Świętość kard. Stefana Wyszyńskiego została dostatecznie udowodniona

Kard. Karol Wojtyła i kard. Stefan Wyszyński na Bachledówce na Podhalu. Prymas w latach 1967–1973 spędzał tam każdorazowo cały lipiec. Bliżej 3 sierpnia, czyli dnia urodzin, imienin i jednocześnie rocznicy święceń kapłańskich kard. Wyszyńskiego, dołączał do niego kard. Wojtyła, gospodarz archidiecezji krakowskiej

Prymas Tysiąclecia miał zdolność wydobywania ogromnego potencjału Kościoła polskiego jako instytucji i organizowania jego oddziaływania duszpasterskiego na naród.

Nie był on politykiem, ale doskonale rozumiał sytuację w Polsce, rozumiał, jak bardzo komunizm zniewala i jak sami komuniści zależni są od Moskwy, i demaskował ten system z ambony – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” prof. Jan Żaryn, historyk specjalizujący się m.in. w historii Kościoła katolickiego w Polsce w XX w., dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w Warszawie.

Reklama

Czytaj więcej: Jan Żaryn: Niepodległość tworzyli polscy bohaterowie


Sejm RP ustanowił 2021 Rokiem kard. Stefana Wyszyńskiego. Oczekiwana jest też beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia, która z racji pandemii nie mogła się odbyć w pierwotnie zaplanowanym  terminie, czyli 7 czerwca 2020 r. Dlaczego jest to postać wyjątkowa? Co prymas Wyszyński, od którego śmierci mija prawie 40 lat, ma do powiedzenia współczesnym Polakom i katolikom?

Przede wszystkim był to święty człowiek i ta świętość widoczna jest w jego posłudze wynikającej z olbrzymich talentów otrzymanych od Boga. Jeden z nich to niezwykła pracowitość, samodyscyplina i umiejętność organizacji dnia. On nie miał dni straconych, jego kalendarz pełny był spotkań, wygłaszania kazań, bardzo intensywnej działalności duszpasterskiej, szczególnie po wyjściu z więzienia w 1956 r., trochę tak, jakby konieczne było nadrobienie tych trzech lat.

Był człowiekiem niezwykle otwartym i ludzie garnęli się do niego, żeby go zobaczyć, usłyszeć i przekazać mu swoje troski. Spotykał się z osobami z emigracji, które zdecydowały się powrócić do Polski (np. z Zofią Kossak; „Witam ją całym sercem” – notuje pod datą 13 marca 1957 r.), z Polakami ze Wschodu, którzy zaczęli w ramach „odwilży” i repatriacji przybywać do kraju z ZSRS. W „Pro memoria” prymasa za rok 1957 r. znajdziemy pod datą 21 czerwca 1957 r. taki wpis: „Warszawa. Odwiedził mnie X. z ZSRR, który przybył tu w odwiedziny do rodziny po odbyciu więzienia. Udaje się do Ameryki. Nie zdoła już wrócić do Rosji”.

Prymas starannie przygotowywał się do każdego spotkania, każdemu rozmówcy miał coś do powiedzenia, rozumiał go. Był też człowiekiem o niezwykłej błyskotliwości, erudycji, po prostu geniusz intelektualny. Miał wielką zdolność rozumienia i nazywania tego, co przeżywał, czego był świadkiem, co znajduje głęboki wyraz w zapiskach „Pro memoria” z lat 1948–1981. To główne źródło, przez które dziś możemy poznać prymasa, także w wymiarze życia politycznego.


Starania o Beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego rozpoczęto już w 1988 r., osiem lat po
jego śmierci. W 2019 r. papież Franciszek zatwierdził cud za jego wstawiennictwem. Termin uroczystości
beatyfikacyjnych wyznaczono na 7 czerwca 2020 r., jednak zawieszono je w związku z pandemią COVID-19

Czy prymas był politykiem?

On nie był politykiem, ale polityka wkraczała na ul. Miodową w Warszawie, do pałacu arcybiskupiego. Prymas doskonale rozumiał złożoność sytuacji politycznej, tak rzeczywistość PRL-u, jak i relacje między PRL-em a Moskwą.

