Ultimatum 1938. Niestandardowy środek na nienormalne relacje

Plan ultimatum dojrzewał od dłuższego czasu, taka teza wynikała zresztą z dokumentów wewnętrznych MSZ – mówi Kurierowi Wileńskiemu Dominik Wilczewski
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Rozmowa z Dominikiem Wilczewskim, współautorem książki „1938. Najciemniejsza jest noc tuż przed świtem – 80. rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Litwą”  .


Marszałek Józef Piłsudski, w czasie uroczystości przyłączenia Wilna do Polski 20 kwietnia 1922 r.   mówił: „Przez cześć dla przeszłości, przez szacunek dla krwi wspólnie przelanej, dzisiaj, w dzień wielkiego triumfu, triumfu polskiego, który tak gorąco wszyscy tu zebrani odczuwają, nie mogę nie wyciągnąć przez kordon nas dzielący ręki do tych tam w Kownie, którzy może dzień dzisiejszy, dzień naszego triumfu uważają za dzień klęski i żałoby. Nie mogę nie wyciągnąć ręki, nawołując do zgody i miłości. Nie mogę nie uważać ich za braci”. Czy Polacy rzeczywiście życzliwie patrzyli w stronę Litwy, czy były to tylko słowa?

Trzeba pamiętać o tym, że sam Piłsudski, jak również duża część jego otoczenia, to byli ludzie, których korzenie sięgały ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Pewnym paradoksem jest to, że także człowiek, który stał się symbolem polskiej agresji wobec Litwy, czyli Lucjan Żeligowski, pochodził z dawnej, historycznej litewskiej szlachty. W elitach II Rzeczpospolitej nie brakowało osób, które nazywały siebie Litwinami czy też Starolitwinami i miały bardzo wielki sentyment do tych ziem, pomimo wielu animozji. Piłsudski miał niewątpliwie nadzieję na uregulowanie tego konfliktu w niedalekiej przyszłości, czego wyrazem jest również to przemówienie. Nie były to tylko słowa, ale szły za nimi konkretne próby nawiązania kontaktu z litewskimi elitami. Z drugiej strony, Litwę postrzegano w Polsce jako państwo zachowujące się nie do końca poważnie, reagujące bardzo emocjonalnie, co nasiliło się zwłaszcza po dojściu do władzy Antanasa Smetony i Augustinasa Voldemarasa, który w 1927 r. ogłosił wręcz, że Litwa znajduje się w stanie wojny z Polską, co było odbierane jako zachowanie grożące formalnie nieistniejącym relacjom polsko-litewskim.

W tym okresie nie istniały nie tylko formalne, dyplomatyczne polsko-litewskie relacje, ale nie było ich również na szczeblu gospodarczym, kulturalnym czy turystycznym. Jak ten okres sąsiedzkiej izolacji wpłynął na późniejsze kontakty?

Przede wszystkim w tym czasie na Litwie, ale także w Polsce wykształciła się zupełnie nowa elita polityczna, która nie miała sentymentalnego stosunku do wspólnej historii.  Minister Spraw Zagranicznych RP w latach trzydziestych, Józef Beck, miał bardzo pragmatyczny stosunek do Litwy i prostu uważał, że ten nienormalny stan braku relacji należy zakończyć. Głębokie skutki odczuwało także społeczeństwo. 18 lat braku relacji sprawiło, że Polacy bardzo niewiele wiedzieli o Litwie, bo, jak pisał jeden z publicystów, niewiele zza tego chińskiego muru do Polski przenikało. Zdarzały się oczywiście pojedyncze przypadki kontaktów kulturalnych, bo niektórzy litewscy artyści przyjeżdżali do Polski, ale izolacja znacząco wpłynęła na wzajemne postrzeganie i rosnące wzajemne niezrozumienie.

W 2019 r. w Kownie zaprezentowano wystawę „1938. Najciemniejsza jest noc tuż przed świtem – 80. rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Litwą”
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Sytuacja zmieniła się w 1938 r. 11 marca na granicy śmierć poniósł polski żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza, strzelec Stanisław Serafin. Potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie – już 17 marca rząd polski wystosował ultimatum do rządu litewskiego z żądaniem natychmiastowego nawiązania normalnych stosunków dyplomatycznych bez żadnych warunków wstępnych. Przez wiele lat takich tragicznych incydentów na granicy było wiele, ale dopiero ten spotkał się z tak zdecydowaną odpowiedzią.  Czy tempo wydarzeń pozwala przypuszczać, że polski MSZ był przygotowany do wystosowania ultimatum jeszcze przed incydentem z 11 marca?

