„Nasza pamięć wymaga stałego odnawiania”

„Młodzież jest bardzo wymagająca i potrzebuje atrakcyjnie przygotowanych treści, które muszą nadążać za aktualnymi tendencjami” – mówi Wiktor Łozowski
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Rozmowa z Wiktorem Łozowskim, nauczycielem historii w Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie

Jako nauczyciel historii co roku wraca Pan do tematyki powstania styczniowego. Jak ten temat przedstawiany jest w podręcznikach historii na Litwie?

Reklama

O powstaniu w gimnazjum mówimy w pierwszej klasie, w bardziej pogłębiony sposób wracamy do tego tematu także w klasie trzeciej. Jeśli chodzi o podręczniki, muszę przyznać, że w ogóle nie jestem zwolennikiem ograniczania się do zamieszczonych w nich treści. Zawsze przygotowuję lekcje sam, zbieram dodatkowe materiały. Młodzież jest bardzo wymagająca i potrzebuje naprawdę ciekawych, atrakcyjnie przygotowanych treści, które muszą nadążać za aktualnymi tendencjami. Trzeba przyznać, że w programie powstaniu poświęca się sporo uwagi, zdecydowanie więcej niż takim tematom, jak choćby Bitwa Warszawska, która jest niewątpliwie istotna z punktu widzenia historii nie tylko Polski, ale całej Europy. Warto jednak zauważyć, że taka tradycja trwa już od sowieckich czasów, gdy o powstaniu mówiono jako o przykładzie walki klasowej, wystąpieniu chłopów przeciw uciskowi caratu pod przewodnictwem lewicowych działaczy.

Nie tylko w czasach sowieckich powstanie było wykorzystywane do celów propagandowych. Już w czasach carskiej Rosji pojawiały się przecież karykatury przedstawiające zryw niepodległościowy jako „bunt polskich panów”, których nie obchodzi los chłopów…

Tak, stara zasada „dziel i rządź” nieraz była wykorzystywana przez Rosję. Myślę, że w dużej mierze osiągnęła ona zamierzone skutki, bo jednak budząca się pod koniec XIX w. litewska świadomość narodowa opierała się na ukształtowanym właśnie w okresie po powstaniu antagonizmie wobec Polaków. Z drugiej strony, Polacy nie chcieli usłyszeć i zrozumieć litewskich aspiracji do niepodległości, nie było na nie miejsca ani w projekcie Romana Dmowskiego, ani Józefa Piłsudskiego. Dopiero teraz zaczynamy patrzeć na to inaczej, lepiej rozumiemy polskie i litewskie racje z początku ubiegłego wieku. 

Czytaj więcej: Wilno uczciło 157. rocznicę wybuchu powstania styczniowego

Czy zmienia się również spojrzenie na powstanie styczniowe?

Myślę, że w postrzeganiu powstania bardzo wiele zmieniło się w ostatnim dziesięcioleciu. Te zmiany zaszły tak po polskiej, jak i po litewskiej stronie. Najbardziej znaczący był na pewno rok 2013, w którym obchodziliśmy 150. rocznicę powstania. Nie brakowało w nim wspólnych polsko-litewskich inicjatyw, wiele z nich wychodziło oddolnie. Razem z moimi uczniami zrealizowaliśmy projekt, w ramach którego znaleźliśmy w Puszczy Rudnickiej krzyż upamiętniający miejsce pochówku powstańców, prawdopodobnie braci Kuncewiczów. Wzniesiono go w 1933 r., z okazji 60. rocznicy powstania, gdy żyli jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń. Na informacje o nim trafiłem zbierając materiały do książki o mojej rodzinnej miejscowości – Rudziszkach. To miejsce znajduje się ok. 10 km od miasteczka. Obszerną relację z uroczystości znalazłem w przedwojennym „Kurierze Wileńskim”. Razem z uczniami stawialiśmy sobie bardzo ambitne cele – na uporządkowanie tego miejsca, ale również rozpowszechnienie wiedzy o nim tak, by stało się obiektem troski również przedstawicieli władz. Mieliśmy nadzieję, że uda się nam więcej dowiedzieć o powstańcach, być może także doprowadzić do ich identyfikacji. Niestety, nie udało nam się do tego doprowadzić. To miejsce to bardzo symboliczny przykład tego, że pewne postacie i wydarzenia z naszej historii są wielokrotnie odnajdywane i znów znikają z pamięci. Ten grób został najpierw upamiętniony w latach trzydziestych XX w., potem ktoś próbował go odnawiać w latach 90., po kilkunastu latach odnaleźliśmy go my, ale to miejsce bardzo łatwo ulega zapomnieniu ze względu na swoją niedostępność. Nie ma tam dobrego dojazdu, konieczny jest samochód terenowy, nic więc dziwnego, że szybko niszczeje. Ale tak chyba już jest z naszą pamięcią, że stale wymaga odnawiania.