Doskonale rozumiał także kondycję Polonii, politykę Stolicy Apostolskiej, z którą nie do końca się zgadzał. W 1957 r., gdy pojawił się w Watykanie, by odebrać kapelusz kardynalski, który należał mu się od 1952 r., odbył serię spotkań z przedstawicielami watykańskiej dyplomacji, którym tłumaczył, co oznacza komunizm z perspektywy Polaków, gdyż oni postrzegali to zjawisko z perspektywy doświadczenia Włoch. Prymas wskazywał natomiast na to, że nie można myśleć kategoriami włoskimi w kwestiach dotyczących Polski, bo w Polsce nie ma zagrożenia ideologicznego komunizmem, gdyż w tym kraju komunistów jest 200–300 tys., a zdecydowana większość Polaków jest głęboko przywiązana do Kościoła.

Prymas uważał, że Polacy dadzą sobie radę z komunistami, a ponadto tych jest w Polsce coraz mniej. Problem Polski nie polegał na wewnętrznym zagrożeniu komunizmem, które było dostrzegalne we Włoszech, ale w tym, że została oddzielona żelazną kurtyną. Prymas uważał, że katolicyzm polski obroni się wewnętrznymi siłami, że dusze Polaków nie są naznaczone marksizmem, który o wiele silniej oddziaływał na Zachodzie niż w PRL, gdzie komunizm na każdym kroku się kompromitował. Jest taka bardzo symboliczna zapiska o trudnej rozmowie prymasa z kard. Domenico Tardinim. Tardini nieustannie wylicza błędy, jakie kard.

Wyszyński – według niego – popełnia w kontaktach z rządem PRL, jednocześnie co chwilę zaznaczając, że to kard. Wyszyński lepiej się zna na sytuacji w Polsce, co prymas podsumował stwierdzeniem: „Rzeczywiście, znam się lepiej”.


Spór między władzą komunistyczną w Polsce a kard. Wyszyńskim toczył się o rząd dusz i bez wątpienia prymas osiągnął tu zwycięstwo. Jak udało mu się wywrzeć tak znaczący wpływ na ducha polskiego społeczeństwa?

Najlepiej uwidacznia to program Wielkiej Nowenny i obchodów Roku Milenijnego. Prymas miał zdolność wydobywania ogromnego potencjału Kościoła jako instytucji i organizowania jego oddziaływania duszpasterskiego na naród. W okresie Wielkiej Nowenny pojechał do Rzymu z dwiema kopiami obrazu Matki Bożej Częstochowskiej: jedna kopia pozostała w Watykanie, druga, poświęcona przez papieża Piusa XII, powróciła do Polski i od 1957 r. rozpoczęła podróż po kraju.

Każda parafia, każda polska rodzina mogła dotknąć tego samego obrazu i się przy nim pomodlić. Była to niezwykle jednoczące, wspólnotowe wydarzenie, które przeniknęło naród religijnością i maryjnością. Wszystko zostało otoczone opieką Matki Bożej, nikt nie został z tego wykluczony. Była to przemyślana koncepcja, która owocowała z roku na rok coraz większą liczbą uczestników. Ten program duszpasterski adresowany był także do poszczególnych grup społecznych.

Na przykład w 1957 r. prymas uczestniczył w pielgrzymce stanowej nauczycieli. Poświęcił im trzy dni i mówił o tym, jak bardzo nauczyciele są odpowiedzialni za wychowanie, które ma iść w zupełnie innym kierunku niż oficjalny kierunek, w jakim idzie oświata PRL. Podobne rekolekcje organizowano dla innych grup społecznych, np. dla lekarzy czy pielęgniarek.

Do tego dochodził ogromny autorytet polityczny prymasa. Jak już mówiłem – nie był on politykiem, ale doskonale rozumiał sytuację w Polsce, rozumiał, jak bardzo komunizm zniewala i jak sami komuniści zależni są od Moskwy, i demaskował ten system z ambony. Prymas Tysiąclecia był autorytetem nie tylko w Polsce, ze swoimi sprawami zwracali się do niego także katolicy ze Związku Sowieckiego.


