Wędrówka po podwileńskich okolicach z Ireną Fiedorowicz-Wasilewską

Irena Fiedorowicz-Wasilewska na swoim koncie ma kilkanaście wystaw indywidualnych i udział w kilku zbiorowych
| Fot. archiwum wł. Ireny Fiedorowicz-Wasilewskiej

W lutym ukazała się kolejna książka autorstwa Ireny Fiedorowicz-Wasilewskiej „Dom przy drodze”.

O czym jest nowa książka?

„Dom przy drodze” to książka o tematyce krajoznawczej. To taka wędrówka po podwileńskich okolicach. To miejscowości Petesza, Porudomino, Korzyść, Mariampol, Rawdomka, Dusinięta, Słobódka, Kowalki i inne. Każdej chciałam poświęcić chociaż krótką wzmiankę historyczną, dodając własne rozważania.  

Dlaczego właśnie te zakątki zostały wspomniane?

Lubię zwiedzać pobliskie okolice i zauważyłam, że w większości są nieco zapomniane, częściowo wyludnione i wkrótce całkowicie zanikną, a przecież kiedyś wrzało tu intensywne życie. Chciałam nieco odkurzyć je od zapomnienia ze względu na bogatą historię. Istotne znaczenie również ma fakt, że stąd pochodzę, czułam więc obowiązek, aby przeniknąć przez „skorupę zapomnienia” i wydobyć jakieś ciekawostki z historii tych miejscowości, a potem jakoś utrwalić. Kilka z tych miejscowości zostały wspomniane i utrwalone w twórczości, dziennikach lub życiorysach słynnych twórców. Czesław Miłosz opisuje Rawdomkę (Raudonkę) koło Mariampola, w której przebywał i skąd jeździł na polowanie do Puszczy Rudnickiej. Żona polskiego malarza Ferdynanda Ruszczyca pochodziła z Porudomina. Malarz Tadeusz Gorecki, zięć Adama Mickiewicza, urodził się w podwileńskich Dusiniętach.

Pani debiut literacki miał miejsce nieco wcześniej. Kiedy ukazała się pierwsza książka?

Tak, to moja druga książka. Pierwsza książka pod tytułem „Niegasnący promyk” ukazała się w 2016 r. i poświęcona była 100-leciu krzewienia oświaty w okolicy Bogusze i Rakańce. W podstawówce w Rakańcach również pobierałam naukę i to przede wszystkim zachęciło mnie do napisania książki. Zbliżał się okres, gdy szkoła miała obchodzić jubileusz stulecia i to zmotywowało mnie, aby uwieńczyć jubileuszowe obchody wydaniem publikacji. Pisząc o początkach edukacji w tej okolicy, opisałam też nieco historię tych okolic. Starałam się wspomnieć ludzi, którzy przyczyniali się do tego, aby promyk oświaty jaśniał nieprzerwanie i jak najdłużej.

Czytaj więcej: Credo „Elipsy” –nieść sztukę do widza

 Proszę opowiedzieć naszym Czytelnikom o sobie.

Urodziłam się w rejonie wileńskim w zaścianku Kawierniszki, niedaleko Rudominy. Ukończyłam studia filologiczne na Uniwersytecie Wileńskim. Pracowałam w Bibliotece im. A. Mickiewicza oraz w innych bibliotekach. Zawsze jednak chciałam wypróbować swoich sił w malarstwie. W 2008 r. pomyślnie ukończyłam Szkołę Sztuk pięknych im. J. Wienożyńskiego.

Co zadecydowało o tym, że zaczęła Pani pisać?

Pisałam od bardzo dawna, można powiedzieć, od zawsze. Pisałam wiersze, prowadziłam dziennik. Wszystko to odkładałam „do szuflady”. Lubiłam swoje myśli, uczucia, spostrzeżenia przelewać na papier. Papier jest przecież cierpliwy, zniesie nasze wszystkie słowa… Byłam osobą skrytą, i chyba nadal taką jestem, więc chętnie pisałam, aby w taki sposób wypowiedzieć to, co myślę i czuję.

Czuje się Pani prawdziwą pisarką?

Byłoby zarozumiałością tak twierdzić. Na to miano należy jeszcze zasłużyć.

„Dom przy drodze” to ilustrowana zdjęciami książka o tematyce krajoznawczej
| Fot. archiwum wł. Ireny Fiedorowicz-Wasilewskiej

W jaki sposób można skontaktować się odnośnie książek?

Można mnie znaleźć odwiedzając mój profil na Facebooku.

Kolejną pasją w Pani życiu jest malarstwo. Kiedy sięgnęła Pani po pędzel?

Aktywnie oddaję się malarstwu od 2008 r., gdy ukończyłam szkołę malarską i poszerzyłam swoją wiedzę w zakresie malarstwa. Zmienił się mój pogląd na sztukę, zrozumiałam, że to jest moje i powinnam malować.

Należy Pani do Twórczego Związku Polskich Artystów Malarzy „Elipsa”. Jakie są korzyści z członkostwa w takim zrzeszeniu?

Do twórczego związku „Elipsa” należę dopiero od dwóch lat. Trudno na razie mówić o korzyści z członkostwa. Takie zrzeszenia przede wszystkim sprzyjają twórczej wymianie myśli. Jednak jestem indywidualistką i lubię chodzić własnymi drogami. Mam na koncie kilkanaście wystaw indywidualnych i kilka zbiorowych. Obrazy były eksponowane w salach wystawowych Wilna i Wileńszczyzny. Ostatnia wystawa, wirtualna, odbyła się podczas pandemii w Niemenczynie. 

Jest Pani osobą kreatywną, ale są pewne warunki, które sprzyjają twórczości. Jak to wygląda u Pani?

Uważam, że warunki należy stwarzać samemu i dostosowywać wszystko w swoim życiu, aby powstały pewne warunki sprzyjające twórczości. To znaczy, uwalniać się od rzeczy zbędnych, od wszystkiego, co przeszkadza tworzyć. Jeżeli człowiek wie, na czym mu bardzo zależy i wie, czego chce, to w swoim życiu wszystko podporządkuje temu. W moim przypadku droga do twórczości to długi proces poszukiwań. Nareszcie dojrzałam do twórczości, odnalazłam siebie, może dlatego, że nigdy nie wyrzekłam się swojego marzenia.

Plany twórcze na najbliższą przyszłość?

Pisać i malować.