Ten plan dojrzewał zapewne od dłuższego czasu, taka teza wynikała zresztą z dokumentów wewnętrznych MSZ. Rozpatrywano możliwość zmuszenia Litwy do nawiązania stosunków dyplomatycznych drogą ultimatów, czego zwolennikiem był pułkownik Józef Beck, ale również inne osoby z jego środowiska. Oczekiwano po prostu na odpowiedni pretekst do takiej reakcji. Pojawiają się również teorie, że incydent z 11 marca był prowokacją, ale ja uważam, że to tragiczne w skutkach wydarzenie było nieplanowane, ale po prostu wykorzystane przez stronę polską jako pretekst. Wskazuje na to również fakt, że Józefa Becka nie było w Polsce, kiedy te wydarzenia miały miejsce. Urzędnicy MSZ podjęli konkretne działania w stronę wystosowania ultimatum, a gdy tylko uzyskali potwierdzenie tych kroków ze strony Becka, przystąpiono do dalszych działań. Wygląda więc na to, że był to plan opracowany we wstępnej formie wcześniej i po prostu czekał na warunki do realizacji.

Z inicjatywy Instytutu Polskiego w Wilnie oraz Samorządu miasta Kowna 22 marca 2019 roku na budynku byłego Poselstwa RP w Kownie odsłonięto tablicę pamiątkową
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Ultimatum to instrument bardzo rzadko wykorzystywany w dyplomacji w celu nawiązania relacji dyplomatycznych… Skąd pomysł wyboru takiego środka?

Ironicznie można powiedzieć, że skoro relacje były nienormalne, to również wymagały zastosowania nie do końca zgodnych ze zwyczajami dyplomacji tego okresu środków. Oczywiście ultimata się w tamtym okresie zdarzały, bo np. na drodze ultimatum reakcje wymuszały również Niemcy pod rządami Adolfa Hitlera, ale rzeczywiście żądanie nawiązania stosunków dyplomatycznych na drodze ultimatum można uznać za ewenement. Brak stosunków dyplomatycznych nie byłby niczym niezwykłym między państwami znajdującymi się na różnych kontynentach, jednak w przypadku Polski i Litwy, nie dość, że sąsiadujących ze sobą, to jeszcze mających długą, wspólną historię, była to sytuacja nadzwyczajna. Najwyraźniej uznano, że taka nadzwyczajna sytuacja wymaga nadzwyczajnych kroków. Warto jednak zauważyć, że same stosunki dyplomatyczne niekoniecznie musiały świadczyć o poprawnych relacjach.  Polska w tym czasie miała stosunki dyplomatyczne i nawet podpisywała międzynarodowe umowy z III Rzeszą czy Związkiem Sowieckim, z którym kilkanaście lat wcześniej prowadziła wojnę.

Od nawiązania stosunków dyplomatycznych do wybuchu II wojny światowej minęło zaledwie półtora roku. Co udało się przez ten czas osiągnąć?

Jeśli chodzi o gospodarkę – był to czas niewątpliwie zbyt krótki, by wiele można było osiągnąć, zwłaszcza, że oba państwa miały już rozwinięte gospodarki, sieci dostaw i eksportu. W tak krótkim czasie udało się całkiem sporo zdziałać na polu kulturalnym. Na Litwie zaczęto wyświetlać polskie filmy, w Polsce pojawiły się pierwsze tłumaczenia litewskich dzieł literackich, z wzajemnymi wizytami jeździli pisarze i grupy teatralne. To wszystko pokazywało, że na Litwie niekoniecznie Polacy muszą być postrzegani negatywnie. Z drugiej strony – nagłe nawiązanie relacji dyplomatycznych, po kilkunastu latach jednoznacznie antypolskiej propagandy, dla dużej części społeczeństwa było szokiem. Część Litwinów postrzegała to jako zdradę, utrzymywał się bardzo duży ładunek negatywnych emocji, ale co ciekawe – był on skierowany nie tyle przeciwko samej Polsce, co przeciwko elitom władzy na Litwie, które godziły się na kolejne ustępstwa. 

Czytaj więcej: Filmowy życiorys Józefa Piłsudskiego


Dominik Wilczewski – absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, redaktor portalu Przegląd Bałtycki, interesuje się krajami bałtyckimi, stosunkami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi. Współautor (wraz z Simonasem Jazavitą) książki „1938. Najciemniejsza jest noc tuż przed świtem – 80. rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Litwą” wydanej z inicjatywy Instytutu Polskiego w Wilnie.