W latach 70., gdy polityka wschodnia Watykanu zmierzała w kierunku nawiązania relacji z rządem PRL, kard. Stefan Wyszyński pytał się, po co dyplomacja Stolicy Apostolskiej chce legitymować system, który tylekroć skompromitował się w Polsce

Czy to prawda, że kard. Wyszyński miał szczególne uprawnienia od Stolicy Apostolskiej, które umożliwiały mu ingerowanie w sprawy Kościoła na terenie ZSRS?

Pomimo zmian granic Polski po II wojnie światowej z perspektywy Stolicy Apostolskiej nie został zerwany konkordat z II RP, zawarty w 1925 r. Cały obszar II RP był więc nadal punktem odniesienia, jeśli chodzi o odpowiedzialność episkopatu Polski za Kościół. Do tego odwołuje się treść specjalnych pełnomocnictw, jakie najpierw prymas August Hlond, a następnie kard. Stefan Wyszyński otrzymali od Stolicy Apostolskiej.

Z tych uprawnień wynikały konkretne zobowiązania, podjęte już przez Augusta Hlonda. Najpierw – na ile było to możliwe – podtrzymanie struktury Kościoła katolickiego na tych terenach. Powołano więc administratury apostolskie w Białymstoku, Lubartowie i Drohiczynie, miały one reprezentować części diecezji, które znalazły się po sowieckiej stronie, jak np. Wilno. Odpowiedzialność prymasów Polski za Kościół na Wschodzie wyrażała się też w otoczeniu troską konkretnych osób – księży, sióstr zakonnych czy świeckich katolików – które pozostały na tym terenie.

Realne możliwości oddziaływania były oczywiście ograniczone, ale podejmowano starania o uwodnienie konkretnych duchownych, w tym także bp Adolfa Szelążka, który został uwięziony w 1946 r., po powtórnym wkroczeniu Sowietów do diecezji łuckiej, w Kijowie. Za pośrednictwem dyplomacji watykańskiej, amerykańskiej, różnych nacisków biskup odzyskał wolność i zamieszkał w Zamku Bierzgłowskim pod Toruniem. Nie udało się jednak doprowadzić do uwolnienia ks. Dionizego Kajetanowicza czy kapłanów i biskupów grekokatolickich, ale polski Kościół podejmował takie starania.

Za czasów prymasa Wyszyńskiego, zwłaszcza po 1956 r., kontakty z Kościołem na Wschodzie były możliwe dzięki jego osobistym spotkaniom z repatriantami, w tym także kapłanami i siostrami zakonnymi oraz osobami, które odwiedzały Warszawę, np. w drodze na Zachód. Prymas doskonale zdawał sobie sprawę z dramatycznych represji, jakim podlegał Kościół na Wschodzie, gdzie po chwilowej odwilży w 1956 r. rozpoczęła się kolejna fala represji.

Troska o Kościół na Wschodzie wyraża się też w potajemnych święceniach kapłanów czy np. w tajnej konsekracji na biskupa lwowskiego ks. Jana Cieńskiego w 1967 r. Niestety, to oddziaływanie na Kościół na Wschodzie było ograniczone, ponieważ Moskwa nie prowadziła w tej sprawie normalnego dialogu.

Czytaj więcej: Przyjaciele Stefana Wyszyńskiego


Czy zachowały się konkretne informacje na temat kontaktów prymasa z katolikami z Wileńszczyzny czy innych części Litwy?

Tak. Mamy informacje na ten temat w „Pro memoria”, jednak nie zawsze pozwalają one na identyfikację konkretnych osób. Prymas często w swoich zapiskach nie podawał nazwisk, zwłaszcza w przypadkach, gdy mogło to zagrozić osobom go odwiedzającym.

