie. A jeśli chodzi o demonstrację, to może lepiej tego Piłsudskiemu nie robić. I tak jest już wokół jego postaci wystarczająco dużo negatywnych emocji. Nie ukrywam, że w Wilnie byłem tylko jako turysta i osobiście uważam, że ukrywanie w nim na siłę polskiej karty historii tego miasta jest nadmierne i szkodliwe, a czasem po prostu śmieszne. Wileńskie władze miejskie zachęcałbym do wzięcia przykładu z Wrocławia, który swoją niemiecką część historii przekuł w gospodarczy i turystyczny atut.

Rozmawiał: Jarosław Tomczyk


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 45 (130) 07-11-2020