Wiele wydarzeń upamiętniających powstanie styczniowe zrealizowano w 2013 r.
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Miejsc pochówków powstańców można znaleźć wiele także na wileńskich cmentarzach. Czy są one otaczane wystarczającą troską?

Wydaje mi się, że nasza pamięć jest bardzo okazjonalna. Nie zapominamy, ale mamy tendencję do rocznicowego podejścia. Czasem też ta żywa pamięć bywa wykorzystywana przez polityków, a przecież chodzi o znacznie więcej. Dla mnie, jako nauczyciela, największym wyzwaniem jest przekazanie młodemu pokoleniu, że wolność jest wartością, za którą warto oddać życie. Dziś słowo „wolność” budzi bardzo wiele emocji, u niektórych wręcz reakcje alergiczne. Nie do końca rozumiemy też jego ciężar, bo przecież od 30 lat żyjemy w wolnym kraju. Pochłonął nas konformizm, z którego nie tak łatwo budzić, a przecież od tego zależy przyszłość.

Powstanie styczniowe to jednak nie jest łatwa lekcja. Nie tylko zostało przegrane, ale jego upadek wiązał się z szeregiem represji, które bardzo boleśnie dotknęły społeczeństwo…

Tak, ale to właśnie lekcja, która ukazuje, że są sprawy, dla których warto ponosić największe ofiary. Nigdy nie zabraknie ludzi kwestionujących sens walki o wolność. Doskonale widać to teraz, gdy poczytamy komentarze internautów pod tekstami dotyczącymi wydarzeń na Białorusi. Bardzo wielu ludzi, niestety także wielu Polaków z Wileńszczyzny, nie widzi sensu protestów. Od takich wartości jak wolność ważniejsza jest może dla nich pełna miska, ale gdyby wszyscy tak myśleli, to wolności, niepodległości nie mielibyśmy nigdy. Uważam, że szkoła, nie tylko lekcje historii, ale cały proces wychowawczy powinien być ukierunkowany na kształtowanie systemu wartości, w którym własna wygoda czy spokój nie są na pierwszym miejscu. Powinniśmy wskazywać, że są sprawy, które wymagają ofiary.

Chciałabym wrócić do tematu rocznic. Dla Polaków, rzeczywiście, historia ma bardzo kalendarzowy układ. O najważniejszych wydarzeniach przypominamy co roku przy konkretnych datach. Rozmawiamy tuż przed 158. rocznicą wybuchu powstania, które Polacy nazywają styczniowym, a Litwini powstaniem 1863 r. Z jednej strony podkreśla to odrębność wydarzeń w Polsce i na Litwie, ale czy przy okazji – nie utrudnia podtrzymywania pamięci o tych wydarzeniach?

Daty są bardzo ważne. Na Litwie najlepiej widzimy to na przykładzie ustalenia daty koronacji Mendoga przez prof. Edvardasa Gudavičiusa. Oczywiście, ustalenie jej wymagało ogromnego wysiłku, ale nie mam wątpliwości, że to odkrycie wywarło bardzo duży wpływ na nasze społeczeństwo. Na pewno w pamięci o powstaniu świętowanie jego rocznicy również ułatwiałoby powracanie do jego historii, byłoby po prostu zobowiązujące. Teraz powstanie powraca przy okazji wielkich rocznic, jak 150-lecie, lub wyjątkowych wydarzeń, jak pochówek przywódców powstania. To zbyt mało, by pamięć o tej bardzo ważnej walce, w której „za wolność naszą i waszą” wspólnie walczyli przodkowie dzisiejszych Polaków, Litwinów, Białorusinów i Ukraińców, wystarczająco się zakorzeniła. Warto też pamiętać, że jest to część wspólnej historii, której żaden z tych narodów nie powinien zawłaszczyć.

Czytaj więcej: Po powstaniu styczniowym zagłada kościołów wileńskich