Przykładem zainteresowania sprawami Wileńszczyzny może być zapis dotyczący przebiegu Rady Głównej Episkopatu Polski z 12 grudnia 1979 r.: „Przedstawiam – zanotował w „Pro memoria” prymas – sytuację Kościoła na wschodnim pograniczu Polski z ZSRR. Sytuacja w różnych obłastiach sow[ieckich] – Wilno i in. Usunięcie polskich tablic z murów Uniwersytetu Wileńskiego (Skarga, Wujek). – Nasze obowiązki wobec Kościoła w ZSRR. – Wysyłanie księży na wakacje do ZSRR”.

Czytaj więcej: Kościół prześladowany


Rozmawiamy o człowieku, który nie tylko jest jedną z najważniejszych postaci historii Polski w XX w., ale też niedługo zostanie ogłoszony przez Kościół błogosławionym. Podobno jednak nie ma ludzi boskich, są tylko ludzie Boży… Czy prymas miał jakieś słabości?

Na pewno jak każdy człowiek mógł się pomylić. Miał tylko ludzkie narzędzia do oceny poszczególnych ludzi, a oceniać musiał. Musiał oceniać kapłanów, np. księży patriotów. Po odzyskaniu wolności odsuwał ich od stanowisk, które uzyskali w czasie, gdy był więziony, i był w tej sprawie bardzo stanowczy.

Ks. infułat Stanisław Bross, który po uwięzieniu prymasa uzurpował sobie tytuł ordynariusza archidiecezji gnieźnieńskiej i uprawnienia prymasowskie, odsuwając represjonowanego przez komunistów biskupa pomocniczego Lucjana Bernackiego, został potraktowany bardzo jednoznacznie. Już w listopadzie 1956 r. został dosłownie odsunięty od wszystkich biurek, przy których w ostatnich latach siedział.

Czy to była pomyłka? Według mnie raczej twarda ocena rzeczywistości. Prymas nie miał czasu na hamletyzowanie. Po powrocie do swojej diecezji musiał szybko zdecydować, czy zgodzić się na leczenie w szpitalu psychiatrycznym kapłana, którzy przeszedł przez straszliwe represje i wyszedł z więzienia całkowicie zniszczony psychicznie. To były dramatyczne decyzje i możliwe, że czasem prymas mógł się mylić.

Zawsze jednak jego sądy były oparte na ogromnej pracowitości i determinacji w poszukiwaniu prawdy. Takich decyzji były tysiące, więc niektóry mogli czuć się potraktowani niesprawiedliwie. Niezrozumiana mogła czuć się także Polonia. Prymas widział ogromną słabość polityków Polonii na Zachodzie. Był przekonany, że polski Kościół katolicki na emigracji powinien uwalniać się spod wpływów polityków emigracji, którzy byli niesamowicie ze sobą skłóceni.

Kategorycznie odcinał się od prób politycznego wykorzystania obchodów milenium na Zachodzie, chciał, by miały one wymiar duszpasterski. Wydaje się, że jego posunięcia były bardzo przemyślane, a często w osiągnięciu celu paradoksalnie pomagały mu władze komunistyczne.

Kiedy odmówiono mu prawa do wyjazdu na Zachód, by mógł uczestniczyć w tych obchodach, wywołało to tak wielkie oburzenie opinii publicznej, że potem komuniści sami prosili go, by przyjął paszport. Choć pod warunkiem, że ponownie o to wystąpi, o paszport. Nie wystąpił!

Sejm RP wybrał kard. Stefana Wyszyńskiego na jednego z patronów roku 2021 – przypadnie w nim 40.rocznica jego śmierci, a także 120. rocznica urodzin. W uchwale izby zwrócono uwagę, że kard. Wyszyński był głosicielem uniwersalnych wartości chrześcijańskich i mężem stanu

Wracając do beatyfikacji – dlaczego nadal nie doszło do tego wydarzenia?

Mam nadzieję, że planowana beatyfikacja została odwołana jedynie ze względu na pandemię. Nie mam bowiem żadnych wątpliwości co do tego, że na gruncie Kościoła świętość prymasa Wyszyńskiego została dostatecznie udowodniona. Potwierdza ją każdy nowo wydany tom „Pro memoria”.


| FOT. FACEBOOK/MT5,14 MUZEUM JANA PAWŁA II I PRYMASA WYSZYŃSKIEGO


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 1(1) 02-08/01/2021