Coraz więcej czasu spędzamy przed ekranem

Pandemia sprawiła, że o wiele więcej czasu spędzamy przed telewizorem
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Pandemia sprawiła, że o wiele więcej czasu spędzamy przed telewizorem. Pierwszy rekord padł w kwietniu, kiedy to mieszkańcy Litwy telewizję oglądali średnio 4 godz. i 30 min.
W grudniu mieliśmy nowy – statystyczny mieszkaniec Litwy oglądał telewizję średnio przez 4 godz. 40 min., a więc prawie o pół godziny dłużej niż w tym samym miesiącu 2020 r. Telewizor stał się więc bardzo ważną częścią naszego życia, a to przecież tylko jedno z mediów. Gdyby do badań włączyć internet, mogłoby się okazać, że prawie nie mamy czasu na prawdziwe życie. 

Prawdziwe życie powinno mieć pierwszeństwo

– Telewizor jest narzędziem, jak każde inne. To od nas zależy, jak je wykorzystujemy, czy nam pomaga, czy szkodzi w normalnym życiu. Ważne jest, byśmy podchodzili do niego świadomie, wybierali to, co jest nam potrzebne, a nie oglądali wszystkiego – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” prof. Joanna Łukasiewicz-Wieleba, pedagog z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej.

Reklama

Rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego” zauważa, że na pewnego rodzaju uzależnienie od telewizji narażone są szczególnie osoby starsze. – Seniorzy, którzy oglądają z zamiłowaniem seriale, czasem trwające latami, czasem żyją życiem ich bohaterów bardziej niż losami własnej rodziny. Nie interesuje ich spacer czy wnuki, ale to, co stanie się w kolejnym odcinku. Tymczasem to nie jest prawdziwe życie. Nie warto rezygnować ze spotkania, wyjścia z domu czy choćby rozmowy telefonicznej tylko dlatego, że zacznie się serial. To my powinniśmy rządzić swoim czasem, a nie program telewizyjny – mówi Łukasiewicz-Wieleba.

Pedagog zauważa, że rozkład dnia układany pod kątem programu telewizyjnego stwarza wrażenie, że jesteśmy ciągle zajęci. – Oczywiście, jeśli wybieramy programy telewizyjne, które rzeczywiście nas interesują, które są wartościowe pod względem intelektualnym, oglądanie telewizji jest korzystne, ale na pewno dźwięk telewizora nie powinien być tłem, które słyszymy ciągle. Mój teść doświadczył tego, jak nagle dużo ma wolnego czasu właśnie, kiedy zepsuł mu się telewizor. Okazało się, że jest wiele innych rzeczy do zrobienia, wiele książek do przeczytania – dzieli się prywatnym doświadczeniem pedagog.

Telewizor jest narzędziem, jak każde inne. To od nas zależy, jak je wykorzystujemy – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” prof. Joanna Łukasiewicz-Wieleba
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie pozwólmy, by tablet zastąpił rodziców

Warto zauważyć również, że często mimowolnymi odbiorcami telewizji są dzieci, które po prostu znajdują się w tym samym pokoju co włączony odbiornik. Narażone są one na szereg niebezpieczeństw, których istnienia dorośli nawet nie podejrzewają. Jednym z nich może być działanie reklam – dzieci nie odróżniają reklam od zwykłych programów, a ich przekaz biorą całkowicie serio. Nic dziwnego, że maluchy łatwo jest przekonać nie tylko do upragnionych zabawek, ale także do niezdrowego jedzenia, co może prowadzić do złych nawyków żywieniowych.

Oczywiście – telewizor to tylko jeden z ekranów, które znajdują się w naszych domach. Młode pokolenie poświęca na oglądanie telewizji znacznie mniej czasu, ale nie oznacza to wcale, że jest mniej przytłoczone mediami. – Tak naprawdę małe dzieci, do 2-3 roku życia w ogóle nie powinny oglądać ekranu, także bajek na komputerze czy tablecie. Mamy tymczasem do czynienia z tabletowym pokoleniem, dla którego ekran staje się zastępnikiem rodzica. Wielu rodziców wykorzystuje kreskówki, by coś u dzieci osiągnąć. Chcą, by były grzeczne – włączają bajkę. Chcą, by zjadły obiad – kolejna bajka. Mamy na chwilę święty spokój, ale długofalowo działa to zupełnie odwrotnie. Ćwiczymy po prostu coś w rodzaju warunkowania Pawłowa, dziecko nie zje, dopóki nie włączymy mu bajki, nie uspokoi się bez bajki. I nie będzie potrafiło skupić się na czymś jednym, a to potem przełoży się na szkołę – zauważa Łukasiewicz-Wieleba.

Czytaj więcej: Stres związany z pandemią – co pomaga go przetrwać?

Ekran można podzielić, uwagi nie

Według pedagog rodzice nie powinni zostawiać wolności w dostępie do mediów także starszym dzieciom. – To dziś szczególnie trudne, zwłaszcza w czasie zdalnego nauczania. Bardzo często zdarza się, że uczeń próbuje się uczyć czy odrabiać lekcje, jednocześnie oglądając film czy obserwując media społecznościowe. To całkowite nieporozumienie. My nie mamy podzielnej uwagi, nie da się robić dwóch rzeczy naraz. Człowiek do nauki potrzebuje koncentracji, ciszy. Efekt jest taki, że po wielogodzinnej nauce z innymi obrazami w tle, uczeń jest bardzo zmęczony, ma poczucie, że stracił dużo czasu i niewiele umie – zauważa pedagog.

– Najnowsze badania pokazują, że na efekt nauczania ma wpływ już samo ułożenie smarftona na biurku ucznia. Jeśli leży on ekranem do góry, dziecko jest przez cały czas w gotowości, by odebrać wiadomość. Wystarczy go odwrócić ekranem do dołu, by uczeń mógł pracować znacznie bardziej wydajnie – mówi Łukasiewicz-Wieleba. 

Warto również zwrócić uwagę na wartości, które propagują seriale czy programy, które oglądają dzieci i młodzież. – Dopóki rodzice i wychowawcy wiedzą, co dzieci i młodzież oglądają i mają czas na rozmowę o tych treściach, można je wykorzystać jako przestrzeń do rozmowy o wartościach czy rzeczywistości otaczającej dzieci. Warto jednak zauważyć, że bezkrytyczne przenoszenie świata kreowanego przez seriale, nawet te świetnie pod względem technicznym zrobione, nie jest dobre. To po prostu zupełnie inna rzeczywistość niż nasza. Nie tylko chodzi o to, że problemy są przerysowane i oddalone od życia, ale również o to, że np. amerykańska rzeczywistość, gdzie prawo posiadania broni jest codziennością, nie pasuje do naszej. Bardzo różny jest również stopień seksualizacji nastolatków. Przenoszenie bezkrytycznie tych realiów na polskie czy litewskie warunki to całkowita pomyłka – zauważa Łukasiewicz-Wieleba.

Czytaj więcej: Pandemia coraz bardziej spycha gotówkę na boczne tory